Skocz do zawartości

mdkowal

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    12
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

3 Neutral

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Zbliżenie komina z uszkodzeniami po bitwie u ujścia La Platy wyjaśnia wszystko. Natomiast problem z katapultą nie dotyczy kształtu samej katapulty, ale tego, co pod nią, a więc podestu-skrzydła albo kratownicy, czy też innego rozwiązania.
  2. Ciekawe, czy te pionowe linie na kominie to tylko owe pionowe naciągi (od bloczków), czy także rzędy nitów. Zanim napiszę o kolejnym problemie, to parę słów wyjaśnienia. Jak wielu na tym forum, do ukochanego hobby wróciłem po wielu latach przerwy, a w czasie tej długiej przerwy nastąpiła rewolucja w chemii modelarskiej i w blaszkach, a także w technikach modelarskich. Jestem więc w zasadzie jakby początkujący. Problemem jest czas i, niestety, wzrok. Robię obecnie model Exetera i z uwagą śledzę tę relację, wiele się przy okazji ucząc. Od dawna podziwiam też dokonania uczestników tego forum. Do modelu dokupiłem blachy Eduarda, pokład drewniany Ship Yard Works, reje i części masztów dam chyba z Mastera. Z podanych wyżej względów nie odważyłem się dołączyć do projektu. Ani nie mam wystarczających umiejętności, ani zapewne nie zdołałbym ukończyć modelu na czas. Podstawowym problemem, na jaki obecnie natrafiłem, a który czeka też na Laskonogiego, jest kwestia katapult lotniczych na Exeterze. Po pierwszych twoich zdjęciach widzę, że zdecydowałeś się zaufać korektom Eduarda i już obciąłeś z nadbudówki śródokręcia takie ukośne skrzydła-pomosty, na których miały stać katapulty. Oczywiście, te niczym nie podparte skrzydła były absurdem, nie utrzymałyby ciężaru katapulty i samolotu. Eduard zaproponował w to miejsce wspornik w formie kratownicy, ale wydaje się to błędem. Kratownica w takiej formie utrudniałaby ruch na pokładzie (np. głowy rozbite o ten ukośny zastrzał) i chyba nawet uniemożliwiałaby otwarcie drzwi w nadbudówce (poniżej zdjęcie z instrukcji do blaszek Eduarda). Znane mi zdjęcia nie wyjaśniają jednoznacznie, jak wyglądała konstrukcja wspierająca katapultę. Wkrótce wstawię te zdjęcia.
  3. Być może te nitowane pasy są tylko w miejscu mocowania odciągów i bloczków pod okapem. Na powyższym zdjęciu, na przednim, większym kominie widać też coś, jakby węższy i chyba nie nitowany pas w środku, pomiędzy poziomami odciągów. W ogóle to poziome "linie" są dość wyraźnie widoczne. Ciekawe, czy taki efekt mogą dawać gęste rzędy wypukłych nitów? Na kolejnym zdjęciu (wycinek ze zbyt dużego, by zmieścił się cały okręt) te linie na kominie są dość dobrze widoczne z daleka.
  4. Chyba mam złą wiadomość. Wypukłe poziome linie na kominie były! Widać to wyraźnie na tym zdjęciu. Są to jakieś przynitowane pasy metalowe. Ze zdjęcia nie wynika, czy są tylko 3 takie pasy (jeden pod okapem, oraz 2 na poziomie zaczepienia odciągów), a pozostałe "linie" to rzeczywiście rzędy nitów, czy też pasy te są na każdym poziomie.
  5. Teraz powinien pójść za ciosem Watykan i zażądać opłaty od producenta żaglowca Santa Maria.
  6. Fakt zamieszczenia na modelu Airfixa logo Imperial War Museum, którego częścią jest HMS Belfast, chyba wyjaśnia sprawę. Pewnie Chińczycy nie chcieli płacić, więc dokonali zmian w formach i wycięli dziury w pudełku, choć trochę dziwnie to teraz wygląda.
  7. Ale ja tylko chciałbym wiedzieć, czemu mój model jest trochę dziwny? Skąd te zmiany i czy może jeszcze coś zmieniono, nie daj Boże, merytorycznie? A skoro pojawiło się podejrzenie o absurdalnych przyczynach owych zmian, to chyba jest normalne, że ktoś skomentuje taki idiotyzm. Bo przecież "HMS Belfast" to nie znak handlowy firmy, tylko nazwa okrętu. Nikt tu nie broni Chińczyków ani Japońców z Tamiya.
