Skocz do zawartości

marekdziki

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    40
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

Informacje

  • Skąd
    Będzin
  • Zainteresowania
    Modelarstwo. Muzyka. kabaret
  • Zawód
    Plastyk
  1. marekdziki

    SU-100 1/25 Tamiya

    Kiedyś. Jeszcze za czasów ZSRR produkowano w tym kraju całą serię czołgów radzieckich w tej skali. Miałem nawet kilka. Były bardzo dokładnie odwzorowane. czy to aby nie są te modele jedynie pod nową nazwa producenta?
  2. Dzięki za podpowiedzi. W sumie każda z nich ma swoją wartość. Z tym odwzorowaniem faktury płótna też sie zgadzam. W oryginale, po wielokrotnym cellonowaniu płótno jest gładkie jak blacha. Co do polistyrenowego ożebrowania. Być moze troszkę nie doceniamy twardości polistyrenu. To że jest łatwy w obróbce i podatny na temperaturę i odczynniki chemiczne nie znaczy , ze nie jest tworzywem wytrzymałym. Poza tworzywami chemoutwardzalnymi, i akrylatami ma jeden z najwyższych współczynników wytrzymałościowych. Co nie oznacza, ze przy dobrej woli nie można go powyginac jak "zydowskiego paragrafu". To kwestia podejścia do materiału i pracy nad nim. Na razie i tak Czapla w 1:24 musi poczekać albowiem na stole plotera jest Mi-24 w tej samej skali i C-130 w 1:35, a takze kilka pojazdów w skali 1:16 (min. 7TP, BTR-40, PzKfw II "Luchs" BRDM-2) Oczywiście relację z budowy tychze modeli zamieszczę ( nie wszystkich na raz ). Może to troszkę potrwać albowiem czas na budowę modeli mam dość ograniczony, ale przy odrobinie cierpliwości współnie pobawimy się w rozwiązywaniu problemów związanych ze skalą, materiałem, technologią budowy modeli. Zapowiada sie niezła walka z materią Przy okazji. Przydałaby mi sie znajomość z kimś otrzaskanym w projektowaniu 3D. Sam tego niepotrafię zbytnio brak czasu na wgłębianie sie w tajkemnice programów), a użycie drukarki 3D niestety tego wymaga. Jeśli jest ktoś chętny piszcie na priva lub na maila tm.marek@interia.pl. Pozdrawiam
  3. Samo wykonanie konstrukcji nie ulega kwestji. W tej skali to oczywiste. Problem wynika nie tyle ze sposobu pokrycia, ile z materiału, któryby najwierniej odtworzył w skali fakturę płóciennego pokrycia. Myślałem nad cienkim ale gęsto tkanym szyfonem. Pytam, bo może któryś z kolegów bawił sie już w takie rzeczy i nie musiałbym wywarzać otwartych drzwi czyli przeprowadzać wielkiego kombinowania i całej masy prób. Bannny. Dzięki. Pomysł niezły, ale szkopuł w tym, ze to ma być tworzywo sztuczne, a nie papier. Ten na zawodach odpada. Chyba, ze kartonówek. Ale koncepcja jak najbardziej słuszna. Pozdrawiam.
  4. A z ciekawostek dotyczących modelu "Czapli". Ostatnio rozważałem nawet zrobienie modelu od podstaw w skali 1:24 oczywiście z plastiku. Przeraziło mnie jednakże płócienne pokrycie samolotu. Jeśli ma ktoś pomysł jak realistycznie odwzorować takowe, to kto wie. Podobny zgryz mam z blachą żłobkowaną w jedenastce. W zasadzie wszystkie elementy pod laser (dowycięcia) juz są gotowe. Tylko ta blacha. Oczywiście skala1:24. Jeśli zacznę którykolwiek, relacja będzie na bank. Byle czasu troszkę więcej. Na razie rysuję C-130 Hercules w skali 1:35.
