Cześć wszystkim!
Ach ten wątek! - łezka się w oku kręci... Moje dziecięce lata upłynęły na "lepieniu" sporej ilości z pokazanych tu modeli. Modele z serii mikro w skali 1:144, potem Karaś, Czapla, Jak, Łoś, Ił... Kovozavody, Plasticard.... Potem Matchboxy ze składnicy harcerskiej - Mosquito, Fury, Gladiator... Tylko to wtedy było. Była to zabawa - żadne tam modelarstwo - góra dwa popołudnia i po robocie. Potem pojawiła się giełda modelarska w Poznaniu, w Domu Kultury Kolejarza, na którą przywożone były AIRFIXy, Hellery i inne cuda, wianki, a mnie za kieszonkowe i tak stać było nadal tylko na Kovozavody Trafiłem wtedy na spotkania klubu modelarzy redukcyjnych w CK Zamek. Nie była to modelarnia, a klub na którego spotkania przynosiło się swoje modele (jeśli się chciało) i omawiało technologię. Z trudem zdobywało się proste narzędzia, jak choćby lancety czy pesety (wtedy pincety). Pamiętam pana Jarka Sinczuka, pamiętam twarze innych, ale już nie nazwiska. Ktoś robił tylko modele z I WW, ktoś robił jakiś niemiecki zestaw na wzór Zwieno. Pamiętam jak prze mgłę, bo to niemal 40 lat... Wtedy zaczęło się tez dla mnie poważniejsze modelarstwo. Startowałem w dwóch konkursach - we Wrocławiu - IV miejsce i w Toruniu II. Odpowiednio Lysander i Tempest. Tam tez poznałem pana Andrzeja Ziobera. No i na włane oczy zobaczyłem jego model Albatrosa... Co za czasy... Od dawna się tym nie param, choć sporadycznie popełniłem jeszcze modele kartonowe z MM i późniejszych wydawnictw. Ale! Modele mam po dziś dzień! A zaczęło się wtedy od niepozornego Jak-1M, którego jako pierwszy model robiłem "na poważnie". Miał zrobione od podstaw golenie podwozia i zrobioną na "kopycie" z zestawowej owiewki nową, delikatniejszą. Modele mają teraz swoją gablotkę. No i ten pierwszy, jakże ważny - Jak-1M, tez tam jest A i Lysander i Tempest nadal tam stoją.