Jump to content

ZzB

Members
  • Content Count

    312
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

1 Neutral

Personal Information

  • Location
    Reda /k.Gdyni

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Hej. Sezon urlopowy ma to do siebie, że spędza się zauważalnie mniej czasu na warsztacie. Ale jakoś udało mi się „zamknąć” kadłub od spodu. Było z tym trochę zabawy, bo modyfikacja BRDM-a do wersji M96i polegała m.in. na zaślepieniu wnęk kół pomocniczych. Przy okazji postanowiłem nieco uplastycznić płytę podłogową. Najpierw z przyzwyczajenia zaprojektowałem wszystkie drobne elementy osobno, jak do skali 1/35. Ale po chwili zdałem sobie sprawę, że przy dwa razy mniejszym modelu dużo lepszym rozwiązaniem może okazać się odpowiednie podtrawienie głównych paneli. Był tylko jeden sposób żeby się przekonać I ostatecznie „podtrawienie” wygrało. W międzyczasie zacząłem montować oba mosty napędowe. Główne części korpusów oraz resory powstały z blachy. Ale osłony kół zębatych efektywniej było wytoczyć z polistyrenowej kanapki. Na poniższej fotce mosty są tylko położone na płycie podłogowej. Przed ostatecznym montażem trzeba będzie pomalować chociażby wnęki, inaczej późniejsze dotarcie z farbą do niektórych miejsc może się okazać … co najmniej problematyczne. I to by było na tyle w pierwszy dzień szkoły. Pozdrowionka ZzB
  2. Hej. Pompę próżniową najtaniej zastąpić "pompą odśrodkową" Czyli bierzesz kawałek grubej blachy ( ja używam resztek blachodachówki ale wystarczy taka z piwa Faxe) i wyginasz z tego "koszyczek z uchwytami". W uchwytach robisz otwory przez które można przełożyć karabińczyk od psiej smyczy. Ale od PSA a nie "poduszkowca" typu ratlerek :D. Do koszyczka wkładasz usztywnioną formę z żywicą, Jako usztywnienie sugeruję stelaż z klocków LEGO (nota bene silikonowe formy odlewam własnie w stelażach z klocków LEGO). Zapinasz smycz I zaczynasz kręcić. Półtora metra smyczy daje wystarczającą siłę odśrodkową żeby odpowietrzyć prawie każdy odlew (w modelarskiej skali rzecz jasna). Oczywiste ostrzeżenie - CAŁA KONSTRUKCJA MUSI BYĆ WYTRZYMAŁA. Od smyczy, przez karabińczyk po metalowy koszyczek. Bo jak któraś z tych rzeczy się podda to "cały misterny plan w p..." (i zapewne przednia szyba w najdroższym samochodzie na parkingu :D) Pozdrowionka ZzB
  3. ZzB