  8. Niewątpliwie chodzi o całe "HMS Belfast". W pokręconej logice prawników "HMS Belfast" to nieuprawnione nadużycie znaku firmowego (!) muzeum, ale samo "Belfast" to już nie jest znak firmowy. Teraz powinny się odezwać władze miasta Belfast... Myślałem właśnie o tym samym, co napisał Greif, ale próbowałem to zracjonalizować doszukując się jakiejś zemsty muzeum na firmie Trumpeter. Ale może to po prostu radosna działalność jakiegoś prawnika, jak w podanych przez Greifa przykładach Tamiya i Bronco. Najbardziej szokujące jest nie to, że ktoś może występować z tak absurdalnymi roszczeniami, bo są wszak różni wariaci, ale fakt, że prawnicy dużych firm uznali, iż taką idiotyczną sprawę skarżący może wygrać! Dlatego rezygnują z używania powszechnie znanych nazw. Paranoja.
  9. Przez chwilę też o tym myślałem, ale to niemożliwe. Byłby to absurd, choć to niczym nie świadczy, bo teraz też jest. Jednak na stronie Trumpetera jest po staremu dawna wersja z HMS, a poza tym właśnie wypuścili nowy model HMS Calcutta, więc z tym problemu nie mają. Zostaje przypuszcenie, że coś szwankuje na linii Trumpeter - muzeum. Zerknąłem na stronę muzeum, do sklepiku i w ofercie, oprócz kubków i koszulek, mają model Belfasta, ale starocia z Airfixa, a nie nowy produkt Trumpetera. Być może model powstawał w kooperacji z Muzeum, tzn. projektanci mogli na miejscu coś pomierzyć i obejrzeć, a potem nie wywiązali się z obietnic? Na razie nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. Może ktoś z forumowiczów coś słyszał? A tu zdjęcie "tabliczki znamionowej" z mojego modelu - jak widać, bez HMS.
  10. Tu fotka z Internetu (jedna z dwóch, jakie znalazłem). Link do sprzedawcy z Ebaya, ale po przejściu na stronę zdjęcia są "normalne". Tu widać okienko zamiast HMS i instrukcję z napisem bez HMS. Właśnie coś takiego mam.
  11. Szanowni forumowicze, w jednym ze sklepów internetowych kupiłem parę dni temu model krążownika Belfast 1942 r. (Trumpeter 05334, skala 1/350) i to, co przyszło pocztą, nieco zaskakuje. Niemal wszystko normalnie, tak jak można zobaczyć na fotografiach zawartości modelu w necie, ale jest jedno "ale...". W prawym górnym roku pudła, gdzie jest normalnie napis "HMS Belfast 1942" w miejscu "HMS" jest wycięte okienko, podklejone przezroczystą "szybką. Na krótszych bokach pudła analogicznie, ale tam otwory są zasłonięte od spodu przez skrzydełka pokrywy, więc szybki nie ma. Na długim boku pudła, gdzie jest krótka historia okrętu, wszystkie "HMS" ktoś zakolorował czarnym długopisem. Z początku myślałem, że to jakiś nadmiernie ideowy antymonarchista zamalował HMS-y, ale w środku było jeszcze ciekawej. W typowej trumpkowej instrukcji jest tytuł: Belfast 1942 (bez HMS), podobnie z podpisem na arkuszu kalkomanii. Co ciekawe, HMS zostało usunięte także na ramkach form wtryskowych, na odwrotnych stronach dużych części (nadbudówki), a nawet na tabliczce od podstawki! Na tej tabliczce jest napis "Belfast 1942" (bez HMS), ale jest on ładnie wycentrowany, bez dziury po usuniętym HMS. Tak więc to producent musiał zaingerować w formy wtryskowe. HMS ocalało tylko na blaszce fototrawionej. O co tu chodzi? Nie jest to garażowa podróbka Trumpetera, bo kto z podrabiających uwidaczniałby różnice w stosunku do oryginału? Odrzucając racjonalne podejrzenie, że to np. specjalne zamówienie dla IRA, zastanawiam się, czy to aby nie jest wpływ muzeum okrętu HMS Belfast? Czyżby zastrzegli sobie nazwę HMS Belfast jako trademark, więc Trumpeter usunął HMS, żeby się zabezpieczyć. Pamiętam, że coś podobnego było z Arma Hobby i ich modelem Wildcata. Podobno musieli dostać licencję Grummana na zamieszczenie nazwy samolotu na pudełku, bo ten zastrzegł sobie ochronę nazwy samolotu z IIWW. Ale czy można objąć ochroną prawną nazwę okrętu? To jakaś paranoja, ale nie mam innego pomysłu. Czy ktoś wie może, o co w tym wszystkim chodzi? Czy ktoś widział takie "dziurawe" pudełka? Google pokazują wprawdzie, ale bardzo nieliczne zdjęcia z czymś takim.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.