Skocz do zawartości

mmr

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    41
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez mmr

  1. znalezione na X. część była w CSH, inne w komisach, niektóre tylko z katalogu.
  2. jakby występowal do 1972 to bym kupił a nie odzyskiwał z torebek do herbaty. Potem moze i był ale już mnie nie interesował.
  3. w latach 68-72 kleiłem latające ale słabo latały i na seniora się nie nadawałem. Więc w latach 72-76 w klubie Śmigiełko kleiłem nielatające. Prosperity Gierka znam ale od strony nielotów. Nawet kupiłem wtedy w CSH Hurricane i Mustanga Airfix 1:24 ale to przerosło moje możliwości więc odpuściłem i sprzedałem z zyskiem. I jestem na tym zdjęciu z roku 1975 ostatnia wystawa w której brałem udział.
  4. W latach 68-72 kleiłem modele latające. Balsa z Sowy została użyta do zrobienia na zawody innego A1 . Papier japoński w CSH nie występował ale wujek E.G. sprowadził wtedy herbatę Lipton w torebkach z papieru japońskiego. Arkusiki z odzysku były za małe na model i kolor też jakiś nie taki. Ale po zafarbowaniu farbkami Wibra do bawełny już w kolorze granatowym posłużyły do zrobienia numerów startowych na szkrzydłach. Na zdjęciu oryginał z tamtych lat w obu kolorach.
  5. Ależ papier japoński nie występował w CSH. Ale skoro w Sowie była balsa (pierwszy taki model) więc może papier też. Dla mnie Sowa była dawcą balsy do innych modeli. Pamiętam że ciąłem to laubzegą tak jak żebra ze sklejki. Dopiero instruktor pokazał że nóż szewski jest lepszy.
  6. domniemywałbym, że kupili formy od Hellera a potem sprzedawali wypraski Hellerowi
  7. nie wiem ale się wypowiem: jeśli kleił modele w podstawówce plus ogólniaku to jakieś 8 (4+4) lat czyli 180/8= 22,5 szt na rok czyli dwa miesięczne jeśli kleił z pudełka to dwa trzy wieczory ma model 1/72 z pomalowaniem byle jak styknie, jeśli waloryzował to zależy ale znacznie dłużej jeśli to polityk to 180 ma zrobić wrażenie a nie oznaczać prawdziwe 180 sztuk (w sumie ma znaczyć dużo) wiec jest to możliwe i prawdopodobne ale na odrabianie lekcji czasu mało zostało
  8. W moich wspomnieniach, również z lat wcześniejszych czyli przed 1972, kupno żyletki nie było problemem. W centrum Warszawy były kioski Ruchu i znacznie mniejsze tzw budki inwalidzkie. W tych drugich można było kupić towary z importu prywatnego oraz od prywaciarzy. Ci ostatni produkowali, obok innych rzeczy, również żyletki i to o bardzo dziwnych nazwach. Pamiętam jedną nazwę przezwisko "Krwawa Rawa". Potem Polsilver czyli licencja gierkowska zaorała to wszystko. W podstawówce punktem honoru było mieć kolekcję różnych żyletek i umieć z nich "strzelać". Na zdjęciu cztery nieotwarte Polsilvery z epoki czekające w szufladzie od 50 lat na przyda się.
  9. wtedy, czyli lata 60-80, zbierał znaczki i mój Ojciec. Miał ich duża kolekcje zamienioną w swoim czasie w masę spadkową. Wtedy było ok 300 000 członków PZF teraz 3 000. Wtedy znaczki zbierało się w abonamencie czyli wszystkie wydane znaczki odbierało w sklepie ze znaczkami (były takie) i wkładało co jakiś czas do klaserów przygotowanych specjalnie dla nich. Każdy znaczek miał swoje odpowiedniej wielkości miejsce z numerem katalogowym. Można było również zbierać w podobny sposób etykiety zapałczane. Ciekawostka. Po zerwaniu demoludów z Chinami Polska została wyznaczona do utrzymywania relacji kulturalnych i w ich ramach, jako jeden z trzech krajów w Europie, otrzymywała znaczki z Chin. Znaczki te w abonamencie via PZF trafiały do klaserów. Nikt ich wtedy nie chciał zbierać więc PZF stosował metodę wiązaną: chcesz znaczki z Watykanu bierzesz Chiny. Rewolucja kulturalna zniszczyła zbiory znaczków w Chinach a współczesna klasa średnia w Chinach bardzo chce je mieć. I teraz znaczki z Watykanu (oraz większość innych) mają wartość groszową a niektóre chińskie, ale tylko z okresu rewolucji kulturalnej, w dobrym stanie są bardzo cenne. Miałem wtedy swój klaser (Ojciec kazali :-)) i znaczki z samolotami (plus inne czynniki) skierowały w stronę modelarstwa lotniczego. Nie zbierałem znaczków z Chin
