Jump to content
wojtek

Filmy wojenne i o tematyce wojskowej.

Recommended Posts

Ten film jest dziś na TVP 1 o godz.20.20. Świetny drugowojenny temat. Nie przegapcie !

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właśnie obejrzałem i tak się zastanawiam czemu wszystkie czołgi niemieckie były pokazywane w nocy poza tym o ile się nie mylę to jeden z t 34 miał koła od t 55. Czy to jest możliwe??

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie obejrzałem i tak się zastanawiam czemu wszystkie czołgi niemieckie były pokazywane w nocy poza tym o ile się nie mylę to jeden z t 34 miał koła od t 55. Czy to jest możliwe??

Większość powojennej produkcji tak miała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogólnie film mi się podobał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fajny klimat

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawy, za to zastanawia mnie fakt, że w 99% filmów niemiecki czołg to Tygrys. I tylko Tygrys ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Warto było obejrzeć

Share this post


Link to post
Share on other sites

A mnie tak średnio się podobał. Propaganda wylewała się każdą dziurką więc męczyłem się do końca z poczucia obowiązku odfajkowania "pozycji filmowej" i ziewałem coraz bardziej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tym ziewaniem to trochę prawda , ale powiedzcie mi kiedy ostatnio był w TV 1 jakiś Rosyjski film wojenny z czasów ZSRR. A niektóre produkcje mieli fajne. To prawda kiedyś ciągle były tylko takie ,ale za to mamy ciągle Komando albo Strażnik Teksaku. Przydałoby się troche to pomieszać i byłby niezły koktailik.A co myślicie o Czterech Pancernych?Chyba go w TV1 już nie wyemitują.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale leci pies cywil!!

 

Uwielbiam to

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tygrysek z filmu ,to kinowy weteran.Brał udział m.in. w epopei "Wyzwolenie". Zrobiony na bazie t-44.

Film mi sie podobał (mam go zresztą na dvd od ponad roku).

Fakt propagandą to on aż ocieka Kiedyś ten styl będą nazywać "wczesny Putin"

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale wreszcie w filmie niemiaszki mieli mundury kamuflażowe i sprzęt w kolorach WH olive + pochodne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
mnie tak średnio się podobał. Propaganda wylewała się każdą dziurką więc męczyłem się do końca z poczucia obowiązku odfajkowania "pozycji filmowej" i ziewałem coraz bardziej.

 

W pełni sie zgadzam. Najbardziej żenująca była końcówka już po obronie chałupy.

O takich mniej chlubnych wyczynach Armii Czerwonej już się raczej nie wspomina,ale jakoś mnie to nie dziwi. Po co wspominać o rabowaniu i zbiorowych gwałtach często na małych dziewczynkach. Nie mówię, że każdy żołnierz radziecki taki był,bo było wśród nich również wielu mężnych, wspaniałych ludzi,ale fakt pozostaje faktem.

Polecam poczytać sobie książki Antonego Beevor'a "Stalingrad" i "Berlin Upadek 1945".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Z tym ziewaniem to trochę prawda , ale powiedzcie mi kiedy ostatnio był w TV 1 jakiś Rosyjski film wojenny z czasów ZSRR. A niektóre produkcje mieli fajne. To prawda kiedyś ciągle były tylko takie ,ale za to mamy ciągle Komando albo Strażnik Teksaku. Przydałoby się troche to pomieszać i byłby niezły koktailik.A co myślicie o Czterech Pancernych?Chyba go w TV1 już nie wyemitują.

W TVP nie zato w Kino Polska tak!:

http://film.onet.pl/seriale/0,1467560,wiadomosc.html

A i "nasz człowiek w Abwerze też się pojawi :

http://film.onet.pl/seriale/0,1458102,wiadomosc.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
O takich mniej chlubnych wyczynach Armii Czerwonej już się raczej nie wspomina,ale jakoś mnie to nie dziwi. Po co wspominać o rabowaniu i zbiorowych gwałtach często na małych dziewczynkach. Nie mówię, że każdy żołnierz radziecki taki był,bo było wśród nich również wielu mężnych, wspaniałych ludzi,ale fakt pozostaje faktem.

 

Tak a w filmach amerykańskich, niemieckich nie wspomina się o paleniu dzieci w chatach wraz z kobietami przez Niemców, nie wspominając o gwałtach, zbiorowych wieszaniach mężczyzn i rabowaniu mienia. Po przeczytaniu pamiętników radzieckich, polskich i niemieckich żołnierzy to nie dziwie się że Rosjanie wszystko co było niemieckie i nosiło sukienkę to gwałcili i się nad tym mścili. Niemcy nawarzyli piwa i kobiety aryjskie musiały je wypić.

