Skocz do zawartości

ZzB

Użytkownicy
  • Zawartość

    308
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

Informacje

  • Skąd
    Reda /k.Gdyni
  1. ZzB

    Graf Spee 1:350 Academy

    Hej. - kupujesz puszkę piwa - odzyskujesz blachę (nie pozwól zmarnować się zawartości ) - zaginasz kawałek o odpowiedniej długości w kątownik (nie ważne, że ramiona są zbyt szerokie, ale lepiej by nie przekraczać 5 mm szerokości) - przykładasz do ramiona kątownika wzornik o takiej grubości, jakiej szerokości chcesz mieć pasek blaszki (właściwie wzornik powinien być "nieco" cieńszy - czytając dalej zobaczysz dlaczego). Jako wzornik można wykorzystać cokolwiek, co ma stałą grubość i ostrą krawędź - np ostrze skalpela albo płytkę szczelinomierza. Nie ważne, że jest krótszy od paska który chcemy uzyskać, wystarczy ze będzie miał ze 2 cm długości. - ścinasz skalpelem wszystko co wystaje ponad wzornik - musisz uzyskać taki sam efekt mechaniczny jak przy nożyczkach, tyle że zamiast ostrzy nożyczek masz krawędź wzornika i ostrze skalpela. Ścinasz kawałkami po mniej więcej centymetrze, jak trzeba - przesuwasz wzornik. Odcinany nadmiar blaszki będzie się zwijał w spiralkę - niech się zwija, bo to odpad. Nas interesuje nas to, CO ZOSTANIE. - po tej operacji mamy kątownik nierównoramienny. Jedno ramie jest szerokie, drugie ma taką szerokość jak interesujący nas pasek blaszki - korzystając z właściwości blaszki z puszki po piwie - zaginamy kątownik mocniej a następnie prostujemy. Kątownik zaczyna pękać po linii zgięcia. I po chwili zamiast kątownika mamy dwa paszki blaszki - jeden szeroki (odpad) i drugi wąski (jakiego potrzebujemy) Dobrej zabawy ZzB
  2. Hej Remont dużymi krokami zbliża się do końca, więc w coby nie zwariować ze szczętem odgruzowałem kawałek biurka i spróbowałem pobawić się w podtrawianie. Najwdzięczniejszym tematem wydawała się ryflowana podstawa armaty. Efekt finalny widać na zdjęciu – jakość na powiększeniach jest zauważalnie niższa niż klasycznych fototrawionek, ale nieuzbrojone oko można oszukać. Mając podstawę spróbowałem „dokręcić” resztę. Ale mimo że fotek 100mm armaty Skody znalazłem w sieci sporo, to tej konkretnej wersji, zarówno samej armaty jak i podstawy, nie było. W efekcie powstało SF oparte na planach i doprawione do smaku szczególikami z różnych zdjęć. Chociaż zważywszy rozmiary detalu – tych szczególików pewnie nikt poza mną nie zauważy :P A'ha - na ostatnim zdjęciu maska działa jest tylko nałożona. No... to jedno jest. Jeszcze osiem... Pozdrowionka ZzB
  3. ZzB

