maggot97
Użytkownicy-
Liczba zawartości
77 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Reputacja
0 NeutralInformacje
-
Skąd
Szczecin
-
Dzięki za podrzucone foty, chociaż dotyczą one nieco starszego modelu tego auta (tez dostępnego w Italeri). Turbostar leży sobie w pudle i czeka na dokończenie. Trochę jeszcze poczeka, bo aktualnie majstruję sobie przy Mercedesie DTM z 2000 r, a potem czeka mnie przerwa w modelowaniu, póki nie urządzę się na nowych włościach. Trzeba będzie wygrodzić sobie nowy kąt do dłubania
-
Nie utrudniaj sobie życia, kiedy nie musisz. Jeśli zadajesz pytanie, czy rozcieńczać farbę do malowania, to od razu przesiądź się na posiadany spray i naucz się malować tym (wbrew pozorom, to wcale nie jest takie łatwe pokryć równomiernie element farbą z puszki pod ciśnieniem). Pędzlowanie dużych elementów jest bardzo trudne, wymaga sporo czasu, odpowiedniego, miękkiego pędzla i odpowiednio (metodą prób i błędów) rozcieńczonej farby, którą pokryjesz kilkoma cienkimi warstwami element. Przykładaj się do obróbki elementów. Masz w miarę zgrabnie zrobione wnętrze (te falbany na tunelu silnika wogóle by nie wystąpiły, gdybyś używał taśmy modelarskiej, albo malarskiej) i... szwy na drążku zmiany biegów, czy obudowie kolumny kierowniczej, które walą po oczach i psują cały efekt estetyczny. Nie pisz o satysfakcji z utrudnień, bo tak naprawdę dobrze nie robisz rzeczy podstawowych, więc naucz się najpierw podstaw. Czytaj fora, podpatruj, poćwicz na kawałku jakiegoś plastiku, jak nie jesteś pewien efektu. Dopiero wtedy rób. Zabawa w modele, to nie tylko samo sklejanie i malowanie w tempie ekspresowym. To przede wszystkim duża doza cierpliwości w tym co się robi i w dochodzeniu do efektu końcowego. Największym grzechem jest jej brak, tudzież zbytnia chęć do wymyślania nie wiadomo czego przy braku materiałów i odpowiedniej umiejętności, a także zadawania pytań, na których odpowiedzi można się natknąć nie wysilając się zbytnio. Powodzenia w dalszym składaniu
-
Z Twoich fot wynika, że Ty masz wogóle problem z malowaniem pędzlem (jak ja; najprostszą rzecz potrafię spieprzyć, toteż z aerografem się nie rozstaję nawet przy najmniejszych picikłakach ). Potrenuj zatem umiejętności ładnego pędzlowania, a nie baw się w jakieś wodotryski pseudorealistyczne, bo znowu coś zapaćkasz farbą i nic z tego nie będzie. Zrób kolorystykę z instrukcji, na czysto i będzie naprawdę ok. Na wozie strażackim nie rzuca się to w oczy, bo one z reguły takie są. I porzuć ten kupowaty odcień brązu, bo na ciężarówce MB czegoś takiego nigdy producent nie używał do malowania ram, czy mostów. Koło rdzy też to nie stało, więc odpuść sobie, naprawdę. O wiele lepszy będzie matowy czarny. Poza tym zdejmij szwy z obudowy mostu i drążka, bo widać je bardzo mocno. Rzeczywiście poszukaj sobie porad na forum, jak co nieco wykonać, to łatwiej pójdzie i uzyskasz wiele cennych sugestii pomocnych w modelowaniu.
-
Nic nie szkodzi, że leciwy. Auta pożarnicze mają z reguły bardzo małe przebiegi, nawet te stare, bo ich trasy wiodą wyłącznie do akcji ratowniczej i spowrotem do bazy, czasem na poligon ćwiczebny. Skoro interesujesz się tematyką pożarowo-ratowniczą, to nie sposób, żebyś nie miał przynajmniej podstawowej wiedzy o tym, jak wyglądają samochody ratownictwa pożarniczego - nawet leciwe Stary, czy Jelonki. Pomijam fakt jakiejkolwiek staranności wykonania, to ta... czekolada nie ma nic wspólnego z realizmem. Korozja na silniku nie obejmuje takich połaci, a już szczególnie obudów skrzyń biegów, które często są zagnojone olejem i syfem z drogi, ale nie zardzewiałe i to w kolorze kupy. Na Twoim miejscu wyciągnąłbym to z ramy (albo skalpelek, albo debonder), wrzucił do kreta albo DOT-a i pomalował raz jeszcze bez jakiegokolwiek fantazjowania, jeśli nie masz możliwości, umiejętności i odpowiednich farb lub pigmentów do zrobienia syfu na silniku. Zostawiając tak, jak jest, popsujesz sobie cały efekt modelu. Nawet jakbyś całą resztę zrobił nie wiadomo, jak pięknie, silnik będzie wyglądał, jakby ktoś, przepraszam za kolokwializm, się na niego zesrał. Przynajmniej tak to wygląda na tym foto...
