Jump to content

RadoG

Members
  • Content Count

    1
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

RadoG last won the day on January 12

RadoG had the most liked content!

Community Reputation

17 Good

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Rzeczywistość widziana od środka branży w roku 2020 wygląda kompletnie inaczej i po tym wątku widać, jak niewiele osób ma jakikolwiek związek z tą rzeczywistością. Jeśli kogoś ten wstęp zabolał, to niech daruje sobie bardzo długą lekturę reszty - bo tam będzie boleć dużo bardziej. Ale będzie też dużo faktów. Jeśli ktoś się z nimi nie zgadza, bo "wie lepiej, gdyż mu się wydaje", to bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. Natomiast jeśli ktoś chce się dowiedzieć, jak to faktycznie wygląda od wewnątrz, nie tylko w Polsce, ale wszędzie na świecie (bo nie pracuję dla żadnej polskiej firmy), to zapraszam do lektury. Przykro mi, praktycznie nikt w całej branży nie patrzy w ten sposób, bo nikogo to nie obchodzi. Producenci modeli zadają sobie zupełnie inne pytania: ile różnych wersji (czytaj: różnych pudełek) z tego tematu zrobię, ile malowań mogę do nich mieć (bo to kolejne pudełka), czy te wersje i malowania przyciągną odbiorców, czy tych odbiorców będzie wystarczająco wielu, żeby pokryć koszt całego projektu. Jaka świadomość tego wszystkiego jest w tym wątku? No cóż, patrząc na komentarze w stylu "U nas jak zawsze liczy się tylko kasa i opłacalność", śmiało można powiedzieć, że zerowa. A nawet jeszcze gorsza, gdy widzi się kompletny brak ogarnięcia różnic między formami stalowymi, w jakich robią IBG czy AH, a różnymi formami żywicznymi, w jakich robią Czesi. Zatem trzymając się konwencji tego pytania: i mając podane wyżej informacje, każdy może śmiało udzielić właściwej odpowiedzi i wybrać bramkę numer 3. W zasadzie smutne jest to, że minęło 12 lat od tego wywiadu z szefową - nieistniejącej już - firmy Accurate Miniatures: https://www.agapemodels.com/2007/09/05/accurate-miniatures-a-behind-the-scenes-look/ a nie widać żeby najgłośniej tutaj dyskutujący nie tylko znali ten wywiad, ale też znali fakty, o których tam mowa. Różnice między 2007 i 2020 są takie, że co prawda formy są ciut tańsze i mamy ciut nowsze technologie, ale jednocześnie sprzedaje się mniej modeli. Całą resztę można przełożyć niemal 1:1 na polskie realia, drobnymi różnicami można się nie przejmować. Większość wypowiadających się w tym wątku żyje jakimiś złudzeniami i ma wizje godne supermocarstwa. Czyli polskie samoloty są znane wszędzie bardziej, niż F-16. Ich kształtom, piękniejszym od kształtów supermodelek, nie może się oprzeć żaden modelarz na świecie. Czyli w zasadzie wystarczy model zrobić, a nie sposób na nim stracić. Nie wiem, może by tak blacha w czoło i kubeł zimnej wody na łeb za każdym razem, gdy komuś tego typu bzdury przyjdą do głowy? Za dwudziestym razem powinno się jakoś wdrukować, że poza kilkoma już wyprodukowanymi typami z biznesowego punktu widzenia polskie samoloty są interesujące wyłącznie dla modelarzy polskich, a polski rynek nie jest aż tak wielki, żeby gwarantować 100% zwrot kosztów. Tak, tak, oczywiście, już nawet w wątku padło nieśmiertelne stwierdzenie: No i mówiący te słowa przed laty mieli rację - wtedy to się kompletnie nie opłacało. Musiał powstać silny chiński przemysł okołomodelarski, musiały zostać wdrożone nowe technologie, musiało wreszcie powstać szereg firm produkujących formy, żeby cena wejścia na rynek z nowym produktem spadła. Gdy to się dokonało, można było się zabrać za modele, które kilka lat wcześniej były nieopłacalne. Ale to nie jest tak, że ta cena będzie wiecznie spadać i za 5 lat ktoś zrobi na formach stalowych ten czy inny prototyp. Nie zrobi. Zrobili. I narzekaniom na te modele nie było końca, bo przecież nie wystarczyło, że wreszcie