 

Wracając do filmu, to uważam, że był to najbardziej obiektywny film, gdzie pokazywali radzieckiego żołnierza i Armię Czerwoną. Po obejrzeniu filmów takich jak 'Wróg u Bram' i 'Stalingrad' , gdzie robili z Rusków bandę dzikusów, a z Niemców niewinnych lub prawych i wspaniałych wojowników .

Co do zakończenia filmu to było głupie i naiwne przyznam, że przegięli.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Po obejrzeniu filmów takich jak 'Wróg u Bram' i 'Stalingrad' , gdzie robili z Rusków bandę dzikusów

 

Nie przypominam sobie takich scen

 

Niemcy nawarzyli piwa i kobiety aryjskie musiały je wypić.

 

No nie tylko aryjskie i wcale nie musialy

Share this post


Link to post
Share on other sites
No nie tylko aryjskie i wcale nie musialy

 

Artykuł z: IPN Biuletyn NR 1-2 (48-49) STYCZEŃ-LUTY 2005

 

PROBLEMY Z SOJUSZNIKAMI JAROSŁAW NEJA, OBEP IPN KATOWICE

 

W znanym filmie Kazimierza Kutza pt. Pułkownik Kwiatkowski jest

scena, w której tytułowy bohater - z zawodu lekarz ginekolog - zgłasza

swemu przełożonemu - oficerowi LWP, że chciałby zostać zwolniony

z pełnienia dotychczasowych obowiązków lekarza wojskowego. Chęć

odejścia ze służby uzasadnia tym, że jako specjalista ginekolog bardziej

niż armii przydałby się setkom zgwałconych kobiet. Nie wspomina

jednak nawet słowem o sprawcach wymienionych gwałtów. Mimo

to wypowiedź Kwiatkowskiego przełożony odbiera jako aż nazbyt

czytelną sugestię na temat zachowania żołnierzy sojuszniczej armii

i wzburzony krzyczy, że przecież "Armia Czerwona nie gwałci!".

Opisana scena symbolizuje istniejącą przez kilkadziesiąt lat w powojennej Polsce dychotomię.

Obok lansowanego przez propagandę, wyidealizowanego wizerunku żołnierzy

Armii Czerwonej - szlachetnych wyzwolicieli, wiernych sojuszników i serdecznych przyjaciół

- funkcjonował też diametralnie inny obraz przechowywany w zbiorowej pamięci społeczeństwa.

Składały się nań: mordy, gwałty, rabunki i rozboje dokonywane przez ludzi w sowieckich

mundurach. Ta ponura wiedza oficjalnie nie istniała, ponieważ w żaden sposób

nie przystawała do obowiązującej w PRL wizji historii najnowszej i roli, jaką ówczesna ideologia

wyznaczyła w niej Armii Czerwonej. Tymczasem wizerunek wyłaniający się z pamięci

"zwykłych obywateli" daleki był od tego, co pokazywano w emitowanych w telewizji archiwalnych

kronikach i filmach fabularnych, w których sowieccy żołnierze brali na ręce polskie

dzieci lub czule przytulali do siebie uśmiechnięte dziewczęta, witające ich naręczami polnych

kwiatów. Trudno zaprzeczyć, że takie sceny rzeczywiście miały miejsce, jednak często

"wyzwolenie" wyglądało zupełnie inaczej. Dla cywilnej ludności danego regionu kraju wiązało

się ono z upokorzeniem i krzywdami zadawanymi przez tych, którzy mieli przynieść jej

spokój i wolność.

 

Zwycięzcom wolno

Dotykało to zwłaszcza społeczności zamieszkujące tereny przedwojennego pogranicza

polsko-niemieckiego, które po wybuchu wojny zostały wcielone do Rzeszy, oraz przyznających

się do polskości autochtonów z obszarów, które do września 1939 r. leżały w granicach

Niemiec. Ich ludność, że wymienimy chociażby Pomorzan, Kaszubów, Mazurów czy Ślązaków,

uważana była często przez wkraczające sowieckie wojska za Niemców, a więc śmiertelnych

wrogów, którym w pojęciu przeciętnego, karmionego frontową propagandą "krasnoarmiejca"

należała się stosowna zapłata za zbrodnie popełnione przez Wehrmacht i SS na

obywatelach ZSRS. Odpowiednio ukierunkowani prości żołnierze nie roztrząsali zawiłości

przynależności narodowej mieszkańców zdobywanych regionów ani ich rzeczywistej tożsamości

kulturowej. Działali według zasady "oko za oko" i szli dalej. Dla ofiar, które przeżyły tę

swoistą egzekucję prawa Hammurabiego, koszmar pierwszych dni "wyzwolenia" dopełnił

dramat kolejnych tygodni i miesięcy roku 1945 - samowola i rozpasanie żołnierzy jednostek

tyłowych, formacji NKWD, band maruderów i dezerterów, wreszcie - zwłaszcza już po zakończeniu

wojny - żołnierzy różnorodnych oddziałów wycofywanych z Niemiec do ZSRS, przejazdem bawiących w danej okolicy. Poczucie tymczasowości w połączeniu z przekonaniem,