  5. Oczywiście się zgadzam na wklejkę. Osobiście nie sądzę żeby po tylu latach udało się coś z tym nowego wynaleźć. Czas nieubłaganie wymazuje z kart historii słowa mówione. Niekiedy tylko zostają w legendach. Jakkolwiek by nie było osobiście słuzę pełnym (Na tyle ile pamiętam) przytoczeniem tejże rozmowy. Szkoda, ze wtedy nie zadbałem o jej uwierzytelnienie jednakże byłem zbyt młody i bardziej interesowały mnie same modele samolotów (i nie tylko) niż historia z nimi (samolotami) związana. Fakty skojarzyłem dopiero po przeczytaniu raportu wspomnianego pułkownika. Jest gdzieś opublikowany w internecie jako PDF. A później przyszło zlecenie z Pruszkowa i pomyślałem czemu nie. Z tym, ze w instrukcji objaśniłem dokładnie co i jak. Wiec raczej w błąd nikogo nie wprowadziłem, a i histori na nowo nie napisałem. Swoją drogą, byłoby miło gdyby tak było ( w co ja osoboiście wierzę do dzisiaj). Historia kolejnego polskiego samolotu z września który dostał drugą szansę. Może krótką, ale za to barwną. Można by rzec nawet wielobarwną.
  6. NIe twierdzę, ze to co napisałem jest bezspornym faktem historycznym. Opisałem to, co usłyszałem od człowieka mającego bezpośredni kontakt z tym samolotem. Może to była "Czapla" może nie "Czapla. Ja jestem przekonany że "Czapla", ale stu procentowej pewności nie będziemy mieli już nigdy. Poza tym rozmowa była prowadzona pod koniec lat siedemdziesiątych. Czyli 50 lat po zdarzeniu. Pan Nemeth w chwili naszej rozmowy miał prawie 80 lat. Jednakze jak na swój wiek pamiętał bardzo dużo szczegułów i na pewno nie chodziło w tym przypadku o 11 -tkę, albowiem trudno jest wymienić w 11- ce fragmenty zniszczonego płuciennego poszycia, a o tym była takze mowa. W sprawie błędnej klasyfikacji jako myśliwec. Pisemny raport z przejęcia polskiego samolotu sporządzał oficer straży granicznej. Niekoniecznie musiał znać się na lotnictwie. A już najmniej na polskim. Niemniej mógł to być faktycznie opis wspomnianej jedenaski z tym ze o remoncie tejże w Budapeszcie nie ma zadnej wzmianki natomiast w raporcie jest wyraźnie zaznaczone, ze Sprzęt lotniczy został drogą kolejową dostarczony do remmontu w zakładach w Budapeszcie. Podana jest nawet ulica i numer. Prędzej była ona remontowana w warsztatach na lotnisku w Debrecenie. Według powyższych zapisków jasno wynika, ze nie traktuję osobiście historii o Czapli na Węgrzech jako bezsporny fakt. Ale jako jedno z prawdopodobnych zdarzeń. Jeszcze raz powtarzam. Ja, ponieważ osobiście rozmawiałem o tym ze świadkiem ( jak dla mnie wiarygodnym. Po co miałby 80-letni staruszek ściemniać o jakimś tam polskim samolocie tym bardziej, ze rozmowa wyniknęła z przypadku) jestem przekonany, ze mówiliśmy o "Czapli". Nie jest to zasłyszana pogłoska o rozmowie, tylko moja osobista wymiana zdań ze świadkem zdarzeń. Ponieważ nie mogę jej w żaden sposób ani autoryzować, ani uwiarygodnić nie ma ona znamion faktycznego , a jedynie hipotetycznego zdarzenia. W 1939 roku Polska bespośrednio graniczyła z Węgrami, nie ma więc mowy o przelocie nad Słowacją, tak samo jak nie ma mowy o przejeździe masy wojska cywili i sprzetu, który znalazł sie na terenie Węgier. Co do błędów na pudełkach. Owszem, zgadzam sie czasami zdarzaja się. Ale zdarzają sie one równiesz najlepszym firmom. W przypadku PZL P.7 sprawa jest prozaiczna. Po prostu nie ma na tyle ciekawych ujęć tego samolotu więc wykorzystałem wg mnie najlepsze. Co do "łaciatej", miałbym obiekcje. Prędzej wynalazłbym brak pilota w normalnej jedenastce . Patrzcie uważniej koledzy . Jeśli zaś chodzi o kadrowanie, to ja osobiście lubię dynamiczne ujęcia, ale