się pokazały i były dobre. Dla różnych forumowych marud nie były dość dobre, bo przecież to powinna być Tamiya za cenę Mastercrafta. No i same modele były takim hitem światowej sprzedaży, że od 2018 ciągle można je kupić za pół ceny: https://www.specialhobby.eu/en/our-own-production/pzl-24a-c-turkisch-af.html https://www.specialhobby.eu/en/our-own-production/pzl-p-11c-first-shots.html https://www.specialhobby.eu/en/our-own-production/pzl-p-11c-foreign-service.html Ale owszem, firma na nich nie straciła. Przede wszystkim dlatego, że tych modeli nie zrobiła z form stalowych, tylko były to short-runy. Co było jednym z większych idiotyzmów ostatnich lat i koncertowo spieprzoną szansą na zrobienie jakiegoś modelu, którego IBG nie zrobi, a na którym Fly zarobiłby tyle, żeby chcieć robić kolejne modele polskich samolotów. Tymczasem pospolite ruszenie co prawda o mały włos nie zmarnowało tematu Łosia, ale za to dzielnie zrobiło kompletnego gniota, który jest o 30% droższy od IBG, a w bonusie dla 90% kupujących modele jest właściwie niesklejalny. Firma Fly na szczęście nie straciła, głównie dlatego że zdążyła wszystko sprzedać hurtownikom, a oni teraz bujają się z tym towarem. Wystarczy sprawdzić, w jak wielu sklepach te modele leżą i nie chcą się sprzedawać mimo promocji. Owszem. Tyle, że nie opłaca się aż tak dobrze, jak zrobienie czegoś analogicznego, co latało w Luftwaffe albo w RAF, więc każda firma wypuszczająca coś polskiego powinna być z wdzięcznością całowana w gołą dupę, bo zdecydowali się na znacznie mniejsze zyski, zamiast zachować się zgodnie z zasadami rynkowymi i zrobić coś, na czym naprawdę się zarobi. IBG zrobiłoby znacznie więcej kasy na całej rodzinie Ju 87, niż na rodzinie Karasi czy Łosi. I naprawdę, niech nikt nie wyskakuje z hasłami, że dobrych Łosi i Karasi nie było, a jakieś Stukasy są, więc zarobiliby mniej. Stukas sprzeda się zawsze i zawsze będzie się sprzedawał, a jeśli będzie na poziomie Karasia, a nie na poziomie Airfixa czy Italeri, to taka rodzina byłaby maszynką do tłuczenia kasy na parę dekad. Arma Hobby, druga polska firma robiąca w formach stalowych, wybrała Hurricane i Wildcata. Czyli co, tak bardzo dorobili się na P.7, P.11c i Fokkerze, że postanowili wejść w niszowe tematy i mało znane na świecie konstrukcje brytyjskie i amerykańskie? Czy może raczej odwrotnie, okazało się że tematy polskie nie gwarantują w dłuższej perspektywie rozwoju firmy i trzeba jednak iść w bestsellery? Wyjaśnienie o wypchnięciu z rynku przez IBG było dęte, powinni napisać wprost że polskie rzeczy sprzedają się słabiej, bo to przecież prawda. I takich kilka słów szczerości byłoby bardzo wskazanych, bo może do części kupujących coś by dotarło. Ale nie mam złudzeń, co najwyżej do części. Luftwaffe zawsze świetnie się sprzedawała, ale cała masa wczesnej Luftwaffe nie została zrobiona w ogóle, ewentualnie nie została zrobiona porządnie, albo robią ją wyłącznie firmy short-runowe. Przecież nie dlatego, że jest jakiś światowy spisek dużych producentów przeciwko Do 22, Do 23 czy He 59. Po prostu nawet Luftwaffe, sprzedająca się na całym świecie, nie jest gwarantem zwrotu z inwestycji dla producenta robiącego coś z form stalowych. Dlatego wczesne Bf 109 zrobiło AMG, dlatego Do 22 będzie z RS Models, dlatego Do 23 będzie z Marsa. Naprawdę nikt nie kojarzy tych faktów czy tylko są one starannie wypierane? Zresztą tutaj można zobaczyć, co 12 lat temu (!) pisali w wywiadzie z AM na temat doboru modeli: Czyli w skrócie: najpierw wybiera się coś, co jest dobrze udokumentowane i do tego coś, co ma dużo opcji pudełkowych, jeśli chodzi o malowania; wybiera się tematy popularne, bo tematy niszowe nie mają takiego wzięcia rynkowego, który gwarantowałby zwrot z inwestycji; kolejnym sitem jest temat, który nie było w ogóle robiony lub który można bardzo poprawić; odrzuca się tematy, które zostały zrobione dobrze i wciąż są obecne na rynku. Te zasady nadal obowiązują, dlatego jeszcze bardzo długo IBG nie wyda Karasia, Łosia czy pezetelek w 1/48. Modele z Mirage Hobby są wystarczająco dobre i wciąż są dostępne na rynku, więc produkcja tych modeli od nowa to byłoby topienie forsy. I nie ma znaczenia, jak często klejący 1/48 będą w wątkach o 1/72 marudzić, że to zła skala i że oni potrzebują nowego Łosia czy Karasia. Jak Mirage Hobby przestanie istnieć, zapas wyprasek się wyprzeda, a formy ulegną samozagładzie, będzie można zacząć dyskutować o sensowności wypuszczenia tych modeli w 1/48. Na razie te modele są wystarczająco dobre, a rynek zbyt mały, żeby ryzykować topienie szmalu (większego, niż w 1/72) na takie pomysły. No i tutaj mamy kolejny cytat: Oczywiście, że biorą pod uwagę. Jak każda profesjonalna firma, biorą pod uwagę każdą propozycję. A potem poddają ją profesjonalnej analizie i 99% przekazanych firmom propozycji leci do kosza, bo są kompletnie nieopłacalne. I teraz krótkie wyjaśnienie, jak wygląda gradacja opłacalności: samoloty bojowe, które wzięły udział w walce, samoloty bojowe, które nie wzięły udziału w walce, samoloty pomocnicze, które wzięły udział w walce, samoloty pomocnicze, które nie wzięły udziału w walce, samoloty szkolne (wojskowe) produkowane seryjnie, samoloty cywilne produkowane seryjnie, prototypy. A jaka jest świadomość opłacalności w tym wątku? O taka: Jeśli w jakiejkolwiek poważnej firmie modelarskiej ktoś zobaczy takie "poważne podejście do tematu", to prawdopodobnie strzeli facepalma. Albo wydrukuje i będzie pokazywał na imprezach firmowych, żeby inni producenci też mogli się pośmiać. Na koszt projektu biznesowego składa się masa rzeczy: etap przedprojektowy, czyli dotarcie do szeroko pojętej dokumentacji, co zajmuje czas i potrafi kosztować całkiem sporo, projekt CAD, drążenie form stalowych (trwa kilka miesięcy), poprawki (przesłanie kolejnych wyprasek testowych, analiza i wprowadzanie poprawek potrafią trwać miesiącami, a to kosztuje), projekt pudełka, projekt kalkomanii, projekt instrukcji, transport formy, koszty prowadzenia działalności w czasie tego wszystkiego, wliczając cła i podatki. Do tego wszystkiego dochodzą nieuniknione opóźnienia na praktycznie każdym etapie, których nie da się przewidzieć, nawet jeśli w planowaniu uwzględni się jakiś zapas. I to też kosztuje, a wszystko składa się na koszt całego projektu, od A do Z. Nie wliczam tutaj kosztów wtrysku, kosztów druku instrukcji i pudełka czy kosztów pakowania tego wszystkiego, bo to są koszty stałe dla każdego pudełka modelu. Żyjecie w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której "poważne podejście" to jakaś ściepa na 10 tysięcy, podczas gdy projekt biznesowy od zera do pojawienia się na półce pudełka z nowym modelem kosztuje - zwłaszcza w przypadku bardziej skomplikowanych i większych zestawów - setki tysięcy złotych. I to się musi nie tylko zwrócić, ale jeszcze musi przynieść zysk na czysto, żeby firma mogła się rozwijać. Już widzę to nawiązywanie kontaktu: - Dzień dobry, czy to firma modelarska X? - Dzień dobry. Tak, firma X, w czym możemy pomóc? - Jesteśmy grupą modelarzy-inwestorów. Tutaj jest tysionc pińcet i obiecujemy, że kupimy pisiont sztuk modelu, jak nam się spodoba. No a niżej Fine Moldsa nie bierzemy, więc wiecie, starajcie się. No i mają być wszystkie wersje oraz 20 schematów malowania, bo płacimy gotówką i wymagamy. Forów internetowych jest trochę, grup dyskusyjnych na FB również, nie wspominając o stronach firmowych (WWW i na FB). Obsługiwanie tego wszystkiego, jak słusznie stwierdzono wyżej, zajmuje czas, czyli kosztuje. Ale przede wszystkim... o jakim dialogu mowa? Z kim? Po co? Jasne. Właściciele i projektanci firm modelarskich nie mają co