Skocz do zawartości

marwoj

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    56
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez marwoj

  1. O to Ci Lordzie chodziło?: Co do zazdrości, weź spróbuj ze trzy takie bajery zrobić i okaże się, że nie taki diabeł straszny - wszystkiego można się nauczyć... Bym pokazał jeszcze parę rzeczy, które planowałem zrobić, ale niestety życie zmusiło mnie do opuszczenia forum i nie wiem na jak długo... To tymczasem, Wasz marwojek.
  2. Zbliżamy się powolutku do końca relacji. Spingarda dostała dodatkowe oszpindlowanie: oraz podstawkę: Teraz pozostało pozostałość połączyć do kupy, co zaefektowało takim czymś: Tym samym udało mi się skończyć modelik na czas. W sobotę jedzie do Goleniowa. W celu wręczenia komuś, komu się setnie ten prezencik należy. I to by było na tyle. Pozdrawiam, Wasz marwojek. P.S.: Nie najlepsze wieści zostawiłem na koniec. Niestety, czeka mnie dłuższy wyjazd poza granice kraju, a w związku z tym moja bytność na forum będzie niebyła...
  3. Praca wre. Wykonano prace sznurkowe: I tylko sznurkowe. Ale dzisiaj jestem nastawiony na dokończenie prac głównych (wykonanie pozostałej części onitowania) i dodatkowych (wykonanie podstawki). I będzie koniec. Pozdrawiam, Wasz marwojek
  4. Sobotę i niedzielę niesamowicie pracowicie spędziłem. Najpierw onitowałem blachy: Następnie zabrałem się za produkcję czterech kółeczek trzymajacych za pomocą liny lufę w kupie. Buszujac ostatnio po forum trafiłem na post gulusa, który proponował ciąć metale przy pomocy odpowiednio spreparowanej żyletki. Postanowiłem jego teorię sprawdzić w praktyce. Nawinąłem drucik na uchwyt iglaka: Potem zdjąłem drucik z uchwytu iglaka: Potem żyletką zabytkową marki polsilver (mam nadzieję, że konserwator mi czegoś tam nie urwie): zaostrzoną takim to urządzeniem: przeciąłem drucik w dwóch miejscach (powtarzając operację cztery razy): Muszę przyznać, że rżnęło mi się całkiem, całkiem. Po przecięciu każdego z kółeczek, ponownie "ostrzyłem" żyletkę poprzez , według instrukcji guluska, uderzanie w ostrze skalpelem. Po naostrzeniu zęby "piły" wyglądały tak: Teraz wystarczyło dwoma parami szczypiec podgiąć wycięte kółeczka, żeby końcówki się spotkały, posmarować pastą lutowniczą, przyłożyć gorącą lutownicę i kółeczka gotowe. Konkluzja: W przypadku cięcia metali żyletką, mamy do czynienia z coraz rzadszą sytuacją, gdzie założenia teoretyczne w pełni sprawdziły się w działaniu praktycznym. Jedziemy dalej. Przykleiłem skośne wzmocnienia: które, po wyschnięciu kleju, obrobiłem, żeby do ludzi były podobne: Pobejcowałem te skosy, żeby jeszcze bardziej do ludzi były podobne: Na koniec umocowałem, wcześniej "podstarzałe", kółka mocujące i lufę do kupy. Fotek przejściowych nie ma, bo aparat za mną nie nadążał (tak naprawdę, to w ferworze pracy zapomniałem je zrobić...): Lordzie, jest dziura: Na fotce jeszcze świeci mosiądzem, ale to już historia. W tej chwili jest postarzała, jak cała reszta - włącznie z majstrem... No i niech mi ktoś powie, że przespałem weekend... Jest szansa olbrzymia, że spingarda będzie gotowa na czas... Pozdrawiam, Wasz marwojek.
