Dzieeeeń-doooo-bryyyy
Po długich walkach udało mi się doczepić na trwałe skrzydła. Walki były ciężkie, bo musiałem je stoczyć aż z czterema silnikami. Niestety Revell nie popisał sie tu spasowaniem elementów. Trochę mi zajęło nim udało mi się zniwelować szpary i wszelkie nierówności na łączeniach. Dodatkowym problemem było to, że części nr 86 (w sumie były dwie) miały jakiś defekt fabryczny, przez który przy najmniejszym zadrapaniu/uszkodzeniu schodziła cała wierzchnia warstwa plastiku Więc było szpachlowanie, trasowanie, szpachlowanie, trasowanie... aż do właściwego stanu.
Zamontowałem Air Intakes'y z Quickboosta oraz posiedziałem trochę nad tylną wieżyczką.
Dzisiaj powalczę ze statecznikami, i zacznę Lanca szykować do malowania.
Pozdrawiam