mct
Użytkownicy-
Liczba zawartości
10 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Reputacja
0 NeutralInformacje
-
Skąd
Łódź
-
Zainteresowania
Modelarstwo
Ostatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
-
Oj pod tym względem wiele osób może się z Tobą nie zgodzić. Pamiętam na jednym z forum dyskusję na ten temat i jeden z zainteresowanych podawał na podstawie książki "Cmentarzysko statków i okrętów" (chyba nie przekręciłem), że do stycznia 43 Włosi stracili 2,5mln BRT w statkach transportowych (zatopione i uszkodzone około 640 statków handlowych). Oczywiście statki ze sprzętem nie pływały same. Czasami osłona konwojów sięgała 60 okrętów!! Włoska flota niejednokrotnie dzielnie walczyła z RN dając radę odgonić rywala od konwojów. Niestety przynajmniej jak dla mnie dużym cieniem na Włochach na tym teatrze działań kładzie się bezczynność "trzonu" floty czyli pancerników. I mam wrażenie, że większość ludzi tylko na tej podstawie wyciąga błędne wnioski o bezczynności Włochów. Poza tym osobiście uważam, że dowódcy RN na tym obszarze działali z nieograniczona fantazją i polotem (choćby Tarent). No ale w ten sposób wygrywa się wojny. Tak gdybając, gdyby równocześnie z Niemieckimi raiderami w morze wychodziły włoskie pancerniki (a pamiętajmy, że do listopada 1940 mieli do dyspozycji 6) RN miałaby spory problem. Nawiązując do ataku na ZSRR, przeczytałem ostatnio kilka interesujących książek (m.in Guderiana, czy Pogrom Pancerny) i dochodzę do wniosku, że jak zwykle całą sytuację zawaliło najwyższe dowództwo poprzez przecenienie swoich umiejętności i brak jakiegokolwiek wsparcia dla dowódców frontowych. Czytając, aż włosy na głowie się jeżą, że Niemcy popełniali takie same błędy i nie słuchali ludzi, którzy walczyli na lini forntu a nie siedzieli przed mapą w cieplutkim bunkrze czy innym budynku dowodzenia. Nie pamiętam dokładnie w jakiej książce było napisane, że już chyba od 2-3 tygodnia walk Niemcy pędzili na oparach wszystkiego (paliwo, jedzenie, amunicja itp) bo linie zaopatrzenia były tak bardzo rozciągnięte, stan dróg fatalny a kolei nie nadażała bo była za mało wydajna. A mimo tego parli do przodu! Poza tym tragiczne w skutkach uderzenie Grupy Armii "Środek" na Ukrainę gdy praktycznie Moskwa była w zasięgu i odsłonięta, czy wycofanie grupy pancernej spod Leningradu, takie same błądy jak we Francji rok wcześiej! Co prawda skala troche większa, ale błędy takie same! Kończąc, skorzystam z podsumowania Halseya
-
Starałem się opierać swoje dywagacje na prawdopodobnej wiedzy z tego czasu. Przecież Niemcy wiedzieli czym dysponuje Royal Navy, z tego co pamiętam mogli mniej więcej ustalić co i gdzie pływa w danym czasie (akwen). Wiedzieli ile potrwa wdrażanie Tirpitza, wiedzieli kiedy Scheer będzie dostępny. Niewiadomą były okręty w Brescie, bo tam pojedyncza bomba, torpeda mogła wyłączyć okręt na długo, co zresztą miało miejsce (G dostał torpedą, S przyjął kilka bomb). Pchać się pojedynczym pancernikiem mając naprzeciw siebie co najmniej 3 pancerniki/okręty liniowe dostępne od ręki i następne 3-4 w gotowości trochę mnie przeraża biorąc pod uwagę bliskość wysp brytyjskich i lotniskowce. Chociaż, patrząc z niemieckiej strony akcja mogła się udać, Bismarck był szybki, potężnie uzbrojony, jeśli by się przedostał niezauważony na otwarty ocean mógł unikać RN bardzo długo a rola lotnictwa była chyba wtedy nie brana w ogóle pod uwagę. Może rzeczywiście na to liczyła ich admiralicja. Ale mając do dyspozycji za dosłownie 3 miesiące 100% większy potencjał osobiście wolałbym poczekać. Oczywiście opóźnienie akcji mogłoby się wiązać z większymi problemami, większa armada jest łatwiejsza do wykrycia, Anglicy mogliby trzymać większe siły w pogotowiu a nie wiadomo czy jakiś op by się gdzieś po drodze nie znalazł i nie zniweczył całego planu. Ale to już gdybanie. Ale nadal uważam, że większość działań niemieckiej floty nawodnej była napędzana jakimś chwilowym impulsem niż długotrwałym planem i to zadecydowało o porażce.
