Sprawność naszych F-16 wynosi 80% z czego niektóre nie są zdatne do lotu z powodu trwającego na nich szkolenia personelu naziemnego, a część była jeszcze w trakcie odbioru technicznego. Ale to i tak więcej niż wdrożonych dawno temu MiG-29 czy Su-22 (najweselej było w latach 90tych, gdy sprawne były ledwie 4 maszyny na całą eskadrę). Sprawność niemieckich 'brand new' Typhonów wynosi 60%!
Niestety przeciętny zjadacz chleba nie rozumie że samolot jest bardziej skomplikowany niż pilot od telewizora, a obsługa samolotu różni się od obsługi samochodu. Sprawności 100% nigdy się nie osiągnie i to niezależnie czy byśmy posiadali maszyny europejskie (np taki Tornado, w szczycie swojej obecności w SP państw europejskich miewał sprawność 50-60%) czy rosyjskie - to wie każdy pasjonat lotnictwa.
Ale media celowo podgrzewają niezdrową atmosferę, bo dziennikarze z czegoś muszą żyć. Każde najmniejsze zdarzenie jest rozdmuchane do przesady (nie mówiąc już o tym, że nie potrafią odróżnić zdarzenia od awarii). Zresztą to normalne że w czasie pokoju chucha się na zimne. W czasie "W" sprawność maszyn była by znacznie większa.
Poniżej cytat Toya (badaj najbardziej medialnego naszego pilota wojskowego) odnośnie Gipena, który tak chętnie jest stawiany jako przykład tego co powinno u nas latać.
Sobie kolega niech przeczyta o średnim wskaźniku awarii na godzinę lotu, bo takowy wskaźnik jest reprezentatywny, a samo liczenie bez wzięcia do rozważenia punktu odniesienia możesz sobie wsadzić... gdzieś. Okaże się wówczas, że Viper jest jednym z najmniej awaryjnych samolotów jednosilnikowych we współczesnej awiacji wojskowej!