-
Liczba zawartości
190 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez CrazyPillow
-
Malowanie PZL-27 (podobno był to pierwszy polski samolot z chowanym podwoziem), było dosyć specyficzne. Dodatkowo przemalowano później ten samolot - pomalowano go od połowy w dół na niebiesko (wcześniej miał tylno niebieski pas wzdłuż kadłuba). Samolot z konstrukcji był bardziej "PeWueSowy".
-
Również wczesne malowanie, dotyczące wielu samolotów Fokker F-VII i rodziny samolotów PWS. W sumie jest to malowanie, które tworzy jakiś system. Typowe dla samolotów ze sklejkowym skrzydłem i kratownicowo-szmacianym kadłubem. No dobra, dodałem malowanie "sklejkowe". Just in case.
-
Zacznijmy od początku: PZL.13 w malowaniu typowym dla Junkersa F.13. Drugi rysunek to malowanie Ju-52/3m. Ten ostatnie jest znacznie późniejszy, ale malowanie podobne.
-
Nie zapomniałem o swoim PZL.13, tylko myślę i testuję różne sposoby wykonania różnych rzeczy. Na razie nie mam nic wiele do pokazania, ale w kwestii malowania możemy trochę pobić pianę. Zastanawiałem się nad pomalowaniem takiego samolotu. Oczywiście "Barwa w Lotnictwie Polskim" nr 2 i nr 3 Pana Adama Jońcy została moim najlepszym kumplem. Książeczka A. Glassa o PZL-4, -27 i -44 też daje radę. I muszę stwierdzić, że PLL Lot przed wojną nie miału jakiegoś uniwersalnego szablonu malowania samolotów. PWS-y były malowane inaczej (skrzydło kryte sklejką było w swoim naturalnym kolorze), Junkersy miały swój własny teutoński malunek, Lockheed'y i aluminiowe PZL-e lśniły alu z czarnymi literami. Dodatkowo prototypy malowane były bardzo skromnie (znaki rejestracyjne i może coś jeszcze). I weź bądź tu mądry. Więc zaproponowałem taką metodę: biorę dany sposób malowania i maluje nim PZL.13. Powstaje konstelacja malowań "trzynastki" na tle historycznego pacykarstwa. Tylko nie będę się wygłupiał i malował aluminiowego skrzydła w PZL.13 na kolor bezbarwnie lakierowanej sklejki. Dajcie znać, które Wam pasuje lub wydaje się najbardziej historycznie prawdopodobne.
-
Właściwie, to możnaby dokleić taką alternatywną historię: bogaty biz-mez-men zamówił taką wersję w fabryce. Do udziału w wyścigach. Fabryka była zadowolona, bo sami chcieli zobaczyć co z tego wyjdzie. Sounds good. Chociaż z drugiej strony Polska to nie Ameryka, biznesmeni troszkę skromniejsi, a wyścigi lotnicze raczej straciły na popularności w drugiej połowie lat 30-tych (co niestety spaprało los RWD-19).
-
I o to właśnie chodzi szanowny kolego! Niech sypie się wiór! Się posprząta. A nie tylko posmarować i docisnąć . Aha i chyba miałeś na myśli "usterzenia pionowe", bo kaczka ma tak blisko ster kierunku swojego środka ciężkości, że trzeba zwiększać powierzchnię statecznika pionowego, czyli dać dwa. Żeby w ogóle działał. No i kółko z przodu, raczej mus. Ale za to jaka widoczność do przodu. Ok, żart, ale jako maszyna eksperymentalna... what-if? why not?
-
Łoś mi się podoba bardzo, ale nie kojarzę do czego mógłby służyć. Może jako samolot fotogrameryczny, taki jak powojenny MD-12. To miałoby sens. Lot mógłby go użytkować jako spółka cywilna. Ale nic więcej mi nie przychodzi do głowy, Bober, rozwiń proszę myśl.
-
No i proszę, jakie talenty mamy w kraju! Super to wygląda. Brakuje tylko jeszcze polskiego Me-321. Ale od biedy THK-1 też mógłby być. Albo dwa na podwójnym holu. Aleksander, wrzuć proszę jak możesz jeszcze parę fotek tego Łosia cargo. Dziwne, ale inspirujące. Naprawdę mi się podoba. Myślałem kiedyś nad PZL-44 w wersji transportera wojskowego. Ale na Lot-owskiego Łosia nie wpadłem... Widać starzeje się człowiek, muszę zdrapać wapno z synaps . Albo zrób może wątek z tymi modelami i pełną galerią, bo fajne to jest. Nie ma się co cykać, myślę, że wielu ludziom sprawiło by frajdę obejrzenie tego i byłoby inspiracją na przyszłość. Jak się komuś nie podoba, to nie musi oglądać...
