Jump to content

Helmut

Members
  • Content Count

    7
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

10 Good

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Najpierw uznałem, że chyba przesadzasz. Tem silnik ma 2 cm długości! Ale jak zobaczyłem Twoje szaleństwa przy P.11 w 1:72 - no nie, cholera, gość ma rację. DA SIĘ!
  2. To jest raczej poblask. Zwróć uwagę, że taki sam jest na krawędzi blachy owiewki wywiniętej na kadłub. A z kolei na górnym fragmencie owiewki - znów ciemny, jak na kadłubie...
  3. (24 maja) Tym razem na warsztat poszło podwozie i okolice. Trwała fascynacja fototrawionymi blaszkami, zwłaszcza, że boki luków podwozia to całe olbrzymie blaszyska, a nie ten drobiazg z kabiny. Brudzing wyszedł chyba w miarę, ale widzę, że będę musiał dopracować jeszcze techniki malowania. Ambitnie dorzuciłem jeszcze kilka kabelków (wciąż drut miedziany), podpatrzonych w warsztacie u konkurencji 😉 (https://www.pwm.org.pl/viewtopic.php?f=12&t=5494&hilit=Defiant). Ale jak się teraz na to patrzę, to chyba jeszcze parę detali tam dorzucę... Na następny ogień poszły golenie podwozia głównego. Wyguglałem jeszcze gdzieś fotki z walkaroundu, gdzie dobrze widać wszystkie detale. Pierwsze koty za płoty, ale ślepy nie jestem i efekt moich działań (wciąż drut miedziany!) przestały mi się dość szybko podobać. W każdym razie do tematu jeszcze wrócimy 😉 Na tym samym forum podpatrzyłem też radiostację, umieszczoną na pomoście między kabiną pilota a wieżyczką. Sam bloczek zrobiłem z żywicznego odpadu po zestawie CMK, pasek dookoła - z odpadu z zestawu Eduarda. Jak mówi moje dziecię, uczone w przedszkolu ekologii - "wykozystaj, nie wyzucaj!". Przy okazji doszły jeszcze wzmocnienia płyty pancernej pilota. Banalnie, z gwoździ... uprzedzając cudze i własne zarzuty o niestaranne wykończenie końcówek, odpowiadam, że po nałożeniu oszklenia i tak nie będzie tego widać. Za to na pewno dodam jeszcze siłownik podnoszący i opuszczający nieprzezroczystą część nadbudowy. (26 maja) Przymierzając oszklenie do wcześniej zrobionej wieżyczki zobaczyłem (bo nie dało się tego NIE zauważyć), że kaemy są cokolwiek szeroko rozstawione i mocno szorują o zewnętrzne krawędzie szczelin w kopule. Rad nierad musiałem dokonać korekty, dbając o to, żeby po korekcie kaemy nadal się poruszały. Uznałem, że odcięcie ich i podszlifowanie od wewnątrz powinno załatwić sprawę. Z powrotem wmontowałem je na stalowy trzpień. Mieścić się w szczelinach, owszem, mieszczą, ale ciągle lekko szorują, poza tym gwóźdź zamontowany w charakterze trzpienia nie trzyma się tak dobrze, jak myślałem i jedna para kaemów potrafi się poruszać niezależnie od drugiej. Na otarcie łez po wtopie poprawiłem sobie humor wywierceniem otworów w lufach - też nie do końca dobrze, bo, jak widać, w jednej wiertło mi trochę zjechało. A poza tym i tak to bez sensu było, bo w modelarskim znalazłem do kupienia metalowe lufy luzem. Na razie grzecznie czekają na swoją chwilę... (tu nastąpiła dłuższa, bo ponad półroczna przerwa...) (26 lutego 2020) Silnik nie dawał mi spokoju. Jak już wspominałem, fotki na wikipedii nie pokazują go za dobrze. Poniżej pokazuję najlepsze ujęcie. Spokoju nie dawały mi zwłaszcza kable doprowadzające iskry do świec. Udało mi się wyguglać walkaround Merlina III - nie urywa, ale na pewno widać na nim więcej, niż na tych z wiki. Jak na bogato, to na bogato uznałem. Zachęcił mnie do zmiany okablowania zakup ołowianych