Otóż to. Maska była zwichrowana jak nie powiem co i w czym. Ale po kolei.
Kleiłem Corvette Stingray z Revella i wszystko pasowało do siebie. Może w paru miejscach potrzebna była szpachla, ale bez przesady. Inna sprawa, że mogą pakować stare modele w nowe pudełka, wtedy rzeczywiście jakość pozostawia wiele do życzenia.
Powiem szczerze, że pewnie się troszkę ośmieszę ale jeśli to początki to nie polecam. Dla mnie to pierwszy model i na początku była euforia, że wreszcie kupiłem model (fajne pieniądze za niego dałem) ale potem były wielkie nerwy i troszkę załamania. Poszperałem po forach i okazało się, że nie tylko ja te problemy miałem. Ilu kolegów tyle pomysłów na ten model. Jeśli zaś chodzi już o ten sam model ale w wersji close top koleżka z forum dał radę wyprostować maskę pod gorącą wodą.
Koledzy profesjonaliści zaczynają od wstępnego obejrzenia modelu. Ja zrobiłem to samo i jedyne moje zastrzeżenie było tutaj:
Bez problemów najmniejszych dało się to wyszlifować. Ogólnie z samego efektu jestem zadowolony choć mogłem lekko przesadzić.
Następna rzeczą, którą zrobiłem było wyszlifowanie karoserii. Nie wiem dlaczego ale nie mogłem się oprzeć. Do tego doszły linie podziału. Użyłem do tego igły. Niestety ale średnio wygodne jest to narzędzie do tego typu prac. Muszę coś innego zastosować. Może jakaś podpowiedź?
Teraz już wiem, że użyłem troszkę zbyt mocnego papieru ściernego. Człowiek uczy się na błędach. Następna sprawa jaka mnie zaciekawiła to maska. No i zaczynają się jaja.
Okazało się, że jak większość samochodów sprowadzanych z Niemiec i mój był kupiony u handlarza... był bity. Nie była to taka perełka jak zachwalał sprzedawca. Na mojej karoserii było bardzo dużo szwów, które uwidoczniały się non stop. Wiem ,że troszkę długi post ale może komuś się to przyda i nie kupi tego modelu. Przynajmniej jako pierwszy.