to już jest kwestia gustu. Pudełko reklamuje towar w nim zawarty i im się będzie bardziej w oczy rzucać, tym lepiej się będzie towar sprzedawać. I moim ( i nie tylko moim) zdaniem moje projekty spełniają ten wymóg, a że sie nie wszystkim podobają? No cóż. Jak juz powiedziałem. To sprawa gustu. Obiecuję jednak, że postaram sie robić jak najmniej błędów merytorycznych. To mogę obiecać Co do jakości kalkomanii. Na to nie mam wpływu. Piszcie do Pruszkowa, aby może zmienili producenta. Ode mnie dostają przygotowany projekt z opisem kolorystyki (sprawa białych zamiast srebrnych elementów oznakowania literowego na kadłubie RWD-5). Ale na wyrób finalny nie mam już wpływu. Dziękuję wszystkim za opinie na temat moich pudełek. Jak już gdzieś tutaj pisałem, osobiście z zasady nie mogę być w tej kwestji obiektywny i każda opinia jest dlamnie pewną lekcją czego się wystrzegać co ewentualnie poprawić. Chciałbym jednakowoż, a by te opinie także były obiektywne. Żeby nie było ( jak to sie czesto u nas zdarza szczególniena zawodach w przypadku modeli) liczenia nitów i dyskusji o kolorach o seksie, zeby tylko na siłę wykazać ileż to błędów popełniłmodelarz, grafik czy producent form.
  7. Witam. Tak sie składa, ze od lat kilku projektuję pudełkadla dla ZTS Pruszków. Zarówno do wznowień jak i przepaków innych firm. Cóż. Pruszków jest znany z tego, iż produkuje ( lub dystrybuuje) modele być może nie najwyższej jakości, jednakże za stosunkowo niewielką cenę (to ich polityka skierowana głównie do modelarzy początkujących). Stąd też być może i mankamenty min. z jakością kalek ( tanio niekiedy znaczy gorsza jakość). Projektując pudła i dobierając malowanie zazwyczaj przekopuję cały dostępny mi materiał źródłowy. Staram się aby zawsze był jak najbardziej wiarygony. Raz jeden ( w przypadku Czapli) pozwoliłem sobie na uwzględnienie materiału źródłowego dla mnie wiarygodnego jednakże nie uwierzytelnionego. Chodzi o jej węgierskie malowanie. W przypadku Czapli nie jest to do końca zupełna fikcja. Sam schemat malowania jest fikcyjny, ale jeden egzemplarz Czapli znalazł sie na terenie Węgier. Niezależnie od wzmianek w polskich i zagranicznych publikacjach tak wynikało z mojej rozmowy z Panem Ymre Nemeth'em zamieszkałym wtedy w mieście Százhalombatta, który w latach wojny był pracownikiem Lotniczych Zakładów Remontowych w Budapeszcie. Z rozmowy tej (1979 rok) wynikało, ze jesienią 1939 roku przywieziono koleją do zakładów polski samolot, górnopłat i w protokole zdawczo - odbiorczym nadmieniono że jest to polski dwumiejscowy samolot myśliwski. Samolot uległ w czasie lądowania uszkodzeniom jednakże na tyle niewielkim, że odremontowano go i pomalowano w barwy kamuflażu typowe dla lotnictwa węgierskiego (relacja ustna Nemeth Ymre). Niestety w czasie oblotu poremontowego, w trakcie lądowania złamało sie podwozie i samolot ponownie został uszkodzony, tym razem na tyle skutecznie, iż remontu nie podjęto i płatowiec skasowano. Potwierdzieniem zas przejęcia uszkodzonego samolotu w miejscowości Hajduboszormeny jest zachowana relacja pisemna ówczesnego pułkownika węgierskiej straży granicznej Pana Janosa Sallai, którego to wspomniany protokół dostał sie w rece Pana Nemeth'a (jedyna wiarygodna wzmianka o lądowaniu jak się wydaje z dużym prawdopodobieństwem "Czapli" na terenie Węgier). Niestety dla ustnej relacji Nemeth'a nie ma potwierdzenia w dokumentacji (może jest gdzieś w jakimś archiwum węgierskim) remontowej. A Pan Ymre Nemeth niestety już od dość dawna nie żyje. Wiec nie jestem w stanie rzetelnie uwiarygodnić tej relacji. Niemniej w trakcie naszej