drutów. Wreszcie można poszaleć! Efekt kilkudniowych zmagań wyglądał najpierw dość egzotycznie: A ostatecznie przybrało toto taką formę. To długie pomarańczowe to izolacja od pojedynczego drutu w kablu sieciowym. Ponieważ druty ołowiane nie chciały się na tym nawet na CA trzymać, zastosowałem technikę mieszaną i rozgrzanym za pomocą świecy drucikiem najpierw wypalałem dziury w tej izolacji, potem na CA wklejałem druty. ostatnim etapem był ten warkocz nieszczęsny, który miał w założeniu wyglądać jak przeplatające się kable. Szczerze - co prawda i tak jest lepiej, niż poprzednio, ale szału nadal nie ma... Może po prostu tym razem pokonała mnie skala? cdn...
  4. Bardzo proszę: część pierwsza, z konieczności okraszona licznymi zastrzeżeniami i usprawiedliwieniami
  5. Najpierw trochę historii O istnieniu Defianta dowiedziałem się baaaardzo dawno temu z zeszytu TBU (nr 87) i od razu się w nim zakochałem. A już szczególnie zafascynował mnie egzemplarz N1671 - "the sole survivor", jak to mówią Anglosasi. Marzyłem o tym modelu. Jak widać po książeczce, sfatygowana mocno... Z przyczyn obiektywnych a oczywistych moje uczucie musiało pozostać platoniczne przynajmniej do 1990 roku, a jak już możliwość skonsumowania tegoż uczucia stała się realna, to jakoś tak wyszło, że a to okazji nie było, a to przerzuciłem się na Japończyków... I tak zostało, aż do zaprzeszłego roku, kiedy starszy pan, którym się stałem, zażyczył sobie tenże model na urodziny (litościwie zmilczę, które). Zaraz potem poleciałem do modelarskiego i dokupiłem blaszki Eduarda (kabina i luki podwozia) oraz żywiczny silnik CMK. Uznałem, że skoro model tyle na mnie czekał, to mu się należy i będzie na bogato. Problem obiektywny polega na tym, że jest to po pierwsze mój pierwszy model od lat, a i oczka i łapki już nie, jak i technologia modelarska przez te parędziesiąt (no, powiedzmy...) lat poszła do przodu. A ja uznałem, że pojadę ambitnie, więc proszę bardzo Kolegów Modelarzy, o wyrozumiałość i Łagodny Wymiar Kary, tak odnośnie modelu, jak i ewentualnych faux-pas początkującego forumowicza. Krytykę przyjmę z pokorą Jeszcze jedna rzecz. Ponieważ konto na niniejszym szacownym forum założyłem niedawno, a model zacząłem robić już dłuższy czas temu, część tego wątku będzie historyczna, tzn będę raczej referował co i jak zrobiłem, niż zdawał relację z placu boju. Wybór pierwowzoru był oczywisty: N1671. Ponieważ jednak jestem wrażliwym na kolory wzrokowcem, uznałem "klasyczny" wygląd tego samolotu, czyli cały czarny, za - przepraszam tych, których to może urazić - nudny. (Swoją drogą zastanawiam się, co mieli w głowach goście z muzeum Hendon, malując mu na ogonie wersją fin flasha stosowana od 1942???) Całe szczęście na początku Defianty w 307-mym były łaciate. Martwiła mnie tylko jedna rzecz, tzn kwestia koloru dolnych powierzchni skrzydeł i kokard lub ich braku tamże. Na szczęście jedno ze zdjęć u Królikiewicza/Matusiaka rozwiało wątpliwości: Zdjęcia postępów prac starałem się robić od samego początku, ale pierwsze gdzieś przepadły, więc zaczynam od najstarszych zachowanych. Robiłem mało ambitnie, bo telefonem, więc ostrość lubi uciekać :( 6 maja 2019 Na wikipedii są zdjęcia N1671 częściowo rozłożonego na czas remontu (https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Boulton_Paul_Defiant_at_RAF_Museum_London); zdjęcia w bardzo dobrej jakości są prawdziwą kopalnią. Pozwoliło mi to częściowo uzupełnić