  5. Lordzie, lufa z pierwszego toczenia, niczym olej "Kujawski" z pierwszego tłoczenia. Braków nieudanych niet. Pomysł na otworek dla zapału prochowego kupuję - zrobię odpowiednia dziurę. Już temat w googlu przestudiowałem. Dowiedziałem się przy okazji, że polska nazwa spingardy to foglerz. Można by powtórzyć za Beatlesami, że It's Been A Hard Day's Night. Narobiłem się dzisiaj co niemiara. Wyciąłem to: żeby zmontować to: I wyciąłem to: żeby zmontować to: i to: i to: i to: Już potwornie zmęczony jeszcze dokleiłem na superklej małe oblachowanie: Blachy już nie są mosiężne, jeno jakby z blachy stalowej podstarzałej. Podstarzenie uzyskałem używając takiego oto specyfiku nabytego w sieci z inspiracji Sławieka, który specyfik ów przedstawił w swoim wątku, o ile dobrze pamiętam, o Bristolu Beufighterze: Bierze się pędzel i maluje tym specyfikiem mosiądz i w rezultacie uzyskuje się efekt pięknej oksydowanej stali. Taki efekt uzyskuje się malując także miedź i brąz. I to by było tyle, co mam do powiedzenia dzisiaj. jutro tez dzień i też trochę popracuję. Wieczorkiem rezultaty opracuję. Pozdrawiam, Wasz marwojek.
  6. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Właśnie Andreya, będzie ciężko, bo skala 1/400. Mam sporo fotek, Książkę J. Pertka ORP "Orzeł" z serii "Biblioteka Morza" i plany z modelarza. Będzie z czego kombinować. Ale jak mówię, to melodia przyszłości. Może niedalekiej, ale niekoniecznie. Trzeba dojrzeć... Pozdrawiam, Wasz marwojek.
  7. Jest lufa. Toczona, mosiężna, jak to się wcześniej rzekło: Już późno. Idę spać. Jutro coś pomajstruję. Będę miał sporo czasu, to i efekty będą spore... Pozdrawiam, Wasz marwojek.
  8. Prace idą pełną parą. Popracowałem nad żelastwem, a właściwie mosiądzostwem: A ponieważ do północy było jeszcze trochę czasu, dziełko zostało zabarwione bejcą: Dzisiaj też sobie popracuję. Do północy. Czas nagli. Pozdrawiam, Wasz marwojek
  9. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    No, sami widzicie. Jedno tajemnicze zdanie, a już wiadomo o co chodzi. Dlatego mam obawy przed rozpoczeciem budowy, bo mnóstwo okrętowych fachmanów jest na forum. Przecież gdybym coś nie tak zrobił, to zaraz larum by się podniosło - w końcu chodzi o legendę, której sprofanowanie byłoby największym grzechem. Pozdrawiam, Wasz marwojek P.S.: Brawo Andreya
  10. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Tajemnica pamietnika, nie wie o niej nikt... A poważnie, napisałem "może nadszedł już czas...". Rozpoczęcie prac nad tym, co mam na myśli, to poważna sprawa. Rzecz dotyczy jednej z największych legend polskiej marynarki. Nie mogę dać plamy. Prosto z pudełka, to 3 godziny roboty, ale w wersji, którą chcę zrobić, mogą to być miesiące... Dam cynk, jak dojrzeję... Pozdrawiam, Wasz marwojek
  11. To ja też esemesowotelegraficznie: "Wikol. Imadełko. Kupa większa.": Pozdrawiam, Wasz marwojek
  12. Dziś pytanie, dziś odpowiedź Lordzie, lufa będzie toczona z mosiądzu, bo jak wspomniałem - nic z plastiku. Ale będzie jakby oksydowana tak, jak na fotce wyjściowej. Dziękuję za życzenie powodzenia - przyda się P.S.: Fajny telegram tego pilota Smitha... Znam inny telegram, a właściwie dwa. Mark Twain nie mógł się doczekać recenzji wydawcy swojej nowej powieści i wysłał telegram o treści "?". Na drugi dzień dostał odpowiedź od wydawcy - też telegramem o treści "!".