-
Szczerze mówiąc myślałem o tym, ale układ Puławskiego się do tego kompletnie nie nadaje. Muszę popełnić dłuższego posta o tym układzie, bo ludzie, którzy nie studiowali wytrzymałości konstrukcji niestety nie mogą w pełni docenić tego brylantu. A też powinni mieć coś z życia, tylko muszę to napisać przystępnym językiem. Working on it. Wtedy wiele rzeczy stanie się jasne. Tylko muszę też zahaczyć o to jak konstrukcyjnie działa dwupłat. Ale jeśli ktoś z Was ma jakiś fajny pomysł jakby to miało wyglądać, dajcie proszę znać. Może na coś nie wpadłem....
-
Namówił!
-
Ale za to będzie się świetnie trzymał nawierzchni lotniska nawet przy dużych prędkościach. Jak bolid F1 z antypłatami. Ok, żarcik. Wypukłym do góry, jak w Ju-87 i F4U. Chociaż to strasznie przeszkadza przy stromym nurkowaniu .
-
Służę uprzejmie: celem jest zbudowanie polskiego Sztukasa i Corsaira w jednym. Takie 2w1, tylko że lepsze, bo polskie .
-
Profil nie jest odwrócony. Wypukłym do góry, płaskim z dołu. Pisałem, że 2/3 skrzydeł (od zastrzału do końcówki) jest zdjęte z przyrządu montażowego w fabryce. Od zastrzału do kadłuba odwraca się żebra góra-dół. Jedyne co tam się zmienia to blacha pokrycia. W alternatywnej rzeczywistości. A że w modelu skrzydło wzięte "as is" - no a jak inaczej? Oprofilowanie skrzydło kadłub? W P.11? A było? Po co? Owiewka tylko niepotrzebnie zwiększa przekrój czołowy w miejscu łączenia i wydatnie zwiększa opór interferencyjny skrzydło-kadłub. Bo strugi powietrza, które z chęcią poleciałyby dalej, nie dość że muszą opłynąć skrzydło, i kadłub, to jeszcze muszą opłynąć zaokrąglenie wprowadzane przez owiewkę. Dlatego w "jedenastce" jedyne oprofilowanie było na samym noska skrzydła, gdzie przekrój kadłuba był mniejszy. Tak na dobry początek. Kółka zrobione, osłona silnika też. Zastrzał dał się przykleić. Ładnie go poprosiłem i się zgodził. Teraz jeszcze doszlifować i malowanko. Wrzucam dwie fotki dla ciekawych.
-
Lakier matowy wysechł, ale niestety jakoś nie zauważam różnicy in plus. Na pewno nie zaszkodził. Wrzucam parę zdjęć, bo zimę czas zacząć
-
W sumie to jest to dziwne, że samoloty są "otwarte" do góry, skoro tam jeż są tylko chmury i kosmos. A przecież samoloty latają z punktu A do punktu B na ziemi, więc logiczną wersją byłoby gapić się w dół, jak w lotni. A tu proszę: od zawsze piloci mieli problem z widocznością ziemi i lotniska przy lądowaniu. Nawet im specjalne okienka w podłodze musieli robić ... crazy
-
Skrzydło przyklejone, tak samo ogonek. Z przodu przykleiłem dystans, żeby móc wkleić silnik we właściwej pozycji. Przed wklejeniem silnika pomaluję go na czarno. Może żadna profeska, ale boroskopii tam nikt nie będzie robił . Śmieszne jest to, że od dołu samolocik wygląda jak bezpilotowy P.11. Z góry już nie. Teraz rzeźbię stałe podwozie. Niestety przy tym śmigle z Łosia, nie będzie takie krótkie. Ale nie możemy zaczepiać śmigłem o ziemię.
-
Dokładnie tak. Rozwiązań jest wiele. Ja realizuję swój pomysł, który wydaje mi się jako tako spójny i ciekawy. Trudno jest wprowadzać zmiany w trakcie, bo jest to albo trudne, albo niemożliwe, albo stałoby się po prostu "przeskoczeniem" na inny pomysł. Co zbytnio nie ma sensu. Ale widzę, że temat rozpala wyobraźnię, więc założyłem taki wątek: Ja lecę dalej z tym pomysłem, jak sobie obrałem, jeśli cokolwiek ma z tego wyjść. Ale osobiście nie lubię stwierdzenia: "mój projekt, mój wybór" (chociaż to prawda) więc zachęcam Was do twórczej "burzy mózgów" na w/w wątku. Słowo gentelmana, że ciekawy pomysł zrealizuję i podzielę się wynikami.