    Sewastopol - 1/350

    Hej. Poszedłbym tym tropem. Wygrzebałem w swoich archiwach takie dwie plansze - niestety tylko oficerów. Pozdrowionka ZzB
  4. Hej. Sezon urlopowy – przynajmniej dla mnie – przemknął o wiele za szybko. I nagle stanął przede mną co-wrześniowy problem przestawienia Syna z biegu jałowego na „całą naprzód”. I jak co wrzesień – było … ciężko Jak wspomniałem w poprzednim odcinku – „duże” się skończyło. Tyle, że „małego” jest więcej niż początkowo szacowałem. Niżej dołączam kilka migawek z pola walki. Najwięcej zdrowia napsuł mi „kosz” platformy obserwacyjnej z przedniego masztu (3 fotka). Gdyby ktoś mnie wtedy nagrał, wyrok za obrazę moralności miałbym jak w banku Tyle na dziś. Następne spotkanie pewnie dopiero w listopadzie, sztab generalny zarządził remont. A ze sztabem generalnym się nie negocjuje ZzB
  5. Hej. Niniejszym uroczyście zakończyłem budowę ostatnich dużych elementów modelu – czyli całych dwóch mikrych nadbudówek. Co nie zmienia faktu, że przednia nadbudówka dała mi nieźle popalić. Ale od tego momentu zostały mi same drobiazgi, chociaż w obłędnej ilości. Jakimś cudem udało mi się wepchnąć do sterówki duże koło sterowe, małe koło steru elektrycznego i telegraf maszynowy. Postanowiłem dać duże zbliżenie żeby to pokazać, mimo że w takim powiększeniu całość wygląda jakby lepił je pięciolatek i to dwiema lewymi rękami. Z ciekawostek – głowica kompasu ma 1 mm średnicy. Wśród swoich szpargałów nie znalazłem kulek o takiej średnicy musiałem więc improwizować – kulistym frezem dentystycznym wywierciłem w polistyrenie półczaszę, następnie wycinakiem szewskim 2mm wyciąłem krążek ze złotka z jogurtu a na koniec tym samym frezem wcisnąłem krążek w wywiercony otwór. Otrzymałem nieomal idealną półczaszę. Dwie takie półczasze po sklejeniu dały kulkę 1 mm. Od teraz – właściwie już do końca budowy modelu – będę się bawił najróżniejszymi drobiazgami. Przy okazji chyba znalazłem sposób na dwa elementy które sprawiały mi dotąd najwięcej problemów – szlupy i żurawiki. Te ostatnie sklejam jako kanapkę z kilku wytrawionych elementów a następnie opiłowuję je na okrągło. Mimo niewielkich rozmiarów zachowują dużą wytrzymałość. Z szalupami miałem inny problem – zachowanie symetrii przy ręcznym rzeźbieniu w polistyrenie było praktycznie niewykonalne. Spróbowałem więc wytrawić pełny szkielet jak dla dużego okrętu a następnie „czymś” go wypełnić. Ciąg dalszy był dziełem przypadku – kiedy próbowałem wyszpachlować dziób okazało się, że szpachlówka (akrylowa szpachlówka budowlana z Leroy'a za kilka złotych) ma tak duże napięcie powierzchniowe, że pokrywa szkielet cieniutką błoną. Poszedłem więc za ciosem Zaczynam wierzyć, że się wyrobię do listopada ... Szczególnie że upalna pogoda ułatwia zdobywanie materiału na trawionki... Udanych urlopów/wakacji ZzB P.S. Wynajęty przeze mnie sztab naukowców po wielotygodniowych badaniach odkrył, że nie trzeba kupować kremu - wystarczy opakowanie po lodach. Ale musi być na tyle solidne żeby wytrzymało gorącą wodę. Bo w gorącej wodzie lepiej się trawi
  6. ZzB

    SMU 5/6/12(7) Wiener Modellbau Manufactur 1:350

    Lekko nie będzie. Ale zobaczę, co się da wygrzebać z mojego śmietnika. To na gorąco... Mówisz i masz Pozdrowionka ZzB
  7. ZzB