że zwycięzcom wszystko wolno, zachęcały stacjonujących w Polsce i przemieszczających się

przez jej terytorium żołnierzy do nieskrępowanych działań, dla których nie sposób często znaleźć

określenia innego niż "przestępcze". Postępowanie "sojuszników" nieodwracalnie napiętnowało

niejedną osobę, rodzinę czy wreszcie całe lokalne społeczności. Utrudniało także

tworzenie i prawidłowe funkcjonowanie w danym regionie struktur polskiej administracji.

 

Oziębienie przyjaźni

Zasygnalizowane powyżej zjawiska w znacznym stopniu dotknęły obszary, które zimą i wiosną

1945 r. znalazły się w granicach odbudowywanego w nowych warunkach województwa śląskiego.

Z zachowanych dokumentów archiwalnych wytworzonych przez administrację lokalną

różnego szczebla, Urząd Wojewódzki Śląski w Katowicach, a także z raportów sporządzanych

przez organa milicji i bezpieczeństwa, wynika, że zachowanie żołnierzy Armii Czerwonej było

jednym z głównych czynników wpływających na stan bezpieczeństwa oraz ogólną sytuację

w województwie katowickim w 1945 roku. W wymienionych dokumentach regularnie powtarzały

się informacje takie jak cytowana poniżej, pochodząca ze sprawozdania sytuacyjnego

Urzędu Wojewódzkiego Śląskiego w Katowicach za czerwiec, a mówiąca o tym, że "gorąca

przyjaźń i sympatia ludności polskiej do Armii Czerwonej [] ulega znacznemu oziębieniu.

Przyczyną tego są rabunki i gwałty band w mundurach Armii Czerwonej". Z kolei w sprawozdaniu

sytuacyjnym za grudzień stwierdzano, że "stosunek ludności do Armii Czerwonej jest

nadal nieprzychylny z powodu licznych przestępstw popełnionych przez żołnierzy sowieckich,

wobec których społeczeństwo jest prawie bezbronne". Pod sformułowaniem "liczne przestępstwa"

krył się szeroki wachlarz zachowań i działań, które "sojusznicy" bez większego skrępowania

stosowali nie tylko wobec cywilnej ludności, ale także wobec polskich stróżów prawa

i porządku oraz przedstawicieli lokalnych władz i instytucji użyteczności publicznej.

 

Czołgiem na rabunek

Oto garść przykładów. Milicjantowi wysłanemu przez władze gminy Łubice jako goniec do

Starostwa Powiatowego w Gliwicach żołnierze sowieccy odebrali rower, buty i drobiazgi osobiste.

Jeszcze mniej szczęścia mieli sołtys wsi Nieborowice i kierownik tamtejszej szkoły, których

"wyzwolono" z całego dobytku. W Szywałdzie ofiarami rabunku zostały dzieci udające się do

szkoły. Sowieccy dezerterzy zabrali im wierzchnią odzież. Niejednokrotnie napady rabunkowe

przybierały formę zorganizowanych wypadów kilkunasto- lub kilkudziesięcioosobowych oddziałów

zbrojnych. Na "akcje" udawano się ciężarówkami, a nawet czołgami. Łup w postaci żywego

inwentarza, sprzętów domowych, odzieży, obuwia, słowem "wszystkiego, co im pod ręce

popadnie" ładowano "na pakę" lub pancerz i wywożono "w nieznanym kierunku".