-
Pomysł na ten wątek pojawił się w mojej głowie podczas realizacji projektu what-if PZL P.11 jako dolnopłat. Wielu użytkowników forum nie tylko przejawiło zaciekawienie tematem, ale wywiązała się ciekawa dyskusja odnośnie możliwych przeróbek tego samolotu. Cóż, dotknąłem samolotu, który w Polsce jest ikoną (i słusznie). Stąd zainteresowanie tematem związanym z nim nie dziwi. Niestety, kiedy realizuje się jakiś pomysł, to możliwość dokonania zmian jest dość ograniczona. Duże zmiany są niemożliwe, tylko porady jak coś zrobić lepiej mogą być uwzględnione a i te nie wszystkie (zależy od stanu prac i możliwości, lub jej braku, zrobienia kroku wstecz). Zresztą, gdyby uwzględniać po kolei wszystkie ciekawe pomysły po drodze, to mogłoby się skończyć dziesięciopłatem . Stąd niestety potrzeba upartej realizacji raz obranego pomysłu i bardzo mała moja "przemakalność" na jakiekolwiek zmiany. Jednak pojawia się na tyle ciekawych pomysłów (lub może się pojawić), a mnie szkoda jest zniechęcać innych, jak również nie chcę uchodzić za drętwego typa, który wie lepiej i robi zawsze po swojemu, że postanowiłem założyć niniejszy wątek. Jeśli ktoś z Was ma pomysł, jak przerobić PZL P.11, to proszę piszcie tutaj. Rysunki, szkice (nawet niedbałe), opisy są bardzo mile widziane. Pomysły mogą być jakiekolwiek, jak ktoś ma fajny pomysł jak zrobić odrzutowego P.11 na pływakach, niech się nie krępuje. Inni niech komentują, dorzucają swoje pomysły lub modyfikacje już zgłoszonych. Przyrzekam, że ciekawy temat, który mnie "nakręci" postaram się zrealizować w polistyrenie, opisać budowę i napotkane problemy a efekty bogato zilustrować zdjęciami (wszystko zgodnie z wytycznymi pomysłodawcy). Zresztą myślę, że ten wątek może stanowić fajną inspirację dla innych i wiele ciekawych pomysłów może być zrealizowanych (niekoniecznie przeze mnie). Oczywiście osobną stroną jest malowanie takiej maszyny. Jeśli ktokolwiek z Was ma zapędy artystyczne i chciałby dać im upust, to również zachęcam. Ciekawa maszyna w ciekawym malowaniu to jest to, co zawsze cieszy oko.
-
Maska wklejona, płat również. Osłona silnika się szpachluje. Zresztą w tym modelu niestety trzeba zaszpachlować te okropne ślady po wtrysku na dolnych powierzchniach skrzydeł i usterzenia. A w tym "łotifie" jeszcze otwory po zastrzałach usterzenia. Zastrzały skrzydeł wykorzystam z RWD-6 (takie trójkątne). Będą lepiej wyglądać. Kabinkę jeszcze nie wiem. Mam złom z Ił-2 z ZTS-u, ale ten wiatrochron wygląda jak fizjonomia boksera a nie limuzynka od ścigacza. Najwyżej wyrzeźbię coś z poliwęglanu. Mało to go wkoło?
-
Pociągnąłem cały model matowym lakierem H49. Jak wyschnie zrobię parę zdjęć na płycie lotniska dla odmiany. Ciekawe czy ta krawędź natarcia lepiej wyjdzie. Dzięki za radę.