    SMU 5/6/12(7) Wiener Modellbau Manufactur 1:350

    Widzę że dewiacja Kolegi rozwija się w jedynym słusznym kierunku Umysłowo sprawne inaczej pozdrowionka ZzB
  8. Witam przedwakacyjnie W ostatnim miesiącu większość czasu poświęciłem synowi, który uznał że ma konstytucyjnie zagwarantowane prawo do powtarzania klasy. Mam tylko nadzieję, że w przyszłości nie wytoczy mi procesu za „terror psychiczny”. Mimo to kilka chwil dla siebie znalazłem. Z tym, że spędziłem je głównie na eksperymentach z „fototrawionkami" pomału odkrywając plusy dodatnie i plusy ujemne. Zaletą trawienia prądem jest możliwość maskowania powierzchni zwykłym wodoodpornym tuszem (lub pisakiem do płyt CD), co nie byłoby możliwe przy trawieniu chemicznym. Na upartego zamiast naprasowywać maskę mogę ją … narysować... Wadą – konieczność nadzoru przy trawieniu bo proces nie jest równomierny (albo po prostu jeszcze czegoś nie wiem) i jedne miejsca trawią się szybciej a inne wolniej. Oprócz tego kłopotliwe jest wytrawianie wewnętrznych otworów. Najpewniej wiąże się to z naturą samego procesu - żeby się trawiło musi płynąć prąd. A gdy zaczynam wytrawiać cały element – do jego wewnętrznych obszarów prądu dopływa coraz mniej i trawi się słabiej. W każdym razie – wytrawianie relingów na chwilę obecną przekracza moje możliwości (1), ale nic nie stoi na przeszkodzie aby wytrawić sobie szablon (2) i reling pod wymiar wykonać z drutu. Analogicznie jestem wstanie wytrawić schody ale schodów razem z poręczą już nie (3). Podejrzewam, że „jakoś” da się to obejść, bo zaparłem się i po kilku próbach wytrawiłem drabinkę z poręczą (4). Wracając do modelu … To, co wcześniej stanowiło dla mnie problem – czyli otwory o ostrych krawędziach - mogę obecnie bezproblemowo wytrawić (5). Podobnie elementy o skomplikowanych kształtach (6) Mój modelarski świat już nie będzie taki sam... ZzB
  9. 1) Kupujemy Żonie krem w pojemniku z grubego szkła (wskutek czego zyskujemy dodatkowy exp ;P) 2) Czekamy, aż Żona zużyje krem i konfiskujemy pojemnik (.. i dokładnie myjemy) 3) Kupujemy baterię 9V (już wiem, że to zła bateria, ale jeszcze nie wiem jaka powinna być) 4) kupujemy pół kilo soli kuchennej 5) z soli robimy elektrolit (oczywiście nie z całego opakowania ;P) 6) z blachy usuwamy farbę (na początek wystarczy papier ścierny) Ewentualnie - patrz pkt 8) 7) nanosimy na blachę "maskę" (Wujek Dobra Rada chwilowo jeszcze nie wytrzeźwiał więc macie pole do popisu) 8) zamiast nanoszenia "maski" można ją wydrapać na farbie. Zasada jest prosta - tam gdzie farby nie ma, będzie się "polerowało", tam gdzie farba jest, blacha pozostanie nienaruszona 9) wlewamy elektrolit do pojemnika 10) podłączamy baterię - plus do blachy, minus do elektrolitu, blacha do elektrolitu (BLACHA a nie kabel z plusem) i voila... UWAGA - podczas "polerowania" wydziela się wodór - UWAGA. To taka uwaga dla Pułkownika o ile nie chce zostać kosmonautą. Dobrej zabawy. ZzB
