Jump to content

elrogalo

Members
  • Content Count

    313
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral

Personal Information

  • Location
    Neuss / DE
  • Interests
    Achtung, Panzer!
  • Occupation
    Mam się zawieść? No co wy!

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Tak, ale wcześniej surfacer 500 nałożony i podziabany starym, twardym pędzlem zanim wyschnie. Tak samo robię fakturę odlewu. Sztuczka prosta i stara jak świat, ale świetnie działa. Tego nie będę Ci w stanie powiedzieć, bo ruską zieleń robię zawsze na oko z różnych zielonych gunziaków i dodatkowo rozjaśniam ją podczas malowania. Odcienie mam więc zasadniczo niepowtarzalne.
  2. Zgadza się, zwrócono mi na to już uwagę na innym forum. Naramienniki to kalkomanie z zestawu Tamiyi, nie było wsród nich artylerii, więc na czuja skorzystałem z piechocińskich. Tym razem czuj zawiódł. Bywa i tak.
  3. Zawsze robię to mniej więcej podobnie - zwilżam całą powierzchnię white spiritem i na to sypię małe ilości pigmentów w różnych odcieniach ziemi. Staram się upychać pigmenty tam, gdzie w prawdziwym pojeździe mogłoby gromadzić się błoto i piach. Operację ponawiam tak długo, aż efekt mnie zadowoli, przy czym zawszę daję wyschnąć poprzedniej warstwie. Dopóki pigmenty są mokre, dopóty nie można być do końca pewnym odcienia i ostatecznego wyglądu całości. Czasem pomagam sobie suszarką, żeby skrócić cały proces. dziabik już mi na to zwracał uwagę, może faktycznie mnie ciut poniosło, choć w sumie wciąż mi się ten zmemłany wydech podoba.
  4. To nie są pancerniacy, to artyleria samobieżna, wóz obserwacyjny i kierowania ogniem. Czyli podobnie jak sztugowcy noszą się na zielono.
  5. Dzięki za komentarze. Nooo, może nie aż tak, za to jaki efekt! A tak poważnie to tłumiki są niczym nie osłonięte, działają na nie wysokie temperatury i czynniki atmosferyczne z zewnątrz i agresywne gazy wydechowe od wewnątrz. Wymarzone warunki dla korozji. Dogadałem się dzisiaj z balansem bieli w aparacie, wrzucam więc kilka nowych fotek. Jak dla mnie azbest jest wystarczająco brudny. Mogłem dorobić kable do lampy i klaksonu. Łyso wyglądają.
  6. Hmm. No to trudno. Następne będą lepsze. Tych już nie ruszam, trzeba patrzeć w przyszłość!
  7. Dzięki za komentarze. To znaczy? Nie trafiłem w odcień zieleni? Korzystałem z gotowców Vallejo dla hiermańskich sałdatów...
  8. Czołgiem. Jeszcze jedna galeria na dziś, korzystając z dobrodziejstw chorobowego (cholerna nadreńska, zimna i wilgotna jesień!). Tym razem rusek - T-70 z Miniartu, praktycznie prosto z pudła, nie licząc luf od Armo i uchwytów na wieżę i kadłub wykonanych własnym sumptem z drutu. Poprawiłem też trochę fakturę odlewu na klapie kierowcy-mechanika i osłonie armaty. Na deser dołożyłem też imitację azbestowych onuc na rury wydechowe z pociętej na wąskie paski taśmy Tamiyi i zmemłałem też trochę bandaże na kołach. Reszta tak jak ją sobie Miniart wykoncypował. Model godny polecenia, składa się praktycznie sam i wygląda przyzwoicie nawet bez tony blach i innych "aftermarketów". Jedynie gąski są małym koszmarem - są z pojedynczych ogniwek, co byłoby w zasadzie zaletą, gdyby nie dwa ślady po wypychaczach na każdym z nich. Dla chcącego i upartego nic jednak trudnego, kilka wieczorów z Surfacerem 500 i papierem ściernym i po kłopocie. Aha, z kalkami miałem też trochę przejść, bo jedną Mr Sol prawie całkiem zeżarł (pomarszczyła się i tak już została, trzeba było szlifować i poprawiać pędzelkiem), a druga srebrzyła się uparcie mimo sowitego podlewania tymże Mr Sol'em. Ale ja mam prawie zawsze jakieś problemy z kalkami, więc to pewnie wina metody, nie miniartowych kalek. Tyle gadania, reszta na zdjęciach. Miłego odbioru. Zdjęcia robiłem w świetle dziennym, a że dzisiaj raz chmury, raz słońce (wspominałem już o cholernej nadreńskiej, zimnej i wilgotnej jesieni?) to mi trochę balans bieli głupiał, co dopiero teraz zauważyłem. Jak się znajdzie trochę czasu, to się niektóre poprawi. Pozdrawiam. Marcin
