-
Liczba zawartości
546 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Helmut
-
Łaty precz, czyli Kolekcja Spitfire'ów W Kolorach Od Czapy (1:72)
Helmut odpowiedział Helmut → na temat → [L]Galerie
Szanowni Koledzy, Dyskusję Waszą czytałem z mieszanymi uczuciami, bo w końcu nie jest miło, jak człowiek dostaje po głowie i to w przypadku czegoś, z czego jest naprawdę zadowolony. Niezależnie jednak uzbahę forum za przestrzeń przeznaczoną z jednej strony do wymiany myśli, a z drugiej do pomocy w tym, żeby nasze modele były coraz lepsze. Czyli - bez zauważania błędów, niedoróbek i zwykłego niechlujstwa ani rusz. Poza tym, jeśli się publikuje coś na forum, to z definicji oddaje się swoją pracę pod osąd społeczności. Jeśli nie jest gotowy na krytykę - niech nie publikuje. W tej kwestii więc zarzut niestaranności - tak, jest słuszny i przyjmuję z pokorą. Myślę, że padłem ofiarą ostatniej prostej - człowiek już, już chce skończyć i iść dalej. Co oczywiście zdrowe nie jest... Niezależnie od treści krytyki pozostaje jednak kwestia jej formy. To tak, jak z tą definicją dyplomaty: jest to człowiek, który potrafi powiedzieć "spierdalaj" w taki sposób, że czujemy ekscytację na myśl o zbliżającej się podróży. W tym kontekście słowo "wstyd" rzeczywiście motywujące nie jest i, jak już zresztą pisano tu, można było użyć innego, a równie skutecznego. Jako przykład takiej krytyki pozwolę sobie podać mój poprzedni warsztat z Defiantem, gdzie zostałem wręcz rozjechany buldożerami za poziom i staranność malowania i ani przez chwilę nie czułem się upokorzony. Wręcz przeciwnie - we wszystkich tamtych wpisach było widać chęć pomocy, a nie dokopania. Efekt jest taki, że już mam w planach obdarcie modelu z farby i wykończenie na nowo. -
Łaty precz, czyli Kolekcja Spitfire'ów W Kolorach Od Czapy (1:72)
Helmut odpowiedział Helmut → na temat → [L]Galerie
Co do malowania to weatheringu nie stosowałem świadomie - napisałem zresztą o tym. -
Łaty precz, czyli Kolekcja Spitfire'ów W Kolorach Od Czapy (1:72)
Helmut odpowiedział Helmut → na temat → [L]Galerie
Ale i zaznaczę, że wspierająca! -
Najpierw trochę historii. Kiedy na poważniej wciągnąłem się w modelarstwo i moje dziecięcia nie mogły tego nie zauważyć, moja starsza córka bez skrupułów zażądała różowego samolotu. Oczywiście mógłbym zrobić cokolwiek, ale uznałem, że to byłoby za łatwe. Gdzieś z tyłu głowy plątała mi się informacja o różowych Spitfire'ach. Sprawdziłem w paru miejscach - faktycznie, latały takie, i to nawet bojowo. Na informację "Dobrze, kochanie, tatuś zrobi dla Ciebie różowy samolot" uaktywniła się młodsza, będąca wówczas w fazie żółtej. No dobra. Z żółtym Spitfire'em było już łatwiej, bo to przecież RAF-owski kolor ćwiczebno-eksperymentalny. Żeby jednak nie było za łatwo, usłyszał o tym młodszy syn, będący posiadaczem szarego kota, szarego krzesła i szarej wykładziny dywanowej w pokoju. Dołączył się zaraz do tego starszy, fan czerwieni. A żeby już NIKT nie czuł się w rodzinie poszkodowany, uznałem, już tym razem sam, że moja Pani, lubiąca z kolei głęboki zielony, nie może być przecież gorsza. I tak, od słowa do słowa, od żądania do żądania powstał pomysł na Kolekcję Spitfire'ów W Kolorach Od Czapy, w którą może wejść wszystko, co a) było Spitfire'm (wliczam w to wszystkie Seafire'y, Seafangi i inne Spitefule) b) nie było pomalowane w kamuflaż, c) czego malowanie jest lepiej lub gorzej udokumentowane (żadnej fantastyki!) i, opcjonalnie d) im dziwniej, tym lepiej. Samoloty są wszystkie ze złożonym podwoziem, bo uznałem na początku, że skoro to "dla" małych dzieci, to samoloty powinny "lecieć", a nie stać (stąd w niektórych figurki pilotów). Od razu zaznaczę, że ze względu na takie, a nie inne założenia, programowo postanowiłem nie