Jump to content

MikeP

Members
  • Content Count

    304
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral

Personal Information

  • Location
    Łódź
  1. Niesamowity model. Szczegółowość w tym rozmiarze jest wprost nie do uwierzenia, a malowanie skrzydła też superrealistyczne. Szczere gratulacje.
  2. Dziękuję bardzo za przychylne komentarze. Mikołaju, wysokościowego co prawda nie miałem w planach, ale chodził mi intensywnie po głowie amerykański PR XI w PRU Blue. Powstrzymuje mnie tylko brak Twoich umiejętności dorabiacza-detalisty i niemanie stosownych oznaczeń.
  3. Dzięki, Obicia to wydrapywanie wykałaczką do wcześniej nałożonego podkłady z metalizera.
  4. Przedstawiam zaległą galerię Corsaira skończonego już jakiś czas temu i prezentowanego na innym forum. Model przedstawia samalot Lt. Dorisa "Chico" Fremana ze sławnego dywizjonu "Jolly Rogers". Włąsne modyfikacje to dorobienie górnych klapek chłodzących na obwodzie osłony silnika (charakterystyczne dla pierwszej serii F4U-1A dla Navy), wychylenie powierzchni sterowych i dorobienie paru drobiazgów (napędy trymerów, przewody hamulcowe), imitacja odkształceń powierzchni w tylnej części kadłuba.
  5. Przedstawiam moją interpretację australijskiego Spitfirea Mk. VIII z 79 sqn. RAAF, latającego wiosną 1945 r. nad Indonezją. Model to lekko zmodyfikowany zestaw Revell/Hasegawa z kalkami Barracuda. Zaznaczyłem panele zbiorników paliwa w skrzydłach, dodałem lampy identyfikacyjne na dolnych powierzcniach, dorobiłem przewody hamulcowe, wychyliłem lotki i stery, spiłowałem niepotrzebne owiewki i dodałem parę wzierników odpowiednich dla mk. VIII. Malowany pactrami, brudzony olejami i akrylami dla plastyków. Zapraszam do komentowania.
  6. Poszukuję zdjęć skrzydła Hellcata, od dołu z wypuszczonymi lub zdemontowanymi klapami do lądowania. Nie wiem jak wyglądało miejsce zbiegu komory podwozia, krawędzi obu części składanego skrzydła i klap). Przejrzałem co mam i nie mogę znaleźć takiego ujęcia. Widziałem tylko model Luisa Changa na hyperscale'u i zaledwie jedną fotkę rozbitego Hellcata na plecach, na której coś widać, ale wolałbym zaufać pewniejszej dokumentacji. Będę wdzięczny za przesłanie skanu lub wskazanie źródła.
  7. Nie, nie jest źle na początek przygody. Fajnie, że dorobiłeś antenę i naciągi przy statecznikach. Brudzenie trochę jeszcze nie udane, ale następnym razem pewnie będzie lepiej. Powodem braku komentarzy jest pewnie niszowość tematu. Wielu taki model kiedyś skleiło, ale niewielu (wliczając w to także mnie) wie jak powinien wyglądać. Powodzenia
  8. Tak, ale...dobrze jest, jeśli ta bajka ma jakieś umocowanie w rzeczywistości. Odpowiedziałem na Twojego posta, bo po pierwsze padło nieszczęśliwe sformułowanie/cytat o błocie, lub jego braku na pokładzie lotniskowca i o tym, że zaolejone komory silnika, czy uzbrojenia w czymś miałyby pomagać. To zabrzmiało dla mnie fałszywie. Odnoszę się do konkretnych stwierdzeń, nie do ogólnych poglądów, czy wierzeń. Może faktycznie niezrozumiale się wyraziłem. Chodziło mi o to,że: 1. Fałszywe jest stwierdzenie (z którym w tej czy podobnej formie się zetknąłem), że samolot na lotniskowcu nie ma prawa być bardzo brudny, poparte jedynie tym argumentem, że nie ma się czym ubrudzić bo na morzu nie ma błota i kurzu. Moim zdaniem samolot na morzu może być uświniony na maxa, chociaż substancjami świniącymi rzeczywiście nie może być błoto i kurz. To, że mój jest uświniony w ten sposób jest wypadkową moich skromnych umiejętności wykonawczych w zakresie tzw. weatheringu i - być może błędnej -analizy fotografii przedstawiającej (niestety nie w całości) ten właśnie samolot F6F-3 Hellcat, nr 24, wykonanej w sierpniu 1943 r. na pokładzie lotniskowca CVL-22 USS Independence. Zgadzam