Skocz do zawartości

Wachmistrz

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    617
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    5

Ostatnia wygrana Wachmistrz w dniu 15 Listopada 2024

Użytkownicy przyznają Wachmistrz punkty reputacji!

Reputacja

373 Excellent

O Wachmistrz

  • Urodziny 3 Listopada

Informacje

  • Skąd
    Warszawa
  • Zainteresowania
    modele stare i nowe

Ostatnie wizyty

2 067 wyświetleń profilu
  1. Dorzucam zdjęcia niektórych modeli. Super impreza. Dla mnie pierwsza okazja do spotkania kolegów po hobby. Pewnie nawet przywitałem się z kolegą @Woit, ale nie wymieniliśmy forumowych ksywek
  2. Może jednak dojadę dziś do Sulejówka. Bardzo chciałbym poznać Kolegów i zobaczyć otwarcie wystawy.
  3. To dobrze czy źle?
  4. Fajny kanał. Modele vintage są obecnie trochę w defensywie wobec super dokładnych nowości.
  5. Prowadzony przeze mnie jakiś czas temu warsztat P-47 w projekcie grupowym „Sklejamy tanią Hasegawę” przypomniał mi, dlaczego powracając do modelarstwa jakieś 15 lat temu wybrałem szmatopłaty w skali 1:48. Otóż po pierwsze, w tej dziedzinie panuje większy luz, wynikający choćby z faktu, że trudno jest ustalić bezsprzeczne fakty dotyczące detali konstrukcji czy malowania. A po drugie – uznałem wtedy, że początki lotnictwa jest to okres bardziej nobliwy i właściwy dla „pana modelarza” z ilomaś krzyżykami na karku. Po latach uważam, że błędnie przypisuje się tym konstrukcjom jakieś modelarskie wtajemniczenie wyższego stopnia. Jeśli przyjrzymy się dokładnie – większość rozterek komentariatu i tak dotyczy naciągów. Co prawda – w moim przypadku bardziej od naciągów denerwowały mnie długie horyzonty czasowe tych projektów – bywało, że ponad rok. Jest to oczywiście konsekwencja przyjęcia przeze mnie filozofii, że wszystkie sprawy życiowe mają pierwszeństwo przed modelarstwem. A że życie mam intensywne… Z górą dekada zajmowania się lotnictwem „płaszcza i szpady” nie zabiła jednak we mnie młodzieńczych fascynacji maszynami drugowojennymi i to w większej skali, bo 1:72. I choć nadal posiadam w schowku kilkanaście niezłożonych dwupłatów, to od jakiegoś czasu tworzę już – na razie wirtualną – kolekcję jednopłatów z chowanym podwoziem o mocniejszej konstrukcji - przeważnie amerykańskich. Trzy już mam zrobione (dwa P-47D i jeden P-51C). Chciałbym zrobić też paru Japończyków. Pierwszy kandydat – B5N2 typ 97 czyli „Kate” – jest już nawet zaczęty. Przy sposobniejszej chwili otworzę z nim kolejny warsztat w moim ulubionym wątku o taniej Hasegawie, zanim Airfix wznowi swojego. Co prowadzi nas do pytania – czy opłaca się sklejać stare zestawy?
  6. Weźmy proste założenie: jeśli cena modelu starszego + dodatki jest mniejsza od ceny zestawu najnowszego, to czy z tego starszego zestawu można uzyskać efekt porównywalny z nowym. Przykład: KI-43 Hayabusa: stara Hasegawa - model - 35 pln + dedykowana blaszka PART - 35 pln - razem 70 pln (ceny zaokrąglone). Special Hobby - model od 50 do 75 pln AML - model + części żywiczne - 75 pln nowa Arma Hobby - cena 90 pln. Zakładamy, że modelarz ma już potrzebne farby, kleje, narzędzia. Pytanie badawcze - czy wybierając wariant pierwszy do trzeciego i oszczędzając pomiędzy 40 a 15 pln, możemy uzyskać porównywalny model z Armą za 90 pln? Porównanie może dotyczyć atrakcyjności wizualnej uzyskanego modelu. W przypadku Army czytałem, że jest to pierwszy model z poprawnym kształtem osłony silnika. nie wiem, gdzie wcześniej był błąd, i czy jest on zauważalny gołym okiem. Podobne kalkulacje można przeprowadzić z Ki-84 lub Mustangiem, trudniej byłoby z Avengerem (tutaj suma najtańszego modelu Academy + dodatki, albo ex Hasegawy z H2000 + dodatki przewyższa cenę najnowszego Hobbybossa), czy Dauntlessem (H2000 + dodatki vs. Flyhawk). Oczywiście sprawę zaburzają nieco elementy niemierzalne, jak umiejętności modelarza, frajda z ogarnięcia blaszek PARTa, czy okiełznanie dywanowego potwora Acha, rozważania dotyczą skali 1:72