stosować żadnego weatheringu (to się chyba nazywa "formuła die-cast"), żeby tym bardziej podkreślić kolory jako takie; ponadto kolekcja powstawała czas jakiś, a ja w tzw. międzyczasie przesiadłem się z pędzli i olejnych na akryle i aerograf i te różnice, a zwłaszcza niedoskonałości pierwszej techniki mogą być czasami widoczne, za co z góry przepraszam. Przy okazji jeszcze uznałem, że zrobię maksymalnie dużo wersji i odmian. Kalkomanie niestety w dużej części musiałem zamawiać - w większości były robione w Melius Manu. (tu złośliwie dodam, że tak mniej więcej w połowie tego, co zrobiłem dotąd, wyguglałem gotowy zestaw kalkomanii niejakiej firmy AIMS pod tytułem "Monotone Spitfires". Rzuciłem się na to z pazurami i.... śmiech pusty mnie ogarnął. Już w tym momencie miałem dwa razy więcej "Monotonnych Spitfire'ów" i to KAŻDEGO w innym kolorze...). Szaleć to szaleć! Zaczynamy! 1. Spitfire PR Mk X (MD194), 541 Squadron RAF, 05.1944 – 04.1945, lotnisko Benson. Konwersyjka z Eduardowskiego Weekend edition (kilo szpachli pod okapotowaniem), malowany Camotint Pink z Hataki, rondle z Xtradecal, numer na zamówienie. 2. Spitfire Tr Mk. VIII (G-AIDN, ex-MT818), 1947–1952, RAF Boscombe Down, latał na nim m. in. Janusz Żurakowski. AZ Model, malowany Trainer Yellow z Hataki, Kalkomania na zamówienie. (ten dla Młodszej) 3. Spitfire HF Mk. VIIc, (MD 114) 312 (Czechosłowacki) Fighter Squadron RAF, 12.1943-02.1944, Skeabrae. Model Eduarda (weekend Edition), malowany Medium Sea Grey/PR Blue z Hataki, kalkomanie robione na zamówienie. (szary, dla Młodszego) 4. Spitfire FR Mk. XIVe, (G-FIRE, ex-NH904), właściciel (01.1979-1988) Spencer Flack/Classic Air Displays, Elstree. Model Academy, malowany Ferrari Red z Vallejo. Kalkomanie na zamówienie. 5. Spitfire HF Mk. VIIIc, 80 Wing RAAF, G/C Clive Caldwell, 03.1945, Filipiny. Ten Caldwell to zresztą ciekawa postać, bo i as myśliwski i szmugler, tylko że miał mniej szczęścia, niż nasz Zumbach i pod koniec wojny z wielkim hukiem go zdegradowali i wypieprzyli z armii.... (więcej o Caldwellu i jego charakterku można znaleźć w nadzwyczaj ciekawym artykule na innej modelarskiej stronie) Zielony dla Mojej Pani, modelarski Frankenstein. Kadłub był jako dodatkowy w zestawie AZ Model z Tr. VIII, skrzydła dorobione z przedpotopowego zestawu KP, malowany Foliage Green Humbrola i Light Blue (RLM 76 z Mr. Hobby). Kalkomanie na zamówienie. Dobra, a teraz już lecimy po kolei, kolorkami. Na początek niebieski, bo to mój ulubiony. 6. Supermarine Type 300, (K5054), Cpt. Joseph ‘Mutt' Summers, 05.1936, RAF Hendon. Konwersja z Mk. I Airfixa, malowany czymś mieszanym z kilku Humbroli, co miało być podobne do French Blue, do którego to miał być podobny jeden z kolorów prototypu. Kalkomanie na zamówienie. [EDIT: dłuższe studiowanie kolorów prototypu uświadomiło mi błąd w malowaniu. Otóż okazało się, że tym "French Blue" (cokolwiek by to nie było) prototyp był pomalowany dopiero w ostatniej fazie bycia prototypem i gdy miał już zamontowane kaemy, pancerną szybę na owiewce, rury wydechowe i kółko ogonowe. Dlatego też poniżej prezentowany egzemplarz pójdzie do kąpieli, zostanie pomalowany na wściekłozielonoturkusowo i trafi do galerii jako numer 6a, a French Blue będzie prezentowany na odpowiednio przygotowanym kolejnym modelu, numer 35.] 7. Spitfire LF Mk. XVIe, (SL721), RAF Fighter Command Communication Squadron, Air Marshall James Robb, 02-07.1948, Northolt. Model Hellera (masakra! wypukłe linie i jakiś dziki miękki plastik, ile to się namordowałem, żeby wszystko wytrasować!), kolor Powder Blue, czyli podobno pół na pół biały i PR Blue, ale ja to mieszałem z kilku olejnych Humbroli. Kalkomanie (poza rondlami) na zamówienie. 