robić, tylko siedzieć na forach i wysłuchiwać bluzganiny albo nieustannie tego samego marudzenia, ze model nie taki, że nie w tej skali, że nie ta wersja, że ma nity, że nie ma nitów, że nie takie malowanie, że boxart się nie podoba, że firma chce zarobić, że skrzaty szczają do mleka. I z kim niby te firmy miały prowadzić rzeczowe rozmowy? Z ludźmi, którzy im nieustannie zarzucają złą wolę w dobieraniu tematów produkcyjnych oraz w realizacji projektu? Z ekspertami od geometrii uznaniowej, którzy nie mają podstawowej literatury w temacie danego modelu? Z osobnikami, którzy potrafią stwierdzić, że rysunki konstrukcyjne z wymiarami są złe, ale za to ich plany dobre? Przecież nawet ten wątek pełen jest obraźliwych wypowiedzi pod adresem producentów. Wypowiedzi uogólnionych, ale z drugiej strony nie mamy w Polsce miliona firm, żeby nie wiedzieć pod czyim adresem te teksty lecą. Tyle, że piszący takie obraźliwe komentarze nawet nie ogarniają poziomu własnej ignorancji, więc nawet nie wiedzą, że nikt z nimi nie będzie prowadził jakiegoś dialogu. I nie dlatego, że firmy mają muchy w nosie i nie rozmawiają z modelarzami. Rozmawiają i to chętnie, o ile ktoś jest partnerem do rozmowy. Ale najczęściej po prostu nie mają z kim prowadzić tego dialogu, bo większość piszących na forach czy na FB nie zamierza przyjmować faktów do wiadomości, nawet jak im się je powtórzy kilka razy. No właśnie, to jest kolejny problem - żyjecie w banieczce. Uważacie, że firmę modelarską musi prowadzić modelarz, że potrzebne są jakieś konsultacje na forach (WTF?), że na tym czy innym forum znacie rynek lepiej od ludzi, którzy na nim funkcjonują biznesowo często trzecią dekadę. A na dodatek uważacie, że kupionych przez was kilkanaście modeli albo zbojkotowanie zakupów, dla któregokolwiek producenta modeli plastikowych coś znaczy. Tymczasem prowadzenie firmy modelarskiej to biznes, a nie misja. Jeśli ktoś robi z tego misję, to prędzej czy później firmę zamknie. Na ogół prędzej, niż później, bo jeśli chce się zarobić, firmę trzeba prowadzić bez sentymentów. A prowadzenie bez sentymentów oznacza, że modele trzeba projektować dla szerokiego grona odbiorców, którzy zapewnią zwrot z inwestycji, a nie dla spełnienia mokrych snów kilkunastu osób z tego czy innego forum. Do rzadkości należą tak przytomne wypowiedzi: I to jest święta prawda, którą niektórzy powinni sobie wypalić na czole, żeby czytać to codziennie przy myciu zębów. O ile myją. Klienci, dzięki którym firmy zarabiają na chleb, to nie są internetowi krzykacze. Ta grupa odbiorców jest nieliczna, niereprezentatywna i tak realnie mało kogo obchodzi. Modele są kierowane do tysięcy przeciętnych ludzi, którzy nie są obecni na forach modelarskich, którzy nie zaglądają na grupy modelarskie na FB, którzy nawet niespecjalnie śledzą kanały na Youtube czy blogaski modelarskie. Ale to dzięki tym ludziom, którzy przychodzą do sklepu, patrzą na półkę i coś z niej biorą, firmy modelarskie istnieją, bo to oni kupują 95% produkcji. Więc jeśli ktoś pogardliwie się wyraża na temat tych, którym "to wystarcza", to powinien mieć świadomość, że to w ogóle dzięki takim kupującym model jest na rynku, a nie dzięki jego "byciu pr0". No właśnie, znowu strzał w dziesiątkę. Tymczasem wystarczy spojrzeć na listę tych modeli - do większości nie ma żadnej dokumentacji fabrycznej, a do części jest raptem kilka fotek na krzyż. Owszem, firmy od czasu do czasu biorą się za trudny temat, jeśli ich zespół analityczny będzie w stanie to ogarnąć. Ale robią to mało chętnie, bo co to za atrakcja zbierać materiały pół roku, rok czy nawet jeszcze dłużej, kontaktować się z historykami, kolekcjonerami i muzeami, czekać tygodniami na odpowiedź i wydawać na to masę kasy? A potem, w trakcie projektowania, praktycznie odtwarzać połowę samolotu, bo zapiski historyczne