  9. Już są. Zmieniłem rozmiar, bo forum się rozlazło.
  10. Witam. W skrócie: model pojazdu obserwacyjnego artylerii na podwoziu "Trójki" H. W nomenklaturze niemieckiej Panzerbeobachtungswagen III Ausf. H (SdKfz. 143). Model Dragona, uzupełniony o dedykowane blachy Abera, lufę KM-u z RB-Model, gąsienice Friula, załogantów, kanistry i beczki z Tamiyi. Właściwie to galeria powinna mieć tytuł "Czy mnie jeszcze pamiętasz?" i dotyczyłby on zarówno samego modelu, który gościł tu na warsztacie prawie trzy (sic!) lata temu, jak i mojej skromnej osoby. Tak, czy owak: czoł(gi)em drodzy Koledzy po dłuższej nieobecności i do rzeczy. Warsztat poniewiera się jeszcze po zakurzonych krańcach Modelworku i jest TU do obejrzenia, gdyby ktoś chciał. Jeśli ktoś nie ma ochoty, to w ramach tak zwanego "previously" (bo jak wiadomo, każdy porządny serial musi mieć "previously") przypomnę jedynie, że szło mi dość dobrze, aż pewnego ranka utopiłem model w podkładzie Gunze nakładanym z puchy, bo się z nim (z podkładem) nie dogadaliśmy jak należy. Udało mi się co prawda zmyć praktycznie całość tej kaszany, ale straciłem po tym cały zapał i model wylądował w pudle na, jak mi się wtedy zdawało, dożywocie. Po mniej więcej dwóch latach wpadł w moje ręce czarny podkład Vallejo i szukałem jakiegoś królika doświadczalnego, żeby sprawdzić co to w ogóle jest warte. No i znalazłem tego Panzerbeobachtungswagen'a. Wystarczyło podoklejać pourywane w przechowalni blaszkowe drobiazgi i można było zacząć testy. Sam podkład mnie nie zachwycił do końca, choć ma jedną zaletę - brak smrodu. Właściwie, to w ogóle nie ma zapachu. Innych zalet nie widzę, a nieistniejąca szlifowalność (który to mankament odkryłem dopiero na innym modelu) praktycznie dyskwalifikuje dla mnie ten produkt jako podkład. Wracając jednak do modelu - całość wyglądała na tyle dobrze, że postanowiłem dokończyć "dzieła". Żeby mu było weselej (temu pojazdu), dołożyłem mu jeszcze dwóch załogantów z zestawu Tamki. Figurki może nie powalają detalem, ale jak na moje zdolności figurkowe są w sam raz. Kupowanie lepszych byłoby marnotrawstwem. Do tego trochę bambetli na podstawkę, także z zestawu Tamki i gotowe. Jak wyszło możecie sami ocenić na poniższych zdjęciach. Oglądając zdjęcia widzę, że to i owo można by jeszcze poprawić, ale raczej zostanie tak jak jest, a wnioski zastosuje się przy kolejnym ulepku, czyli, biorąc pod uwagę ilość wolnego czasu, jakim dysponuję - za kolejne trzy lata Czołgiem! Marcin
  11. Cienko rozwałkowany Green Stuff lub tym podobna masa modelarska? Można ją później machnąć półmatem i powinno to wyglądać OK.
  12. Nie po raz pierwszy Azjaci mają problemy z europejskimi językami. Kto zna cyrylicę i widział fantazyjne i dość bzdurne bazgroły na kalkach do ruskich czołgów ten wie o czym mówię. Prawidłowo powinno być hinten - tył, z tyłu. Chodzi oczywiście o położenie wieży. Niby drobiazg, ale niemieccy modelarze mają z tego powodu niezły ubaw.
  13. Zasilanie z USB jest bajecznie proste. Port USB ma cztery przewody: +5V, 0V (masa), Data+, Data-. Jeśli nie chce się podłączać żadnego układu logicznego, a jedynie zasilanie, to wystarczy wykorzystać dwa pierwsze przewody. Schematy ułożenia przewodów we wtyczkach są bez problemu do znalezienia w sieci. Trzeba tylko uważać, żeby nie przekroczyć 900mA, bo można uszkodzić kontroler w komputerze (chociaż w porządnym sprzęcie są one zabezpieczone przed poborem zbyt dużego prądu). 