Jump to content

grzesioj

Members
  • Content Count

    661
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by grzesioj

  1. Hmm... po dokładnym przejrzeniu oferty pewnego sklepu internetowego, zacząłem żałować, że kupiłem ten właśnie model a nie Hasegawę np. z wozem amunicyjnym, ale jeśli jest tak, jak mówisz, to przestaję żałować... pozdrawiam
  2. A takie cóś: Wygląda ciekawie i zachęcająco, ale po zajrzeniu do pudełka entuzjazm troszkę opada. Ale to już inny temat . pozdrawiam
  3. Postanowiłem pójść za ciosem i nudzić Was dalej swoimi dokonaniami . Jak w tytule - Morser Karl-Geraet 041 Hobby Boss w skali 1:72. Kupiłem go, zachęcony pochlebną recenzją zestawu w pewnym pismie modelarskim, nie wiem, czy mogę napisać, w jakim (reklama?). Model wykonywany z podobnymi założeniami, jak wszystkie poprzednio przedstawione. Zatem: maksimum satysfakcji i frajdy przy budowie a następnie przy zabawie gotowym dziełem. Niuanse techniczne i historyczne - PRECZ!!!. Pomimo dużej ilości ramek w pudełku, a na nich mnogości elementów, model nie jest szczególnie trudny, choć dosyć pracochłonny. Budowałem go dobre trzy tygodnie . Model wyposażony jest (niestety ) w gumowe, czarne gąsienice, choć tym razem nie sprawiały mi one jakiegoś szczególnego kłopotu - nie są ani za długie, ani za krótkie - w sam raz. Jedynie, do czego można się przyczepić, to miejsce ich łączenia - nie za bardzo jest go jak ukryć, bo gruby, gumowy "klocek" łączący nie mieści się pomiędzy kołami jezdnymi, a tam jest jedyne, możliwe miejsce na skrycie go. Zestaw zawiera dodatkowo cztery małe sprężynki oraz metalową prowadnicę. To wszystko po to, aby lufa moździerza była ruchoma. Niestety, z powodu małych niedopasowań elementów w obrębie nadbudówki (oraz braku moich chęci aby to jakoś zmienić) nie jest. Ogólnie rzecz biorąc model nie jest idealnie spasowany, ale ujdzie. Najbardziej chyba denerwującym przejawem tego niedopasowania (oprócz tego, wspomnianego wyżej) jest połączenie koło napędzające - gąsienica. Co drugi ząb tego pierwszego pasuje do co trzeciego otworu tej drugiej, co powoduje konieczność drobnej "chirurgii plastycznej" - wycięcia co drugiego zęba na części obwodu kół napędowych. Dodatkową bolączką modelu są wszechobecne ślady po wypychaczach - gdzie tylko można sobie wyobrazić, że mogą być, są, dodatkowo, w niewiarygodnych ilościach - na pewnym, dużym elemencie było ich 31, z czego bodajże 22 musiałem usunąć. Reasumując - model efektowny i godny polecenia. Model wykonany prosto z pudełka (wymieniłem tylko siatkę zasłaniającą wentylator na coś, co ją rzeczywiście przypomina), zgodnie z tradycją malowany w całości pędzlem przy pomocy farb Humbrol i brudzony pastelami oraz brązowym akrylem Pactry. W trakcie tych ostatnich czynności (brudzenie) nie byłem pewien, jak bardzo model ma być ubrudzony - na pewno nie walczył (o ile można w ogóle powiedzieć, że walczył - pierwowzór modelu po prostu stał i ostrzeliwał prawie bezbronną Warszawę w czasie powstania) w tak ekstremalnych warunkach jak czołgi, zatem - brudu i rdzy oszczędnie. Model w przeważającej części klejony klejem cyjanoakrylowym, a tylko elementy wymagające korekt ułożenia w czasie klejenia - klejem do plastiku. A zatem, dosyć marudzenia, czas na krytykę. Zdjęcia ze zbliżenia w pełnym, letnim słońcu. Dwa kolejne, w pełnym słońcu z niewielkim doświetleniem lampą błyskową - aby było widać to, co skrywają głębokie cienie. A tu porównanie z poczciwym StuG III, którego galerię zdjęć już zamieściłem. A tu jeszcze kilka zbliżeń. Tył pojazdu z narzędziami, koło napinające gąsienicę: Proszę nie czepiać się widocznych szczelin - zostawiłem je