    test linków

    tekst
  4. Witam wszystkich Z różnych powodów przyszło mi odłożyć modele na półkę na długie pięć wiosen. I jak widać półce dobrze z tym było. Ale z modelarstwem to trochę jak gorzałą – alkoholik zostanie alkoholikiem, choćby i niepijącym. Jednak będzie musiało upłynąć jeszcze trochę czasu zanim odważę się dokończyć rozgrzebane modele. Dlatego postanowiłem dla treningu wyrzeźbić coś małego i prostego. A przy okazji popracować trochę nad warsztatem. Ci , którzy śledzili moją relację z budowy krążownika SMS Novara pewnie pamiętają, że udało mi się opanować trawienie blachy z puszek po piwie za pomocą prądu. Technologia dawała całkiem przyzwoite efekty. Jak się jednak później okazało miała kilka poważnych wad. Po pierwsze – efektywność trawienia zależała od przepływu prądu przez materiał. A tego w trakcie trawienia ubywało. W efekcie nie mogłem wytrawiać elementów bardzo cienkich, a czasami również i wewnętrznych otworów. Po drugie – blacha w puszkach wbrew pozorom nie jest czystym aluminium a jakimś stopem i to różnym w różnych puszkach. W efekcie zdarzało się, że wytrawiony element dostawał „osteoporozy” - domieszki wytrawiały się szybciej niż aluminium a na dodatek czasami również w tym fragmencie, który powinien zostać nienaruszony i cały element potrafił się pokruszyć.. Przyszło więc pogadać z wujkiem Google'm i znaleźć inne rozwiązanie. Okazał się nim wodorotlenek sodowy. Trawienie wodorotlenkiem nie ma wspomnianych powyżej wad a dodatkowo sam czynnik można bezproblemowo kupić w każdym sklepie z chemią gospodarczą. Jedynym minusem jest czas – wytrawienie blaszki trwa około 3-4 godzin. Ale w końcu modelarstwo jest zajęciem dla cierpliwych Za decyzję, że na warsztat trafił BRDM (a nie jakieś pływadło) i to do tego w małej skali główną odpowiedzialność ponosi mój kolega Przemek (niniejszym pozdrawiam serdecznie Jego Kusicielską Mość), który właśnie zaczął rzeźbić coś takiego w polistyrenie. Ponieważ chciałem tylko przetestować swój warsztat, wybrałem drogę na skróty i przeskalowałem wycinankę GPM-u. Droga na skróty ma oczywiście swoje wady – trzeba najpierw posiedzieć trochę przy komputerze coby przygotować maski, potem odczekać swoje aż blaszka się wytrawi. Ale uzyskane w ten sposób części składają się jak klocki Lego. No dobra – dość gadania. Czas na fotki. Jak widać, dzisiejszy odcinek sponsorował Cydr Lubelski i Harnaś Pozdrowionka ZzB
  5. Hej. - kupujesz puszkę piwa - odzyskujesz blachę (nie pozwól zmarnować się zawartości ) - zaginasz kawałek o odpowiedniej długości w kątownik (nie ważne, że ramiona są zbyt szerokie, ale lepiej by nie przekraczać 5 mm szerokości) - przykładasz do ramiona kątownika wzornik o takiej grubości, jakiej szerokości chcesz mieć pasek blaszki (właściwie wzornik powinien być "nieco" cieńszy - czytając dalej zobaczysz dlaczego). Jako wzornik można wykorzystać cokolwiek, co ma stałą grubość i ostrą krawędź - np ostrze skalpela albo płytkę szczelinomierza. Nie ważne, że jest krótszy od paska który chcemy uzyskać, wystarczy ze będzie miał ze 2 cm długości. - ścinasz skalpelem wszystko co wystaje ponad wzornik - musisz uzyskać taki sam efekt mechaniczny jak przy nożyczkach, tyle że zamiast ostrzy nożyczek masz krawędź wzornika i ostrze skalpela. Ścinasz kawałkami po mniej więcej centymetrze, jak trzeba - przesuwasz wzornik. Odcinany nadmiar blaszki będzie się zwijał w spiralkę - niech się zwija, bo to odpad. Nas interesuje nas to, CO ZOSTANIE. - po tej operacji mamy kątownik nierównoramienny. Jedno ramie jest szerokie, drugie ma taką szerokość jak interesujący nas pasek blaszki - korzystając z właściwości blaszki z puszki po piwie - zaginamy kątownik mocniej a następnie prostujemy. Kątownik zaczyna pękać po linii zgięcia. I po chwili zamiast kątownika mamy dwa paszki blaszki - jeden szeroki (odpad) i drugi wąski (jakiego potrzebujemy) Dobrej zabawy ZzB
  6. Hej Remont dużymi krokami zbliża się do końca, więc w coby nie zwariować ze szczętem odgruzowałem kawałek biurka i spróbowałem pobawić się w podtrawianie. Najwdzięczniejszym tematem wydawała się ryflowana podstawa armaty. Efekt finalny widać na zdjęciu – jakość na powiększeniach jest zauważalnie niższa niż klasycznych fototrawionek, ale nieuzbrojone oko można oszukać. Mając podstawę spróbowałem „dokręcić” resztę. Ale mimo że fotek 100mm armaty Skody znalazłem w sieci sporo, to tej konkretnej wersji, zarówno samej armaty jak i podstawy, nie było. W efekcie powstało SF oparte na planach i doprawione do smaku szczególikami z różnych zdjęć. Chociaż zważywszy rozmiary detalu – tych szczególików pewnie nikt poza mną nie zauważy :P A'ha - na ostatnim zdjęciu maska działa jest tylko nałożona. No... to jedno jest. Jeszcze osiem... Pozdrowionka ZzB