5V spokojnie wystarcza do zasilenia każdego LED'a. Każda moja diodka ciągnie około 2mA (każda jest podłączona przez rezystor 1kOhm), więc teoretycznie przy takim zasilaniu można ich podłączyć 450, w praktyce pewnie trochę mniej, ze względu na rozrzuty wartości rezystorów i margines bezpieczeństwa. W tym modelu jest ich około 30, sam już dobrze nie pamiętam ile, ale w samym talerzu było ich 16. Do podłączenia kabla wykorzystałem takie coś: Źródło zdjęcia: http://www.bargaincell.com/cell-phones- ... 2240_22409 To przejściówka do jakiejś ładowarki, kosztowała niecałe 2 Euro na ebayu. Przeciąłem toto na pół i część opisaną jako "BACK" wkleiłem w podstawkę, po wyrżnięciu w niej (w podstawce rzecz jasna) stosownego otworu. Dzięki temu otrzymałem standardowe gniazdko mini USB, takie jak np. do przenośnego dysku twardego. Oba gniazda tej przejściówki połączone były kabelkami, więc nie musiałem nawet męczyć się z lutowaniem swoich, wystarczyło wykorzystać istniejące. Ot i cała magia Modelu nie mam już pod ręką, ale może uda mi się wyprosić zdjęcie samego złącza w podstawce. Przy okazji, z innej beczki - Imageshack wyrżnął jedno zdjęcie, jest jakaś możliwość poprawy linku do zdjęcia przez autora wątku w nowym silniku forum, czy muszę męczyć admina?
  14. Czołgiem. Dzięki za komentarze. Adrianowro - zasilanie jest przez port USB. Z bateriami jest kłopot, bo podstawka jest dość płytka, i nawet AAA się nie mieszczą. Można ewentualnie próbować z pastylkami, np. typu CR 2016, ale uznałem, że USB będzie lepsze. Z tyłu podstawki wbudowałem gniazdo z przejściówki mini - micro USB (przeciąłem przejściówkę na pół). Z kablem to też osobna historia. Talerz był malowany osobno, instalacja była wcześniej zabudowana w talerzu i kadłubie, sprawdzona i zaklejona. No i już przy próbie połączenia "góry" z "dołem" po malowaniu okazało się, że talerz nie świeci, bo chyba urwałem wcześniej przygotowany kabel. Ledwo udało mi się wciągnąć dodatkowy przez kadłub, o ułożeniu go tak, żeby nie był widoczny nie było już mowy. Normalnie nie ogląda się jednak tego modelu z nosem przy kadłubie, więc nie rzuca się on aż tak w oczy. Z washem już nie zdążyłem. Kalki skończyłem kłaść w czwartek, a właściwie już w piątek, 23.12 o 2 w nocy. Wolałem pominąć wash, niż ryzykować, że się nie wyrobię. To samo dotyczy świateł pozycyjnych - nie miałem w magazynie potrzebnej elektroniki, a na bieganie po sklepach, czy ściąganie tranzystorów z internetu było za późno. O ich kolorach w sumie na sam koniec zapomniałem i zostały białe. Może nowy właściciel to poprawi, bo to w sumie żaden problem. Cały ten model to był jeden wielki spontan, model kupiłem w połowie października, gdy tylko pojawił się w niemieckich sklepach. Szwagier miał taki lata temu, sklejony przez niego w podstawówce, bez malowania i chyba nawet bez kalek. Walał się potem po domu, aż go teść wyrzucił, bo uznał, że już do niczego się nie nadaje, ku rozpaczy szwagra. No to mu to teraz wynagrodziliśmy. Sądziłem, że poskładam go szybciej, bo to w końcu tylko 70 części, ale jak to zwykle bywa zeszło mi trochę dłużej niż planowałem. Gdyby nie wyrozumiałość żony i teściowej (zwolniły mnie z obowiązków przedświątecznych) szwagier dostałby pod choinkę skarpetki, bo bym się nie wyrobił. Składalność i detal jak to u Revella - miejscami ślicznie, miejscami kicha. Szczególnie łączenie pylonów z silnikami było tragiczne. To samo dotyczy połówek pionowej części podstawki - były mocno przesunięte i wymagały sporo szlifowania. Górna część talerza była zwichrowana i musiałem kleić ją na raty, fragmentami, żeby nie było szpar. Niektóre szyby też pasowały tak sobie. Pozioma część podstawki jest trochę za lekka i za wiotka, warto ją obciążyć ołowiem i zalać jakąś żywicą,żeby ją usztywnić. Poza tym raczej OK.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.