Overclaiming, czyli nadmierne zgłoszenia zestrzeleń występował we wszystkich siłach powietrznych w czasie II wojny światowej. Zapewne niewielki procent pilotów świadomie i celowo zawyżał swoje sukcesy. Reszta robiła to nieświadomie bo np. pilot ostrzelał samolot wroga widział, że trafia, bo coś od niego odpadło a samolot przeszedł w nurkowanie. Pilot był przekonany, że trafił go skutecznie i tak, w dobrej wierze, go zgłosił. Nie miał czasu aby obserwować oczekiwany upadek swojej ofiary, bo mogło się to źle skończyć. Stanisław Skalski wspominał swój epizod z Bitwy o Anglię jak trafił Messera i obserwował jego upadek, aby zgłosić zestrzelenie. Za chwilę sam wisiał na spadochronie, bo padł ofiarą drugiego Messera, którego nie zauważył, bo patrzył nie tam gdzie trzeba. Takie były nieubłagane prawa walki powietrznej. Dopiero masowe wprowadzenie fotokaemów dało możliwości dokładniejszej (ale nie idealnej) weryfikacji zgłoszeń.
Polscy piloci w BoB wcale nie mieli wielkiego doświadczenia w ocenie skutków ostrzału swoich ofiar. Miesiąc we wrześniu 1939 i niektórzy jeszcze jeden miesiąc we Francji w 1940 r. W Polsce strzelali z dwóch lub czterech kaemów. W Anglii dostali ich aż osiem, więc mieli wrażenie, że muszą siać zniszczenie w szeregach wroga, co jak wiemy nie było do końca prawdą.
Poza tym istnieje taki bardziej ludzki czynnik nadmiernych zgłoszeń. Chcieli wierzyć, że ich wysiłek nie idzie na marne widząc jak kolega, z którym rano jedli śniadanie wieczorem już nie żył, bo spalił się w swoim Hurricanie.