  13. Dzięki Marcin za wsparcie. Będzie COOL! Udało się dolną skrzynkę złożyć do kupy. Głównie dzięki klejowi wikol (albo jak kto lubi, vicol), zdolnościom manualnym oraz małego kątownika: Ponieważ do północy było jeszcze trochę czasu, wykorzystano go na dewastację bocznych wsporników łoża armaty poprzez ich podziurkowanie przy pomocy wiertarki małej ręcznej: Jeszcze relacja trochę potrwa, bo i trochę roboty jeszcze do zrobienia pozostało. Pozdrawiam, Wasz marwojek
  14. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Witam wszystkich. Faktycznie, ten przykurcz nie bardzo wyszedł. Ale ja specem od figurek, to jestem żaden. Stąd pewne niedoskonałości, przede wszystkim w malowaniu. Co do przykurcza, to łepek nie jest aż tak nieproporcjonalny. Wizerunek jest nieco zniekształcony przez fotografię - fotograf ze mnie też żaden. Wybaczcie. Ale jeżeli chodzi o lewą łapę przykurcza, to masakra. Nie dość, że ze dwa razy większy niż powinien być, to jeszcze nijak tego nie można porządnie pomalować. Nie wiem czy lepszym wyjściem nie byłaby podmianka łapki z innej figurki z innego zestawu - coś na pewno by się dobrało. Ale teraz już nie chce mi się wracać do tematu. W przyszłości jednak będę już zwracał uwagę na takie sprawy. Może spróbuję jeszcze tego przykurcza trochę podmalować, bo w makro jednak widac poważne niedociągnięcia - przede wszystkim pędzla. Dziękuję kolegom za konstruktywne (modne słowo teraz) uwagi. Andreya, co do wody, to pomyślę. Ale dopiero w październiku. OK? A co nowego w stoczni? Mam coś na myśli. I nie pamietam już od kiedy. Może nadszedł już czas (najwyższy czas...), żeby się z problemem zmierzyc?. Może coś z tego fajnego wyjdzie. Mam nadzieję, że wielkamucha będzie kibicować. Bo wiecie: Kiedy mucha kibicuje, znakomicie się wątkuje. Pozdrawiam, Wasz marwojek
  15. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Co, myśleliście, że o Was zapomniałem? Nic z tego. Najzwyczajniej pogoda u nas jest tak wredna, że wyklucza jakiekolwiek wychodzenie z ciepłych domowych pieleszy. No chyba, że ktoś należy do korpusu kamikadze - ja nie należę. Zatem pobytu w tawernie nie będzie, ale relacja z ostatków pygodrajwerów owszem. a to z konieczności, bo pilnie muszę się zająć nowym "projektem", który ze względu na odmienny mocno charakter, zostanie przedstawiony w "Innych". A tymczasem popatrzmy co się dzieje w okolicach Gibraltaru: W nocy z 3 na 4 sierpnia 1943 roku nastąpił ostatni atak „żywych torped” na statki zgromadzone w gibraltarskim porcie. Jedna z załóg zaatakowała amerykański statek Harrison Grey Otis (nie mylić z zatopionym w poprzednim ataku Patem Harrisonem). Trochę pecha towarzyszyło temu wysiłkowi. Nie dość, że nurkowie uszkodzili skafandry na zaporze z drutu kolczastego (nowość, Anglicy też już się czegoś nauczyli), to jeszcze gdzieś zapodziała się lina służąca do podwieszania głowicy bojowej pod atakowaną jednostką. Mało tego, nieostrożna obsługa głowicy spowodowała, że torpeda dała nura na większą głębokość i przy próbie podpłynięcia pod statek została wyrzucona na powierzchnię wody. Szczęśliwie, nikt jej nie zauważył. Nieszczęśliwie, nurka gdzieś wcięło. Nieszczęśliwie też, torpeda została uszkodzona i mogła tylko poruszać się po powierzchni akwenu. Szczęśliwie, szefowi farciło i niezauważony dotarł okrężna drogą do Olterry. Wynik ataku – fiasko kompletne, prawie standard. Nurek mechanik – uczestnik tego fiaska – jakoś się uratował. Przeczekał za rufa Harrisona jakieś dwie godziny, zniszczył skafander i aparat oddechowy i dopiero wtedy