-
Liczba zawartości
190 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Reputacja
134 ExcellentInformacje
-
Zainteresowania
Lotnictwo
-
Zawód
Techniczny
Ostatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
-
No i tak i nie, no bo tam zrobili takom dźwigienkie, rozumisz, która przenosi siłę o 90 stopni, a amortyzator dali poziomo, wzdłuż kadłuba . Albo bloczek na tom linkie. A tak na poważnie: dobre oko, faktycha.
-
-
No właśnie to akurat w ramach walki z nudą. A tak poważnie: dla historyka moja "twórczość" to herezja, dla inżyniera to standardowy sposób sprawdzania innych koncepcji a dla forumowiczów to ma być takie modelarstwo z przymrużeniem oka, przypomnienie, że to co robimy to może też być niezła zabawa doprawiona nutką fantazji. Zwłaszcza gdy chcemy zbyt dokładnie i zbyt na poważnie ;).
-
No myślałem o tym, ale bardziej jako treningowy, dwuster. Spitfire tak miał, IAR-80 (co prawda powojenna wersja IAR-80DC). To i nasz PZLek mógł mieć taką wersję. To niezła koncepcja, żeby samolot bojowy miał wersję treningową. Nie jest to tania opcja, ale młody pilot szkoli się prawie na docelowej maszynie, a jednocześnie lata z instruktorem. W P.11 po paru (nie)małych modyfikacjach możnaby takie coś zrobić (wywalić dwa karabiny z zapasem nabojów, trochę paliwa i na instruktora starczy). A co do Lysandera, to był przecież polski Lysander i nazywał się LWS-3 "Mewa". I w innej rzeczywistości jakaś poprawiona jej wersja dałaby czadu ;). Ponoć ten samolot nieźle rokował
-
Kółko "pożyczone" z Jak-1 ZTSu. Oponka też z Jaka, troszkę podszlifowana, żeby była mniejsza niż te w podwoziu główne. Przednie podwozie oczywiście stałe (podpórka też z Jaka). Podwozie główne wklejone "do tyłu". W widoku bocznym wygląda to tak: (niestety trochę widać "krupy" z białej farby)
-
Mnie kręcą what-ify, które mogły się wydarzyć, a im więcej czytam o realiach międzywojnia w Polsce, to tam chyba był taki brak kasy, że taki projekt skończyłby się, zanim by się zaczął. Poza tym radzieccy mieli fjoła na punkcie zbrojeń i dodatkowo mieli duże duraluminiowe samoloty już w latach dwudziestych. Gdyby dwa P.11 (prawie 11 m rozpiętości) wcisnąć pod (choć może raczej nad) 21-metrowy sklejkowy płat Fokkera, to byłaby beka na całe forum. Tu mógłby pomóc tylko PWS-23 (31m), albo WZ-IX "Pteranodon" (30m). Ale z braku sianozłotówek nawet nie powstały w wersji stand-alone. Ale pomysł mistela Fokker-PZL.11 jest interesujący. Chociaż Fokker-PWS-10 byłby bardziej klimatyczny, taki retro-vintage.
-
Dzięki za radę, spróbuję na przyszłość z podkładem i cienkimi warstwami. Co do obróbki to była ok przed malowaniem, ten efekt to niestety nierówności farby w tych miejscach. Wpienia mnie, jak najpierw narobię się przy szlifowaniu czterema kostkami, a potem po malowaniu widzę na zdjęciach taki fakap. Obecnie krawędzie (zastrzały, natarcie i spływy, golenie) maluję tylko lekko zwilżonym pędzlem i od lupą. Jak macie jakiś fajny trik na równe pomalowanie tych lokalizacji, dajcie proszę znać. Choć obawiam się że jedynym rozwiązaniem jest wyjątkowa staranność, żeby żaden nadmiar farby tam się nie gromadził i nierówno nie krzepł. Co do wiatrochronu, faktycha, musiał się finalnie przesunąć. Do szybek używam Contacta Clear Revella. Szybek nie mgli, ale na początku jest rzadki prawie jak woda. Teraz kleję po jakimś czasie od naniesienia, żeby lekko zastygł. Ale ze starymi modelami (ZTS, stare KP) jest ten problem, że szybki są tak dopasowane, że się często w samolot nie mieszczą. Geometria ich nie trzyma we właściwym miejscu, stale trzeba sprawdzać, czy się coś nie przesunęło. Zostawisz dobrze ustawione na noc, to rano niekoniecznie będzie ok. Jak znacie jakiś magiczny klej do szybek, który klei dobrze i w rozsądnym czasie to dajcie proszę info.
-
Wyglądałoby to mniej więcej tak. Model skleciłem przez wakacje. Wykonanie średnie, ale potrzebowałem, żeby był biały. Jeśli ktoś z Was ma metodę na to jak położyć (naprawdę) cienką warstwę(prawie) idealnie białej farby, niech da znać. Mnie się chyba średnio udało pędzlem tą H34 położyć. Ale mimo wszystko widać o co w tym "łotifie" chodzi.