celowo, dochodząc do wniosku, że Morser-Karl to nie egipska piramida zbudowana z bloków, pomiędzy które nie da się wcisnąć żyletki lecz konstrukcja z kawałków blachy, mająca szczeliny na kształt choćby samochodu. No chyba, że jestem w błędzie... Moździerz od przodu i tyłu: Przód pojazdu z kołem napędowym: Perypetie z tymże kołem napędowym opisałem na wstępie galerii. Chciałbym jeszcze wytłumaczyć się z niewielkiej ilości rdzy na tłumiku - tak jak już pisałem, wydaje mi się, że pojazd ten był używany w dużo bardziej komfortowych warunkach niż zardzewiałe czołgi, dodatkowo tłumik jest od góry chroniony pomostem - zatem nie miał chyba okazji zbytnio skorodować. Jedyne czego w tej chwili żałuję (prócz oczywiście niedopracowania swobody ruchów głównego uzbrojenia) to wykonanie urządzenia do ładowania moździerza w pozycji, nazwijmy to, po załadowaniu pocisku. A tak, można by dokupić wóz amunicyjny i... pozdrawiam
  4. Chyba rozumiem, o co Ci chodzi . Byłem wczoraj w mieście CK po zaopatrzenie modelarskie i nabyłem bardzo ciekawy model... pozdrawiam
  5. Zachęcony ciepłym przyjęciem "kredkowych" modeli, przedstawiam jeszcze jeden, na razie ostatni wykonany tą techniką. Ponieważ zarówno on, jak i przedstawione wcześniej E-100 Dragona i StuG III Revell'a wyszły praktycznie w tym samym okresie twórczości, powieliłem w nim błędy poprzedników, tyczące naniesienia śladów eksploatacji - jestem tego już w pełni świadom . Model może nie wnosi nic nowego w moim warsztacie, postanowiłem jednakże pokazać i jego, jako kolejny przykład użycia "fascynującej" techniki suchych pasteli, do której model, ze względu na płaskość dużych powierzchni, nadawał się znakomicie. Model Dragona - marka mówi sama za siebie, choć wyczytałem gdzieś, że popełniono tu straszliwy błąd, jesli chodzi o zgodność, czy raczej niezgodność wymiarową. Model jest ponoć o 1mm za wysoki, co w tej podziałce jest bardzo dużą niedokładnością. Ale, jako, że zgodnie z tym, co napisałem wcześniej, takie niuanse mnie nie interesują , przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Model wyposażony jest w gąsienice z tworzywa DS. Jak na gumiaki dość dobre, nie wiem jednakże, dlaczego po pomalowaniu i wyschnięciu skurczyły się i pokrzywiły jak źle uprana bluzka. A przy naciąganiu jedna po prostu rozpadła się na kawałki . No i musiałem sztukować, choć na szczęście na zdjęciach tego nie widać. Model zawierał małą blaszkę z elementami fototrawionymi, z których większości nie wykorzystałem, dochodząc do wniosku, że po pierwsze - niczego specjalnego nie wniosą do wyglądu bryły modelu, po drugie - będą jedynie zawadzały w zabawie dziewięcioletniemu feldmarszałkowi. Model tradycyjnie u mnie malowany pędzlem lakierami Humbrol z pastelowym wspomaganiem. Model wykonany prosto z pudełka. Gdyby nie te gąsienice byłby nawet niczego sobie. Ekrany przeciwkumulacyjne są tu szkaradnie grube, ale celowo nie próbowałem zrobić ich cieńszych, choćby z blaszki z puszki po piwie , bo model służy do zabawy dziewięcioletniemu feldmarszałkowi. Myślę, że nie popełniłem tutaj większych gaf modelarskich, niż w przedstawionych poprzednio modelach . pozdrawiam
  6. Podziwiam ludzi, którzy potrafią się zmobilizować i zrobić nie mniej ciekawe od samego modelu otoczenie tego modelu. Mnie się jak dotąd nie chciało . pozdrawiam
  7. Zawstydziłeś mnie tym komplementem... Ok, myślę, że da się zrobić, tylko muszę nabyć jakiś model. Obecnie, znużony zlepianiem w podobny sposób zabawek dla syna (Morser-Karl, Jagdpanzer IV, Pzkpfw III, Famo itd...) nie robię nic. Ale, mam zamiar wybrać się w najbliższym czasie po sprzęt do najbliższego, odległego tylko o 80km sklepu modelarskiego . pozdrawiam