8. Spitfire F Mk. IXc, (BS273), Special Service (High Altitude) Flight RAF, F/O książę Emanuel Galicyn (Galicynowie to rosyjski ród książęcy, który, jak wielu białych Rosjan, schronił się po rewolucji w Wielkiej Brytanii), 12.09.1942, Northolt. Tego dnia Jego Książęca Wyskość raczył na wysokości 43 tysięcy stóp uszkodzić Ju-86. Model Eduarda, malowany Humbrolową olejną mieszanka na kolor, który precyzyjnie określono jako “similar to Cambridge Blue”. Rondle z Xtradecal, numer drukowany samodzielnie. 9. Spitfire Mk.Vc, (BP989), 229 Fighter Squadron RAF, P/O H.W. McLeod, 05-10.1942, Malta. Model chyba Italeri, malowany US Navy Blue Grey Hataki i Sky Blue Vallejo. Kalkomanie (poza rondlami) na zamówienie (wzór zaczerpnięty z zestawu DK Decals (DKD72070). 10. Spitfire Mk. Vb, 4 Squadron SAAF, 08.1943, Sycylia. Model Hobby Boss, malowany Light Mediterranean Blue/Sky Blue Vallejo. jedyny w całej kolekcji w kolorach domniemanych. W opisie do kalkomanii (Avalon Decals; masakra, raster jak ruskie wszy) podano malowanie PR Blue/ Light Mediterranean Blue, ale to kompletna brednia, bo te kolory mają bardzo podobne wysycenie, a na czarno-białym zdjęciu tego samolotu wyraźnie widać, że dół jest dużo jaśniejszy. A ponieważ NIKT, na czele ze Stevem McLeanem (autorem monografii o południowoafrykańskich Spitfire'ach) nie wie, jakie to były kolory - wiadomo tylko, że było to "two tone blue" - uznałem, że górny kolor dam a) jakiego jeszcze w kolekcji nie mam, b), jaki jednak był w tym teatrze stosowany. 11. Spitfire PR Mk XI (PA892), 14th Photographic Reconnaissance Squadron, 7th Photographic Reconnaissance Group USAAF, mjr Walter Weitner, 6.03.1944 (pierwszy fotorozpoznawczy lot USAAF nad Berlin). Malowany PR Blue Hataki, kalkomanie (poza gwiazdami) na zamówienie. 12. Spitfire PR Mk IVT, BR416, 74 Operational Training Unit RAF, 10.1942, Petah Tiqva, Palestyna. Konwersja za pomocą zestawu Pavli (kalkomanie, filtr pustynny i oszklenie) z Mk. IIa Revella, malowany Royal Blue z Hataki. 13. High Speed Spitfire (Spitfire Mk. I K9834), Joseph “Mutt” Summers, 11.11.1938, Hendon (?). Konwersja własna z Mk. IIa Revella, malowany Royal Blue z Hataki i Alluminio Satin z Vallejo; maska do strzały własna, kalkomania na zamówienie. EDIT: Seryjna maszyna, przerobiona specjalnie do pobicia rekordu prędkości lotu. Sprawa tylko (albo aż) prestiżowa, bo równolegle podobne maszyny budowali Niemcy, też mając chrapkę na rekord. Samolot dostał Silnik RR Merlin 3M o mocy 2160 koni, gigantyczną chłodnicę oleju pod lewym skrzydłem (mniej więcej dwa razy wyższą niż standardowa), skrócone, zaokrąglone końcówki skrzydeł, specjalnie opracowany wiatrochron i płaską owiewkę, a do tego olbrzymie, czterołopatowe śmigło Wattsa o stałym skoku. Pierwszy testowy lot odbył 11 listopada, ale potem jeszcze poprawiano mu m.in. system chłodzenia silnika. Maszyna miała docelowo osiągać prędkość 422 mph (ok. 697 km/h), ale po tym, kiedy He 100 V8 ustanowił rekord na 746,6 km/h, a miesiąc później Me 209 V1 - na 755,1 km/h (nota bene ten samolot jest do obejrzenia w muzeum w Krakowie) - projekt po cichu zamknięto, High Speed Spitfire dostał z powrotem standardowego Merlina, śmigło i chłodnicę i wrócił w objęcia RAF jako Pr Mk. I. Jako pamiątka została mu do końca szyna, na której był zamontowany wyścigowy wiatrochron. A ostatecznie zezłomowano go w sierpniu 1946 r. 14. Spitfire Mk Vc, 249 Fighter Squadron RAF, 07-08.1942, Malta. Model chyba Italeri, malowany Dark Mediterranean Blue (FS 35050) z Vallejo, kalkomanie (poza rondlami) na zamówienie. [EDIT: poniewczasie zorientowałem się, że strzeliłem strasznego babola, zapatrując się na jakieś obcoforumowe malowanie bez kwitów. Wykąpałem więc delikwenta w szuwaksie Wamodu, który, mimo że nominalnie jest tylko do suwania akryli, ściąga wszystko do gołego plastiku i naprawiłem błąd. Malowanie prawidłowe jest dalej, na str. 2, jako nr 14 bis. Niniejszy wpis pozostawiam z obowiązku kronikarskiego i ku przestrodze, czym się kończy nieuważne zbieranie dokumentacji]. 