Tak się zastanawiam, o co tu chodzi. Facet ma pomysł na rozwinięcie czegoś, co ktoś wymyślił. Nic nowego. Stare jak świat. Lecz "wynalazca" z góry zakłada, że cudze pomysły są be, a jego cacy. Całe to gadanie o procencie który ma być zachowany, o dublowaniu kategorii itd, to sztuczne mnożenie problemów i szukanie dziury w całym. Wszystko tylko po to, by utrzymać dogmaty. Twierdzenie o czyimś "widzimisię" też jest "widzimisię". A co stoi na przeszkodzie, by spróbować? Uda się? Ok. Nie? Trudno. Wystarczy odrobina chęci, których tu brakuje. Zakładanie z góry, że coś jest złe bo tak wynika z dogmatów, jest absurdalne.. Jeszcze Panowie zupy nie spróbowaliście, a już mówicie że jest niedobra.