zestaw CMK (czemu nie odwzorowali całej bryły silnika, tylko dali jakąś durną podłogę, to nie rozumiem!) i okablowanie. Nie wiedziałem wtedy jeszcze o istnieniu modelarskich drutów ołowianych (pojawią się w następnych etapach prac), więc ambitnie pracowałem z drucikami miedzianymi, wybebeszonymi z kabli sieciowych. Podpierając się zaś świeżo zdobytą wiedzą o weatheringu, zaopatrzyłem się w sidoluks i starannie pobrudziłem wszystko, co się pobrudzić dało: 7 maja Niemiłosiernie się umęczyłem z wmontowaniem bloku silnika - za cholerę nie chciał się dać wypoziomować. Wnętrze kadłuba z kabina zrobiłem już wcześniej, ciesząc się jak dziecko drobniutkimi fototrawionymi detalami i klnąc jak szewc w czasie ich montażu. Nie wpadło mi do głowy, żeby kleić je na cyjanoakryl i twardo uziłowałem je przymocować zwykłym klejem modelarskim. Trzymać się trzymają do dziś, ale co mnie to nerwów kosztowało.... Kabinę też oczywiście starannie pobrudziłem. CDN...
  6. Ło rrrany!!! No jakbym sam pisał! Spitfire Ucziebno-Trienirownyj Istriebitiel! Ten Hurricane, o którym wspominałem, też tu jest... No i kolekcja Mikro 1:144, w której był Łoś o okrągłym przekroju kadłuba... Dzięki, Baas!
  7. Po pobieżnym przejrzeniu niniejszego działu widzę, że jestem w typowej grupie użytkowników: starszy (40+) pan, który po dłuuuugich latach przerwy wraca do hobby z młodości. Różnice zasadniczo są dwie, ale za to kluczowe: nieporównanie większy wybór modeli, akcesoriów, etc. i nieporównanie inne (no, bez przesady...) możliwości finansowe. No nie, przepraszam, jest jeszcze trzecia różnica: technologie. Zanim w ogóle zacząłem się ponownie w modelarstwo bawić, długo obwąchiwałem wszystkie techniki brudzingów, żywic, fototrawień, metalizerów... Apetyczne to bardzo, ale i lekka obawa jest, bo i oczy już nie te i łapki nie tak pewne ;). Ale, jak to mówił jeden mój klient, domagając się na następny tydzień gotowej kampanii reklamowej: Stary, to jest k***a CZELENDŻ! I tego się będę trzymał :) Kiedy jeszcze po ziemi biegały dinozaury, kleiłem, co oczywiste, wszystko co było, czyli jaki, czaple, szturmowiki i łosie, malując tym, co było, czyli wilbrą i Reno. Jak dinozaury wyzdychały i zaczęły biegać mamuty, pojawiły się straszliwe polonijne modele spitfire'ów i Hurricane'ów (te ostatnie o kadłubie tak wąskim, że w realu nie zmieściłby się w ich kabinie nawet charcik włoski), potem straszliwe inaczej wakuformy. To była epoka klejenia wszystkiego, co popadnie. Specjalizacja nadeszła z modelami Novo, kupowanymi na ś.p. giełdzie w warszawskim Muzeum techniki (polskie maszyny na zachodzie), a potem, samobójczo dla portfela, przeniosła się (taż specjalizacja) na Daleki Wschód, do Japonii. W ramach oszczędności zacząłem kanibalizować wcześniejsze modele, np. P-40B na P-36, (przy pomocy paru kilo szpachlówki); niedokończonym szczytowym osiągnięciem była przeróbka P-47D na N1K1-J... Wszystko już było gotowe, ale poprzychodziły różne tam matury i takie tam płcie przeciwne, więc zabrakło i motywacji, a i finanse przeszły na inne cele... Z dawnej epoki zachowały się tylko B5N2 i Ki-47... No i na starość uznałem, że czemu, do cholery, nie przeprosić się z tym wszystkim...? Zaczęło się od modelu "Kubusia" 1:35, który dostał syn i którego, ku rozpaczy tatusia, jakoś nie miał melodii robić. A teraz na warsztacie jest Defiant Mk. I Airfixa 1:48. Ale to wątek już na Warsztat...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.