bardzo długiej rozmowy ( rozmawialiśmy po rosyjsku, aczkolwiek z obu stron niechętnie. Niemniej był to jedyny w miarę "ludzki" język w jakim mogliśmy dość swobodnie oboje rozmawiać rozumiejąc się jednocześnie) wielokrotnie opisywaliśmy sobie wygląd samolotu i do dzisiaj jestem całkowicie przekonany, że ewidentnie chodziło o naszą Czaplę. Wtedy jako młody człowiek nie zdawałem sobie sprawy z historycznej wartości tej relacji. Teraz, gdyby relacja ta była potwierdzona, byłaby bezcenna. W 1979 roku bylem w raz z rodziną gościem rodziny Państwa Nemeth'a, a właściwie jego syna Janosa z którym będąc na kontrakcie pracował w elektrowni "Százhalombatta" mój ojciec. Szkoda, ze mając takie źródło wiedzy do dyspozycji nie zadbałem o uwierzytelnienie tejże. Jednakże jak już wspomniałem nie miałem wtedy zupełnie świadomości jakiego skarbu było mi dane "dotknąć". Teraz, nie ma raczej sposobu na potwierdzenie tej relacji, albowiem nikt z rodziny Pana Nemeth'a niemieszka już w Százhalombattcie. Syn Janos w latach 90-tych wyemigrował z rodziną gdzieś na antypody i nasz kontakt zupełnie sie urwał. A szkoda. Wracając do modelu. W moim mniemaniu malowanie węgierskie "Czapli" jest jak nabardziej zasadne (pomimo braku wiarygodnych materiałów dokumentacyjnych). Odrobinę ( Z zasady) fantazji pozwoliłem sobie wnieść jedynie do rozkładu plam kamuflarzu albowiem jego kolorystyka oparta jest na szczegółowo przestudiowanych zasadach malowania w lotnictwie węgierskim tego okresu. Co do artyzmu pudełek wychodzących spod mojej ręki nie bedę się wypowiadał albowiem nie moja to rola. Staram się je robić najlepiej jak potrafię jednakże ich ocenę zostawiam Wam. Moja byłaby i tak nieobiektywna. Moge jedynie zapewnić iż nie są to prymitywne kolaże. Fakt. Do ich tworzenia wykorzystuję zarównno Photoshopa jak i kilka innych programów graficznych, ale każde z nich jest drobiazgowo tworzone. Na bazie dostepnych zdjęć oczywiście, ale od podstaw.
  8. Troszkę to trwało, ale poniżej przedstawiam zdjęcie wypraski próbnej "puckiego" FF-33. Zjęcie nie najlepszej jakości, ale jest. Wspomniana dokumentacja jest niemalże skończona. Być moze ukaże sie w którymś z czasopism poświęconym modelarstwu w formie artykułu lub jako oddzielna pozycja na rynku modelarskim jako "Plany Modelarskie". Będzie to nowa propozycja nawiązująca jednakże do bardzo popularnej niegdyś serii pod tym samym tytułem. Proszę o cierpliwość albowiem samo przygotowanie rysunków (naprawdę dobrej jakości) technicznych zabiera soporo czasu. Juz jako ciekawostkę podam, że. Oprócz FF-33 w przygotowaniu są również plany (lotnicze, albowiem bedą także okręty, statki, wozy bojowe, pojazdy itp.) do C-130 "Hercules", PZL- 37 Łoś, Mi-2, Mi-4, Mi-6, Mi-8 (17, 117),Mi-24, P-61 "Black Widow" Su-27 i jego pochodnych, Su-25 i jedgo pochodnych i jeszcze pare innych pozycji. (to na początek). W przygotowaniu są takze dokumentacje do samolotów (różnych) z I wś. Uploaded with ImageShack.us
  9. Ramka (próbna) do kolejnej wersji "polsko - szwedzkiej" FF33
  10. Dzięki. Postaram sie jak najszybciej założyć wątek z relacją BIO Hesperides (nie tylko z resztą na tym forum). Po glowie chodzi mi też jakiś lotniskowiec z II WŚ w skali 1:72, ale to na razie marzenia. I obiecana relacjia z budowy Mi-24 w skali 1:24 ( od podstaw i już w innej grupie). Jest jeszcze do zrobienia Torpedoboot "Wolf" też w :72. ale na razie przygotowuję plany. Będą wydane jako czsopismo "Plany Modelarskie", (podobnie jak Hesperides i inne, także lotnicze, nawiązujące zwartością i formą do dawnych Planów Modelarskich) prawdopodobnie w przyszłym roku.
