Witam po krótkiej przerwie i w nowym roku :-) Zachęcony pracami nad hueyem zabrałem się za mojego meśka od airfix którego sprezentowano mi na święta . Prace trwały około dwóch tygodni . Model był o wiele łatwiejszy od hueya (inna skala) przez co samo klejenie wyszło mi według mnie bardzo dobrze . Co innego z malowaniem - nie opanowałem jeszcze dobrze tej sztuki i na maszynie widać sporo zacieków . Sporo jest miejsc nie pomalowanych (moja nieuwaga i brak odpowiedniej wielkości pędzla) a najgorzej wyszła mi granica między szarym podwoziem a resztą która jest zielono-czarna . Tą granicę zakleiłem izolacją (żołtą,prawie papierową nie wiem jak się fachowo nazywa) i farba podsiąkła pod nią . Naklejki również nie wyszły tak jak bym sobie życzył- widać folię a jedna się nawet trochę zawinęła . Wydaje mi się że to już raczej nie moja wina bo naklejki od revella na hueyu przykleiły się elegancko a tutaj brakuje nawet szczęki na dziobie bo...rozerwały mi się w czasie klejenia. A może moja metoda jest zła ? Nalewam do spodka wody,moczę chwilę naklejkę, łapię pensetą i rozprowadzam pędzelkiem . Ponadto jeden ze zbiorników na paliwo skrzywił się,gdyż przykleiłem go na samym kleju a w skrzydle trzeba było wywiercić dziurki (nie mam odpowiedniej wiertarki i wierteł). Ogólnie praca nad nim sprawiła mi dużo frajdy i model wisi pod sufitem :-) Nabrałem trochę doświadczenia jednak wiem że sporo mi brakuje do perfekcji. Następny model to prawdopodbnie spitfire od revella lub airfix :-)
Wrzucam zdjęcia i proszę o porady przy następnym modelu