Będąc w sklepie w poszukiwaniu narzędzi do budowy HMS Victory postanowiłem obejrzeć półkę z figurkami, co poskutkowało przykuciem mojej uwagi przez:
Jako fan łucznictwa nie mogłem odpuścić sobie dokonania zakupu tego zestawu
Niestety to, co jest w środku, na pierwszy rzut oka prezentuje się niezbyt ciekawie:
Figurki wykonane są z jakiejś giętkiej gumy, czego chyba jedynym plusem jest możliwość "naciągnięcia" łuków przy zakładaniu im cięciw. Najważniejszymi minusami natomiast są:
odkształcenia elementów z założenia sztywnych (zwinięty miecz, pogięta strzała etc.) nieco trudniejsze niż w twardym plastiku usuwanie linii łączenia wyprasek
Ponadto widać kilka niedociągnięć projektowych. Po pierwsze: w czasach Robin Hood'a w Anglii nie używano łuków refleksyjnych. Owszem, znane były modyfikacje longbow'a z dodawanym delikatnym refleksem na końcach ramion, ale to, co stworzył Airfix bardziej zasługuje na miano "drużyny Czyngis Hana" niż Robin Hood'a ;) Po drugie: może nie znam się za dobrze na koniach, ale moim zdaniem jest to raczej niemożliwe, aby koń szedł (stępem, kłusem, whatever) stawiając na przemian dwie prawe i dwie lewe kończyny. Wogóle nie kojarzę, żeby jakiekolwiek zwierzę poruszało się w ten sposób ze względu na oczywistą utratę równowagi Projektantom z Airfixa chyba też koń nie chciał stać (oczywiście cały czas mówię o koniu, na którym siedzi Lady Marion (cholera, co nie wymyślę to wygląda conajmniej dwuznacznie Ok, jakkolwiek by to nie brzmiało, chodzi o figurkę w prawym dolnym rogu drugiego zdjęcia)). Mimo wszystko zastosowali tutaj ciekawy patent: po złożeniu z podstawką koń podpiera się końcem kości lędźwiowej o jakąś kępę krzaków ;P W związku z tym chyba nie pozostaje mi nic innego, jak przeprowadzić operację na koniu i zamienić mu nogi miejscami
Podsumowując: Airfix nie przyłożył się do tego zestawu. Oczywiście dzięki temu będzie więcej zabawy przy składaniu, ale cały zestaw wygląda na przygotowywany "na odwal się"
Przy okazji grzebania w Internecie znalazłem jeszcze taki zestaw:
http://www.mojehobby.pl/szczegoly.php?grupa_p=1&przedm=1312773
i już wiem, że będzie to mój kolejny zakup w kategorii figurek, bynajmniej nie dlatego, że jest lepiej wykonany (na pierwszy rzut oka widać, że konie mają tu tę samą przypadłość) - po prostu będzie mi pasował do Robina i być może uda się zestawić jakąś ciekawą scenkę w lesie (this is ambush!)
W miarę postępów w składaniu (głównie w malowaniu) będę oczywiście zamieszczał relacje, jednak Robina traktuję raczej jako odskocznię od Victory, który jest w tym momencie priorytetem numer 1.
Przy okazji: macie może doświadczenie z malowaniem takiej "gumy"? Próbowałem już kłaść w kilku miejscach troszkę olejnych kolorów, jednak trochę za bardzo spływają Będę dźwięczny za wszelkie rady.