  11. Dokładnie tak. W "slangu" teatralnym znana jako "butafora". Nawa nieistotna. Jedną z naważniejszych zalet tej technologi jast taka, ze w porównaniu z innymi metodami laminatowymi jest stosunkowo tania. Ponadto w przypadku modeli kartonowych użyte materiały nie dyskfalifikują modelu z zawodów z powodu zarzutu o użyciu innych materiałów niż karton i papier. Za to efekt...........bezcenny. Współczesne technologie (zwlaszcza stosowane w budownictwie, termoizolacji i remontach) dają nam do dyspozycji ogromną ilość materiałów, które (przy odrobinie wyobraźni) możemy z powodzeniem stosować do budowy modeli. Bez znaczenia statków, okrętów, samolotów, pojazdów cywilnych czy wozów bojowych. Doskonaym przykładem takich innowacji są modele kolegów którzy zarzuciwszy tradycyjne materialy używane do budowy modeli (sklejka ,drewno itp) postawili na tworzywa sztuczne HIPS, PCV zachowując przy tym tradycyjny sposób budowy tychże modeli. Prawda Okonek?. Ja po wielu latach powracam do modelarstwa jako budowniczy modeli ( a nie tylko jako autor opracowań i projektant form do modeli z wtrysku) Wspomniany wyżej BIO Hesprides jest modelem , który w przyszłości ma być produkowany w forme zestawu (dlatego taka kolejność budowy kadłuba. Forma negatywowa). Niewielka ilość czasu jaki moge poświęcić modelom przeciąga nieco ich wykonanie, ale obiecuję niebawem relację z jego (i nie tylko jego ) budowy. (Pod warunkiem, ze przypomnę sobie jak wstawiać zdjęcia do postów. :-)))))))))) Moze ktoś podpowie) Pozdrawiam.
  12. Technologia butafory jest prosta jak konstrukcja cepa. Na początku musimy przygotować kopyto kadłuba. Ja zazwyczaj robię (-iłem) takowe ze zwykłago styropianu, ponieważ jest łatwy w obróbce i ogólnie dostępny. Od jakiegoś czasu zarzuciłem jednak styropian na korzyść styroduru. Jest o wiele twardszy, troszkę trudniejszy w obróbce, ale nie śmieci aż tak bardzo jak styropian. Można jeszcze stosować piankę poliuretanową. Jest to jeden z wielu rodzajów dwuskładnikowej pianki najczęściej używanej do termo i hydro - izolacji w postaci dwóch składników które miesza się ze sobą. Pianka w trakcie sieciowania puchnie wypelniając formę (jak pianka budowlana, którą także można używać do budowy modeli) Piankę taką można dostać już zsieciowaną czyli gotową w postaci bloków. Jest bardzo łatwa w obróbce dosłownie wyciera się palcami lub trąc kawałkami samej piankio o kadłub. Idealna do rzeźbienia. Doskonale tnie się nożem. Wiem, że do teatru sprowadzaliśmy ja z jakiegoś zakładu chemicznego z Bydgoszczy. Mogę się postarać o namiary. Ja robiłem kadłuby w całości z w/w materiałów posługując sie jedynie szablonami wręg, ale równie dobrze tymi materiałami mozna wypełniać przestrzenie między wręgami w modelach budowanych np. z kartonu. Kiedy mamy z grubsza obrobiony kadłub (pamiętajmy ze ma być pomniejszony o planowaną grubość poszycia) przystępujemy do typowej zabawy z butaforą. Jest to nic innego jak oklejanie kawałkami papieru (może być nawet gazeta) kadłuba nasączając go klejem. Mozna to robić przy pomocy pędzla najpierw smarując klejem miejsce pod papier, a później sam papier już