  10. proszę tego nie czytać
  11. taka ciekawostka, którą powinienem znać ale musiała mi być uświadomiona. W złotych latach tego hobby wypadało mieć tzw abonament czyli co miesiąc (może dwa) odebrać w wybranym sklepie filatelistycznym wszystkie znaczki wydane w tym czasie, całe serie i bloczki. Co dwa lata PZF wydawał specjalne klasery w których każdy znaczek i bloczek miał przewidziane dla siebie odpowiedniej wielkości miejsce z wydrukowanym w tym miejscu numerem katalogowym. Pełna profeska.
  12. Niedawno spotkałem sie z rzeczoznawcą PZF. Jeśli czegoś nie poplątałem to w szczycie popularności członków PZF było około 300 000 a obecnie bliżej 3 000. Stąd ceny transakcyjne sprzedaży znaczków to ok 5-10% ceny katalogowej.
  13. w uzupełnieniu tej imponującej kolekcji: znaczki o znaczkach lotniczych i znaczki o modelarzach
  14. ładne kwiatki = ciekawa historia. I tego bym sie trzymal
  15. dzięki Tobie poczułem sie jak na elektrodzie. jeszcze rada typ użyj przeglądarki i pytanie czy zasilacz jest z czarnej listy.
  16. ja z tamtych czasów pamiętam takie źródła modeli: 1. kioski RUCH (dla mnie głownie ciekawe to P11, Karaś i Iskra ale klejone wszystkie z tym ze tylko na początku hobby) 2. CSH to najpierw głownie NRD z jedynym interesującym mnie Brygadyrem, potem doszło KP 3. wymiana międzyludzka 4. rodzina na zachodzie (ja miałem Ciocie w USA) 5. w delegacji na zachód (nikt się nie łapał z mojej rodziny) 6. tow Gierek wprowadził wyjazdy turystyczne (można było nawet kupić w banku 5 USD po kursie turystycznym, od 1974 istniała promesa na 100 USD, wystarczyło tylko spełnić kilka warunków, złożyć podanie do NBP i być może ją dostać). Część kuzynów już wtedy jeździła do pracy wakacyjnej na Zachód. 7. komisy Baltona Pewex raczej nie sprzedawały modeli, CSH za żółtymi firankami chyba nie było więc obstawiałbym że jakiś nadgorliwy komis pieczątką dodawał wartości i znaczenia cenie stąd data (wyceny) i parafka komisji wyceniającej (obok) i "krugłaja pieczatka" dla uwiarygodnienia procesu wyceny
  17. w tym pudełku był ten Sptfire
  18. no ja niestety nie robiłem zapisków a pamięć zawodzi. Modele zachodnie pojawiły się wg mnie w CSH raz i były to Airfixy i Revelle. Do tego farbki Humbrole i narzędzia typu klej (revell) i nożyki (tez Humbrole) . I wychodzi mi ze nie był to 1976 tylko raczej wiosna 1974 lub wiosna 1975. W sumie rok 1975 i 1. połowa 1976 był ostatnim w którym aktywnie kleiłem modele (właśnie te kupione w CSH). W 1976 zdałem na studia i hobby się skończyło. Kto wie jak było naprawdę? Kupiłem wtedy nowość czyli Spitfire Vb Airfixa wg scalemates z 1975 z napisem "new" na pudełku. Czyli może to był 1975?
  19. jakiego kalibru są działa w skrzydłach? a kalkomania to mistrzostwo (szachownce bez białych pól)
  20. te jakze wazna dyskusje rozpoczal model firmowany Playfix Kits a ten pojawil sie po Plasticarcie czyli jest post-Plasticart, przed Plasticart czyli pre-Plasticart jest model MPKAB....chyba, tak mi sie wydaje i tak uważam
  21. jesli wierzyc https://www.scalemates.com/kits/playfix-kits-pan-am-boeing-727--249245# to jest raczej post-plasticard'em z 1988 roku
  22. jakoś widzę kilka generacji Me110 Airfix'a. Ta z nr kat.2006 to od 1975 i miala linie wypukle (wiem kleiłem), zastąpiona w 2010 kolejną A0308x , która jak mniemam jest na obrazku i ma linie wklęsłe (nie wiem, nie kleiłem)
  23. ja jeszcze przed TBiU przeczytałem Tygrysa o Normandie Niemen. A malowanie Jaka-3 wybralem z TBiU.
  24. Ja w 1975 tak bardzo chciałem mieć model Jaka-3 (nie wiem dlaczego), że zrobiłem Jaka-3 z Jaka-9 Airfix'a.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.