nijak nie chcą pasować do projektu, chociaż w porządnych firmach na stanowiskach projektantów często pracują inżynierowie, którzy rozumieją rysunki techniczne oraz zasady projektowania i działania mechanizmów. Na koniec, jak już model zostanie wypuszczony, to cały zespół ma okazję do czytania wypocin sfrustrowanych ekspierdów, którzy w ogóle nie wiedzą, o czym piszą, ale uważają że firma nie przyłożyła się do tematu. Bo model nie zgadza się z TBiU sprzed pół wieku oraz z tym, co im Zenek, znany okoliczny lotnik pilotujący drzwi od stodoły, naopowiadał przy wódce i narysował na waflu od piwa. Najlepszym i świeżym przykładem idiotyczne teksty na temat Kobuza z IBG, że nie wygląda tak jak powinien, bo przecież wszyscy wiedzą, jak Kobuz wyglądał. Gdy czytam takie wypociny, to współczuję projektantom takiej lektury oraz podziwiam ich anielską cierpliwość. Zresztą Kobuz nie jest jedyny, wcześniej były przygłupie uwagi na temat uzbrojenia strzeleckiego w Łosiu. Ekspierdom nie tylko nie chciało się zajrzeć do monografii AJ-Pressu, ale dostając cytatami z książki w twarz nadal bredzili, uważając że wiedzą lepiej od autorów tej monografii - Cynka, Glassa i Kopańskiego. Serio, o taki brak pokory i przekonanie o własnej zajebistości, to nawet w Sejmie ciężko. Albo PZL.42 - powinien mieć kołyskę. Jaką? Nikt nie wie, jaką powinien mieć, bo testowano na nim różne rozwiązania, a nigdzie nie ma planów czy choćby szkicu, w oparciu o który dałoby się jakąś narysować. Ale te biedne ameby intelektualne o tym nie wiedzą, za to wiedzą że w producenta należy napier... bo nie dał kołyski. Odchodząc od IBG - szczecińskiemu Masterowi jacyś debile zarzucali złe wymiary elementów do SR-71. Tymczasem to jest firma znana na całym świecie z legendarnej wręcz dbałości o detale, które są mierzone na oryginalnym sprzęcie. No ale przecież jakiś Ziutek wie lepiej, chociaż SR-71 widział na Youtube przez 5 sekund, jak się pomylił przy wpisywaniu adresu Porntube. Faktycznie, liczne dowody na potrzebę dialogu z modelarzami na forum, bo przecież w razie czego wkroczy moderator. I jakoś nigdy żaden z takich ekspierdów nie wyciągnął dokumentacji fabrycznej, albumu nieznanych zdjęć firmowych czy kompletnego samolotu, który od 1939 trzymał w szopie u dziadka. Jakoś też tak się głupio składa, że jak krytyk dostaje na twarz konkretne pytania "no to wyjaśnij, co konkretnie jest nie tak", to albo znika, albo odpowiada "poszukaj w literaturze", albo udaje że pytanie dotyczyło czego innego i zostało zadane komu innemu. Większość ekspierdów zdziwiłaby się, do jakich dokumentów docierają firmy na całym świecie, jak często dostają unikalne materiały do wykorzystania przy budowie modelu, ale bez prawa do publikowania. Większość też nie ma pojęcia, do pomocy jak różnych specjalistów firmy sięgają. A często ten cały wysiłek, kupa forsy i rok czy dwa zbierania materiałów idą na marne, bo po prostu nie da się przeskoczyć kompletnego braku informacji. I to nawet w przypadku sprzętu produkowanego przez III Rzeszę, a co dopiero mówić o II RP. Może nie do końca, ale generalnie to jest doskonałe podsumowanie. Dlatego rzućmy okiem na całą tę listę propozycji, z biznesowego punktu widzenia. Bartel BM-4 / BM-5 Kompletna nisza, z nudnymi malowaniami. Oczywiście pudełek można natłuc, ale między kolejnymi wersjami nie ma zauważalnych różnic czy to w wyglądzie, czy w malowaniu. Temat co najwyżej dla formy robiącej short-runy, jak AZ Model, Fly, RS Models czy Sword. Ale na cuda bym nie liczył, to latało tylko w Polsce i nawet u nas nie będzie hitem sprzedaży. Szczególnie, że modele są niewielkie, a będą kosztować 60-70 złotych. Bielik EM-10 Bielik? Tego nawet firma short-run nie zrobi, bo im się nie zwróci w żaden sposób. Być może zrobiłby to Amodel, bo w ostatnim czasie robią różne jednostkowe