  10. Dokładnie to polerowanie galwaniczne (http://pl.wikipedia.org/wiki/Elektropolerowanie) tyle że postawione na głowie. Ideą elektropolerowania jest "rozpuszczanie" metalu na wierzchołkach chropowatej powierzchni materiału. Po którymś piwku przyszło mi do głowy, że skoro efekt działania prądu jest zbliżony do działania środka trawiącego, to dlaczego nie "wypolerować" w blaszce rowka ? Albo nie "przepolerować" na wylot ? Po kolejnym piwku - zdrapałem z blachy lakier ochronny, spróbowałem .... i wyszło Pozdrowionka ZzB
  11. Witam majowo. Muszkieter znowu się zaparł się, że będzie całość a nie półfabrykat, i znowu przez to minął miesiąc od ostatniego wpisu. Ale za to Novara zyskał „płucka” Kominów, w odróżnieniu od innych wykonywanych dotychczas elementów, nie byłem w stanie wytoczyć w ręku. Stąd, jak widać na poniższych zdjęciach, zastosowałem mały wybieg. Wzornik powstał jako blaszana tulejka owinięta na polistyrenowym szkielecie. Odlewy wykonałem dłuższe niż komin, ponieważ musiałem je potem poprzycinać – i to z obu końców, a na dodatek pod różnymi kątami, bo kominy na Novarze są pochylone. Te masakryczne konstrukcje z podkładek pod piwo służyły właśnie do uzyskania właściwej płaszczyzny cięcia Kapy kominowe to moje pierwsze starcie z cienkościennymi odlewami. Stosowane przeze mnie dotąd techniki odlewania kompletnie nie zdały egzaminu - pierwszy odlew dosłownie rozpadł mi się w palcach, tyle było niedolewek. Musiałem znaleźć jakiś sposób na pozbycie się powietrza z formy, na dodatek BEZ pompy próżniowej której po prostu nie posiadam. Rozwiązaniem okazała się … smycz. Z blaszki wygiąłem sobie korytko do którego wkładałem formę a całość podczepiałem do metrowej smyczy (GRUBEJ !!). Potem wystarczyło kilka sekund pobawić się w karuzelę by siła odśrodkowa wcisnęła żywicę w każdy zakamarek formy. Wszystkich potencjalnych naśladowców uczulam na słowo GRUBA. Inaczej nasz odlew może zamienić się w satelitę. I tak oto model wzbogacił się o cztery papieroski I na koniec mała ciekawostka. Kiedy oglądałem relacje Blacmana a szczególnie te filigranowe blaszki krew jasna mnie zalewała, że jak tak nie potrafię. W końcu zaparłem się, że spróbuję. I oto moje pierwsze „fototrawionki”. Piszę w cudzysłowie, bo ani one są „foto” ani „trawionki” a na dodatek bazą jest, jak to u mnie, blacha z puszek po piwie. Technologia jak widać potrzebuje jeszcze DUUUŻO pieszczot (widać nierówne krawędzie drzwi) ale ma potencjał (koło sterowe wyszło przyzwoicie) Tyle na dziś. Suchego weekendu
  12. ZzB