się ujawnił wołając głośno o pomoc. Nurka wyciągnięto, załadowano na okręcik patrolowy, który miał zbadać statek pod kątem umocowania czegoś gdzieś tam. Tuż po tym rozległ się wybuch – jeden z odłamków zabił marynarza, który pilnował naszego nurka, a nurek, jak to nurek (włoski) przeżył… Aaa, statkowi rozerwało kadłub i woda dostała się do maszynowni. Bez poważniejszego remontu nie mógł brać udziału w dalszych działaniach wojenno-morskich. Za to pofarciło się pozostałym dwóm załogom biorącym udział w napaści. Posłały na dno dwa statki – norweski zbiornikowiec Thorshovdi (kurde, co za nazwa…) i angielski Standridge. Planowano jeszcze jedną akcję w Gibraltarze – na 2 października 1943 roku. W akcji miały też brać udział tzw. Łodzie wybuchowe. Z akcji wyszły nici, bo w międzyczasie Włochy skapitulowały, a niektóre załogi z X Flotylli MAS przeszły na stronę Anglików by współpracować na polu działalności żywotorpedowoszturmowej. I to by było na tyle, jakby powiedział nieodżałowany śp. Jan Tadeusz Stanisławski… Skoro to ostatki o statkach zatapianych przez świnki, to pewnie i fotki ostatnie. Pewnie. Popatrzcie na tego gigusia. Nóżki w kolanach ugięte, rączka do przodu wyciągnięta, uśmieszek tajemniczy na twarzyczce. Jakby mówił: "Patrzcie, ale świnia!!!". Tylko nie wiadomo kogo lub co miał na myśli : http://i198.photobucket.com/albums/aa209/marwoj/Maiale/128.jpg No, to parę końcowych rzucików: I jeszcze widok z lotu ptaka (okiem mewy): To samo - jeno okiem albatrosa: I jeszcze tych dwóch ubranych w gumy: I w ten sposób dotarliśmy do finału. Teraz nastepują fanfary i inne bajery towarzyszące. Trochę odsapnę i otworzę niedługo jakiś nowy wątek. Chyba, ze zanudziłem Was na tyle, że nie chcecie. To odpuszczę... Pozdrawiam wszystkich serdecznie, Wasz marwojek
  16. Marcinie, długość lufy jest podana na rysunku - 117 mm. Do tego dojdzie ta końcowa deseczka, jakieś 8 mm. No to długość razem, jakieś 125 mm. Wszystkie wymiary ustaliłem wykorzystjąc odpowiednie proporcje wynikające ze snimki przyjmując za bazę długość podstawy spingardy. Co z tego wyjdzie, okaże się na końcu. Myślę, że ujdzie. Pozdrawiam, marwojek
  17. Witam wszystkich miłośników wszelkiej maści dziwolągów. Postanowiłem jednemu z naszych kolegów forumowych zrobić prezent. Stąd człon "prezentacyjny" w nazwie wątku. Drugi człon oznacza, że mogę mieć kłopoty w związku z brakiem w projekcie wykorzystania podstawowego surowca, jakim jest plastik. Mam jednak nadzieję, że Admin za odstępstwo od "wiary" nie powiesi mnie za to, co świadczy o mojej mężczyzności... Wszystko zaczęło się od tego, że znalazłem gdzieś w czeluściach www taką, jak mawia jedna taka olbrzymia i sympatyczna, snimkę: Tak mnie to się spodobało, że postanowiłem coś takiego wykonać w ramach małego relaksu. A potem wpadłem na pomysł, żeby to coś sprezentować jednemu z naszych forumowych kolegów, który - mam nadzieję olbrzymią - że pojawi się na konkursie w Goleniowie na początku października, gdzie mógłbym uroczystego wręczenia, w uznaniu zasług naszego kolegi, dokonać. Żeby to coś zbudować musiałem chociaż jakiś zarys planów naszkicować. Tylko się nie śmiejcie, bo możecie mnie zdeprymować i z "projektu" wyjdą przysłowiowe nici: No i musiałem zdobyć jakiś materiał, żeby zacząć robótki. Z pomocą przyszło mi stoisko agd w osiedlowym supermarkiecie: Na początek, z przedstawionego materiału, udało mi się wyciąć przy pomocy piłeczki włosowej takie oto elementy: Szybko idzie, bo muszę się spieszyć - Goleniów tuż, tuż, a roboty huk. No to do jutra.
