<?xml version="1.0"?>
<rss version="2.0"><channel><title/><link>https://modelwork.pl/blogs/blog/15-modelarskie-meandry-wachmistrza/</link><description><![CDATA[<p>
	Zapiski warsztatowe, techniczne i historyczne na interesujące mnie tematy. Od późnego dzieciństwa interesuję się lotnictwem, z naciskiem na klasyczny okres 2. wojny światowej w skali 1:72. Po powrocie do modelarstwa około 2012 roku - rozpocząłem przygodę ze szmatopłatami, przeważnie w lotnictwie polskim. Obecnie znowu na zakręcie. Zobaczymy, co z tego wyniknie...
</p>
]]></description><language>pl</language><item><title>Co skleja&#x107;?</title><link>https://modelwork.pl/blogs/entry/4-co-skleja%C4%87/</link><description><![CDATA[<p>
	Prowadzony przeze mnie jakiś czas temu warsztat P-47 w projekcie grupowym „Sklejamy tanią Hasegawę” przypomniał mi, dlaczego powracając do modelarstwa jakieś 15 lat temu wybrałem szmatopłaty w skali 1:48.
</p>

<ul>
	<li>
		Otóż po pierwsze, w tej dziedzinie panuje większy luz, wynikający choćby z faktu, że trudno jest ustalić bezsprzeczne fakty dotyczące detali konstrukcji czy malowania.
	</li>
	<li>
		A po drugie – uznałem wtedy, że początki lotnictwa  jest to okres bardziej nobliwy i właściwy dla „pana modelarza” z ilomaś krzyżykami na karku.
	</li>
</ul>

<p>
	Po latach uważam, że błędnie przypisuje się tym konstrukcjom jakieś modelarskie wtajemniczenie wyższego stopnia. Jeśli przyjrzymy się dokładnie – większość rozterek komentariatu i tak dotyczy naciągów. Co prawda – w moim przypadku bardziej od naciągów denerwowały mnie długie horyzonty czasowe tych projektów – bywało, że ponad rok. Jest to oczywiście konsekwencja przyjęcia przeze mnie filozofii, że wszystkie sprawy życiowe mają pierwszeństwo przed modelarstwem. A że życie mam intensywne…
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Z górą dekada zajmowania się lotnictwem „płaszcza i szpady” nie zabiła jednak we mnie młodzieńczych fascynacji maszynami drugowojennymi i to w większej skali, bo 1:72. I choć nadal posiadam w schowku kilkanaście niezłożonych dwupłatów, to od jakiegoś czasu tworzę już – na razie wirtualną – kolekcję jednopłatów z chowanym podwoziem o mocniejszej konstrukcji - przeważnie amerykańskich. Trzy już mam zrobione (dwa P-47D i jeden P-51C). Chciałbym zrobić też paru Japończyków. Pierwszy kandydat – B5N2 typ 97 czyli „Kate” – jest już nawet zaczęty. Przy sposobniejszej chwili otworzę z nim kolejny warsztat w moim ulubionym wątku o taniej Hasegawie, zanim Airfix wznowi swojego. Co prowadzi nas do pytania – czy opłaca się sklejać stare zestawy?
</p>

<p>
	 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">4</guid><pubDate>Wed, 05 Aug 2026 13:48:19 +0000</pubDate></item><item><title>Czekam na w&#x142;asn&#x105; pracowni&#x119;.</title><link>https://modelwork.pl/blogs/entry/3-czekam-na-w%C5%82asn%C4%85-pracowni%C4%99/</link><description><![CDATA[<p>
	Nie ma co się rozpisywać na temat Czapli, Łosi i Karasi. Każdy modelarz-senior zna to z własnego doświadczenia. Zaskakujące jest, jak bardzo podobne do siebie są te modelarskie początki. U mnie zaczęło się od konkursu w podstawówce "Wojsko w oczach dziecka". Narysowałem WOP-istę na warcie ze Śnieżką w tle i dostałem w nagrodę Tu-134 VEB Plasticard. Później kleiłem inne wielkoludy tej firmy, wliczając Tu-22 i Be-6. Jak na PRL-owskie mieszkanie, bez własnego pokoju, z miejscem przy stole dzierżawionym na czas majsterkowania. Z czasem doszły produkty KP, w  tym słynny Aero C3A, który jednak się nie zachował. To, co przetrwało, można zobaczyć w moim portfolio: <a href="https://modelwork.pl/topic/20393-wachmistrz-modele-stare-i-nowe/" rel="">Wachmistrz - modele stare i nowe</a> 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Miałem też epizod z pancerką, tzn. mój Tato miał - kupił mi T34 Tamiya w skali 1:24, który sam skleił. Później przez lata czołg był główną siłą w prowadzonych przeze mnie natarciach armii żołnierzyków z kiosku  (ktoś pamięta?), włączając ugrupowania rycerzy, Indian i kowbojów. Jakoś tak pod koniec podstawówki sam zaprojektowałem i wyciąłem z kartonu kilka pojazdów, które pomalowałem potem plakatówkami. Były to czołgi Panther i Cromwell oraz coś w rodzaju halftracka (Sd. Kfz.251?) z niemieckimi krzyżami. Te siatki opracowałem na podstawie zdjęć w posiadanych książkach. 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Kiedy doczekałem się własnego pokoju, w składziku miałem już kilka Matchboxów  czekających na sklejenie przy własnym biurku. Na studiach rzuciłem modelarstwo w jasną cholerę - rozumiałem, że nie mogłem wziąć tych modeli ze sobą, a na własne mieszkanie musiałem dopiero zarobić. Okazało się to trudniejsze, niż myślałem - dość powiedzieć, że w życiu przeprowadzałem się więcej niż 25 razy - od Polski przez Niemcy, Egipt aż po dwa kilkuletnie pobyty w Turcji, gdzie wznowiłem hobby w wersji szmatopłaty 1:48. Większość ze zrobionych tam modeli udało mi się bezpiecznie przetransportować do Polski. Przeprowadzek nie przeżyły: Fokker Dr. I, PZL P.24, Bf-109D, Spitfire IDF, a ostatnio SE.5A.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Teraz  wróciłem na dobre do Polski. W ostatnich tygodniach przeniosłem się z Wrocławia do Warszawy. Mam nadzieję, że niedługo doczekam się w końcu własnej, stałej pracowni, gdzie rozpakuję wszystkie klamoty. Obecnie jest w budowie, razem z "własnym kawałkiem podłogi". Muszę tylko jeszcze znaleźć pracę, żeby móc z tego wszystkiego spokojnie korzystać. 
</p>

<p>
	 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">3</guid><pubDate>Tue, 04 Aug 2026 10:36:31 +0000</pubDate></item></channel></rss>