Napady były często przemyślnie zaplanowane, a ich uczestnicy wykazywali się swoistą

fantazją i znajomością wojskowej taktyki. Na daną miejscowość czy osadę wykonywano

pozorowany "atak". Ściągał on zaalarmowaną przez cywilów milicję i stacjonujące w okolicy

polskie wojsko. W tym czasie jedna z radzieckich grup dokonywała faktycznych rabunków

i rozbojów, tyle że w innej upatrzonej wcześniej miejscowości. Zanim milicjanci i żołnierze

przybyli na właściwe miejsce zdarzenia, po sprawcach nie było już śladu. Zdarzało

się, że podczas "rajdów" strzelano do przypadkowo napotkanych osób. Mieszkańcy miejscowości

Draliny w powiecie lublinieckim jednego dnia w kwietniu 1945 r. zmuszeni byli

przerwać prace polowe i pozostać w domach, ponieważ jeżdżący po okolicy żołnierze sowieccy

urządzili strzelanie do bliżej nieokreślonego celu. Podobny wypadek zdarzył się

w maju w Tarnowicach Starych w powiecie tarnogórskim. Tym razem incydent skończył się

tragicznie - od kul zginęła młoda kobieta.

Z kolei starosta kozielski raportował w maju 1945 r., że "niezdyscyplinowani żołnierze

rosyjscy" z oddziałów przechodzących przez podległe mu miejscowości wpadali do przydrożnych

domów i wynosili z nich "najpotrzebniejsze i często ostatnie przedmioty czy żywność".

Ofiary napaści były tak zastraszone i załamane, że "zupełnie nie reagowały i biernie

poddawały się losowi". Mieszkańcom położonych na obrzeżach kompleksów leśnych gmin

powiatu lublinieckiego stale zagrażały ukrywające się tam grupy dezerterów. Zdesperowani

ludzie całymi rodzinami opuszczali na noc swoje domy i koczowali do świtu pod gołym

niebem w bezpiecznych miejscach. W ten sposób, za cenę wystawionych na splądrowanie

domostw, niejeden ocalił zdrowie i życie.

 

Wyzwoliciele w Katowicach

Smutny los mieszkańców wiosek i osad dzieliły społeczności dużych ośrodków miejskich

województwa. Zmorą katowiczan byli sowieccy kierowcy, którzy w ogóle nie przejmowali

się jakimikolwiek zasadami ruchu drogowego, powodując w ten sposób liczne wypadki

śmiertelne wśród przypadkowych przechodniów. Szczególnie złą sławą cieszył się katowicki

dworzec kolejowy. Przepełnione podróżnymi perony i hala główna dworca były prawdziwym

rajem dla przebranych w cywilną odzież żołnierzy dokonujących kradzieży i rozbojów.

Ujętych na gorącym uczynku polscy milicjanci przekazywali sowieckim posterunkom i patrolom,

lecz te zaraz po przejęciu puszczały ich wolno, tak że mogli oni nadal bezkarnie

uprawiać swój proceder na ulicach, rynkach i w tramwajach. Zdarzało się, że wypuszczony

złodziej odgrażał się milicjantom, a ci nie mogli mu nic zrobić, bo w obronie przestępcy

stawali jego umundurowani i uzbrojeni koledzy.

Utrapieniem dla milicjantów z posterunku w Katowicach Bogucicach była grupa sowieckich

oficerów i żołnierzy, która co noc brała czynny udział w pijatykach organizowanych przez

Włochów przebywających w tamtejszym obozie przejściowym dla cudzoziemców. Każda z imprez

kończyła się grubo po godzinie milicyjnej. Kiedy funkcjonariusze próbowali przywołać do

porządku wałęsających się po ulicach podchmielonych mężczyzn i miejscowe prostytutki,

Sowieci występowali w ich obronie, grożąc milicjantom bronią. Wytykali im przy tym, że nie

pozwalają na zabawę wyzwolicielom, którzy ponieśli przecież tyle ofiar i krwi. Orgiastyczne

imprezy trwały więc nadal, a tymczasem według milicyjnych statystyk aż 20 proc. kobiet w Bogucicach

było nosicielkami chorób wenerycznych. Nie wiemy niestety, czy chodziło jedynie

o środowisko tamtejszych prostytutek, czy całą kobiecą społeczność dzielnicy Katowic.

 

Nie ma godziny...

Podobne stresy jak koledzy z Katowic przeżywali milicjanci z Gliwic i okolic. W jednym z raportów

dekadowych tamtejszej Komendy Powiatowej MO z sierpnia 1945 r. informowano, że

rabunki, kradzieże i gwałty dokonywane przez Sowietów na terenie powiatu gliwickiego powtarzały

się "z dnia na dzień" i nie "ma godziny, żeby nie było zajścia". W ciągu miesiąca w samym

mieście odnotowano 217 rabunków, z czego aż 187 dokonali żołnierze sowieccy. Między nimi

a próbującymi ich schwytać milicjantami często dochodziło do wymiany ognia. Komendant gliwickiej