15. Spitfire PR Mk IVT, BR416 (ten sam, co nr 11), 2 Photo Reconnaissance Unit/680 Squadron RAF, 1942, Takoradi. Konwersyjka z Mk. IIa Revella, malowany Royal Blue Hataki / WhiteVallejo. Kalkomanie na zamówienie. EDIT: Maszyna w tym malowaniu znana tylko z jednego zdjęcia (charakterystyczny jest ten fifrak przed kabiną). Po sieci krążą jeszcze inne zdjęcia samolotu w bardzo podobnym malowaniu, ale nie byłem w stanie dojść, czy to ten sam samolot. Natknąłem się też na rysunek profilu, gdzie zamiast Royal Blue zaproponowano Azure Blue, co byłoby, owszem, mile widziane, ale za to niepoparte żadnym materiałem źródłowym, więc z żalem odpuściłem. W ten sposób z niebieskich przechodzimy płynnie do odcieni szarości: 16. Spitfire PR Mk Ig, X4944, 1 Photo Reconnaissance Unit RAF, 05.1941, St. Eval. Malowany białym Vallejo, kalkomanie na zamówienie. 17. Spitfire LF Mk. IXc, (MK520), 2 TAF, mjr. Marian Duryasz, 05.1945-02.1946, Gandawa. Wg. Królikiewicza/Matusiaka jedyny srebrny Spitfire w polskim lotnictwie, sama maszyna ma zresztą niesamowitą historię, bo wcześniej został sprywatyzowany przez S/L Toma Neila. Cała historia, apetyczna zresztą niezwykle, opisana przez tegoż w książce "The Silver Spitfire" i obszernie zacytowana w "Moich podniebnych bojach" Duryasza. Malowany Alluminio Blanco z Vallejo, kalkomanie (poza rondlami) na zamówienie. 18. Spitfire LF Mk. IXc, (ex-MK444), Ratno zrakoplovstvo i protuzračna obrana (Jugosłowiańskie Siły Powietrzne), 1945–1951. Model z KP, Malowany szarym AMT-7/ błękitnym AMT11 z Vallejo, kalkomanie na zamówienie. 19. Spitfire Mk Vc, 126 Fighter Squadron RAF, F/O P.A. Schade, 12.1942-05.1943, Malta. Model Italeri, malowany Extra Dark Sea Grey/Azure Blue z Hataki, kalkomanie (poza rondlami) na zamówienie (wzór zaczerpnięty z zestawu DK Decals 72070). (dopiero jak obrabiałem zdjęcia, to zorientowałem się, że nie odmuchałem go z kurzu...). 20. Spitfire Mk Vb (W3848), 111 Fighter Squadron RAF, Sgt. Peter Durnford, 12.1941, Debden. Model bodaj Revella, malowany czarnym z Vallejo, kalkomanie (poza rondlami) na zamówienie. Teraz trochę osierocone przez wcześniejszą prezentację żółtego i czerwonego: 21. Spitfire LF Mk IXc, (PH-NFO, ex-MK475), Schreiner Luchtvaartmaatschappij (firma lotnicza Schreinera; ten samolot był wykorzystywany w szkole lotniczej jako holownik celów powietrznych), 22.09.1954-4.06.1957, Texen, Holandia. Malowany pomarańczowym umieszanym z olejnych Humbroli, kalkomanie na zamówienie. 22. Spitfire LF Mk. IXe (5502), 1 Squadron SAAF, Durban 1945. Model KP, malowany Dark Green Hataki i Dark Earth i Sky type S Vallejo, kalkomanie z Avalon Decals (por. nr 9) 23. Spitfire Mk.Vc (trop), (JK180), 2 Fighter Squadron, 52 Fighter Group USAAF, Lt. Richard C. Lampe, 01.1944, Korsyka. Model Hobby Boss, malowany Light Stone z Mr Hobby (H85) i Sky Blue Vallejo, kalkomanie z zestawu Xtradecal. I ostatni (póki co) kolorek, zielony: 24. Spitfire PR Mk I, (N3071), RAF Special Survey Flight, F/L Maurice ‘Shorty’ Longbottom, 18.11.1939 (pierwszy lot fotorozpoznaczy nad Niemcy). Model Mk. I Airfixa + szklarnia i kalkomanie Pavli, malowany Camotint Green z Hataki. 25. Seafire Mk. III, 1. Scuadrún Trodaire, An tAerchór (1. Dywizjon Myśliwski Irlandzkich Sił Powietrznych), 1947, Gormanston. Model chyba Italeri, malowany Interior Grey-Green z Hataki, kalkomanie na zamówienie. Numer trochę wymyślony - na zdjęciach i w zestawach kalkomanii na rynku są numery 149 i 150, ale uznałem, ze skoro już i tak zamawiam, to zrobię ukłon w stronę mojego przyjaciela, który pisał pracę magisterską o występowaniu i znaczeniu liczby 153 w Biblii... 