Skocz do zawartości

Co sklejać?


Prowadzony przeze mnie jakiś czas temu warsztat P-47 w projekcie grupowym „Sklejamy tanią Hasegawę” przypomniał mi, dlaczego powracając do modelarstwa jakieś 15 lat temu wybrałem szmatopłaty w skali 1:48.

  • Otóż po pierwsze, w tej dziedzinie panuje większy luz, wynikający choćby z faktu, że trudno jest ustalić bezsprzeczne fakty dotyczące detali konstrukcji czy malowania.
  • A po drugie – uznałem wtedy, że początki lotnictwa  jest to okres bardziej nobliwy i właściwy dla „pana modelarza” z ilomaś krzyżykami na karku.

Po latach uważam, że błędnie przypisuje się tym konstrukcjom jakieś modelarskie wtajemniczenie wyższego stopnia. Jeśli przyjrzymy się dokładnie – większość rozterek komentariatu i tak dotyczy naciągów. Co prawda – w moim przypadku bardziej od naciągów denerwowały mnie długie horyzonty czasowe tych projektów – bywało, że ponad rok. Jest to oczywiście konsekwencja przyjęcia przeze mnie filozofii, że wszystkie sprawy życiowe mają pierwszeństwo przed modelarstwem. A że życie mam intensywne…

 

Z górą dekada zajmowania się lotnictwem „płaszcza i szpady” nie zabiła jednak we mnie młodzieńczych fascynacji maszynami drugowojennymi i to w większej skali, bo 1:72. I choć nadal posiadam w schowku kilkanaście niezłożonych dwupłatów, to od jakiegoś czasu tworzę już – na razie wirtualną – kolekcję jednopłatów z chowanym podwoziem o mocniejszej konstrukcji - przeważnie amerykańskich. Trzy już mam zrobione (dwa P-47D i jeden P-51C). Chciałbym zrobić też paru Japończyków. Pierwszy kandydat – B5N2 typ 97 czyli „Kate” – jest już nawet zaczęty. Przy sposobniejszej chwili otworzę z nim kolejny warsztat w moim ulubionym wątku o taniej Hasegawie, zanim Airfix wznowi swojego. Co prowadzi nas do pytania – czy opłaca się sklejać stare zestawy?

 

Edytowane przez Wachmistrz

2 komentarze


Rekomendowane komentarze

Wachmistrz

Napisano (edytowane)

Weźmy proste założenie: jeśli cena modelu starszego + dodatki jest mniejsza od ceny zestawu najnowszego, to czy z tego starszego zestawu można uzyskać efekt porównywalny z nowym. Przykład: KI-43 Hayabusa:

  1. stara Hasegawa - model - 35 pln + dedykowana blaszka PART - 35 pln - razem 70 pln (ceny zaokrąglone).
  2. Special Hobby - model  od 50 do 75 pln
  3. AML - model + części żywiczne - 75 pln
  4. nowa Arma Hobby - cena 90 pln.

Zakładamy, że modelarz ma już potrzebne farby, kleje, narzędzia. 

Pytanie badawcze - czy wybierając wariant pierwszy do trzeciego i oszczędzając pomiędzy 40 a 15 pln, możemy uzyskać porównywalny model z Armą za 90 pln?

Porównanie może dotyczyć atrakcyjności wizualnej uzyskanego modelu. W przypadku Army czytałem, że jest to pierwszy model z poprawnym kształtem osłony silnika. nie wiem, gdzie wcześniej był błąd, i czy jest on zauważalny gołym okiem. 

 

Podobne kalkulacje można przeprowadzić z Ki-84 lub Mustangiem, trudniej byłoby z Avengerem (tutaj suma najtańszego modelu Academy + dodatki, albo ex Hasegawy z H2000 + dodatki przewyższa cenę najnowszego Hobbybossa), czy Dauntlessem (H2000 + dodatki vs. Flyhawk). 

 

Oczywiście sprawę zaburzają nieco elementy niemierzalne, jak umiejętności modelarza, frajda z ogarnięcia blaszek PARTa, czy okiełznanie dywanowego potwora 😁

 

Acha, rozważania dotyczą skali 1:72

Edytowane przez Wachmistrz
Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.