-
Uuuu, nadto selektywna ta korozja. Na Twoim miejscu umyłbym to porządnie i zrobił jeszcze raz, najlepiej bez tej korozji (jeśli tak Ci to wychodzi), bo na razie to wszystko wygląda, jakby wpadło do czekolady i zostało wytarte... selektywnie
-
Powiem tak: model znalazł się w galerii właśnie po to, by wychwycić wszystkie jego niedoskonałości. Nie mam w chwili obecnej za bardzo czasu, by bawić się w warsztaty, więc siłą rzeczy, chcąc usłyszeć opinie, musiałem go obfotografować i wystawić. Całe brudzenie wykonywałem dopiero pierwszy raz w życiu posiłkując się własnymi pomysłami, youtube i masą różnych forów modelarskich. Zdawałem sobie sprawę, że prawie na pewno nie zrobię tego za pierwszym podejściem w sposób prawidłowy, choć ćwiczyłem zażarcie kilka wieczorów na złomie. Zdecydowałem się jednak to wykonać, bo... od czegoś trzeba zacząć Dzięki Messer za sugestie. Wprawdzie niekoniecznie chciałem przedstawiać auto zaraz po offie, ale fakt, można zróżnicować nieco kolorystycznie naniesione błoto. Trzeba też umiejętnie zapryskać wspomniane placki. Zabiorę się do tego prawdopodobnie już w przyszłym roku na nowych włościach. Obecnie, tempo jakichkolwiek prac modelarskich (słabiutkie) mi na to nie pozwoli, a dodatkowo, chcę odpocząć od Jeepka, który tyle czasu siedział w obróbce
-
Masz rację - to brudzenie do końca mi nie wyszło. Eksperymentowałem tam z pigmentami utrwalanymi tylko white spiritem, które nie chciały się dobrze trzymać (po wyschnięciu white spiritu, ścierały się). Z racji tego, że w podobny sposób robiłem prawie całe podwozie, poprawianie techniką, którą zrobiłem całą budę (sidolux z mieszanką pigmentów nastrzeliwanych aerografem z pędzla) spowodowałoby wydmuchanie całego brudu na spodzie, którego faktura wyszła na tyle fajnie, że nie chciałem jej niszczyć, więc silnik został poprawiony o tyle o ile. Niemniej jednak po dobrym off roadzie, silnik może być umorusany niemiłosiernie:
-
Dam, ale będzie musiał jeszcze trochę poczekać. Prawdopodobnie do przyszłego roku, bo czasu na dłubaninę mało...
-
W zasadzie to miałem obiekcje, czy aż tak powinienem go uwalić. Ale kiedy zobaczyłem zdjęcia tego pokroju: oraz parę filmików na youtube, to przestałem mieć wątpliwości Zgodzę się, że mogło być tego mniej. Jest więcej, bo... słabo mi początkowo szła współpraca aero z pędzlem. W efekcie, narobiłem sobie splaszów zamiast rozbryzgów. Taki koszt nauki...
-
O historii składania tego auta mógłbym napisać całkiem sporą rozprawkę. Sklejałem go blisko dwa lata, ilości baboli, które zrobiłem i poprawiałem - trudno zliczyć (czasem tak kretyńskich, że głowa mała, jak np. pomalowanie sobie szarym podkładem ramek na oknach, które miały być czarne; do wywabienia tego użyłem całkiem sporej ilości chemii, a i tak nie do końca się udało). Dość powiedzieć, że autko, które miałem sobie skleić czysto, łatwo i przyjemnie, wypucować, jak z salonu i pochwalić się nim, wykonałem w końcu w konwencji "after mudding" w oparciu o stos różnego rodzaju fotek, próbując zrobić hardkorowe błoto w różnych postaciach, nie gubiąc przy tym zdrowego rozsądku, bryły auta i paru szczegółów. Czy ten zabieg mi się udał, oceńcie sami. Chętnie posłucham, co ew. spieprzone i jak tego unikać w przyszłości.
-
Wentylatora w sensie...? Zapodziałeś gdzieś całą przednią oś? Spróbuj poświęcić więcej czasu na obróbkę tego auta, bo tego wymaga (krzywo odlane części, szczególnie przy turbosprężarkach - połówki wogóle nie licują się ze sobą, cała masa nadlewek i jamek skurczowych, czasem w głupich miejscach, jak tylne resory). Wiem, co mówię, bo dłubałem to auto i choć na razie leży w pudle i czeka na dokończenie, to papieru i szpachli poszła cała masa. Ty natomiast nic na nim nie usunąłeś - turbo jest krzywe (potem będzie ciężko Ci wpasować równo rury wydechu), dziury w tylnym resorze biją po oczach, spasowanie połówek belki przedniej też, dziura na górze zaczepu holowniczego na niej tudzież, a wnętrze ramy przypomina miejsce po wycince lasu. Środkową poprzeczkę wkleiłeś do góry nogami. Od razu uczulę Cię też na wieżyczki zawieszenia tylnego kabiny, których wklejonych jeszcze nie masz - oprócz dokładnego oszlifowania, trzeba je dobrze przypasować, bo np na mojej ramie umiejscowienie ich w otworach do tego przeznaczonych, skutkowało, że każda stała jak sobie chciała i za nic w świecie nie trafiały w zaczepy na tyle kabiny (zeszlifowałem bolce ustalające, ustawiłem i wkleiłem, a dziury zaszpachlowałem). Sposób umocowania spojlerów zakabinowych, to też masakra, więc się przygotuj Z kabiną powalcz już teraz, bo jak ją tak zostawisz, to widoczne ślady łączeń i schoda na uszczelce szyby czołowej gwarantowana. Sugerowałbym też Ci wyjęcie tylnej ściany do włożenia wnętrza. Spasuj ładnie całą kabinę, ale tył polakieruj oddzielnie i wklej na końcu, bo wnętrze jest cholernie trudno włożyć, a te rachityczne łączenia słupków A z dachem mogą Ci pierdyknąć w każdej chwili podczas wkładania. Możesz zeszlifować również te linie podziału pod oknami na drzwiach - niby mają pomóc w malowaniu czarnych pól, ale są niesymetryczne (ja niestety tego nie zrobiłem i nie byłem zadowolony z efektu). Lepiej zrobić sobie szablony i odrysować. A jeśli nie przewidujesz tego do malowania na czarno, to tym bardziej zeszlifuj. Tyle przemyśleń na podstawie własnych doświadczeń. Na pewno model fajnie się prezentuje, ale wymaga bardzo dużo obróbki (jak wiele z Italerki). Ja na razie utknąłem trzy lata temu na układzie pneumatycznym, ale na pewno go skończę. Potrzebnych parę elementów oraz trochę czasu i weny do strugania
-
Tym to się nawet nie tykaj. Kup papier wodny (w każdym sklepie z farbami samochodowymi, np. Indasa) o gradacjach, o jakich pisał Martini. Szwy możesz zdjąć nawet 500 (też wodny), potem polecieć kolejno 800 i do góry, żeby zgubić rysy, bo inaczej wyjdą na farbie i nic nie pomoże. W takim samym sklepie możesz również nabyć szmatkę antystatyczną, jeśli chcesz. W ten sposób możesz bezpiecznie usuwać syfki, które Ci się przykleją w trakcie malowania na mokrym jeszcze lakierze (taki nabytek na przyszłość, gdyby Ci się chciało jeszcze bawić w modelowanie). Poza tym, to trening czyni mistrza
-
Jak chcesz żółtą karoserię, to pod spód daj biały, jak napisał Kazik. I tu moja uwaga - jeśli chciałbyś użyć białego podkładu Motipa (fajnie się układa, jeśli nie przesadzisz z ilością na raz, to ciężko zalać detale), połóż ze dwie lekkie warstwy i przeszlifuj drobnym papierem (1200 może być). Tym samym zobaczysz, jak się trzyma powierzchni, bo lubi sobie odłazić. Grodź silnika w Mercu DTM ostatnio chyba trzy razy lakierowałem i myłem w Cleanluxie, bo lakier odłaził z podkładem po zrywaniu taśmy do maskowania (do położenia były trzy kolory). Dopiero za trzecim razem, po dwóch warstwach i lekkiej kończącej, a następnie przeszlifowaniu, wszystko dało się zamaskować i polakierować bezproblemowo.
-
A jakie rzeczy posiada model z linku, skoro ani podkładu, ani cleara nie ma? Z tym warunkowaniem używania podkładu od koloru plastiku, to też chyba niekoniecznie. Nałóż sobie żółty na szary plastik (jasny) i zobaczysz, jaki kolor finalny wyjdzie. Pomijam taką drobnostkę, jak producent farby (nie każda bezwarunkowo chce się trzymać gołego plastiku). Prawda jest taka, że zarówno położenie lakieru, jak i wypolerowanie jest bardzo ważne. Jeśli nie przygotuje się równego podłoża, to na farbie wyjdą babole. Jak bezbarwny nałoży się nieumiejętnie, to powstaje zbyt duża skórka pomarańczy, którą bardzo trudno jest wyrównać papierem i pastami i łatwo zakończyć sprawę przecierkami do bazy, albo gołego plastiku. Jak się nie posiada aerografu, to rzeczywiście najlepszą opcją zostają spraje. Najlepiej jednego producenta, żeby się to wszystko potem nie pogryzło było, bo zamiast pięknej powierzchni może się pomarszczyć i zleźć, jak spalona słońcem skóra. Co do zasad użytkowania i wskazówek, poczytaj sobie dział "jak to zrobić i jak pokazać". Tam jest wiele różnych ciekawych uwag i wskazówek. Do reszty dochodzi się praktyką. Na swoim ostatnim modelu (nie mam czasu zrobić fot i wstawić galerii) tak bardzo chciałem mieć "salonowca" po tym, co się naoglądałem u różnych tutaj osób, że... wypróbowałem chyba wszystkie techniki błocenia, żeby ukryć babole, których narobiłem masę. Kolejny już będzie wypolerowany Nie ma innego wyjścia - to rajdówka DTM
-
A czemu po washu miałby być brudny? Delikatne naniesienie podkreśliłoby tylko detale. A tak jest fajny, ale nieco płaski...