-
Ok, to jeszcze raz, bo umknęła nam idea tego what-if'a. Jak wszyscy wiemy nasz dzielny przemysł lotniczy w latach 1936-39 zajmował się ulepszaniem PZL-11. Układ siłowy tego skrzydła był świetny w pierwszej połowie lat 30-tych. To była całkowicie nowa jakość (wyjaśnię to w odrębnym poście). Jednakże w latach 1937-40+ nieproszonych gości trzeba było już poczęstować innym sprzętem. A układ Puławskiego należało zostawić aeroklubom i muzeom. Jako piękny i ważny wkład Polski w lotnictwo. Jeśli chodzi o wojsko, to należało się przede wszystkim kierować humanitaryzmem w stosunku do własnych pilotów. Zamiast tego odbywał się jakiś chocholi taniec: wrzucano coraz to nowe silniki, doczepiano owiewki, zabudowywano kabinę. To są fakty historyczne mające swoje oznaczenia typu i zostały zrealizowane w metalu i nie będziemy o nich dyskutować. Bo z faktami się nie dyskutuje. Natomiast wraz z pojawieniem się maszyn typu BFW-109 czy Supermarine Spitfire zmieniła się całkowicie koncepcja użycia lotnictwa myśliwskiego. Wzrosło obciążenie płata i prędkość maksymalna. Samoloty myśliwskie zaczęły walczyć na zasadzie: podleć, strzel i zrywaj się jak najdalej. Walka manewrowa odeszła do lamusa. Kto dysponował większą prędkością, narzucał sposób walki. Oczywiście przy dużych prędkościach duża zwrotność jest niebezpieczna: skrzydła mogą polecieć zgodnie z wolą pilota, a silnik może chcieć lecieć dalej po prostej. Za duże przeciążenia. Mimo iż myśliwce i tak mają największy procentowy udział struktury w masie ogólnej. Oczywiście trwało to parę lat, ale trend był nieubłagany: pod koniec wojny myśliwce dysponowały silnikami ok 2k KM i uzbrojeniem takiej samej mocy a obciążenie powierzchni nośnej ok 200 kg/m2. I pożegnały się z trawą, bo poszły na randkę z betonem. Masy też im przybyło i to w tonach a nie kilogramach. Nasza "mewka" przy maksymalnej startowej ledwo dobijała do 100 kg/m2. W tej sytuacji usiłowanie zrobienia z P.11 równorzędnej maszyny bojowej były po prostu niepoważne z punktu widzenia trendów rozwoju lotnictwa. To samo można powiedzieć o dziwnych przeszkodach jakie napotykał P.45 i P.50. To te samoloty trzeba było rozwijać. Skończyło się jak skończyło, czyli zakupem przez Polskę Spitfire'a i Hurricane'a, które we wrześniu 1939 roku zostały zawrócone z rumuńskich portów do Anglii. A nasi piloci (którzy jeszcze 5 lat wcześniej mieli najnowocześniejsze maszyny), w chwili wojny zostali z grzbietopłatami. Chyba tam we władzach przed wojną za dużo dyskutowali a za mało robili. Skoro do upadłego reanimowali P.11 to dlaczego nie miałoby zdarzyć się tak, że ktoś mądry (a przynajmniej mądrzejszy od ówczesnych decydentów) nie zaproponował zrobienia dolnopłata z tego co jest. No bo tak: 2/3 skrzydeł zostaje to samo (od końcówki do zastrzałów). Przekonstruować należy tylko punkt połączenia skrzydeł i kadłuba, ale pozbywamy się nożycowego podwozia i amortyzatorów z kadłuba. Podwozie robi się nowe, ale jest krótsze, bardziej opływowe (inne kraje stosują takie w tamtym czasie, np. Fokker D-XXI). Kadłub u góry robi się pusty, więc można wstawić tam dwa dodatkowe rozpylacze, albo zbiornik, albo ammo, więc payload rośnie. Aerodynamicznie maszyna nie potrzebuje przekonstruowania (ten sam płat i usterzenie, to samo ich ustawienie (różnica jest tylko góra-dół). Jak cień aerodynamiczny skrzydła nie będzie wpadał na usterzenie i powodował płaskiego korkociągu, to pacjent będzie żył. A jak nie to się walnie usterzenie "T". Też ładnie. Przed wojną taką przeróbkę robili w parę miesięcy (tak, wiem, że dzisiaj gadali by kilka lat i nic by im z tego nie wyszło, bo brakłoby kasy na właściwą robotę). Ale to były inne czasy. Dodatkowo jest to prototyp - oprzyrządowania produkcyjnego nie trzeba, egzemplarz testowy będzie tylko bardziej pracochłonny i kosztowny niż seryjny. Jakieś 3 razy. A po oblocie i tak się zobaczy co wyszło. Jak się nie uda zrobić pełnowartościowej maszyny myśliwskiej, to po wywaleniu dodatkowych dwóch km-ów i załadunku dodatkowych bomb/rakiet mamy lekki bombowiec/szturmowiec. Tylko że do zmiany ambitniejszej niż silnik i owiewka potrzeba mi w tej historii właśnie Pana Puławskiego. Bo on miał odwagę coś takiego zastosować. A inni nie. A jak nic z tego nie wyjdzie? No to co? A mało to nieudanych samolotów na świecie zbudowano na etapie prototypu? Dlaczego mamy być lepsi? Zresztą i tak z tego układu już nic by nie wycisnęli. Unmoglich. Prototyp i wsio jakby się ktoś mnie pytał. Ale taki samolot mogli zrobić i mógł on mieć więcej sensu niż to co odwalali z P.11. I przynajmniej fajnie by wyglądał. Jak już i tak zginąć, to chociaż z klasą! IAR-80 to była maszyna, która została zbudowana według właściwej koncepcji we właściwym czasie. Tylko szkoda, że nie u nas. Ale to nie what-if, tylko udana maszyna zbudowana w średniej serii. No dobra, jak na WW2 to w małej. Ja obecnie wyciąłem górne mocowanie skrzydeł (spora jama) i dopasowuję maskę. Skrzydło spasowane, sklejone, na razie schnie.
