Jump to content

Wachmistrz

Members
  • Content Count

    332
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

20 Excellent

Personal Information

  • Location
    Wrocław
  • Interests
    samoloty I wojny światowej, lotnictwo polskie 1918+-21

Recent Profile Visitors

457 profile views
  1. Jak zwykle świetna robota. 👍 Przyczepiłbym się do tego kanarkowego koloru spodu, ale może to tylko efekt obróbki cyfrowej zdjęć, bo na pierwszej fotce jest ładnie przygaszony (chociaż tam kolory są ostro zdjęte, co widać po szachownicach). Godło Szkoły Obserwatorów Gaspatch daje, czy to kalka na zamówienie?
  2. Mam nieodparte wrażenie, że targetem tych filmików (i Eduarda w ogóle) są panowie, którzy zaczynali przygodę z modelarstwem kilkadziesiąt lat temu 😊
  3. Świetny, ale czy nie powinien mieć szachownic również na spodnich powierzchniach płatów?
  4. Warto pamiętać, że Pe Jedenastki w momencie rozpoczęcia wojny miały już za sobą od 3 do 5 lat służby. Nie były to nowe samoloty. Intensywność tych przetarć na modelu to kwestia gustu i warsztatu, natomiast model - moim skromnym zdaniem - świetnie zwraca na ten fakt uwagę.
  5. A to było moje pierwsze zetknięcie z VEB Plasticard oraz mój "model ZERO", od którego zaczęło się zainteresowanie sklejactwem. W szkole podstawowej (początek lat 80-tych) wziąłem udział w konkursie plastycznym "wojsko w oczach dziecka". Inni rysowali sceny z poligonów, a ja narysowałem WOP-istę na tle Śnieżki i zdobyłem taką nagrodę
  6. Jedyny zachodni model, jaki miałem przez długie lata, aż do pojawienia się Machtboxów. Musiałem mieć chyba z 5-6 lat, była połowa lat 70-tych, kiedy Ojciec zakupił to cudo. Nigdy nie dowiedziałem się, ile to mogło wówczas kosztować. Nie pamiętam nawet momentu klejenia ani przekazania mi w użytkowanie. Aktywnie się nim bawiłem (był wyposażony w silniczek elektryczny), a pudełko służyło jako koszary dla plastikowych żołnierzyków. I model i pudełko przetrwały jakieś 10 lat.
  7. 476 jaczków może tak... Tylko, że wówczas cena giełdowa modelu Revella albo Matchboxa to było jakieś 1000-1500 zł. Wówczas relacja będzie inna - za średnią krajową można było kupić całe 13 modeli! I to jest kwintesencja PRL. Pamiętam, że w Skrzydlatej Polsce ogłaszał się jakiś gość z Wołomina, czy Pruszkowa ze sprzedażą modeli. Napisałem do niego - naiwne chłopie - po czym otrzymałem "katalog" - stronę maszynopisu z tymi cenami. Jakbym dobrze poszukał, to może bym gdzieś znalazł w starych szpargałach. Pamiętam, że ojciec sfinansował mi wtedy zakup 1 (jednej) puszki humbrola za 450 zł. To było w 1983 r., ale przez 2 lata aż tak bardzo się nie zmieniło. Kiedy w CSH pojawiły się Matchboxy po 700 i 850 zł, było to niewielkie przełamanie monopolu giełdziarzy. Wówczas po raz pierwszy kupiłem coś zachodniego: Spita, Hurriego, Mustanga i Mosquito. Wydałem całą kasę, którą odkładałem na rower. Modele ukrywałem chyba przez rok, aż mama je odkryła i przestała dorzucać kasę "na rower" do skarbonki.
  8. Czyli do kabinki dorobiłeś sobie samolot. 😎 Podoba mi się ten Twój modelarski brut-art 👍 Konsekwentnie stosowany - broni się.
  9. Żyłka wędkarska też jest termokurczliwa. Wystarczy zbliżyć do sflaczałej antenki rozgrzany nad świeczką drucik i napięcie (przy pierwszych próbach również nerwowe) gotowe. Metoda sprawdzona w naciągach do szmatopłatów.
  10. Ale fany wątek! Wykluł się tu wspominkowy klub Starszych Panów . To ja dorzucę moje wspomnienia. Na pierwszy ogień Ił-2 z radzieckiego Krugozora w skali 1/50: Pomalowałem go plakatówkami, efekt był bardzo podobny do tego na obrazku Na pudełku była informacja, że robią jeszcze Mi-2, ale nigdy na niego nie trafiłem. Drugie to Tu-22 z Plasticart, prawdziwy olbrzym. Dawał radę bez malowania, wypraski były z ciemno-srebrnego plastiku: Był też oczywiście Be-6, któremu ręcznie domalowałem amerykańskie gwiazdy. Efekt - powiedzmy - nie porażał Pamiętam też, że zainspirowany jakimś programem w TV, skleiłem kilka czołgów z kartonu, tzn. sam rozrysowałem sobie siatki na arkuszu brystolu, wyciąłem, skleiłem i pomalowałem plakatówkami, na końcu poszedł werniks jakimś lakierem bezbarwnym. W ten sposób wykonałem Cromwella, Panterę i Jagdpanterę. Wszystko oczywiście "na oko", bez żadnych planów. Miałem może z 12 lat, był początek lat 80-tych i "wind of change" nie zaczął jeszcze wiać....
  11. Poczytaj tutaj o Spadzie VII. Jest i o Twoich 15.2 i 15.3. Ale nt. malowań niewiele to wyjaśnia... http://bequickorbedead.com/article_detail/french-fighters-spad-vii/ Kalki do Spada VII w 1/72 i 1/48 robiło KAGERO. Jest tam malowanie do Spada "nr 1" wyremontowanego w CWL, na ktorym w 1919 rozbił się M. Garstka (sylwetka c w obrazku Jasona83), a także do Spada L. Rayskiego (z półksiężycem). Jak oglądam zdjęcia tych samolotów w polskich barwach, to nasuwa mi się przypuszczenie, że pozostawały one w 5-barwnym francuskim kamuflażu, o ile nie przechodziły remontu w CWL.
  12. Trzeba by sprawdzić u Morgały, jak to było z tymi SPADami. Informacji o kamuflażu jednak tam nie będzie (chyba, że są zdjęcia), a tylko potwierdzenia tej numeracji.
  13. Przy pierwszym, drugim, trzecim i ..... modelu chyba najlepiej skupić się na starannym sklejeniu i pomalowaniu. Na pokazanym modelu widać bardzo grubą warstwę farby. Lepiej jest malować kilka razy bardzo cienką powłoką i używając dobrych farb do pędzla (emalie Tamiya albo akryle Vallejo Model Color, pewnie są też inne godne polecenia). Nie zniechęcaj się, tylko zrób następny.
  14. Więźniowie niechcianej chwały. To nie jest śmieszny filmik....
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.