26. Spitfire (mniej więcej) Mk. IXc (D.130), טייסת 101 (Tjjst, Dywizjon), זְרוֹעַ הָאֲוִיר וְהֶחָלָל (Zro’a ha-Awir we-ha-Chalal, Izraelskie Siły Powietrzne), 07.1948, הרצליה (Herclijja). Pierwszy izraelski Spitfire, zmontowany z rozbitych maszyn egipskich. Model KP, malowany RLM Grau 02 z Vallejo (plus Middle Stone, Dark Earth, Dark Green i Ocean Grey z Hataki i Aluminio Satin z Vallejo), kalkomanie z zestawu Techmodu. Arcyurocze jest moim zdaniem okapotowanie silnika, po którego kolorach widać, z czego było toto składane... Kolor RLM02 jest wciąż dyskusyjny, ale, z tego co się zorientowałem, najbliższy temu, jak były malowane wówczas izraelskie maszyny. 27. Spitfire Mk. Vc (AA963), USAAF, 1943, USA. Maszyna przesłana na testy i w celach propagandowych do USA, pierwotnie funkcjonował w oryginalnym RAF-owskim kamuflażu. Malowany Olive Drab/Neutral Grey z Vallejo, kalkomanie: numery na zamówienie, gwiazdy ze starych zapasów. 28. Spitfire PR Mk. XI (EN685?), Versuchverband Oberkommand der Luftwaffe, latał w tzw. Zirkus Rosarius od 06.1944. Konwersja modelu KP, malowany RLM70 Schwarzgrün/RLM04 Gelb z Vallejo, kalkomanie na zamówienie i drukowane samodzielnie. cdn, bo jeden jeszcze tylko czeka na śmigło, na półce leżą trzy następne, a przynajmniej dwa kolejne zostały wyguglane...
-
Pierwsze efekty wyglądały całkiem zachęcająco. A, nie, to jest druga (lewa) strona kabiny. Prawej jakoś nie uwieczniłem. Ale w każdym razie widać, o co chodzi. Świetnie się bawiłem z tą korbą. Tylko że po dłuższych oględzinach oryginalnych fotografii nie dało się nie zauważyć, że te dwa grubaśne (0,3 mm) pręciska na dole nijak nie mogą udawać linek-cięgien od (zapewne) sterów. Trzeba było poprawić, za pomocą wspominanej wyżej żyłki wędkarskiej. Zaczęło to być podobne do ludzi. A skoro uznałem, że efekt można uznać za zadowalający, wziąłem się za malowanie. Podkład... ...i kolor docelowy. Gdzieś (i zabijcie mnie, nie pamiętam gdzie, ale chyba uznałem to za wiarygodne źródło) wyczytałem, że Koolhoveny mogły być malowane od wewnątrz innym kolorem, niż standardowy francuski ciemnoniebieski. Miałoby to zresztą sens, bo przecież były holenderskie. Użyłem więc FS35164 (Vallejo Air71.299, Azul Intermedio). I tu niestety pewna dziura w fotorelacji, bo nie mam zdjęć z etapu malowania instrumentów. Ale za to sporo już ze zmontowanej kabiny...
-
Akt III. Kadłub Scena 1. Kokpit Ponieważ jest to pierwszy żywiczny model, z jakim mam do czynienia, od razu po wypakowaniu z pudła zachwyciłem się precyzją odwzorowania ścianek kokpitu (precyzją, wynikającą m.in. z możliwości, jakie daje żywica). Kabelki, skrzyneczki, no i jeszcze rurka stercząca luzem w powietrzu! No cudo! Uznałem zatem, że tu poprzestanę na dorobieniu tylko kilku dźwigienek czy innych hebelków. Efekt wyglądał tak: Tu wzorowałem się na jakimś przedziwnym kaprysem historii zachowanym zdjęciem wnętrza kabiny. Wyglądała tak: Ale im dłużej się przyglądałem temu i pozostałym zdjęciom, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że to, co oferuje producent, jest dalece niewystarczające. Trzeba zaczynać od zera... Najpierw więc uprzestrzenniłem kratownicę kadłuba, usuwając "ściankę" i dorabiając usuniętą rurę: No a jak się powiedziało A, to trzeba i dalsze litery alfabetu mieć na uwadze... Potem przyszła kolej na tło do tej fascynującej scenerii. Nie mogło być łyse, blachy musiały być do czegoś przynitowane, prawda? Tu usiłowałem pociągnąć dalej wręgi z tylnej części kadłuba, te, na których rozpięte było płótno. Wybaczcie, ale uznałem, że odtwarzanie przestrzenne tylnej części kratownicy, w sytuacji gdy nie robię przedziału radiowego, mija się z celem.