-
Witam! Może włożę kij w mrowisko ale pobieżnie wracając do tematu to uważam, że u podstaw zatopienia pancernika jak i powolnej zagłady ciężkiej części Kriegsmarine leży brak jakiegokolwiek sensownego planu wykorzystania jej oraz brak jakiejkolwiek współpracy ze sprzymierzonymi. Co prawda to ostatnie trochę zalatuje SF, ale przecież flota włoska była znacznie mocniejsza od Niemieckiej. Wysłanie samotnego pancernika, PE nie liczę bo jego siła ognia w starciu z RN była stosunkowo niewielka, w korsarski rejs to wg mnie pomyłka. Nie jestem w 100% pewny co do dat, ale chyba w tym samym czasie Scharnchorst stał w Brescie razem z Gneisenau, który co prawda bodajże w kwietniu dostał torpedę, ale pierwszy był cały. Admirał Scheer kończył remont w Koloni. Osobiście uważam, że można było poczekać jeszcze ze 3 miesiące i posłać w bój Tirpitza, który we wrześniu uzyskał zdolność bojową. Przypuszczam, że Niemcy tak upierali się przy ciągłym nękaniu żeglugi żeby osłabić psychicznie i wykańczać sprzętowo Royal Navy, która cały czas musiała trzymać w gotowości trzon swojej floty. Ale 3 miesięczna przerwa w akcjach dużych okrętów umożliwiłaby wystawienie we wrześniu na praktycznie jednym akwenie 2 dużych pancerników, kieszonkowca i ciężkiego krążownika. W Brescie byłby do dyspozycji pancernik i ciężki krążownik. Można sobie tylko wyobrazić jaki popłoch taka armada wywołałaby na północnym atlantyku i jakie siły RN musiałaby przeciwstawić. Jeśli by Niemcy dogadali się z Włochami żeby ruszyli tyłki i nie doszło w międzyczasie do bitwy u przylądka Matapan Royal Navy stałaby przed bardzo trudnym zadaniem. Ale na szczęście Niemcy nie po raz pierwszy dali ciała w planowaniu. Dlatego uważam, że brak sensownej strategi wykorzystania "ciężkiej" floty leżał u podstaw porażki i w efekcie zatopienia Bismarcka. Pozdrawiam! p.s. jeśli pomyliłem daty i któreś z wymienionych okrętów były niedostępne w tym czasie to bardzo przepraszam i proszę o sprostowanie.
-
Skala to 1:72, producent Hasegawa bez żadnych dodatków.
-
Witam serdecznie forowiczów. To moje pierwsze modele samolotów. Zrobione prosto z pudeł Hasegawy, malowane akrylami bez "brudzenia" i innych technik. Ponieważ moim hobby bardziej jest lotnictwo niż modelarstwo, nie odpowiadają one oryginalnym samolotom. Największym odstępstwem jest kolor kombinezonów wszystkich pilotów oraz kolor hełmów. Zrobione to zostało po pierwsze z braku odpowiedniej farby po drugie na życzenie żony, która ich "nie widziała". Tak jak pisałem wcześniej, modele mają służyć celom poglądowym, ich historii, zastosowaniu, wyposażeniu a nie konkretnie modelarstwu dlatego pozwoliłem sobie na odstępstwa, za które szanowne grono serdecznie przepraszam. Pierwszy model to Jaguar GR Mk.1 XX116 (cnS9)w specjalnym malowaniu z okazji rocznicy jednostki. Na zdjęciach, które znalazłem przez pewien czas model ten latał z pomalowanym na czarno tylko statecznikiem pionowym. Nie zdecydowałem się na podwieszenia, bo nie znalazłem informacji, czy oprócz zbiorników coś było pod niego podwieszane w "czarnym" okresie służby. Pozostał golas. Drugi model to Jaguar w wersji szkolnej T Mk.2 XX139(cnB4). Tutaj model ma podwieszone dwa zbiorniki i cztery kaseciaki BL775. Doczytałem , że w czasie odbijania Kuwejtu te właśnie samoloty (niestety ten konkretny egzemplarz nie dotarł nad zatokę perską) były tak uzbrajane, a gdy zabrakło rodzimych BL775 amerykanie przyszli z pomocą i samoloty latały z czterema podajże CBU-87. Obecnie pracuje nad parą F/A-18C/D oraz Intruderem. Jak tylko zostaną ukończone postaram się umieścić w galerii.