cuda. Ale zestaw wydany przez Amodel spotkałby się z takim marudzeniem, że byłby to ostatni model, jaki ta firma by zrobiła dla Polaków. Prędzej ktoś wyrzeźbi ręcznie w żywicy, ewentualnie zaprojektuje w 3D i sobie wydrukuje. Zresztą być może warto byłoby się odezwać do producenta samolotu, możliwe że dałoby się ich namówić do opracowania projektu do drukarek 3D na bazie ich oryginalnego projektu. M-346 Bielik? Jest żywiczny: https://jbegines22.wixsite.com/scratchaeronautics/nueva-paginaalenia-m-346-master-1-7 Produkcja wtryskowego, pomijając opłacalność takiego pomysłu i kwestię ewentualnej licencji udzielonej przez producenta samolotu, byłaby mocno ryzykowna. Amodel i Zvezda mają w swoich katalogach wtryskowe Jaki-130, więc w każdej chwili mogą zrobić ramkę z dodatkowymi elementami. Jeśli w tej sprawie lobbować, to właśnie tam. Breguet XIV Bardzo dobry zestaw wyprodukował AZ Model, AZS7206 i AZS7207 miały nawet polskie malowania. Wciąż da się go kupić, więc produkcja tego zestawu od nowa nie ma sensu. Breguet XIX Pierwszy zestaw, którego faktycznie brakuje na rynku. Tyle, że to jest temat dla firmy takiej, jak Special Hobby, która ma całą serię tego typu niszowych samolotów produkcji francuskiej, wydawanych pod marką Azur FR.ROM. Jeśli lobbować, to właśnie tam, bo oni mają już ustaloną renomę oraz rynki zbytu na tematykę francusko-rumuńską. A jak Special Hobby będzie robić ten model, to zrobią też polskie malowania i to z przyjemnością. Fokker F.VII Jest model Valoma i bez względu na kręcenie nosem robienie kolejnego nie ma sensu. Rynek na tego typu maszyny jest niewielki i właśnie został zapełniony, więc do tematu radziłbym wrócić za jakieś 5 lat. Chociaż nawet wtedy nie sądzę, żeby był jakiś wybitny entuzjazm u producentów. Przy czym przez "wrócić do tematu" rozumiem: zgromadzić odpowiednią porcję materiału źródłowego, dobrze usystematyzowanego i w takiej formie zacząć namawiać producenta. Jęczenie, jak bardzo tego modelu nie ma na rynku i jak bardzo dobrze by się sprzedawał, nie zrobi na nikim wrażenia. Porządna dokumentacja projektowa jest zawsze dobrym argumentem, szczególnie w przypadku większych, a więc droższych modeli. Lublin R.VIII Bądźmy poważni, tego samolotu nikt na świecie nie zna. Na dodatek jest olbrzymi, jak na przedwojenną 1/72. IBG na pewno go nie wyda, bo oni jednak mają kontakt z rzeczywistością. To jest wyłącznie temat dla projektu w 3D, który zostanie wydrukowany z żywicy. Zresztą możliwe, że realne zapotrzebowanie w Polsce na ten model będzie tak "olbrzymie", że autor nie będzie musiał niczego odlewać, bo łatwiej i szybciej będzie puścić druk kilka razy dla tych wszystkich pięciu zainteresowanych, z których tylko trzech zdecyduje się na zakup modelu za kilka stów. Lublin R.XIII Model zapowiedziało IBG, ale biorąc pod uwagę kompletny brak dokumentacji fabrycznej tego samolotu, nie spodziewałbym się szybkiego wydania. To jest projekt duży, na wiele wersji, które często udokumentowane są jedynie paroma zdjęciami na krzyż, z czego część na drugim planie. Prawdę mówiąc już samo podjęcie się zbierania kwitów na ten samolot świadczy o sporej odwadze firmy, bo będzie tam masa odtworzeniówki. Odwaga tym większa, że można w ciemno zakładać pojawienie się całej masy wiedzących lepiej, którzy tego Lublina to z dziadkiem na podwórku z Młodego Technika stawiali. Lublin R.XVIbis Wydał go Broplan i łatwiej będzie przeprosić się z modelami vacu, niż liczyć na to, że ktoś go wyda w dobrym jakościowo wtrysku. To jest temat co najwyżej na model żywiczny, chociaż żywica w 1/72 jest w Polsce nieopłacalna dla producenta, bo trzeba byłoby to lać ręcznie, a więcej sensu jest w ręcznym laniu żywicy 1/48 czy 1/32. Oczywiście mógłby go wydać Amodel, bo to temat dla nich idealny, ale znowu - takiego modelu nikt nie kupi, bo przecież to