-
:)) Tylko rzemiosło, drogi kolego, tylko rzemiosło... (choć, niezależnie, jest mi oczywiście bardzo miło! A co do samozaparcia - przecież mi się nigdzie nie spieszy....
-
Akt I, czyli silnik (aneks) Scena III. Kołpak śmigła. Wygląda na to, że PM poszło na łatwiznę nie tylko w kwestii silnika, ale i tego, czym się taki silnik z reguły kończy, czyli śmigła, a szczególnie kołpaka. Zestawowy wygląda tak: więc zapewne jest taki, jak w wersji H&S. W oryginale wyglądał tak: . Swoje jeszcze dołożyli autorzy PFC1, rysując kołpak tak: Wypełniłem więc Miliputem zapasowy zbiornik paliwa od Mustanga ze szrotu 1:72 i zacząłem pracowicie obrabiać: (swoją drogą, dwie szpachlówki i polistyren MisterCraft dały całkiem ciekawy efekt kolorystyczny, nieprawdaż?) I już, już byłem bliski zamierzonego celu, gdy nagle przyjrzałem się dokładniej innemu zdjęciu: No nie dostalibyście cholery?!
-
Jeszcze jedna istotna korekta, mianowicie tylna krawędź okapotowania. Na wszystkich, ale to absolutnie wszystkich planach i rysunkach samolotu przebiega ona w prostej linii (z wyjątkiem, oczywiście wycięcia na rurę wydechową). To, że w rzeczywistości było inaczej, zauważyłem dopiero po dłuższym czasie nawet nie wpatrywania, co po prostu oglądania zdjęć. Mój znakomity poprzednik to zauważył, ale nie opisał, więc myślę, że większości obserwatorów (w tym mnie) tego nie zauważyła. Zresztą zobaczcie sami: Czerwoną linią zaznaczyłem przebieg krawędzi powyżej wydechów, czerwona przerywaną - taki, jaki jest we wszystkich planach i modelach (uwaga! z Azurem włącznie!), a żółtym - przebieg rzeczywisty, co zresztą widać na samym zdjęciu. Skutek tego mógł być tylko jeden: Ta biała wstawka, jak i plamy szpachlówki tu i ówdzie to tylko ślady naprawiania mojego niedbalstwa (tu się ukruszyło, tu pękło przy obróbce, etc). Swoją drogą, jestem coraz bliżej myśli, żeby opublikować w formie planu listę wszystkich rozbieżności zdjęcia oryginału vs. stare plany i modele...
-
Wróć: jeszcze jeden kawałek, który trzeba było poprawić. Otóż wypustki na końcówki cylindrów miały profil półokrągły, podczas gdy Planet Models zadowolił się zrobieniem czegoś, co mniej więcej z grubsza usiłowało przypominać dalekie zbliżenie do ogólnej idei tego kształtu. Tego TEŻ nie można było tak zostawić... Fota ze smartfona, a zbliżenie gigantyczne, więc jakość taka sobie, ale widać, o co chodzi. Wypustka po lewej ma kształt pierwotny, trzy na prawo od niej już są obrobione, na tyle, na ile mi się udało.
-
Na koniec akcent optymistyczny, to znaczy gotowa sekcja napędowa, zmontowana, ożebrowana i już po washu:
-
Zresztą, a propos tych przekrojów. Znalazłem w sieci dwa. Żeby było zabawniej, różniące się od siebie. A wszystko wskazuje na to, że ze względu na stan zachowania znanych egzemplarzy Koolhovena, obie prace można w dużej mierze sklasyfikować jak SF... Przypatrzcie się na przykład ożebrowaniu krawędzi natarcia skrzydła czy kształtowi zbiornika oleju...