  8. Jak w temacie - E-100 w skali 1:72 firmy Dragon. Był to mój pierwszy kontakt z modelami tej firmy. Wrażenia - mieszane. Sklejanie go i pewnie podobnych mu tego producenta, nie sprawia takiej frajdy jak sklejanie np. Revella. Przypomina raczej składanie zabawki. Dodatkowo, model wyposażony jest w gąsienice z tworzywa. Nie lubię takich, nie mam wypracowanego sposobu ich malowania - schną, bez przesady, kilkanaście dni, po czym lakiej schodzi z nich przy najmniejszej próbie zrobienia z nimi czegokolwiek. Nie opatentowałem również bezpiecznego sposobu na ich zakładanie - po prostu naciągam je siłą na układ jezdny po sklejeniu i ewentualnie poprawiam uszkodzony lakier. Wracając do modelu to tradycyjnie malowany w całości pędzlem lakierami Humbrol i suchymi pastelami, zawiera trochę fabrycznych części fototrawionych (końcówka lufy i siatki nad wentylatorami). Szczegółów bardzo mało, ale ten czołg to bardziej fantazja producenta niż historyczna rzeczywistość. Malowanie również z kategorii s-f. A, zapomniałbym - przy nakładaniu kalkomanii popełniłem jakiś błąd i kalki się srebrzą . Zapraszam do pobłażliwej oceny, choć domyślam się uwag na temat obić . Na zdjęciu poniżej widać srebrzenie się kalkomanii, jednakże zdjęcie uznałem za na tyle ciekawe, żeby je umieścić. Końcówka lufy i siatki nad wlotami powietrza do silników to elementy fototrawione. pozdrawiam P.S. Na pewnym forum zarzucono mi kłamstwo, że modelu NIE DA SIĘ tak pomalować pędzlem. Bzdura...
  9. Nie malowałem nigdy aerografem , nie mam więc żadnego porównania, ale chciałbym nieco ostudzić Twój zapał. Wcale nie jest proste tak rozmazać pastelę pędzlem. Druga rzecz - piękne efekty znikają jak śnieg w letnim słońcu po pociągnięciu modelu lakierem bezbarwnym - a przecież trzeba to zrobić, żeby zabezpieczyć - i zabawa powtarza się znowu, i znowu, i znowu, aż do osiągnięcia zadowalającego skutku. Poza tym metoda ta ma jedno proste ograniczenie - im mniejszy model, mający bardziej złożoną bryłę, tym trudniej tą metodą zrobić cokolwiek. Ten model był moim drugim, wykonanym tą metodą. Jak się pozbieram, umieszczę pierwszy - E-100 Dragona, też w 1:72. Tam było DUŻO łatwiej, bo model ogromny i płaski jak stolnica do klusek... pozdrawiam
  10. Jak rozumiem, chodzi Wam o ślady odpryśnietej farby? Tak, to problem - raz, że skala - toż to taki brzdąc: dwa - kiepski pędzel, muszę zainwestować w lepszy, cieńszy.Co do świecenia - to raczej mój brak umiejętności robienia dobrych zdjęć , niż rzeczywistość. Może to głupie, ale kamuflarz wykonałem rozcierając starym, krótko przyciętym pędzlem kredowe pastele. Wyszło, jak wyszło . pozdrawiam
  11. Witam wszystkich. Odważyłem się zamieścić swój skromny modelik pośród modeli Mistrzów Gatunku, do których, zdaję sobie sprawę, jeszcze bardzo mi daleko . Sam jestem totalnym amatorem i samoukiem. Jak w tytule tematu - model Revell'a 1:72 StuG 40, klasyka w swoim gatunku, szkoda, że już praktyczne - nie wiem z jakich powodów - nieosiągalny. Model wykonany prosto z pudełka, w całości malowany pędzelkiem (bo tylko tak maluję - niestety) lakierami Humbrol, z małymi dodatkami z żywicy (skrzynki, wiaderka, brezent). Co do zgodności z oryginałem samego modelu jak i malowania - nie wnikam w takie szczegóły (co zapewne doprowadzi do pasji niektórych z Was ), dla mnie ważna jest frajda przy budowie modelu, jak również zadowolenie z niego w trakcie zabawy mojego dziewięcioletniego syna. A więc do rzeczy - zdjęcia robione w różnych warunkach z mniejszym lub większym powodzeniem. Proszę o obiektywna ocenę. pozdrawiam
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.