Jump to content

Hubert Kendziorek

Members
  • Content Count

    1,045
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Hubert Kendziorek last won the day on March 18

Hubert Kendziorek had the most liked content!

Community Reputation

112 Excellent

Personal Information

  • Location
    Kraków

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Jadar Hobby tym kiedyś handlował, ale jeżeli nie, to poszukałbym w Rosji albo na Ukrainie, nie musi być wcale drogo ani długo, w marcu kupowałem Ła-15 w Mars Models, za wysyłkę wyszło 9 EUR i przyjechało bodaj w dwa tygodnie.
  2. Skończony, w sam czas - właśnie dojechał Re.2000 ze Special Hobby, będzie następny Włoch do kolekcji. Re.2005 ze Special Hobby zaczeka jeszcze na swoją kolej. Co się zaś tyczy Re.2005 od Sworda, model śmiało mogę polecić każdemu fanowi włoskiego lotnictwa. Przyjemnie zdetalowany (np. żywiczne lufy robią świetne wrażenie), aczkolwiek bez odstraszającej przesady, dobrze spasowany i mimo, że niektóre szczegóły pozostawiają pewien niedosyt (wyloty luf na masce silnika chyba największy), całościowo oceniam model na mocne 4 w starej pięciostopniowej skali. Od siebie dodałem niewiele, jakąś rurkę w kokpicie, lufy z mosiężnych rurek, instalację antenową (linka Uschi 0,02 mm, izolatory z wyciągniętego nad ogniem patyczka kosmetycznego). Całość płatowca przenitowałem na podstawie szablonu z dostępnych planów. Malowany farbami MRP i Lifecolor. Washe MW, pigmenty AK. Zapraszam do galerii.
  3. No to śmigło, maszt radio, pitot... jeszcze trochę brudu, kolorki na pozycyjne, oczyszczenie uchylnej części limuzyny kabiny z kleju i kończę go.
  4. Na chwilę Re.2005 poszedł w odstawkę z uwagi na inne rozpoczęte budowy, ale teraz wraca, z zamontowanym podwoziem, światłami pozycyjnymi (jeszcze nie pomalowane), pryśnięty matem.
  5. Na kadłubie nity powinny być widoczne, ale nienachalnie, moim zdaniem w tej skali tak zupełnie bez nich będzie trochę łyso, płasko. Chyba bym przejechał nitowadłem. Przy okazji, linie podziału Dragonowi dość szeroko wyszły. Dobra robota. Pozdrawiam Hubert
  6. Model rozgrzebałem w maju 2016 roku. Po czterech latach chcę zamknąć tą budowę, której nie mogę niestety zaliczyć do udanych. Wszystko szło opornie, ale nawet niedolana osłona silnika, brak blaszek w pudle, które miały tam być, nie wstrzymywały mnie z pozytywnym myśleniem o tym modelu, do czasu zdjęcia masek z oszklenia... razem z większością ram oszklenia, za to został klej spod masek. To przechyliło czarę goryczy i model wylądował na kwarantannie. W końcu trzeba jednak go skończyć, żeby zmniejszyć choć trochę liczbę modeli w budowie. Przez chwilę myślałem, czy się nie cofnąć, zerwać to oszklenie i zrobić jeszcze raz, ale jednak nie. Po prostu, zrobię go kiedyś jeszcze raz, mądrzejszy o wszystkie doświadczenia. Zatem polska Czajka ląduje w galerii, nie po to by budzić zachwyty, ale po to żeby model uznać za gotowy, mimo wszystkich miejsc, które można by jeszcze poprawić. Malowany Hatakami. Przenitowany, dorobione lufy km pilota, blaszki do Karasia. Powinien być chyba zdwojony km strzelca, ale nie bardzo miałem koncepcję, jak mogła wyglądać obrotnica. Uprzedzając pytania: szachownice na skrzydłach są, jak należy. Pozdrawiam Hubert