się, że "bajka" modelarska powinna mieć oparcie w rzeczywistości i od jakiegoś czasu staram się żeby moja miała, zadając sobie trud odnalezienia fotografii obiektu, którego model wykonuję lub wybierając malowanie modelu na podstawie zdjęcia, które mi się podoba. Nie bardzo widzę natomiast miejsce, przynajmniej w mojej bajce na wybór czy wykonuję samolot ze śladami eksploatacji czy bez nich w zależności od upodobań. Np. czysty Corsair w barwach VF-17 z granatowymi obwódkami znaków i okopceniami od km-ów z scoreboardem na kilka zestrzeleń zupełnie się w mojej bajce nie mieści, bo taki samolot po prostu nigdy nie istniał. Gdyby był brudny (najlepiej oczywiście ubrudzony na podstawie zdjęcia) ma szansę spodobać mi się. 2. Jeśli chodzi o to, że usmarowanie samolotu w czymś pomagało, także wyraziłem się nieprecyzyjnie. Oczywiście nikt go specjalnie smarem nie pokrywał, ale niezamierzonym efektem było powstanie kolejnej warstwy izolującej płatowiec od niekorzystnych warunków środowiska i to akurat w miejscach najbardziej poobijanych. Stwierdzenie,że w czymś pomagało faktycznie było nieuzasadnione, ale skoro nie szkodziło to mycie tego syfu nie było priorytetem.
  9. Wolałby nie wypływać na mętne wody odwiecznej dyskusji co komu w modelarstwie wolno. Dlatego napiszę tylko, że zgadzam się prawie we wszystkim, a mam wrażenie, że w kwestii bazowania na dokumentacji przy odtwarzaniu śladów eksploatacji przekonujesz przekonanego. Każdy ma w tym hobby jakąś swoją bajkę i akurat w mojej nie jest kwestią wyboru czy robię modele brudne czy czyste, a jedynie to czy wybieram jako obiekt do odwzorowania samolot brudny czy czysty. Ja najczęściej wybieram brudne, bo takie mi się podobają.
  10. Jasne, że skrajnie niekorzystne warunki miały wpływ na powierzchnie, tyle że na modelu raczej starałbym się to oddać w postaci przebarwień - rozjaśnień, niż w postaci ogólnej białej mgiełki. Z brudzeniem morskich samolotów wiąże się duże nieporozumienie: parę razy zdarzyło mi się przeczytać na forach, że powinny być czyste bo się nie błociły. Nieprawda - zdjęcia i logika temu przeczą. Przecież na okręcie Task Force w misji bojowej tysiące mil od przyjaznego lądu słodka woda (nie wspominając o benzynie) jest cenna i służy do picia, a nie do mycia samolotów (które producent starał się zabezpieczyć przeciw warunkom stosując odpowiednie powłoki). Mycie wodą z oceanu byłoby raczej niekorzystne) Także tak na chłopski rozum, to że się taki Hellcat uwalał smarem w rejonie komór uzbrojenia czy silnika w czasie czynności obsługowych nie specjalnie mu szkodziło, a wręcz trochę pomagało. Syf na morskim samolocie w służbie od kilku miesięcy (to jest długo dla takiego F6F) jest rzeczą jak najbardziej normalną.
  11. Jeszcze jeden drobiazg. W moim wątku zastanawiałeś się: Nie jestem pewien czy dotyczyło to tego SBD, ale jeśli tak, to powinieneś pamiętać, że malowanie pochodzi chyba z okresu gdy VSMB-132 stacjonował w Marine Corps Base Quantico w Virginni (USA), a i potem na wojnę poleciał na Guadalcanal i nie operował z lotniskowców. Także w tym przypadku bardziej jednak chyba błoto i kurz niż sól z morskiej bryzy.Pozdrawiam
  12. A widziałeś fotografię prawdziwego? Pytam bo efektów na nim starczyłoby na parę maszyn (chociaż jak dla mnie są trudne do interpretacji), ale niestety nie bardzo przypominają te obicia. Zawsze najlepiej najpierw trochę pogooglać. Warsztat ciekawy, precyzyjna robota, tylko trochę żal, że pirdoły w silniku pomalowane po zegarmistrzowsku, a płatowiec dosyć schematycznie. Powodzenia życzę.
  13. Dzięki za wszystkie miłe opinie.
  14. Ale zwróć uwagę, że i tak nie odważyłem się pójść tak daleko jak widać na oryginale... Dzięki
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.