musi być Tamigawa. LWS-2 Latał jeden prototyp. Wydała go z żywicy Manufaktura Modelarska i jeśli ktokolwiek go zrobi, to ponownie gdzieś chałupniczo. Projekt 3D i drukarka 3D. LWS-3 Mewa Wspaniała, cudowna, piękna... i kompletnie nieopłacalna. Model wydany przez Ardpol nie należał do najłatwiejszych i zrobiony przez kogokolwiek innego też łatwy nie będzie. Na dodatek jest kompletnie nieatrakcyjny, bo to jest tylko jedna wersja i zero zróżnicowanych malowań, czyli góra jedno pudełko. Temat dla jakiejś firmy short-runowej w stylu Sworda, która potrafi zrobić dobry model. Oczywiście jeśli uda się ją przekonać, najlepiej dobrą dokumentacją i wysoką zaliczką, bo i technologicznie to nie będzie model łatwy do wykonania. LWS-6 Żubr Ilu zapłaci za ten model 150-200 złotych? No właśnie, las rąk w górze. Dlatego nikt go nie zrobi z form stalowych, a i większość firm short-runowych niekoniecznie będzie chciało się pchać w coś, do czego nie ma dobrej dokumentacji. Istniejące plany są kiepskie i mieszają ze sobą różne warianty samolotu na różnych etapach życia. Kupa niewdzięcznej roboty odtworzeniowej, za którą nikt nie podziękuje, bo znowu to nie będzie to, co sobie Seba z Wackiem wyobrażali. Na dodatek malowania na jedno kopyto, zwłaszcza że wbrew krążącym mitom, na ślad Żubrów w Luftwaffe nikt jeszcze nie trafił, więc wersja niemiecka odpada. To był idealny temat dla firmy Fly, która ma doświadczenie w budowie większych modeli i mogła go zrobić, zamiast pośpiesznie kończyć i tak kiepskiego Łosia. Teraz już wiecie, jakie efekty dają działania pospolitego ruszenia - gównianego Łosia robionego na szybko, zamiast może i przeciętnego, ale jednak wtryskowego Żubra zrobionego na spokojnie. Potez XV Znowu: jak w przypadku Bregueta XIX należy lobbować w Special Hobby i jest spora szansa na jego realizację. Niekoniecznie w tej pięciolatce, ale możliwe że do końca lat dwudziestych. Potez XXV Kompletnie nie rozumiem tej propozycji, przecież ten Potez jest właśnie produkowany przez Special Hobby i jeden z wariantów używanych w Polsce już się ukazał (Potez 25 A2/B2 Lorraine, FR0037) z Azur FR.ROM, a kolejne mają się pojawić. Jeśli dobrze pamiętam, to ma być nawet wersja z silnikiem Jupiter. Potez XXVII I jeszcze raz temat dla Special Hobby, zwłaszcza gdy się będzie lobbować razem z Potezem XV i się dogada z firmą na przekazanie dokumentacji dotyczącej egzemplarze polskie. Oczywiście takiej, na podstawie której da się zrobić model i przynajmniej ze dwa pudełka z różnymi malowaniami. Bez dokumentacji nie ma co startować, bo to nie Special Hobby ma odwalić trudną robotę, tylko ludzie którzy chcieliby mieć taki model. PWS-A Avia BH-33 była robiona przez Czech Master Resin w żywicy i na tej podstawie AZ Model zrobił swój zestaw. Czyli wiadomo, gdzie lobbować, żeby dorobili brakującą wersję. PWS-10 Bardzo dobry temat dla RS Models i to tam bym radził lobbować. Jest zbyt niszowy, jak na produkcję z form stalowych, ale jako short-run będzie dobry jako pudełko polskie i hiszpańskie. Tym bardziej, że RS Models robił już kilka samolotów w malowaniach z wojny domowej, więc byłaby to kontynuacja serii. PWS-16+26 Wciąż w sprzedaży jest model RPM, który co prawda jest kiepskiej jakości, ale za to jest bardzo tani. Jest to jednak zdecydowany kandydat do lobbowania w IBG w perspektywie kilku lat, bo tylko IBG będzie w stanie zrobić całą rodzinę, z różnymi wariantami. Jeśli za ten model weźmie się jakaś mniejsza firma, na 99% kompletnie zepsuje temat, bo wyda prawdopodobnie tylko PWS-26. PWS-33 Wyżeł Prototyp. Idealny na drukarkę lub dla Amodelu. Ewentualnie Karaya, jeśli w ogóle będzie rozwijać po Dromaderze coś przedwojennego. To rzeczywiście jest temat do lobbowania, bo samolot jest nieduży i ma proste kształty. PZL.38 Wilk Prototyp. O przepraszam, całe dwa. Jak wyżej. PZL.42 Zakładam, że ta propozycja to czeski błąd, bo przecież PZL.42 już jest wydany i to właśnie przez IBG. PZL.43 Jest szansa, że w perspektywie kilku lat wyda go IBG. Ale tylko szansa, bo dla IBG ten model będzie na granicy opłacalności. Samoloty używane w Bułgarii to nie jest jakiś światowy rarytas, a jedno malowanie polskie i jedno niemieckie to trochę mało jak na osobne pudełka. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby opracować jakiś żywiczny zestaw do konwersji Karasia - to na pewno będzie metoda szybsza. Być może warto byłoby porozmawiać z IBG na temat współpracy przy takiej konwersji, rozmowa nic nie kosztuje. PZL.46 Sum Bądźmy poważni, to jest pojedynczy prototyp, który jest znany z kilku zdjęć. To jest jedna wersja i jedno pudełko, z takimi perspektywami to nawet firmy short-runowe mocno by się zastanawiały nad sensem produkcji. I znowu - być może temat dźwignąłby Amodel, ale to nie Tamiya, więc radziłbym zapomnieć. PZL.50 Jastrząb Temat Jastrzębia wraca, jak zły sen. Materiały pozwalają na zrobienie prototypów oraz kadłubów, które wywieziono na Czerniaków. Nie pozwalają na nic więcej, bo do tych kadłubów miało powstać nowe skrzydło, o którym wiemy tylko tyle, że miało mieć dużo większą rozpiętość. Nikt nie wie, jak to skrzydło miało wyglądać, jakie miało mieć profile, jaki kształt, więc nie ma jak zrobić takiego modelu. Jeśli ktoś się dokopie do wiarygodnych rysunków tego nowego skrzydła, to IBG pewnie dałoby się namówić. Bez tego skrzydła nawet nie ma co próbować, bo nikt nie będzie robić modelu jednego biednego prototypu w formach stalowych, a i nikt nie będzie się bawił w aż takie science fiction, jak samodzielne projektowanie skrzydeł o rozpiętości zwiększonej z 9,7 do 12,5 metra. PZL-130 Orlik Z Orlikiem jest problem związany z licencją na produkcję modelu. Oraz problem z wieloma wariantami samolotu. Oraz problem ze sprzedażą czegoś aż tak bardzo niszowego, zakładając nawet, że licencja na produkcję byłaby za darmo. PZL I-22 Iryda Powstaje model żywiczny w 1/48, lobbujcie czy nie zmniejszą do 1/72. Szanse niewielkie, ale nie ma sensu zawracać tym głowy IBG, AH czy czeskim firmom short-runowym. Być może Karaya zrobi ten model na Ukrainie, tak jak powstał tam Sokół Answera w 1/48, producentem form jest chyba ta sama firma. Ale najpierw Karaya musi bardzo dobrze sprzedać Dromadera, żeby zaryzykować Irydę. RWD-13S Warto lobbować w IBG nie tylko za S, ale za zrobieniem całej rodziny. To jedyna firma, która jest w stanie uwzględnić wszystkie warianty, bo trochę ich było. Natomiast czy się na to zdecydują, to osobna sprawa. I na pewno nie nastąpi to jutro. RWD-14 Czapla IBG Czapli nie zrobi na pewno. Szanse są niewielkie, ale być może udałoby się przekonać Arma Hobby, dla nich to temat idealny na pudełko polskie i rumuńskie. Ewentualnie, w przyszłości, Karaya, jeśli nadal będą chcieli coś robić po Dromaderze. RWD-17 Jak wyżej. Schreck FB-17 Jeszcze raz: Special Hobby. SPAD 51 Zrobił go AZ Model, zestaw AZ7212 ma polskie malowanie. Jeśli jest niedostępny, to trzeba lobbować u producenta, żeby go wznowił. Jak będzie widział w tym interes, to wznowi. SPAD 61 Jeszcze raz: Special Hobby. Albo AZ Model, bo może zrobiliby do kompletu z 51. Wibault 70 Jak wyżej: Special Hobby albo AZ Model. Skrzydła w obu samolotach różniły się. Co prawda minimalnie, ale jednak to nie jest dokładnie to samo skrzydło. Biorąc pod uwagę poziom jęczenia przy Kobuzie, to zainstalowanie na kadłubie P.7 skrzydeł od P.11b wywołałoby falę narzekania porównywalną do biblijnego potopu, a raczej do awarii warszawskiego kolektora ściekowego. Jeśli IBG w ogóle zrobi P.7, to całość od podstaw, choć wprowadzanie nowego modelu tak niszowej maszyny jeszcze przez kilka lat nie będzie mieć sensu.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.