  18. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    I znowu z tawerny nici. Częściowo ze względu na pogodę - nie chce się z domu wychodzić, a częściowo z głupoty. Żeby nie było wątpliwości - mojej. Zachciało mi się pooglądać jeszcze raz książeczkę dołączoną do italerowskiego zestawu. Patrzę sobie na te fotki, które tam zamieszczono. Patrzę i patrzę. A tam kurde balans dwa elementy, które mojej uwadze chytrze umknęły. Pierwszy element, to taki sznureczek nawinięty na kawałek patyka i przywiązany do uchwytu, którego trzymał się nurek - mechanik, żeby czasami nie zagubił się po drodze podczas powrotu do bazy z szaleńczą prędkością lukstorpedy. Rozwinięty sznureczek służył do odnalezienia majala, który z takich czy innych względów został posadowiony przez załogę na dnie akwenu. Klocek pływał sobie po powierzchni wody i wystarczyło go odnaleźć by po sznurku dostać się do świnki. Taka świńska smycz, można by powiedzieć... No, to dorobiłem: Drugi elemencik, to taka rurka gumowa karbowana czarna założona na króciec wystający z urządzenia szybkiego zanurzania. Do czego służyła książeczka nie mówi, ale być jest. No to dorobił: Książeczkę już głęboko schowałem i obiecuję, że już do niej w najbliższym czasie - a na pewno nie przed zakończeniem relacji z budowy majala - nie zaglądnę. Znowu mógłbym coś przyuważyć i roboty sobie narobić. Starczy tego dobrego... Pozdrawiam wszystkich kibiców. Szczególnie tego wielkiego, co to czasami lubi sobie poprzesadzać, że szczena opada Wasz marwojek
  19. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Dziś na chybcika. Bez tawerny, bez piwka , bez ględzenia i bez bezu. Bedą za to fotki dokumentujące ostatnie podrygi przy, jak to się teraz górnolotnie mówi - projekcie... Dorobiłem dwie blaszki podtrzymujące z boków osłonę przeciwpancerną torpedy. Żeby osłona w czasie eksploatacji nie spadła na łeb głównego majalodosiadacza. Tu widać wspornik prawy: Po lewej stronie (wierzcie na słowo) można zobaczyć lewy wspornik. Przerobiłem też maskę tego przykurcza. Przewierciłem na wylot "oczodoły" jego maski przeciwwodnej i wpuściłem w nie po kropelce Humbrola bezbarwnego, błyszczącego - teraz wyschnięty lakier udaje szkła: No i jeszcze dorobiłem do maski oszelkowanie, coby przykurcz do łba swego miał maskę czym przyczepić. Tak to nie leciało, tak to wygląda: Jutro, pojutrze zakończymy tę nierówną walkę. Będzie tawerna, będzie piwko, będzie ględzonko, będzie galeryja, ryja, ryja... i takie tam...
  20. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Oooo..., Wielka Mucha - Wielka Pamięć... P.S.: Będzie jeszcze Grande śmieszniozzo...