  7. Po pierwszej przeprowadzce. Z braku laku zacząłem prowadzić bloga:
  8. Nie ma co się rozpisywać na temat Czapli, Łosi i Karasi. Każdy modelarz-senior zna to z własnego doświadczenia. Zaskakujące jest, jak bardzo podobne do siebie są te modelarskie początki. U mnie zaczęło się od konkursu w podstawówce "Wojsko w oczach dziecka". Narysowałem WOP-istę na warcie ze Śnieżką w tle i dostałem w nagrodę Tu-134 VEB Plasticard. Później kleiłem inne wielkoludy tej firmy, wliczając Tu-22 i Be-6. Jak na PRL-owskie mieszkanie, bez własnego pokoju, z miejscem przy stole dzierżawionym na czas majsterkowania. Z czasem doszły produkty KP, w tym słynny Aero C3A, który jednak się nie zachował. To, co przetrwało, można zobaczyć w moim portfolio: Wachmistrz - modele stare i nowe Miałem też epizod z pancerką, tzn. mój Tato miał - kupił mi T34 Tamiya w skali 1:24, który sam skleił. Później przez lata czołg był główną siłą w prowadzonych przeze mnie natarciach armii żołnierzyków z kiosku (ktoś pamięta?), włączając ugrupowania rycerzy, Indian i kowbojów. Jakoś tak pod koniec podstawówki sam zaprojektowałem i wyciąłem z kartonu kilka pojazdów, które pomalowałem potem plakatówkami. Były to czołgi Panther i Cromwell oraz coś w rodzaju halftracka (Sd. Kfz.251?) z niemieckimi krzyżami. Te siatki opracowałem na podstawie zdjęć w posiadanych książkach. Kiedy doczekałem się własnego pokoju, w składziku miałem już kilka Matchboxów czekających na sklejenie przy własnym biurku. Na studiach rzuciłem modelarstwo w jasną cholerę - rozumiałem, że nie mogłem wziąć tych modeli ze sobą, a na własne mieszkanie musiałem dopiero zarobić. Okazało się to trudniejsze, niż myślałem - dość powiedzieć, że w życiu przeprowadzałem się więcej niż 25 razy - od Polski przez Niemcy, Egipt aż po dwa kilkuletnie pobyty w Turcji, gdzie wznowiłem hobby w wersji szmatopłaty 1:48. Większość ze zrobionych tam modeli udało mi się bezpiecznie przetransportować do Polski. Przeprowadzek nie przeżyły: Fokker Dr. I, PZL P.24, Bf-109D, Spitfire IDF, a ostatnio SE.5A. Teraz wróciłem na dobre do Polski. W ostatnich tygodniach przeniosłem się z Wrocławia do Warszawy. Mam nadzieję, że niedługo doczekam się w końcu własnej, stałej pracowni, gdzie rozpakuję wszystkie klamoty. Obecnie jest w budowie, razem z "własnym kawałkiem podłogi". Muszę tylko jeszcze znaleźć pracę, żeby móc z tego wszystkiego spokojnie korzystać.
  9. Bardzo pouczający warsztat. Teraz z części pozostałych ze wszystkich trzech zestawów mógłbyś złożyć kolejnego P-47 jako ekspozycję nieprawidłowości
  10. Przeglądałem oba warsztaty, choć się nie wypowiadałem. Zarówno tamte wątki jak i galerię opisuje jedno słowo: profesjonalizm, którego większość forumowiczów nigdy nie dotknie ze względu na czysto amatorski i dorywczy charakter ich modelarskiej aktywności. Profesjonalne fotografie, profesjonalnie zbudowana komunikacja ze sponsorem (Lukgraph?) i klientami na forum oraz utrzymanie nawiązanych relacji w czasie. Profesjonalne materiały modelarskie, profesjonalne techniki, profesjonalne lokowanie produktu. Zapewne powstanie z tego książka, którą będziemy mogli niedługo nabyć. Szczerze Ci gratuluję i zazdroszczę połączenia osobistej pasji modelarskiej i fotograficznej z aktywnością zawodową.
  11. Musisz mieć bardzo długą półkę na modele… Szanuję.
  12. To może we Wrocławiu ktoś chętny się znajdzie na Bayraktar’a lub stary kalendarz lotniczy? Możliwość darmowego odbioru osobistego do środy. Obie rzeczy pozostały poza kartonami i nie będzie dla nich miejsca w przeprowadzce. Forma kontaktu albo w komentarzu albo PW.
  13. Uwaga okazja! Kto pierwszy dzisiaj w komentarzu zadeklaruje odbiór osobisty w Jeleniej Górze w dniu jutrzejszym (sobota 27 czerwca), otrzyma ode mnie model Bayraktar’a i kalendarz z bułgarskimi Karasiami za darmo.
  14. To chyba jedyny model tej wersji i w tej skali na rynku… Ja na pewno się skuszę, tylko najpierw muszę zbudować sobie pracownię
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.