MO podkreślał, że pomiędzy obiema stronami panowało "wielkie naprężenie i nienawiść",

które mogły "przynieść nieobliczalne następstwa". Taka sytuacja była także w innych rejonach

województwa. Stąd też przedstawiciele administracji, milicji i UB zwracali się do odpowiednich

sowieckich władz wojskowych o to, aby te ukróciły przestępczą działalność swoich podkomendnych. Nie zawsze się to jednak udawało. Od czasu do czasu dla uspokojenia miejscowej opinii

publicznej sowieckie sądy wojskowe wydawały wprawdzie wyroki śmierci na sprawców przestępstw,

lecz nie załatwiało to sprawy. Można było odnieść wrażenie, że komendantury sowieckie

nie panowały zupełnie nad tym, co się działo na podległych im terenach, lub świadomie rezygnowały

z walki z licznymi przejawami patologii w szeregach Armii Czerwonej.

 

Gwałty

Ponurą wizytówką tej ostatniej były zwłaszcza gwałty. W województwie śląskim zjawisko to

przybrało rozmiary prawdziwej klęski żywiołowej. Do końca czerwca 1945 r. w samej tylko

Dębskiej Kuźni w powiecie opolskim zanotowano 268 przypadków gwałtów. Wysokie miejsce

w statystykach zajmował również powiat pszczyński. Masowe gwałty kobiet i dziewcząt były

jednym z głównych czynników skutecznie hamujących przez kilka miesięcy proces osadniczy

w powiecie wielkostrzeleckim. Zdarzało się, że przestępcy w sowieckich mundurach organizowali

istne obławy na kobiety. Pewnego marcowego dnia do przędzalni lnu położonej w jednej

z miejscowości pod Raciborzem wtargnęło kilkunastu pijanych Rosjan. Napastnicy uprowadzili

stamtąd około trzydziestu pracownic i zabrali je do pobliskiej wsi Makowo. Jak zeznała jedna

z kobiet, "tam żołnierze zamknęli nas do jednego domu i pod groźbą zastrzelenia dopuścili się

na nas gwałtu. Ja zgwałcona zostałam wtedy przez czterech żołnierzy". Za równie traumatyczne

uznać można przeżycia grupy kobiet zabranych przez Rosjan z różnych miejscowości województwa

do kopania rowów strzeleckich w okolicach Głubczyc. Według jednej z nich nadzorujący

tę pracę żołnierze "straszyli nas, że zabiorą nas do Rosji i komendant oddziału zabrał

mnie kilkakrotnie do swego mieszkania, gdzie za każdym razem dopuścił się na mnie gwałtu.

Ten sam los spotkał także moje towarzyszki, które udać się musiały do kwater poszczególnych

żołnierzy, gdyż ci to rozkazali". Mieszkanka Katowic powracająca w czerwcu 1945 r. z wizyty

u rodziców w jednej z podkrakowskich wiosek zeznała, że kiedy pociąg zatrzymał się na jakiejś

małej stacji i zapadła noc, "żołnierze rosyjscy zaczęli uganiać się za kobietami. Zostałam pochwycona

przez trzech żołnierzy, którzy wszyscy dopuścili się na mnie gwałtu".

Prawdziwy horror przeżyła ludność gromady Mechnica w powiecie kozielskim. W początku

czerwca 1945 r. żołnierze sowieccy zabrali stamtąd trzynaście dziewcząt. Zaniepokojonym

rodzicom nie udało się ustalić, dokąd wywieziono ich córki. Tymczasem w jakiś czas po

wizycie "sojusznicy" pojawili się znowu, domagając się tym razem wydania "jeszcze większej

ilości dziewcząt". Zachowywali się tak, jak gdyby chodziło o towar, i co ciekawe, ostatecznie

dali się uprosić i zamiast kobiet wzięli ze sobą dużą ilość alkoholu. Ten swoisty terroryzm

spodobał się wszakże jednemu z żołnierzy do tego stopnia, że pojawiał się w Mechnicy co

drugi dzień, grożąc, że zabierze ze sobą kolejne dziewczęta, jeżeli mieszkańcy nie wydadzą

mu wódki. Nie wiemy niestety, co stało się z trzynastoma zabranymi mieszkankami gromady.