-
Akt II , czyli okapotowanie. Scena 1. Wylot powietrza z chłodnicy oleju. Ze zdjęć oryginału wynika, że to zagłębienie w dolnej części okapotowania było zagłębione półokrągło, do podobnych wniosków doszedł też rysownik w Polish Fighter Colors 1, więc nie było tu wielkiego wyboru i trzeba było pójść za Autorytetami Problem polegał na tym, że w modelu ten element był zagłębiony na płask (wiem, kretyńsko to brzmi, więc daję poglądowy przekrój przez ten fragment). (przy okazji okazało się, że to najprawdopodobniej ten właśnie element radykalnie zmniejszał średnicę wewnętrzną okapotowania i wymuszał podszlifowywanie cylindrów). Zadanie wydawało się karkołomne, bo musiałem z całą przeróbką zmieścić się w grubości jak najbliższej grubości żywicznej ścianki. Ostatecznie rozwiązałem to tak, jak na przekroju (bo tak będzie najprościej: 1- okapotowanie z modelu, 2-skorupa z CA, 3-płytka 0,15, 4-pręcic plastructu 0,8, przewiercony i zamieniony w rurkę, 5-szpachlówka Green Stuff) Ostatecznie z zewnątrz wyglądało to tak: Zrobiwszy w ten sposób ostatecznie miejsce na silnik, wziąłem się za umieszczanie go w okapotowaniu. Posiłkowałem się tu przede wszystkim zdjęciem z Polskiego lotnictwa we Francji Belcarza, usiłując w miarę logicznie rekonstruować to, co zasłaniało śmigło. To, co tu widać, miejscami mocno się różni od tego, co jest w modelu. Nie ma tam pierścienia Townenda, chłodnice oleju (te dwie beczki z kratką po obu stronach wału) są w modelu za duże i bez kratki, no i oczywiście żadnych dodatkowych ożebrowań, czy tych prętów wzmacniających (?) wychodzących spod śmigła na zewnątrz. Nie widać też na zdjęciu trzech podłużnych chwytów powietrza na górnej części pierścienia (te dla odmiany w modelu SĄ!) Nudzić się tu nie można... Zacząłem od kratek do chłodnic oleju. Zrobiłem je z klejonych do płytki na CA żyłek 0,1, potem wyciętych w okrąg. Same chłodnice zrobiłem ze złomu. Z pręcików plastructu zrobiłem rurki, jak sądzę, doprowadzające i odprowadzające olej. Sama rura została zaś zrobiona z drutu ołowianego pokarbowanego najgęstszym grzebieniem, jaki miałem (grzebień do wszy, hi, hi). Chłodnice są o przynajmniej jakeś 1,5 mm węższe od tego czegoś, co udaje chłodnice w zestawie. Muszą takie być, bo inaczej nie zmieściłyby się między korpus silnika a pierścień T. I tak jeszcze musiałem je zwężać w trakcie pracy, przymierzając, czy silnik już wchodzi w okapotowanei, czy jeszcze trzeba je zwęzić. Ponieważ zaś, jak widać na zdjęciu, te chłodnice są pod kątem, zdecydowałem się, dla lepszego klejenia, lekko podszlifować pierścień półokrągłym iglakiem w miejscu, gdzie będą szły chłodnice. Aha, pierścienia Townenda też w modelu nie ma, okapotowanie to taka skorupka. Zrobiłem go (pierścień) z Miliputu. No, dobra. Wyglądało tak: Ta rura, która sterczy samotnie w powietrzu, ma docelowo trafiać gdzieś pomiędzy cylindry, tyle przynajmniej wydedukowałem z rysunków przekrojów. Musiałem to zrobić przed montażem silnika, bo inaczej nie poradziłbym sobie z tymi rurami.
-
Finiszujemy z silnikiem! (ponieważ czas jest u mnie towarem mocno deficytowym, wolę model robić, niż go obfotografowywać. Stąd relacja fotograficzna będzie czasem skrótowa...) W silniku dopatrzyłem się jeszcze przewodów iskrowych. Co prawda, jak już je zrobiłem (żyłka wędkarska 0,14 mm), to uświadomiłem sobie, że będzie je widać jeszcze mniej, niż obudowy końcówek popychacz, no ale jak zrobiłem, to przecież wyrywać nie będę... Doszedł jeszcze taki cienki pierścień przed kolumnami popychaczy (plastuct fi 0,4). Te zgrubienia robiłem paskami folii grubości jakieś pewnie 0,05 (z rozwalonego smartfona ), usiłując pocelować na doraźnie rozrysowanym okręgu podzielonym na 7 równych części. Najpierw szedł pasek szerszy (ok. 2 mm), potem dwa cieńsze (0,3 mm?) po brzegach. Jeszcze próbowałem od spodu pogrubień dokleić po dwie rurki (plastruct fi 0,2)wychodzące łukami w stronę kolumn popychaczy, ale chyba pojechałem zbyt ambitnie, bo musiałem je poprzycinać do krótkich prostych odcinków. No a potem już farba, lakier i wash. Części szare zrobiłem Medium Sea Grey Hataki, cylindry czarnym matem Vallejo. Lakier błyszczący Vallejo, na to czarny Panel Line Accent Tamki. Gemacht.
-
Też ładnie.
-
Ciąg dalszy walki z silnikiem: cylindry ...i popychacze oraz takie małe, hm, popychaczyki?, takie maleńkie i króciutkie skośne cosie na frontach cylindrów Są bezpośrednio pod popychaczami, a widać je słabo także dlatego, że robiłem je z żyłki wędkarskiej 0,1 mm. Na koniec dołożyłem obudowy końcówek popychaczy (widać je wyraźnie na zdjęciu oryginalnego silnika, to takie jakby głowy Obcych wystające poza cylinder). Dokładne wymodelowanie przekraczało moje możliwości (proszę nie bić!), więc zrobiłem je na tylko na tyle, żeby zasłaniały prosto ucięte końcówki popychaczy. Samousprawiedliwiam się tylko tym, że w złożonym silniku będą na tyle głęboko, że ich i tak nie będzie widać. Przy okazji wyobliłem rozcieńczoną szpachlówką miejsca łączenia popychaczy z kolumnami i dorobiłem elementy (zawory?) na górnej stronie bloku silnika (na zdjęciu można je zobaczyć po prawej stronie).
-
Potem poszły śruby wystające spomiędzy (przyszłych) kolumn popychaczy i wreszcie same kolumny (trochę ostrość uciekła). Ponieważ w oryginale krawędzie w tych miejscach są pozaokrąglane, próbowałem to zrobić za pomoca mocno rozrzedzonej szpachlówki Tamiyi (rozcieńczałem rozcieńczalnikiem Hataki Lacquer Thinner).
-
Po dłuższej zabawie ze szpachlówką (szara Tamiya), papierami ściernymi, improwizowaną tokarką (silnik włożyłem w uchwyt wiertarki) nabrało toto kształtu w miarę akceptowalnego. Na zdjęciu widać też wklejone w charakterze śrub pręciki 0,2 (Plastruct) i wstępne otwory do kolumn popychaczy.
-
Co dalece gorsza jednak, blok silnika (czy jak to się tam nazywa), ma zupełnie inny kształt, niż mieć powinien. podejrzewam, że PM poszło na łatwiznę, i zrobiło do obu wersji modelu (H-S i G-R) jeden silnik, dając tylko różne okapotowanie. W każdym razie oryginalny G-R 14N wygląda tak: a to, co jest w pudełku, tak: Ten wielobok, widoczny na dolnym zdjęciu to już moja robota. Oryginalnie miejscami na cylindry były półokrągłe wyżłobienia - za płytkie, stąd właśnie to wystawanie cylindrów poza krawędź bloku. Zeszlifowałem te wyżłobienia na gładko i zrobiłem po prostu 14 gładkich ścianek tak, żeby cylindry ustawić prawidłowo.
-
Na pierwszy ogień poszedł silnik. I rzeczywiście, cylindry wklejone wg zamysłu projektantów Planet Models wystają poza blok silnika.
-
Cóż mogę rzec. Z pokorą przyjmuję zarzuty i uwagi i bardzo za nie dziękuję. Muszę popracować nad techniką malowania, i nie ma się tu nad czym zastanawiać, tylko po prostu brać do roboty.
-
Jak to: zniknie?
-
Najpierw trochę historii. Kolejny (po Defiancie) prezent, spełniający narzucone sobie samemu wymogi (modele, których nie skleiłem w poprzedniej epoce, na których latali Polacy i w skali 1:48). Dodajmy do tego jeszcze może nie wymóg, ale rzecz mile widzianą, tzn. im dziwniej, tym lepiej. Nie da się ukryć, że Koolhoven ten ostatni wymóg spełnia idealnie, i to nie tylko pod względem samego samolotu, ale i modelu, skoro w tej skali robi go tylko (według mojej wiedzy) jedna firma na świecie, a i to w short-runie. Model dostałem od mojej Pani, która dołożyła wszelkich starań, żeby prezent był niespodzianką (a zadanie utrudniał Jej fakt, że ten model występuje w dwóch wersjach silnika, więc musiała ode mnie wyciągnąć informację, o którą wersję chodzi, i to tak, żebym się nie zorientował) Przestraszył mnie trochę warsztat pezetela, te wszystkie przerabiania, uważanie, żeby tego nie wklejać przed tym, więc przez jakiś czas podchodziłem do pudełka z modelem jak pies do jeża. Dodatkową rzeczą, która wzbudzała moją wątpliwość, był schemat malowania. Oczywiście, wiadomo było, że zrobię "11" Jasionowskiego, bo tu wielkiego wyboru nie ma, ale chodziło o kolorystykę, która w zdecydowanej większości współczesnych publikacji była dwukolorowa, szaro-zielona (Gris Bleu Clair i Kaki), ale całe szczęście w Polish Fighter Colours 1 podano bezapelacyjnie, że jednak Koolhoveny były trójkolorowe. Uf. Inaczej byłoby za nudno...
-
Hm. napiszę tak. Miło mi faktycznie nie było, ale spokojnie, absolutnie nie odebrałem tego osobiście. Serio. Bardzo Ci dziękuję za te uwagi, bo one są po to, żebym robił lepsze modele, a nie po to, żeby dopierdolić. A straty moralne postaram się wynagrodzić w następnym modelu Jak już zrobię galerię to się skupię na detalach, hi, hi.
-
Ała, zabolało... Ale słusznie, bo trafiłeś idealnie. W detalu bawię się świetnie, w wykańczaniu dużych powierzchni - gorzej. Ewidentnie muszę nad tym jeszcze sporo popracować. W każdym razie stanie się ikoną sporu (zgadzam się, że absurdalnego) nie jest moim celem. Przynajmniej nie grozi mi nuda wynikająca z samozadowolenia, a to już coś!