  21. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Witajcie, witajcie. Pisze do Was marwojek, który zakotwiczył w tawernie „Pod Sporym Sukcesem”. Dwa cele mu przyświecają – wypić duże piwko i poględzić dużej musze, że o innych kibicach nie wspomnę… Piwko: Teraz ględzenie: Możnaby sądzić, że po grudniowych bęckach Anglicy wybili Włochom z głowy harce portowe na dłuższy czas. Ale Włosi nie Francuzi – trochę bardziej ambitni byli, a poza tym, jak chcieli dokuczyć przeciwnikowi, to tylko przy pomocy takich czy owakich środków szturmowych – ludzi żab, żywych torped, czy ostatniego krzyku mody, łodzi wybuchowych (czy jak to nazwać). Większe, poważniejsze jednostki pływające Włosi skrzętnie ukrywali w zakątkach najdalej na północ położonych portach, choćby w La Spezia (skądinąd nam znanym), a wszystko po to by uniknąć ataków aliantów łaknących sukcesów – niczym dżdżownica dżdżu - w niszczeniu wszelkiego dobytku mogącym tymże aliantom zaszkodzić. Zatem „Wielką Niedźwiedzicę” należało odświeżyć – załogowo i sprzętowo. Wpadli Włosi przy okazji na genialny pomysł – zamiast pchać się do portu, postanowiono niszczyć pływadła stojące na redzie. W sumie to chyba mieli rację. Po co niszczyć jakieś krążowniki, pancerniki , lotniskowce czy inne mastodonty. Tego Brytyjczycy mieli w bród. Mogli dokonać łatwo szybkiej podmianki. A stateczek naładowany wszelkim wojennym dobrem stanowiącym zaopatrzenie dla wojsk walczących w Afryce, to już nie byle co. A kilka stateczków…, ho, ho…, a kilkadziesiąt stateczków (ponoć ich liczba na redzie Gibraltaru czasami dochodziła do sześćdziesięciu), to…ho, ho, ho… I dlatego właśnie w nocy z 7 na 8 maja 1943 roku trzy świnki (ciekawe, że zawsze trzy – chyba decydent w dzieciństwie musiał się nasłuchać znanej bajki o trzech majalach…) opuściły ciepłe pielesze Olterry i wypuściły się na redę Gibraltaru w ciemną , sztormową noc. A byłbym zapomniał, to były świnki rasowe – długonose. To znaczy miały podwójne ładunki, to znaczy , że każda mogła napastować dwa statki jednocześnie. Żeby nie zdradzić bazy na Olterze, Włosi wybrali dość od niej odległe cele. Gdyby Anglicy wykapowali skąd się wzięli nurkowie (taki oftopik mi się nasunął: Synek zdecydowanym głosem pyta ojca Amerykanina skąd się wziął. Ojciec widząc, że tym razem sianem się nie wykręci, zaczął mu mu tłumaczyć, co to ludziska nie wyprawiają by zapewnić ciągłość gatunku. Po wszystkim ojciec zaciekawiony pyta synusia, po co mu ta wiedza potrzebna jest. A synuś : No wiesz, ci nowi sąsiedzi powiedzieli mi, że są z Arizony, to chciałem wiedzieć skąd ja jestem…), to z powrotu do ciepłych pieleszy zwyczajne nici mogłyby być… I wiecie co? Udało się makaroniarzom tym razem. Podminowali trzy statki i wrócili do ciepłych pieleszy, bo w międzyczasie Anglikom nie udało się wykapować skąd się brali dosiadacze świnek mechanicznych… Z Olterry można było popatrzeć, jak w krótkim czasie trzy stateczki znalazły trzy wolne miejsca parkingowe na dnie redy gibraltarskiej. A były to: Pat Harrisom (liberciak, który chodzi mi ostatnio po głowie – chyba wezmę się za trumpeterka…), Camerata i Mashud. Jako, że był to pierwszy jakby pełny sukces (jakby, bo jednak sześć ładunków, a tylko trzy stateczki) „Wielkiej Niedźwiedzicy”, nurkowie zostali przerzuceni do Włoch a tam „klapa, rąsia, goździk” i jeszcze na koniec dali chłopu parę dni urlopu. Ale że czas wojenny był, to nie ma lekko i wkrótce bohaterowie jednej nocy wrócili na Olterrę by dalej dokazywać ile dusza zapragnie. Przynajmniej taki mieli zamiar… Na koniec drabinka. Taka: No dobra, dobra..., dam jeszcze z przymiarką...: Reszta później. Pozdrowienia teraz, Wasz marwojek...
  22. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    A drabinka ?: sztoby sdiełać drabinku, ja wydumał takoj to nibudź tak nazywajemyj dżyg: Wasz marwojek
  23. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Co sądzicie o takiej omszałości?: Jak pasuje, to jeszcze drabinka... Pozdrawiam, Wasz marwojek
  24. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Tak, na chybcika: Jeszcze drabinka, trochę omszałości i dam sobie spokój... Pozdrawiam, Wasz marwojek
  25. marwoj

    (R) SLC 200 MAIALE

    Za grube, za grube... Pisałem, że jeszcze nie skończone...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.