Witam wszystkich.
Długo się zastanawiałem czy prezentować to co się mi udało "ulepić" komukolwiek, ale doszedłem do wniosku, iż mogę od Was jakieś konstruktywne uwagi usłyszeć. Ale od początku. Pomimo, iż mam swoje lata jest to mój pierwszy ukończony model (choć dziecięciem będąc napsułem trochę plastiku, ale będąc za młody zawsze rzucałem przy niepowodzeniach i nigdy nic nie ukończyłem). Po latach coś mnie naszło i postanowiłem sobie, że spróbuję jeszcze raz - może tym razem dam radę. Wybrałem prosty i tani model Airfixa, przedstawiający myśliwiec japoński "Zero", który zawsze mi się podobał i zacząłem klejenie. Jednocześnie czytałem trochę w internecie o modelarstwie (głównie na tym forum) i dowiedziałem się o takich niesamowitych wynalazkach jak rozcieńczalniki do farb, szpachla, maski etc.
"Modelowanie" napotkało wiele przeszkód (w tym przeprowadzkę w której zginęły elementy przy klapach - nie do końca wiem co te dwie małe części na górnym płacie robiły, ale znikły niczym sen jaki złoty i ich w modelu nie ma). Kleiło się dobrze i miło - model Airfixa to w porównaniu z zestawami z jakimi miałem do czynienia przy pierwszych mych niedoszłych próbach arcydzieło. Nawet malowanie nie poszło tragicznie, choć wiem, że nawet przy użyciu pędzli efekt może być znacznie lepszy, natomiast kalkomanie to dramat. Kalki srebrzą jak szalone i nie wiem co tu można poprawić. Czytałem, żeby napylić aero lakier bezbarwny błyszczący w miejsce gdzie mają spocząć kalki, ale ja aerografu nie posiadam i nie umiem i w ogóle nie ogarniam . Dodatkowo część kalek (szczególnie tych małych i aplikowanych na "niepłaskie" powierzchnie nijak nie chciała przywrzeć i poodpadała. I tu pytanie pierwsze - co poradzić na nieprzyleganie i srebrzenie kalek bez możliwości napylenia lakieru aerografem? Skąd problemy z nietrzymaniem się kalek mogą wynikać?
Kolejna masakra przez wielkie M to oszklenie. Zamaskowałem element przezroczysty zakupionymi maskami, ale po odklejeniu ich pozostał wstrętny brudzący klej, którego nie pozbędę się nie zdrapując farby. Da się na to coś poradzić (pytam bardziej na przyszłość, bo o ten kawałek plastiku to nie ma już chyba co walczyć - wylądował na półce i z daleka nie straszy)?
Na koniec tego przydługiego elaboratu dodam, iż model jest leciutko niekompletny - przy wklejaniu masztu anteny złamałem go i trzeba coś dosztukować/skleić. Zapomniałem przed zrobieniem zdjęć wkleić rurkę Pitota, oraz jakoś mi uciekło z pamięci pomalowanie km-ów.
Teraz pora na efekty mojej pracy. Proszę o opinie porady i krytykę. Liczę też przyznam na wyrozumiałość.
Pozdrawiam, Filip.