Analizując informacje z zachowanych dokumentów, można dojść do wniosku, że w zasadzie

nie było miejsc, gdzie kobiety mogłyby czuć się bezpiecznie. Te, które z wiosek i osad

udawały się codziennie do pracy w oddalonych miejscowościach, gwałcono w przydrożnych

rowach, na polach i w lasach, okradając je przy tym z osobistych rzeczy i bijąc, a czasem również

mordując. Przypadkowe spotkanie z pojedynczym żołnierzem lub grupą wojskowych mogło

skończyć się tragicznie: "pod koniec czerwca [] miałyśmy zabawę szkolną i dlatego w tym

dniu wracałam nieco później pociągiem [z Katowic - przyp. J.N.] do domu. [] W drodze ze

stacji w Tychach do domu około godziny 22 zatrzymali mnie w polu 3 żołnierze rosyjscy, którzy

powalili mnie na ziemię. Jeden z nich zatrzymał mi ręką usta, żebym nie krzyczała, i dwóch

z nich dopuściło się wtedy na mnie gwałtu". Mieszkanka Kozłowej Góry w powiecie tarnogórskim została zgwałcona przez trzech żołnierzy. Rzucili się na nią w biały dzień na drodze, którą

pchała wózek ze swoim trzyletnim dzieckiem. Przypadków, w których matki gwałcono na oczach

dzieci, było o wiele więcej. Zdarzało się, że oprawcy bili zszokowane i przerażone widokiem

niewolonych matek dzieci. Niekiedy bywało jeszcze gorzej, jak w jednej z miejscowości powiatu

kozielskiego, gdzie trzyletnie dziecko zostało zgwałcone przez sowieckiego oficera.

Mogłoby się wydawać, że gdzie jak gdzie, ale na głównych ulicach dużych miast nikt

przy zdrowych zmysłach nie rzuciłby się na przechodzącą kobietę. A jednak W Katowicach,

Zabrzu czy Chorzowie ofiary wciągano prosto z ulicy do samochodów i wywożono

w ustronne miejsca. Wielu z tych przestępstw dokonywano w biały dzień, podobnie jak

opisanego poniżej: "16 czerwca [19]45 r. wracałam w towarzystwie koleżanki tramwajem

z Bytomia do Katowic. Za Chorzowem tramwaj popsuł się i wraz z koleżanką udałam się

w dalszą drogę pieszo w kierunku Katowic. Koło stadionu chorzowskiego zatrzymało nas

czterech żołnierzy radzieckich będących w stanie pijanym. Żołnierze ci zmusili nas do udania

się z nimi na pobliskie pola. Gdy się broniłam, zostałam uderzona jakimś twardym

narzędziem w szczękę. Żołnierze powalili mnie na ziemię i dopuścili się na mnie gwałtu".

 

Okoliczności wojenne

W przypadku autorki przytoczonej relacji, podobnie zresztą jak w przypadkach pozostałych

kobiet, których wypowiedzi zacytowano powyżej, skutkiem gwałtu była ciąża. W takiej sytuacji

kobiety miały trzy wyjścia: donosić ją i urodzić dziecko, dokonać nielegalnej aborcji lub zwrócić

się o pomoc do Komisji Opieki nad Ofiarami Gwałtu działającej przy Oddziale Wojewódzkim

Polskiego Czerwonego Krzyża w Katowicach. Nie wiemy i najprawdopodobniej nigdy nie dowiemy

się, ile kobiet wybrało dwie pierwsze możliwości. W trzecim przypadku możemy opierać

się jedynie na informacjach zawartych w dokumentach wytworzonych przez wymienioną komisję.

Według nich od lipca do początku września 1945 r. organ ten rozpatrzył sprawy 102 kobiet

będących w ciąży (od pierwszego do piątego miesiąca) powstałej w wyniku gwałtu. Część

z nich była zamężna. W kilku przypadkach mężowie nie zdążyli jeszcze powrócić z wojennej

tułaczki. Charakterystyczne, że aż w 100 przypadkach sprawcami gwałtów byli żołnierze sowieccy

(w dwóch pozostałych żołnierz niemiecki i żołnierz amerykański). Jedyna pomoc, jaką

ofiary mogły uzyskać od komisji, to umożliwienie im poddania się legalnemu zabiegowi aborcji.

W dokumentach przygotowywanych dla prokuratury wpisywano eufemistycznie, że ciąża powstała

"wskutek gwałtu w związku z okolicznościami wojennymi". W papierach, poza zeznaniami

ofiar, nigdzie nie podawano, że sprawcą byli żołnierze sowieccy. Zastępowano to mniej

drażliwym sformułowaniem "nieznany osobnik". Po pozytywnym rozpatrzeniu sprawy można

było poddać się zabiegowi. Jego koszty ponosiła zazwyczaj opieka społeczna. Na tym kończyła

się pomoc komisji. Pozornie problem przestawał istnieć, ale tylko pozornie. W rzeczywistości

pozostawał - w psychice ofiary i świadomości ludzi. Chodziło przecież nie tylko o owe 102

kobiety, które zdecydowały się na legalne przerwanie ciąży. Ile było takich, które nie zaszły