nałożony, Papier chłonąc klej mięknie i doskonale wypełnia wszelkie obłości, zagłębienia kadłuba. I tak kilka warstw (zalecam stosowanie różnych kolorów papieru na pooszczególne warstwy). Ja stosowałaem od 5-10 warstw papieru. Zamiast papieru można stosować cienkie płótno pocięte na kawałecki (tu należy rozmiar dobrać doświadczalnie) wtedy mamy kadłub mocny i sztywny (w zależności od kleju) prawie jak z laminatu poliestrowego na bazie maty szklanej. Kleje jakich można używać do butafory. W tym wypadku zależy to jedynie od inwencji klejącego. Ja dość czesto używam wikolu jednakże wikol nie jest wytrzymaly na wilgoć i dłuższy kontakt z wodą. Do modeli wystawowych z powodzeniem możemy używać kleju malarskiego. Jest rochę babrania w blotnistej mazi, ale klej daje spoiwo twarde i łatwe do śzlifowania czegonie daje elastyczniejszy wikol. Można używać klejów do drewna, do paneli podłogowych. Najlepiej dopasować właściwości kleju do załozen funkcjonowania modelu. Tak przygotowany kadłub szpachlujemy. Jest wiele rodzajów szpachli. Ja używam zasadniczo dwóch (piszę używam, albowiem nie ma specjalnego znaczenia czy buduję model, których już dawno nie robiłem, czy robię jakiś element scenografii lub rekwizyt. Technologia wykonania jest identyczna) szpachlujemy cienkimi warstwani szpachli i......szlifujemy, szlifujemy, szlifujemy. Tak przygotowany kadłub możemy potraktować jako gotowy lub jako kopyto-pozytyw do formy, jak ja to często stosuję w przypadku kiedy potrzebuję kilka takich samych elementów. Oczywiście zapomniałem jeszcze dodac, ze wyszpachlowany i wyszlifowany kadłub oklejam folią samoprzylepną imitując pasy poszycia. Folia jest cienka więc nie ma wgłębień na łączeniach blach. Jest termoelastyczna więc można ją kształtować na powierzniach nierozwijalnych lekko nagrzewając ją np.opalarką (jest elastyczna do pewnego stopnia). Traktując delikatnie klejem brzegi kawałków foli uzyskujemy imitację spawów. Nakłuwając po stronie papieru -imitację nitów (typowa technologia modelarskiego nitowania. Zaletą jej jest także to iż możemy sobie wcześniej zaprojektować kształt fragmenu poszycia , łącznie z nitami, ich rozstawem i.....wydrukować w drukarce po stronie papieru. Sprawdza się wspaniale. Tyle na temat butafory. Metoda przemysłowo sprawdzona. Lalki teatralne wytrzymują lata, choć aktorzy lalkarze nie należą do osób delikatnie obchodzących się z rekwizytami. Jeśli model ma być plywający, po zakonczeniu prac z butaforą wyciągamy piankowy "wypełniacz", wzmacniamy kadłub wewnątrz wstawiając (jesli to potrzebne) ewentualne poprzeczki czy kilka wręg i powinnobyć dobrze. Wybaczcie, ze się tak wymądrzam, ale nie spotkalem tu jeszcze opisu tej technologi przy budowie modeli. A myślę,ze poza wspomnianymi już zaletami, ze względu na łatwość i taniość jest super sprawą do nabrania doświadczenia przed prawdziwym, żywicznym laminowaniem. Jeśli potrzebne jakiekolwiek informacje dodatkowe służę uprzejmie. Po nowym roku postaram się założyć nowy wątek z relacją z budowy wspomnianego BIO Hesperides, i wtedy butafora będzie dokładnie zilustrowana zdjęciami. Każdy krok tutaj opisany. Zapewne wiele z elementów tego mojego pisania jest znane większości z Was, ale wolałem opisać w całości, żeby to miało jakiś sens. Za przynudzanie wybaczcie. Pozdrawiam