  7. Hej. Poszedłbym tym tropem. Wygrzebałem w swoich archiwach takie dwie plansze - niestety tylko oficerów. Pozdrowionka ZzB
  8. Hej. Sezon urlopowy – przynajmniej dla mnie – przemknął o wiele za szybko. I nagle stanął przede mną co-wrześniowy problem przestawienia Syna z biegu jałowego na „całą naprzód”. I jak co wrzesień – było … ciężko Jak wspomniałem w poprzednim odcinku – „duże” się skończyło. Tyle, że „małego” jest więcej niż początkowo szacowałem. Niżej dołączam kilka migawek z pola walki. Najwięcej zdrowia napsuł mi „kosz” platformy obserwacyjnej z przedniego masztu (3 fotka). Gdyby ktoś mnie wtedy nagrał, wyrok za obrazę moralności miałbym jak w banku Tyle na dziś. Następne spotkanie pewnie dopiero w listopadzie, sztab generalny zarządził remont. A ze sztabem generalnym się nie negocjuje ZzB
  9. Hej. Niniejszym uroczyście zakończyłem budowę ostatnich dużych elementów modelu – czyli całych dwóch mikrych nadbudówek. Co nie zmienia faktu, że przednia nadbudówka dała mi nieźle popalić. Ale od tego momentu zostały mi same drobiazgi, chociaż w obłędnej ilości. Jakimś cudem udało mi się wepchnąć do sterówki duże koło sterowe, małe koło steru elektrycznego i telegraf maszynowy. Postanowiłem dać duże zbliżenie żeby to pokazać, mimo że w takim powiększeniu całość wygląda jakby lepił je pięciolatek i to dwiema lewymi rękami. Z ciekawostek – głowica kompasu ma 1 mm średnicy. Wśród swoich szpargałów nie znalazłem kulek o takiej średnicy musiałem więc improwizować – kulistym frezem dentystycznym wywierciłem w polistyrenie półczaszę, następnie wycinakiem szewskim 2mm wyciąłem krążek ze złotka z jogurtu a na koniec tym samym frezem wcisnąłem krążek w wywiercony otwór. Otrzymałem nieomal idealną półczaszę. Dwie takie półczasze po sklejeniu dały kulkę 1 mm. Od teraz – właściwie już do końca budowy modelu – będę się bawił najróżniejszymi drobiazgami. Przy okazji chyba znalazłem sposób na dwa elementy które sprawiały mi dotąd najwięcej problemów – szlupy i żurawiki. Te ostatnie sklejam jako kanapkę z kilku wytrawionych elementów a następnie opiłowuję je na okrągło. Mimo niewielkich rozmiarów zachowują dużą wytrzymałość. Z szalupami miałem inny problem – zachowanie symetrii przy ręcznym rzeźbieniu w polistyrenie było praktycznie niewykonalne. Spróbowałem więc wytrawić pełny szkielet jak dla dużego okrętu a następnie „czymś” go wypełnić. Ciąg dalszy był dziełem przypadku – kiedy próbowałem wyszpachlować dziób okazało się, że szpachlówka (akrylowa szpachlówka budowlana z Leroy'a za kilka złotych) ma tak duże napięcie powierzchniowe, że pokrywa szkielet cieniutką błoną. Poszedłem więc za ciosem Zaczynam wierzyć, że się wyrobię do listopada ... Szczególnie że upalna pogoda ułatwia zdobywanie materiału na trawionki... Udanych urlopów/wakacji ZzB P.S. Wynajęty przeze mnie sztab naukowców po wielotygodniowych badaniach odkrył, że nie trzeba kupować kremu - wystarczy opakowanie po lodach. Ale musi być na tyle solidne żeby wytrzymało gorącą wodę. Bo w gorącej wodzie lepiej się trawi
  10. Lekko nie będzie. Ale zobaczę, co się da wygrzebać z mojego śmietnika. To na gorąco... Mówisz i masz Pozdrowionka ZzB
  11. Widzę że dewiacja Kolegi rozwija się w jedynym słusznym kierunku Umysłowo sprawne inaczej pozdrowionka ZzB
  12. Witam przedwakacyjnie W ostatnim miesiącu większość czasu poświęciłem synowi, który uznał że ma konstytucyjnie zagwarantowane prawo do powtarzania klasy. Mam tylko nadzieję, że w przyszłości nie wytoczy mi procesu za „terror psychiczny”. Mimo to kilka chwil dla siebie znalazłem. Z tym, że spędziłem je głównie na eksperymentach z „fototrawionkami" pomału odkrywając plusy dodatnie i plusy ujemne. Zaletą trawienia prądem jest możliwość maskowania powierzchni zwykłym wodoodpornym tuszem (lub pisakiem do płyt CD), co nie byłoby możliwe przy trawieniu chemicznym. Na upartego zamiast naprasowywać maskę mogę ją … narysować... Wadą – konieczność nadzoru przy trawieniu bo proces nie jest równomierny (albo po prostu jeszcze czegoś nie wiem) i jedne miejsca trawią się szybciej a inne wolniej. Oprócz tego kłopotliwe jest wytrawianie wewnętrznych otworów. Najpewniej wiąże się