w ciążę i nigdy nikomu nie opowiedziały o tym, co je spotkało, żyjąc całymi latami ze skrywaną

bolesną tajemnicą? Podobne pytania można by mnożyć. Trzeba jednak mieć świadomość, że

społeczne i psychiczne skutki gwałtów wywołanych "okolicznościami wojennymi" odczuwane

były przez długie lata, a w niektórych przypadkach trwają do dziś. Podobnie zresztą jak skutki

pozostałych przestępstw i występków, z których ledwie niewielką część zasygnalizowano w niniejszym

artykule. Chociaż dzisiaj niemożliwe jest ustalenie wszystkich zdarzeń i zestawienie

pełnej listy ofiar sprzed lat, właśnie przez wzgląd na te ostatnie musimy przypominać fakty,

o których informują nas co jakiś czas archiwalne dokumenty.

 

Pozdr.

Pawel

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak a w filmach amerykańskich, niemieckich nie wspomina się o paleniu dzieci w chatach wraz z kobietami przez Niemców, nie wspominając o gwałtach, zbiorowych wieszaniach mężczyzn i rabowaniu mienia

 

Skoro tak mówisz to widocznie nie widziałeś filmów "Ofiary Wojny", "Dom Frankiego" i filmu dokumentalnego o Vietnamie zrezalizowanego przez BBC. Polecam najpierw obejrzeć i się rozeznać,a potem się odnosić.Amerykanie się przyznają (sam Reagan kiedyś to zrobił),a Rosjanom troche to ciężko idzie...

 

 

Po przeczytaniu pamiętników radzieckich, polskich i niemieckich żołnierzy to nie dziwie się że Rosjanie wszystko co było niemieckie i nosiło sukienkę to gwałcili i się nad tym mścili. Niemcy nawarzyli piwa i kobiety aryjskie musiały je wypić.

 

To mi śmierdzi odpowiedzialnością zbiorową. Przeczytaj sobie jeszcze raz co napisałeś...Kobiety miały odpowiadać za błędy mężczyzn? I to czesto dzieci? A dlaczego to np. Polki i Czeszki miały odpowiadać za błędy hitlerowskich oprawców? Najpierw cierpiały pod okupacją hitlerowską,a potem miały jeszcze wspaniałomyślnie oddawać się "wyzwolicielom"...kpina...

 

 

Po obejrzeniu filmów takich jak 'Wróg u Bram'

 

Wróg u Bram jest klasycznym holywoodzkim filmem o klasycznie nieholywoodzkim temacie czyli historii innego kraju. Był zamerykanizowany,ale jakoś nie widziałem tak ukazywania Niemców jako wspaniałych żołnierzy walczących ze złymi głupimi bolszewickimi dzikusami. Ale jeśli według ciebie niemiecki snajper wieszający na słupie rosyjskie dziecko,jest bohaterem to ok...

Pierwszy raz pokazano jak egzakwowano rozkaz Stalina "Ani kroku w tył", który był prawdziwy!

W dobry sposób pokazano działanie rosyjskiej propagandy i to jak działała ona na ludzi. Wasilij Zaitsev był legendą i wspaniałym żołnierzem,który zasłużył na wszelkie zaszczyty,ale nie ktoś tę legendę stworzył i wprawił w ruch machinę. O tym jest ten film...plus jeszcze kolejna tandetna historyjka miłosna.

 

PKD4GA bardzo się cieszę,że przytoczyłeś ten artykuł. Jeszcze raz apeluję o czytanie. Biuletyny IPN są również dobrym źródłem. Ostatnio w numerze 7 (66) 2006 był artykuł o tym jak tworzono legendę Gen. Karola Świerczewskiego "Waltera", który w rzeczywistości był niekompetentym oficerem, pijakiem i zbrodniarzem z okresu wojny domowej w Hiszpanii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

PKD4GA ten artykuł zmroził mi krew w żyłach. Niewiem co napisać jeszcze ale cały dzień mam już popsuty:(

Share this post


Link to post
Share on other sites

kornik_69

Pierwszy raz pokazano jak egzakwowano rozkaz Stalina
- realizacja na licencji Trockiego z czasow wojny domowej...

 

DBauer

ten artykuł zmroził mi krew w żyłach. Niewiem co napisać jeszcze ale cały dzień mam już popsuty:(
- bardzo mi przykro - nie to bylo moim zamiarem.

 

Pozdr.