  7. Percival Proctor o numerze seryjnym H.32 został zbudowany przez firmę F. Hills and Sons jako Mk. II, a do standardu Mk. III został przebudowany, będąc jeszcze w służbie wojskowej w RAF, jako BV538. Po wojnie został w 1947 roku sprzedany w ramach demobilizacji firmie Southern Aircraft (Gatwick) Ltd. , z rejestracją cywilną G-AJTS, by dwa lata później trafić w prywatne ręce pana Charltona Higgsa z Reading. Niedługo potem pan Higgs sprzedał go za 400 funtów dwóm przyjaciołom z Nowej Zelandii – byli to Phil Lightband i Peter Hobart. Maszyna miała być w Nowe Zelandii sprzedana z zyskiem. Maszynę przemalowano, przerejestrowano na ZK-ATW i w grudniu 1949 wyruszyła w podróż do Nowej Zelandii, która trwała aż sześć tygodni, częściowo lotem, pod koniec (z Sydney do Auckland) drogą morską. Ponownie zmontowany w Auckland, ZK-ATW przeleciał do New Plymouth, gdzie odkupił go ojciec Phila, Herbert. Niestety, niespełna dwa lata później maszyna doszczętnie spłonęła w pożarze hangaru. Rys historyczny i zdjęcia z kolekcji p. Petera Lewisa zaczerpnięte ze strony: https://rnzaf.proboards.com/thread/21790/new-zealand-percival-aircraft?page=3 Zestaw Dora Wings składał się bardzo przyjemnie – dość dobrze dopasowane części, niewielkie nadlewki – ale i drobne niedolania też się zdarzyły, szczególnie na lotkach. Zbudowany prosto z pudła, z wykorzystaniem blaszek z zestawu. Świetnie sprawiły się kalkomanie (zwłaszcza srebrne paseczki). Model na pewno wart zainteresowania, ale nie poleciłbym go początkującym modelarzom. Malowanie farbami Mr.Hobby H33 i Dark Aluminium z serii Vallejo Metal Color. Ślady eksploatacji to pigmenty Dark Earth i Smoke oraz olejny Engine Oil od AK. Zapraszam do galerii. Pozdrawiam Hubert
  8. Oby, oby. Zacząłem działać z washami i innymi olejnymi specyfikami. Doklejone też wydechy.
  9. Nie ma prawa nic się zerwać, zwłaszcza w przypadku farb MRP.
  10. Nie powstrzymałem się i jednak kupiłem te maski Montexu. Nie żałuję.
  11. Obstawiam kombinację dwóch przyczyn: zbyt gęsta farba, zbyt duże ciśnienie. Farba schnie w locie i osiada na malowanej powierzchni w postaci grudek. Kurz to oczywiście też poważny problem, ale objawia się inaczej. Trzeba dbać o czystość i trzymać modele w pudełkach.
  12. Jak to u HB, mieszanka wersji, dziwne uproszczenia, np. puste wloty powietrza do silników, problemy wymiarowe. I pamiętam jeszcze słabe spasowanie góry i dołu kadłuba, co jak na dość nowy (kilka lat temu) model było sporym rozczarowaniem, chyba że tylko mój tak miał. Oczywiście, w 1:72 nie ma nic lepszego, ale chciałoby się mieć.
  13. Jeżeli w 1:72, cóż - oba modele są bardzo słabiutkie, aż dziw bierze, że ktoś nie zrobi porządnej miniatury według dzisiejszych standardów (HB pominę milczeniem), to moim zdaniem jedna z najładniejszych współczesnych maszyn.
  14. MRP? Do aerografu - doskonałe. Kontrowersyjne bywają odcienie, ale komfort malowania jest nieporównywalny z niczym, czego wcześniej używałem. Tu kolor powoli się buduje, z pełną kontrolą plamki, cieni, minimalnym odkurzem, zero zapychania dyszy, zasychania. Niestety, dość smrodliwe. Malowałem kilka razy pomarańczową Hataką - jak dla mnie, nieco mniejszy komfort. Ciąg dalszy malunków, MRP Verde Oliva Scuro. Najpierw maskowanie: Potem malowanie Cieniowanie na górze wyszło już dużo mniej wyraźnie, zwłaszcza na zdjęciach, będzie trzeba trochę podkręcić i nakłamać rozjaśnieniami.
  15. Znalazłem godzinkę... Grigio Azzurro 1 od MRP.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.