Czekam na własną pracownię.
Nie ma co się rozpisywać na temat Czapli, Łosi i Karasi. Każdy modelarz-senior zna to z własnego doświadczenia. Zaskakujące jest, jak bardzo podobne do siebie są te modelarskie początki. U mnie zaczęło się od konkursu w podstawówce "Wojsko w oczach dziecka". Narysowałem WOP-istę na warcie ze Śnieżką w tle i dostałem w nagrodę Tu-134 VEB Plasticard. Później kleiłem inne wielkoludy tej firmy, wliczając Tu-22 i Be-6. Jak na PRL-owskie mieszkanie, bez własnego pokoju, z miejscem przy stole dzierżawionym na czas majsterkowania. Z czasem doszły produkty KP, w tym słynny Aero C3A, który jednak się nie zachował. To, co przetrwało, można zobaczyć w moim portfolio: Wachmistrz - modele stare i nowe
Miałem też epizod z pancerką, tzn. mój Tato miał - kupił mi T34 Tamiya w skali 1:24, który sam skleił. Później przez lata czołg był główną siłą w prowadzonych przeze mnie natarciach armii żołnierzyków z kiosku (ktoś pamięta?), włączając ugrupowania rycerzy, Indian i kowbojów. Jakoś tak pod koniec podstawówki sam zaprojektowałem i wyciąłem z kartonu kilka pojazdów, które pomalowałem potem plakatówkami. Były to czołgi Panther i Cromwell oraz coś w rodzaju halftracka (Sd. Kfz.251?) z niemieckimi krzyżami. Te siatki opracowałem na podstawie zdjęć w posiadanych książkach.
Kiedy doczekałem się własnego pokoju, w składziku miałem już kilka Matchboxów czekających na sklejenie przy własnym biurku. Na studiach rzuciłem modelarstwo w jasną cholerę - rozumiałem, że nie mogłem wziąć tych modeli ze sobą, a na własne mieszkanie musiałem dopiero zarobić. Okazało się to trudniejsze, niż myślałem - dość powiedzieć, że w życiu przeprowadzałem się więcej niż 25 razy - od Polski przez Niemcy, Egipt aż po dwa kilkuletnie pobyty w Turcji, gdzie wznowiłem hobby w wersji szmatopłaty 1:48. Większość ze zrobionych tam modeli udało mi się bezpiecznie przetransportować do Polski. Przeprowadzek nie przeżyły: Fokker Dr. I, PZL P.24, Bf-109D, Spitfire IDF, a ostatnio SE.5A.
Teraz wróciłem na dobre do Polski. W ostatnich tygodniach przeniosłem się z Wrocławia do Warszawy. Mam nadzieję, że niedługo doczekam się w końcu własnej, stałej pracowni, gdzie rozpakuję wszystkie klamoty. Obecnie jest w budowie, razem z "własnym kawałkiem podłogi". Muszę tylko jeszcze znaleźć pracę, żeby móc z tego wszystkiego spokojnie korzystać.
-
1

0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia