Skocz do zawartości

Helmut

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    546
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Zawartość dodana przez Helmut

  1. Na mój gust chyba faktycznie trochę zbyt nachalne. Czy może raczej: miejscami za bardzo widać (tak sobie myślę) granicę cienia. Jak by może to wysubtelnić, to by naturalniej wyglądało...?
  2. Wydetalowanie kokpitu robi wrażenie. Chociaż zastanawiam się nieśmiało, czy nie warto dodać jeszcze jakichś kabelków luzem, żeby podbić jeszcze efekt przestrzenności... Tak czy inaczej, lecę po popcorn. Zwłaszcza, że jak sam robiłem Ki-100, rto przerabiałem go za pomocą kilogramów szpachlówki z vacuformowego Ki-61. Ale to było tak mniej więcej pomiędzy permem a triasem...
  3. Po tryśnięciu bezbarwnym matem (Barniz Mate z Vallejo) - bo, jak pisałem, uznałem, że tym razem brudzenie eksploatacyjne nie jest konieczne, a brudzenie "plastyczne" (uwypuklenie linii podziału, etc) - niepotrzebne, wziąłem się za finisaż podwozia, czyli wkleiłem golenie i wszystkie konieczne siłowniki, sprężynki i inne drobiazgi. Opony wkleiłem na samym końcu, bo w tym zestawie mają one od razu ugięcie, więc musiałem je kleić do modelu stojącego w pozycji docelowej. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że samolot bez kapci wyglądał jak debil.
  4. Potem poszedł Sidolux... ...i kalki. Litery kodowe zamówiłem (wg własnego projektu) w Melius Manu. Niezależnie co by mówić o specyficznym podejściu do klienta, same kalki są przyzwoite, choć trzeba zauważyć, że baardzo miękkie. Używałem zmiękczacza (tylko na kalki) Wamodu i reagowały na niego błyskawicznie. Zestawowe rondle Airfixa też zresztą zareagowały nieźle, choć już nie tak ochoczo.
  5. Potem miejscami trysnąłem górę amelinium (Alluminium Satin z Vallejo Air) i szuwaksem do chippingu (Heavy Chipping Effet MIG-a), żeby całość góry potraktować najpierw Dark Earth (B009 Hataki) i Dark Green (B016 Hataki); gumowe dywaniki poszły z pędzla. Starałem się uzyskać efekt dyskretnego i delikatnego odrapania, chociaż z tego, co widzę, miejscami drapanie tym bambusowym patyczkiem wyszło cokolwiek za topornie (szczególnie przy wejściu na skrzydło).
  6. Było to moje pierwsze w życiu tak duże malowanie aerografem, ale na moje oko wyszło całkiem nieźle. Dół malowałem Verde cielo (czyli Sky type S, ale nazwa hiszpańska brzmi zabawniej...) z Vallejo Air. Przy okazji okazało się, że linie podziału i nity są na tyle wyraźne, że nie będzie potrzeby bawić się w jakiś zaawansowany wash, zwłaszcza że ta maszyna chyba nawet nie zdążyła się w dywizjonie ubrudzić, zanim ją przemalowali na czarno. Muszę tylko jeszcze popracować nad eliminacją paprochów...
  7. Teraz niestety następuje większa dziura w relacji, nie dlatego, że się nic nie działo, ale dlatego, że aparat w moim telefonie przez pewien czas odmawiał współpracy, a ja z kolei nie uznałem tego za powód, by wstrzymywać prace nad modelem. Kurtyna zatem odsłania się w momencie, gdy: silnik jest skończony, wywashowany i wmontowany w łoże, łoże wraz ze ścianą ogniową są doklejone do kadłuba, kadłub jest sklejony ze skrzydłami, do kadłuba jest doklejona owiewka i "tunel" pomiędzy kabina pilota a wieżyczką, w skrzydła są wstawione reflektory luki podwozia i szklarnia są zamaskowane, a całość gotowa do malowania. Czyli tak:
  8. Co do kolorów, to bardzo pouczający jest tekst i interpretacji czarno-białych zdjęć u Królikiewicza/Matusiaka (ostatnie wydanie Polskiego samolotu i barwy 1939-1945). Ja przy doborze barw kieruję się nazwami, ewentualnie jest zgryz, jak różni producenci ten sam nominalny kolor dają zupełnie różny. Wtedy, wychodząc z podobnego założenia, co moi Przedmówcy odnośnie wiarygodności eksponatów i innych kolorowych źródeł - robię to, co Ty, czyli wybieram ten, który mi się bardziej podoba. A następną razą spróbuj zrobić drut antenowy z nitki z pończochy. Jest odpowiednio cienki, a przy tym elastyczny, więc ładnie się napręża. Polecam
  9. Przyszedł czas na podłubanie przy silniku. Ponieważ CMK z przyczyn niepojętych zrobiło silnika tylko pół, trzeba było sobie poradzić samemu. Okazało się, że z planami Merlina III w sieci kiepsko (chociaż to może ja kiepsko szukałem...?); jedyne w miarę sensowne, co udało mi się znaleźć, to takie coś: To mi posłużyło do ogólnego ukształtowania bryły; detale już robiłem na podstawie zdjęć, szczęśliwie dużo liczniej występujących w Internetach. W każdym razie efekty wstępnego etapu prac prezentowały się następująco: Tu jestem na etapie dodawania śrub od miski olejowej. Pręciki Plastruct 0,3 mm.\ Potem trzeba je było przyciąć do odpowiedniej długości... ... i wkleić pomiędzy nie wzmocnienia krawędzi miski. I tak to wyglądało po pierwszej warstwie farby (należy się patrzeć na precyzję wykonania konstrukcji :P, a nie tymczasowe niestaranności w malowaniu)
  10. Hm, to jest jakiś pomysł, zwłaszcza, że oczy już nie te... :). Czy polecałbyś coś konkretnego?
  11. A nie ma jakichś w vacu? Rob Taurus robi w 1:48, to może i w 72 będą?
  12. Przyszła kolej na pomalowanie. Lubię ten moment, bo dopiero wtedy zaczyna to nabierać prawdziwego wyglądu.
  13. Słusznie I faktycznie to może być ciekawe narzędzie. Dzięki!
  14. Wydaje mi się, że zadziorki pousuwałem, ale najdziwniejsze jest to, że takie rzeczy dopiero na zdjęciach wyłażą. W naturze ślepi się w to człowiek i nic nie widzi... W każdym razie zabawy z łożem ciąg dalszy, czyli doklejamy wszystkie możliwe zauważone bebechy. ...i w zbliżeniu... ... i z drugiej strony (przepraszam, że trochę poruszone)
  15. Znam, korzystałem przy szlifowaniu drewna pod wosk i politurę. Może rzeczczywiście się nadać świetnie do szlifowania wklęsłości, np. przy połączeniu kadłub-skrzydła. Ale nie byłaby za gruba? Najdrobniejsza, jaką widziałem, to 000. Dąb szlifuje na lustro, a plastik...?
  16. Jeśli klejem do plastiku, to mógłby przy okazji złagodzić kanty tak, gdzie nie trzeba
  17. Dzięki. Faktycznie, to jest problem. Jak sobie z tym poradziłeś? Ja myślę o delikatnym przeszlifowaniu drobnym (1000) papierem ściernym krawędi.
  18. To był ten prostszy kawałek. Teraz zaczęły się schody, bo ni cholery nie byłem w stanie znaleźć dobrej ilustracji, ukazującej CAŁĄ konstrukcję łoża. W monografii znalazłem tylko takie coś: Teraz to jestem mądry, i wiem, co jest co. Ale wtedy, im dłużej się w to wpatrywałem, tym głupszy byłem. Wyguglałem gdzieś w sieci fotkę Defianta bez silnika, ale, oczywiście, jak to w takich sytuacjach bywa, z pikselami jak ruskie czołgi... Nawet zagoniony do pracy Photoshop niewiele pomógł: Dobrze, że w pewnym momencie zorientowałem się, że może jeszcze warto uwzględnić w tym wszystkim trzeci wymiar, czyli szerokość łoża, zwłaszcza z przodu, gdzie się przecież zwęża. Kolejna trudność: przecież plastik Airfixa jest, mimo wszystko, w skali jednak grubszy od oryginalnego duralu, nawet na kształtkach. Musiałem więc zmakietować okapotowanie, pracowicie a żmudnie klejąc do siebie wycięte wcześniej blachy. Okazało się, że przydałyby się przynajmniej dwie dodatkowe ręce, a w najgorszym wypadku ze trzy ekstra palce przy tych istniejących... Efekt zmagań wyszedł tak:
  19. Śruby trzymające całą konstrukcję robiłem z pręcika 0,25, najpierw nawiercając odpowiednie (no, powiedzmy...) miejsca w konstrukcji. Potem wklejałem przycięty pręcik na CA i docinałem do odpowiedniej długości. Teraz (z perspektywy czasu) widzę, że powinienem był najpierw wkleić wszystkie i docinać po całości (byłyby wtedy naprawdę równe). Odkryłem też, że takie cienkie profile najlepiej kroi się żyletką. Minimalny nacisk eliminuje ryzyko, że cięty element odpadnie przy przycinaniu, co w przypadku skalpela zdarzało się nie raz...
  20. Silnik, jak to silnik, nie wisi sobie w powietrzu, tylko spoczywa na solidnym łożu. Musiałem wykonać i przeskalować rysunek, nakładając nań zdjęcie rozbebeszonego Defianta, uzyskałem efekty następujące: Wszystko robione z materiałów Plastructu, o ile pamiętam były to pręty 0,8 i płytka 0,25 na podstawową konstrukcję.
  21. Skończywszy wnęki podwozia zabrałem się za... tak, zgadza się, za silnik (dawno go nie było, co?). Opierając się na: 1. podstawowej modelarskiej zasadzie "po co łatwiej, skoro można trudniej", i 2. nie mogąc przeboleć, że w rozwiązaniu, które przyjąłem dotąd, te wszystkie urocze plątaniny bebechów na silniku będą niewidoczne, a także 3. pamiętając uwagę rymulusa z 5 kwietnia 2020, oraz 4. chcąc dopieścić Defianta, że musiał tyle na mnie czekać, a także 5. siebie, że musiałem czekać na niego - po prostu nie mogłem postąpić inaczej.
  22. Jeszcze przybliżenia na wnęki prawą i lewą z osobna:
  23. W efekcie całość przed washem a po pierwszym pomalowaniu wyglądała tak:
  24. ....uprzednio usiłując dorobić zrekonstruować możliwie jak najwięcej okablowania z podłogi (sufitu?) luków. Robiłem to ze standardowych ołowianych drutów różnych grubości (chociaż raczej z tych cieńszych...), a te najcieńsze druciki przyklejone do podłogi wyplotłem z jakichś starych kabelków. Nie mam pojęcia, ile te druciny mają, ale pewnie około 0.05 mm... No i dokleiłem ścianki.
  25. ... dorzeźbiłem wspomniane wyżej ścianki zewnętrzne...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.