to z naturą samego procesu - żeby się trawiło musi płynąć prąd. A gdy zaczynam wytrawiać cały element – do jego wewnętrznych obszarów prądu dopływa coraz mniej i trawi się słabiej. W każdym razie – wytrawianie relingów na chwilę obecną przekracza moje możliwości (1), ale nic nie stoi na przeszkodzie aby wytrawić sobie szablon (2) i reling pod wymiar wykonać z drutu. Analogicznie jestem wstanie wytrawić schody ale schodów razem z poręczą już nie (3). Podejrzewam, że „jakoś” da się to obejść, bo zaparłem się i po kilku próbach wytrawiłem drabinkę z poręczą (4). Wracając do modelu … To, co wcześniej stanowiło dla mnie problem – czyli otwory o ostrych krawędziach - mogę obecnie bezproblemowo wytrawić (5). Podobnie elementy o skomplikowanych kształtach (6) Mój modelarski świat już nie będzie taki sam... ZzB
  13. 1) Kupujemy Żonie krem w pojemniku z grubego szkła (wskutek czego zyskujemy dodatkowy exp ;P) 2) Czekamy, aż Żona zużyje krem i konfiskujemy pojemnik (.. i dokładnie myjemy) 3) Kupujemy baterię 9V (już wiem, że to zła bateria, ale jeszcze nie wiem jaka powinna być) 4) kupujemy pół kilo soli kuchennej 5) z soli robimy elektrolit (oczywiście nie z całego opakowania ;P) 6) z blachy usuwamy farbę (na początek wystarczy papier ścierny) Ewentualnie - patrz pkt 8) 7) nanosimy na blachę "maskę" (Wujek Dobra Rada chwilowo jeszcze nie wytrzeźwiał więc macie pole do popisu) 8) zamiast nanoszenia "maski" można ją wydrapać na farbie. Zasada jest prosta - tam gdzie farby nie ma, będzie się "polerowało", tam gdzie farba jest, blacha pozostanie nienaruszona 9) wlewamy elektrolit do pojemnika 10) podłączamy baterię - plus do blachy, minus do elektrolitu, blacha do elektrolitu (BLACHA a nie kabel z plusem) i voila... UWAGA - podczas "polerowania" wydziela się wodór - UWAGA. To taka uwaga dla Pułkownika o ile nie chce zostać kosmonautą. Dobrej zabawy. ZzB
  14. Dokładnie to polerowanie galwaniczne (http://pl.wikipedia.org/wiki/Elektropolerowanie) tyle że postawione na głowie. Ideą elektropolerowania jest "rozpuszczanie" metalu na wierzchołkach chropowatej powierzchni materiału. Po którymś piwku przyszło mi do głowy, że skoro efekt działania prądu jest zbliżony do działania środka trawiącego, to dlaczego nie "wypolerować" w blaszce rowka ? Albo nie "przepolerować" na wylot ? Po kolejnym piwku - zdrapałem z blachy lakier ochronny, spróbowałem .... i wyszło Pozdrowionka ZzB
  15. Witam majowo. Muszkieter znowu się zaparł się, że będzie całość a nie półfabrykat, i znowu przez to minął miesiąc od ostatniego wpisu. Ale za to Novara zyskał „płucka” Kominów, w odróżnieniu od innych wykonywanych dotychczas elementów, nie byłem w stanie wytoczyć w ręku. Stąd, jak widać na poniższych zdjęciach, zastosowałem mały wybieg. Wzornik powstał jako blaszana tulejka owinięta na polistyrenowym szkielecie. Odlewy wykonałem dłuższe niż komin, ponieważ musiałem je potem poprzycinać – i to z obu końców, a na dodatek pod różnymi kątami, bo kominy na Novarze są pochylone. Te masakryczne konstrukcje z podkładek pod piwo służyły właśnie do uzyskania właściwej płaszczyzny cięcia Kapy kominowe to moje pierwsze starcie z cienkościennymi odlewami. Stosowane przeze mnie dotąd techniki odlewania kompletnie nie zdały egzaminu - pierwszy odlew dosłownie rozpadł mi się w palcach, tyle było niedolewek. Musiałem znaleźć jakiś sposób na pozbycie się powietrza z formy, na dodatek BEZ pompy próżniowej której po prostu nie posiadam. Rozwiązaniem okazała się … smycz. Z blaszki wygiąłem sobie korytko do którego wkładałem formę a całość podczepiałem do metrowej smyczy (GRUBEJ !!). Potem wystarczyło kilka sekund pobawić się w karuzelę by siła odśrodkowa wcisnęła żywicę w każdy zakamarek formy. Wszystkich potencjalnych naśladowców uczulam na słowo GRUBA. Inaczej nasz odlew może zamienić się w satelitę. I tak oto model wzbogacił się o cztery papieroski I na koniec mała ciekawostka. Kiedy oglądałem relacje Blacmana a szczególnie te filigranowe blaszki krew jasna mnie zalewała, że jak tak nie potrafię. W końcu zaparłem się, że spróbuję. I oto moje pierwsze „fototrawionki”. Piszę w cudzysłowie, bo ani one są „foto” ani „trawionki” a na dodatek bazą jest, jak to u mnie, blacha z puszek po piwie. Technologia jak widać potrzebuje jeszcze DUUUŻO pieszczot (widać nierówne krawędzie drzwi) ale ma potencjał (koło sterowe wyszło przyzwoicie) Tyle na dziś. Suchego weekendu
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.