-
Witam serdecznie! Buduję modele F-18 w wersji C i D. Chciałem zrobić wersję 2 miejscową w konfiguracji A2G a jednomiejscową w A2A. W związku z tym poszukuje informacji o ciekawych (nie pudełkowych) rozwiązaniach podwieszeń uzbrojenia. Udało mi się znaleźć w necie kilka zdjęć F-18D w dość ciekawych, niesymetrycznych podwieszeniach, m.in pod LS Maverick i zbiornik, pod PS JDAM i 2 GBU-12, w innym było pod LS zbiornik i 2 JDAM, pod PS 2 GBU-12 i GBU-10, czy 8 bomb Mk.82. Takie rozwiązania pochodzą z misji w Iraku i wydają mi się interesujące. Ciekawiej wygląda model obładowany nie tylko zbiornikami. Może któryś z kolegów posiada zdjęcia w innych konfiguracjach? Jednak nie mogę nigdzie znaleźć ciekawego rozwiązania dla misji A2A. Jedno interesujące zdjęcie jakie znalazłem przedstawiało F-18C w barwach RAAF z podwieszonymi pod skrzydłami 8 AMRAAMi, a także pod skrzydłami 2 Sparrow i 4 Sidewinder. Będę wdzięczny za pomoc. Dziękuję!
-
Dzięki koledzy za odpowiedź! Mam nadzieję, że następne malowanie będzie już lepsze. Pozdrawiam serdecznie!
-
Czy ten opóźniacz to może Hobby Color Thinner? Tak się zastanawiam bo to niby dedykowane do serii C Gunze, a chyba seria H to klasyczne akryle? A może zastosować rozcieńczalnik Tamiyi X20? Do tej pory dodawałem wódki do rozcieńczania.
-
Witam! Mam pytanie, a to chyba odpowiednie miejsce. Kleję okręty w 1/700, generalnie maluje pędzlem i w tej skali nie narzekam. Ale mam problem z dużymi powierzchniami (pokłady). Słabo mi wychodzą. Farbę mam rozcieńczoną i kładę 3-4 warstwy jednak są miejsca słabo pokryte, które muszę malować kolejny raz. Jednak wtedy pojawia się problem ze zbyt dużą ilością warstw, które zakrywają szczegóły i detale (w skali 1/700 detale są na prawdę małe). Potem jak trzeba te detale pomalować na inny kolor robi się niezła orka. Maluję akrylami Pactry i Tamiyi. Przechodząc teraz do sedna sprawy, czy wg Was kupienie czegoś w sprayu np.: białego/szarego matu Tamiyi, lub jakiś Surfacer, czy też bezbarwny lakier i traktowanie dużych powierzchni najpierw sprayem jako podkład (1 warstwa) a potem malowanie docelowymi kolorami (2 -3 warstwy) rozwiązałoby mój problem?
-
Witam serdecznie! Jestem nowy na forum, także na początek coś o mnie. Kleiłem modele przed paroma laty w podstawówce i średniej, ale bez szaleństw. Raczej dla własnej satysfakcji, zarówno plastik jak i karton czy drewno. W sumie przez chyba 10 lat zabawy w modelarstwo zrobiłem jakieś 50-60 modeli, ciężko zliczyć bo niektóre zostały zniszczone. Minęło sporo lat i jakoś zatęskniłem do modeli. Postanowiłem z powodów czasowych skupić się na okrętach w skali 1/700 i tym co zawsze mnie fascynowało a mianowicie Kriegsmarine i Royal Navy. Na pierwszy ogień poszedł Scharnhorst. Zacząłem już sklejanie niektórych elementów, które wg mnie nie będzie problemu pomalować (nadbudówki, działa) i pojawił się problem. Chodzi mi o dość efektowne malowanie okrętu z 1943 roku. Schemat znalazłem na stronie www.scharnhorst-class.dk Przedstawia się on następująco: Okręt jak widać malowany jest 3 odcieniami szarości i chyba białym. I tutaj jest problem, czy możecie mi pomóc rozszyfrować jakie to odcienie. Zwłaszcza interesuje mnie malowanie wieży B. I kolejna sprawa malowanie łodzi ratunkowych. Na załączonych rysunkach wygląda, że również noszą kamuflaż. Jednak spotkałem się też z malowaniem szaro-czerwonym jak na rysunku: Proszę szanownych forowiczów o pomoc w odpowiednim doborze barw. I jeszcze jedna sprawa, malowanie drobnicy na pokładzie. Sam pokład ma kolor, nazwijmy to "deskowy" ale w jakich barwach były wszelkie skrzynie i inne pierdoły? W kolorze kamuflażu jaki w tym miejscu występował czy też jednolicie szare na całości? Pozdrawiam! Minęło kilka dni i się poddałem. Minęło sporo lat od kiedy ostatni raz coś kleiłem i nic nie wychodzi jak chciałem. Dlatego dla ułatwienia zostanę przy całkowicie szarym malowaniu. Poza tym miałem problemy z malowanie pokładu, nadbudówek, ręce się trzęsą i nic nie wychodzi jakbym chciał. Ponieważ kleje po nocach, jak dziecko uśnie, zdjęcia postaram się zrobić w weekend przy naturalnym świetle. Pozdrawiam!