-
Naszła mnie kiedyś taka myśl: PZL p.11c to u nas samolot kultowy, wręcz legenda. No i w sumie słusznie. Na początku lat trzydziestych jeden z najlepszych, pod koniec tychże dzielnie bronił polskiego nieba w wojnie obronnej 39 roku. dodatkowo niemalże cudem ocalał tylko jeden egzemplarz. A co by było gdyby (what-if) wojna nie wybuchła? Albo wybuchła 2-3 lata później? W lotnictwie polskim mielibyśmy coś nowszego (nie wiem co: PZL 50, 55, 62, spitfire, Hurricane, coś z Francji albo jeszcze coś innego). Na pewno jakieś najnowsze wersje P.11 (np. P.11g) jeszcze by latały. No ale reszta? Masa sprzętu z demobilu, z silnikami około 600 KM. I co z tym zrobić? Widziałem kiedyś takie zdjęcie węgierskiej P.11 (numery HA-NBN), która latała w aeroklubie. W sumie świetny pomysł: jako były myśliwiec nadaje się na akrobatkę, dodatkowo silnik 600 KM pociągnie i P.11 i szybowiec. Ale to już było. Na Węgrzech. A gdyby tak zrobić z P.11 taki samolocik do aeroklubu: zaczep dla szybowców, przednie kółko (jak w Zlinach albo Cessnach). Taka aeroklubowa idylla, what-if (there was no war?). Taki P.11c z kwiatkiem w lufie?
-
Mam takie pytanie, jako świeżo testujący Hatakę Blue Line, do szanownego kolegi: ile to mniej więcej schnie, ile warstw typowo się nakłada dla ładnego efektu i czy potem zabezpieczać ten akryl czymś mocniejszym, bezbarwnym. Z moich wstępnych degustacji stwierdzam, że farby ciekawe, kolory historycznie podobierane, ładnie kryją (2 warstwy), choć powłoka jest dość delikatna i dosyć szybko wysychają. Rozcieńczać to czymś? bo na większych powierzchniach to szybkie schnięcie ciut irytuje. Na mniejszych jest gites.
-
Pamiętam jak w latach 90-tych jako dzieciak próbowałem użyć farb Humbrola jako szpachlówki, bo miałem małą szparę w modelu. Po czwartym malowaniu i "wpychaniu" farby w problematyczne miejsce, dałem sobie spokój. Ładnie kryło, ale nic nie szpachlowało. Po trzydziestu latach znalazłem ten model i byłem w szoku, że jako bajtel tak ładnie modele malowałem, nie to co teraz jako dorosły chłop. A to te farby prawie same malowały.... czas na zmiany
-
Dzięki za miłe słowo i poradę. Faktycznie trzeba się będzie przemóc i spróbować czegoś innego. To już chyba nie te farby co dawniej. Ostatnio doczytałem, że Piper Cub nie miał klap, dopiero wersja PA-18 Super Cub je miała. Najśmieszniejsze jest to, że taki samolot naprawdę mógł powstać w swoim czasie (pod względem technicznym). Jako ciekawostkę dodam, że po wojnie zakupiono z amerykańskiego demobilu około 140 sztuk (sic!) uszkodzonych jak i sprawnych Grashopperów i po remontach używano je w polskich aeroklubach do lat 60-tych. Pojedyncze egzemplarze latają u nas do dzisiaj. Piper był maszyną prostą i skuteczną, pod względem mechanizacji płata odpowiadał naszemu RWD-5. Gdyby prezentowana przeze mnie fantazja powstała, to trzy dekady wcześnie mielibyśmy własny samolot przy którym znany później z polskiego nieba Piper byłby neandertalczykiem (pod względem mechanizacji płata i własności STOL). Chciałoby się rzec: "Polak nie tylko potrafi, ale i potrafiłby..." what-if? Na pożegnanie zimy i tematu jeszcze parę fotek: P.S. Gdyby ktoś chciał zrobić podobny model, to polecam z dłuższymi zastrzałami i kołami bez owiewek. Wyjdzie polski RWD L-4 Grasshopper na bank.
-
Wrzucam parę fotek w lotniskowym entourageu. Fakt, klejenie szybek delikatnie się przesunęło, można spasować to 10 razy, ale jak się potem minimalnie przesunie to lipa. Poprawki potem są bardzo ograniczone (obróbka, cięcie, szlifowanie, przesunięcie części - klej). Też do końca nie jestem zadowolony z efektu. Dodatkowo, chyba czerwona farba była ciut za gęsta coś mi się zdaje. Tu pełna zgoda. Trochę się zastanawiałem, czy to wrzucić na forum, ale stwierdziłem, że trudno, niech już będzie, chociaż pomysł ciekawy, niech koledzy obejrzą, a i uwagi i porady też mi się przydadzą. Co do waloryzowania modelu z ZTS-u, to jak chce się zrobić naprawdę piękny model to chyba trzeba się obejrzeć za innym zestawem. Ale ja lubię te zestawy, bo są tanie, można samemu poszaleć a i dzieciom nie szkoda dać, niech się uczą modelarstwa zamiast siedzieć w smartfonie, a koszt rozsądny jak na pierwsze kroki w nowym hobby. A i sentyment z szalonych lat 80-ty też jest, nie ukrywam.
-
Trochę tak, trochę szkoda. A jest jakiś fajny patent (materiał, technika) na zrobienie takich cienkich rurek w kształcie litery "T", żeby to było w miarę mocne? (no i wyglądało). Myślałem nad zrobieniem tego z ciągnionego HIPS-u z pióra 3D (fi 0,4 mm), ale jest to tak delikatne, że przeciąg urywa . A naprawianie potem takich urwanych drobnych elementów to jest koszmar znany nam wszystkim. W gotowych modelach (dołączanych np. do gazet) takie detale są robione z jakiejś gumy lub metalu. Jak ktoś ma jakiś fajny pomysł na to, dajcie proszę znać, pomoże to wielu z nas podnieść swój warsztat na lepszy poziom. Tą rurkę w RWD-5 w kształcie litery "Z" lub "L" to łatwo zrobić z drucika stalowego (fi 0,2mm lub 0,3mm). Z "T" jest kłopot. Lutowaniem też się chyba tego ładnie nie załatwi. Miały być kalki, są kalki:
-