  13. Widzę Marwaw, że nie tylko "wilczki" (wolfchen) w 1:48 Ci dobrze wychodzą. Podobnie jak koledzy sugerują nie bałbym się laminatu ani polistyrenu. To tylko kwestia podejścia do rzeczy. Jeżeli masz jednak poważne obiekcje, to żywiczny laminat możesz zastąpić tzw. butaforą czyli laminatrm papierowo-klejowym np. na bazie wikolu. Metoda ta od lat jest z powodzeniem stosowana przy konstruowaniu lalek teatralnych i elementów scenografii. Swego czasu z dobrym efektem stosowałem ją (oprócz lalek) przy budowie modeli. Było to dawno temu, a modele gdzieś tam leżą do dzisiaj (w którymś z teatrów w Polsce). :-))))) Będę bacznie obserwował postepy Twoich prac, no i oczywiście kibicowal Ci zawzięcie. Ja także jestem zwolennikiem skali 1:72. Obecnie kończę formę kadłuba (silikon) do BIO "Hesperides" w 1:72 i przy okazji "Plany Modelarskie" do niego. Przy budowie kopyta (pozytywu) wykorzystałem właśnie metodę butafory. Strukturę poszycia doskonale imituje odpowiednio przygotowana folia sampoprzylepna taka jakiej sie używa w reklamie .Można odwzorować każdy szczegół , który z kolei zostanie odwzorowany przez silikon, a z niego z kolei przeniesiony na laminatowy kadłub (co do nita czy spawu). Można też tą metodę stosować bezpośrednio na modelu (łatwiej i bezpieczniej jest naklejać przygotowane wcześniej elementy poszycia niż babrać się w gotowym kadłubie) Przy mniejszych elementach lepiej pozbyć się oryginalnego kleju i zastąpić go bardziej permanentnym lub zainwestować w nieco droższą folię specjalną z prmanentnym klejem właśnie. Łatwość pozycjonowania jest kolejną zaletą tej metody (stosuje ją także na oklejaniu poszycie samolotów (w moim przypadku w skalach 48,32,i 24). Efekt doskonały. Powodzenia.
  14. Witam ponownie. Ostatnio "kontolowałem " prace nad nową wersją FF-33. Tym razem tą "szwedzką". Prace idą ostro, choć ze zrozumiaych względów i tak wloką się . Postaram się wrzucić ze dwie fotki nowych ramek.
  15. marekdziki

    MI-2-rosyjskie cudo :)

    Jedynie plany robione na podst. dokumentacji fabrycznej gwarantują poprawność wymiarową. Wszelkie inne robione na podst. zdjęć, szkiców itp. są z zasady obarczone błędem. No niestety. Swego czasu byłem już ugadany z dyrekcją w Świdniku na udostępnienie mi takowej dokumentacji fabrycznej (chciałem przygotować kompleksową monografię Mi-2 z dokładnymi planami (szczegółowymi). Potem zająłem się Mi-24 (na ukończeniu) i jakoś tak "Plemnik" poszedł w chwilową odstawkę. Piotrze. Gratuluję samozaparcia. Ja też mam ten model i to w dwóch egzemplarzach. Parenaście razy przymierzałem się do niego i odpuszczałem. Czekałem na dobry model w tej skali (1:48). No, to sobie jeszcze pewnie poczekam Z ogromną życzliwością będę sledził dalsze postępy. Ja zacząłem budowę Mi-24 od podstaw w skali 1:24. (Może trochę zwariowałem, ale trudno) Pewnie niebawem założę jaki nowy wątek z relacją. Pozdrawiam wszystkich.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.