-
Cóż, PWS Z-17 Sęp to całkiem inna kategoria. To (niestety) niezrealizowany projekt. I (na szczęście) mamy w sieci parę pięknie zrobionych modeli (CardPlane wydał bodajże jego kartonówkę). Więc "łotifem" nie jest. Taka przeróbka nie ma sensu w tej kategorii, chyba, żeby przerobić go na pełnokrwisty homebuilt PWS-a w kategorii niezrealizowane projekty. Ale PWS stosował inną technologię niż PZL więc taka przeróbka może byłaby atrakcyjna w latach 90-tych. Teraz w czasach druku 3D wszyscy złapaliby się za głowę i zapytali: "a co to za PZL co udaje PWS-a?"
-
No właśnie pomysł jest taki, że przeróbka była najmniejszym kosztem. Tak jakbyśmy przekręcili kadłub z płatem z góry na dół. Szybka przeróbka w poszukiwaniu czegoś lepszego w oparciu o to, co się ma. Taka trochę rozpaczliwa próba podciągnięcia osiągów P.11 "rzutem na taśmę". To nie jest pomysł na polskiego IAR-80/81. To jest ostatnia próba przedłużenia żywota układu Puławskiego do lat 40-tych. Oczywiście podwozie główne stałe. Zastrzały łączą się na górze kadłuba, podwozie pod płatem w miejscu mocowania zastrzałów. Powstaje trójkąt: kadłub, zastrzał, wewnętrzna część skrzydła. Widoczność wzrasta, bo dolnopłat, w dodatku cienki przy kadłubie. Na skrzydle zakaz spacerów pod karą chłosty . Na górze kadłuba powstaje miejsce na dodatkowe uzbrojenie, które zwijamy ze skrzydeł. Kabina zakryta. Dzisiaj trochę porzeźbiłem, jeszcze nie sklejone, ale widać ogólną koncepcję. Góra przodu kadłuba też do ścięcia, ale mam część z FW-190 (górna część przodu kadłuba z dwoma "rozpylaczami", więc się nada. Co prawda FW był późniejszy, ale tu tylko chodzi o blachę z dwoma otworami na broń. A co do krytyki: dawajcie pomysły. Wszystkie uwagi bardzo mile widziane. ZTS to tylko 11-13 ziko a dobry pomysł to dodatkowo jakieś 2 tygodnie dobrej zabawy. Kto powiedział że mamy zrobić TYLKO JEDNĄ (o fuj!) przeróbkę P.11? Albo że kolejną zrobimy, o zgrozo, w tym samym malowaniu? Ja mam jeszcze co najmniej 2 pomysły na nienaciąganą i ciekawą (i historycznie uzasadnioną) przeróbkę P.11. A nie, sorry, na pływakach to już trzy . Robienie takich przeróbek to bardzo fajna odskocznia po bardziej poważnych i historycznie wiernych modelach. Polecam.
-
Nie, Gunmetal H53 położyłem na H11. Wcześniej pomalowałem właśnie H11, ale słabo ten silnik wyglądał. Podczas malowania to nawet tylko lekko się odróżniał, ale jak podeschło to się nieźle skontrastowało. Przy osłonach ze szczotkowanego alu na starych zdjęciach kontrast jest dosyć spory. Ale tu chyba była normalnie potraktowana blacha.
-
To będzie dolnopłat. Ze stałym podwoziem. Pewnie wyjdzie trochę jak RWD-25 i Fokker D XXI. Amerykańskim F4U "Corsairem" też może troszkę trącić. Malowanie zrobię podobne jak w prototypie P.11 wystawionym na Międzynarodowym Salonie Lotniczym w Paryżu w 1934. Malowanie jest ogólnie dostępne w książkach, ale jak zobaczyłem pracę tego człowieka, to dopiero nabrało blasku: https://ipmspolska.org.pl/project/pzl-p-11v-konwersja-p-11c-ibg-1-32/