Pawel

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie przejmuj sie ktoś musiał mi to pokazać. Musze też przyznać że gwałt na kobiecie jeżeli chodzi o mnie jest gorszy od morderstwa i takie żeczy wyzwalają we mnie skrajne emocje (że tak się delikatnie wyraże). Gdybym w żył w tamtych czasach w Polsce i wiedziałbym o takich rzeczach to bym chyba zoztał mordercą mordującym rosjan, tym bardziej że mieszkam w Świętochłowicach sąsiadujących z Chorzowem. Mam też nieprzyjemność nauki tego zacofanego języka jakim jest rosyjski.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Język rosyjski wcale nie jest zacofany tak na marginesie..... Jak dla mnie jest świetny, melodyjny, dźwięczny i bardzo lubię go słuchać:)

Żeby oceniać obce języki naucz się swojego najpierw. Pisze sie rzeczy a nie żeczy. Kultura i zasady ortografii wymagają żeby nazwy innych narodów pisać WIELKĄ literą.

Zmroził Ci krew mówisz?? To widać mało jeszcze wiesz o otaczającym nas świecie. A co powiesz na zmuszanie cywili do zwoływania z gór swoich rodzin znajomych i mieszkańców tego samego miasta, po to tylko żeby ich potem zabić?? Była to bardzo popularna metoda robienia czystek przez Serbów w czasie wojny domowej w Jugosławii. Albo szpikowanie żolnierza narkotykami wycinanie mu skóry z brzucha zawijanie na głowę z otworami na oczy i wysyłanie do swoich?? Afganistan w czasie wojny z ZSRR. Rosjanie woleli popełnić samobójstwo niż dostać się w ręce Duszmanów. Co jeszcze?? Działania "Ognia" (dowódca AK który nie złożył broni po zakończeniu II wś i walczył z LWP i MO o "wolną" Polskę) wobec chłopów, którzy godzili się oddawać kontyngenty dla PRL-u też nie były zbyt humanitarne. taka jest wojna po prostu i nic się na to nie poradzi.

 

Co do filmu, nawet niezły, aczkolwiek rozczarowało mnie bardzo zakończenie. Trywialne i naiwne. Propagandy było z deczka ale, w którym filmie wojennym jej nie ma? Z drugiej strony naszym twórcom od czasó PRL nie udało się wysmażyć filmu wojennego z użyciem większej ilości sprzętu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mam też nieprzyjemność nauki tego zacofanego języka jakim jest rosyjski.

 

Nie popadaj w skrajności. Nie pisz o języku, że jest zacofany bo Ci się wydaje, że w robocie jakiej będziesz szukał niedługo okaże się nieprzydatny (nigdy nie mów nigdy, zresztą). Znasz dowolny obcy język to Twój sukces - jeśli nie merkantylny to przynajmniej osobisty.

 

Rosyjski jest pięknym językiem, w tym języku masz kawał dziedzictwa kulturowego całej ludzkości. Gdy się w niego zagłębić można się nieźle bawić i to nie w sensie ,,kręcenia beki''.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Artek

Działania "Ognia" (dowódca AK który nie złożył broni po zakończeniu II wś i walczył z LWP i MO o "wolną" Polskę) wobec chłopów, którzy godzili się oddawać kontyngenty dla PRL-u też nie były zbyt humanitarne.
- no Ogniowi - ktory byl poczatkowo zwiazany z UB (byl szefem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu) spalono zywcem (wedlug relacji jakie mu przekazano) pierwsza zone i dziecko (zrobili to Niemcy z pomoca gorali - to spowodowalo zmiane pseudonimu) - nie byl tez jako kapral - oficerem AK. Przypinano mu rozne latki i czyny ktorych nie popelnil - np. okradanie Zydow itd. itp. Ciekawe ze w "udupianiu" Kurasia za PRL - duza role mialy rodziny ktore wczesniej przyczynily sie do smierci jego pierwszej zony i dziecka, a zrodlem tych dzialan byl najprawdopodobniej zawod milosny jednej pani i stare konflikty miedzy sasiadami Powielasz bez zastanowienia i zbadania problemu...

 

Rosjanie woleli popełnić samobójstwo niż dostać się w ręce Duszmanów
- przypomina mi sie analogiczny przypadek zbiorowego samobojstwa kobiet w obawie przed wkorczeniem Armii Czerwonej.

 

Język rosyjski wcale nie jest zacofany tak na marginesie
- to jest problem dla jezykoznawcow

 

A co powiesz na zmuszanie cywili do zwoływania z gór swoich rodzin
itd.itp. - no niby racja - ale czy te przyklady pomniejszaja/lagodza "wystepki" Armii Czerwonej na polskich cywilach - raczej watpie...

 

Pozdr.

Pawel

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.