    Sewastopol - 1/350

    A masz możliwość wrzucenia fotki tego "metra" jeszcze w ramce ? Pozdrowionka ZzB
  13. Dokładnie. Ostrza kupuję w sklepie dla lekarzy - mają numer bodajże A10. Żeby było śmieszniej czasami używam nie ostrego czubka a nasady albo wręcz uchwytu (skalpel zamocowany odwrotnie - ostrzem w uchwycie), bo krawędź tocząca jest sztywniejsze. BTW - drugim końcem bardzo fajnie toczy się rowki. Niczym. Wystarczy żeby ośka nie wystawała zbyt mocno z wrzeciona (coby nie było drgań na ośce). I wtedy spokojnie można toczyć w łapkach - znaczy jedną ręką trzymam wiertarkę, drugą skalpel. Sekretem powodzenia jest CIERPLIWOŚĆ - trzeba toczyć cieniutkimi warstwami. Bo jak się za mocno przyciśnie to albo skalpel "podziabie" toczoną powierzchnię albo, tak jak Pisałeś, można dostać wielokąt albo elipsę. Najtrudniejsze jest prostopadłe wklejenie ośki w polistyrenową kanapkę. Bo inaczej trzeba będzie dodatkowo toczyć obie powierzchnie czołowe. Da się. ale po co. Przy małych elementach zasadniczo tego problemu nie ma. Poza tym samo wklejanie jest dużo łatwiejsze, chociaż wszystko trzeba robić od d(...) strony - NAJPIERW osadzamy we wrzecionie samą ośkę, na nią nakładamy "kanapkę" z wywierconym otworem, poziomujemy (można nawet dać kroplę kleju i włączyć wiertarkę) i dopiero na koniec glutujemy na gotowo. A'ha - wszystkie posiadane przeze mnie wiertarki mają delikatną nieosiowość (trudno wymagać zegarmistrzowskiej precyzji od maszyny za niecałą stówkę). Dlatego jak już zamocuję element do toczenia to nie wyjmuję go aż do zakończenia obróbki (szczególnie gdy ośką jest wykałaczka). Inaczej można nie trafić w poprzednie ustawienia i dostaniemy delikatny mimośród. Dla dużych elementów - jak to koło - mimośród jest prawie niezauważalny. Ale przy toczeniu elementu o 3-4 mm średnicy można się mocno zdziwić. Tu Masz rację - wiertarka ma 2-3k więc problem topienia polistyrenu nie wystąpi. Próbowałem kiedyś toczyć na Boschu, ale był dla mnie zbyt nieporęczny. Mikroszlifierki są mniejsze i łatwiej nimi manewrować ale mają 10-15k, a niektóre nawet 20k. Tyle wystarczy żeby nadtopić polistyren. Profesjonalna mikrotokarka to fajna rzecz ale znam lepszy sposób na wydanie 3K PLN. Szczególnie że korzystałbym z niej raz, może dwa razy w roku... Dlatego chętnie popatrzę na obiecane zdjęcia. Bo masztów i rejek w ręku wytoczyć się nie da... A przynajmniej mi się jeszcze nie udało. Pozdrowionka ZzB
  14. Najprościej jak się da. W polistyrenową "kanapkę" wklejam ośkę z igły albo wykałaczki - zależy co się zmieści. Potem całość mocuje w modelarskiej wiertarce. W zależności od rozmiaru elementu używam mikrowiertarki elektrotechnicznej na 12 V albo dużej mikroszlifierki z walkiem giętkim na 230 V (bo i moment obrotowy musi być większy). Toczę zgrubnie skalpelem modelarskim. Potem szlifuję papierem ściernym różnej granulacji. Często przed ostatecznym szlifem pokrywam całość surfacerem. Bywa, że potrzeba kilka cykli surfacer - polerowanie. Trzeba tylko uważać, żeby szlifowaniu papierem ściernym polistyren nie zaczął się topić od tarcia bo cała robota pójdzie tam, gdzie "...cały misterny plan..." Fotka mało tematyczna, ale widać jak z nierównej "kanapki" rodziło się koło. Skomplikowane elementy jak powyższe kółko powstają nawet w kilku etapach: - wstępne toczenie jednej płaszczyzny koła - odlew, coby uzyskać symetryczny element. - kolejne, dokładniejsze toczenie - odlew - wycięcie środka i wklejenie szprych. I dopiero teraz mam szablon do dalszych odlewów. Pozdrowionka ZzB
  15. Hej. Ano coś pisałem. Ale najwyraźniej muszę powtórzyć Znaczy znów wracamy do półfabrykatów. Jak widać – najpierw rzeźbię „cybuch” nawiewnika. Najlepiej gdy da się go wytoczyć. Gdy się nie da – bo na ten przykład „cybuch” jest owalny albo wręcz prostokątny - sklejam z blaszki szkielet, który następnie wypełniam szpachlówką. Gotowy element montuję na trzonie, który w zależności od sytuacji albo jest gotową rurką albo wytoczoną „kanapką” z polistyrenu. Po wyszpachlowaniu miejsca połączenia nawiewnik wędruje w silikon. Jak widać odlewam nawiewniki z zaślepionym „cybuchem”, dopiero potem je rozwiercam. Po prostu nie opanowałem jeszcze sztuki wykonywania cienkościennych odlewów. Być może jest to zwyczajnie niewykonalne bez pompy próżniowej. Tłustego modelarskiego zajączka. ZzB
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.