-
Liczba zawartości
190 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez CrazyPillow
-
Prościej już było. Teraz stawiam na dzikość!!! A tak poważnie, moimi wątkami what-if chcę pokazać szanownym kolegom, że czas jest niestety nieubłagany i gdyby nasi konstruktorzy mieli go ociupinkę więcej (np. w roku 1930 zdarzyło się "dodatkowych" parę miesięcy) a w budżecie paręset tysięcy złociszy więcej, to kto wie co by zmajstrowali. A poza tym modelarstwo, oprócz niewątpliwych walorów wychowawczych i rozwojowych, oprócz tego że może być pięknym rzemiosłem a nawet sztuką, że ma piękne znaczenie historyczne i politechnizacyjne to potrafi też być SUPER ZABAWĄ. Tylko na początku trudno się przełamać, żeby tak wziąć piłę i "pochlastać" model po całości. Ludzka rzecz...
-
Czas na garść zdjęć. Miało być wcześniej, ale czekałem na fototapetę i matę kolejową. Entourage chyba wyszedł lepiej niż ostatnio. Krawędź natarcia wyszła trochę pryszczato. Trzeba poważnie przyjrzeć się farbie i technice malowania w tych miejscach. Na żywo tak nie widać, ale zdjęcia makro są bezlitosne. Kalkomanie litery "B" w znakach rejestracyjnych skleciłem z kilku innych dostępnych literek. En face wyszło spoko, ale na zdjęciach świeci się jak latarnia morska (parę kalkomanii zachodzi na siebie). Na przyszłość trzeba będzie malować a nie przyklejać. Wtedy i kolor nie ma znaczenia i będzie wyraźny.
-
Dobra, czas się brać do roboty, wybór padł na PZL-11 firmy ZTS. Budżetowo jak na takie zabawy. Ale model nienajgorszy, powinien dać radę. Zwłaszcza, że nie wiem, jak to wyjdzie. Silnik i śmigło pożyczę od Łosia (mam jakiś złom). Podoba mi się kształt tej gondoli silnika, powinien fajnie wyglądać (coś bardziej jak P.24). Spore śmigło nada taki "korsarzowaty" klimat. Jutro będę dziurawił ten kadłub.
-
Prototyp Spitfire to w ogóle płozę miał, hy hy. Chowane kółko tylne łatwo zrobić, podwozie główne limitowane jest ogólnym układem. A czy dawałoby jakieś oszczędności na oporze? Trochę tak, ciągnięcie przez powietrze opony o średnicy ca. 10 cm przy prędkości ca. 400 km/h i to przymocowanej do tyłu kadłuba, gdzie przepływ już powinien się zamykać za samolotem, to nie jest aerodynamicznie czysta sprawa. Zresztą w ilu samolotach montowano owiewki kół (zwiększając powierzchnię czołową), które potem usuwano w aeroklubach i wojsku, bo zysku nie było, a jak się taka owiewka przekręciła to kapotaż bankowy. Zresztą, jak to w życiu, nieważne ile to poprawiało, ważne że konstruktorowi się wydawało, że poprawia. Zresztą konstrukcje tego kółka były różne, te, w których zastosowano duży wahacz montowany do wręgi kadłuba, a siłownik wciągający i amortyzator były jakoś zintegrowane nie były jakoś cięższe od stałego.
-
Pisałeś, pisałeś. Ale muszę w końcu ruszyć 4 litery i zamówić, bo ta H11 to papy z dachu nie zrywa.
-
Tak, brak tradycji, sprzętu i miejsca. Ale jak widzę jakie cuda koledzy wyczyniają aerografem i ile ja się muszę namęczyć, żeby większą powierzchnię w miarę równo pomalować, to się poważnie zastanawiam nad zakupem.
-
Tak, zgadza się, nawet zrobili dwuster treningowy. Ale nie chodzi tu o coś takiego. Nie chodzi również o coś takiego (chociaż bardzo ładne): Ten mój what-if to szybka przeróbka: robimy z tego co mamy. Zmieniamy system (układ) poprzez zmianę położenia klocków, a nie poprzez zrobienie czegoś nowego. Taką zmianę wtedy mogliby zrobić w miesiąc-dwa. Przed wojną mieli tempo w przemyśle.
-
Good point!
-
Fajne, nie musi być sprytne, wystarczy że działa. Good enough. Tylko czy z czasem się nie zluzuje? A co za materiał użyłeś, bo wygląda fajnie i pod względem grubości i faktury. Ja ostatnio myślałem, czy by nie robić takich rzeczy z cienkiego drutu sprężynowego. Czyli nie jest to napinana linka, ale cieniutki pręcik, który nie napręża konstrukcji a nawet delikatnie przypadkowo naciśnięty nie tam gdzie trzeba wróci do swojego kształtu. Sztywność zapewnia sam materiał. Udało mi się kupić drut 0,2 mm ale zbyt długich rzeczy raczej się z tego nie zrobi. Krótkie powinny dać radę. Drut 0,3 mm już wydaje się ogólnie ok, zwłaszcza w skali 1:48 w teorii powinien dawać radę i wizualnie i pod względem kształtu. Muszę wypróbować w praktyce, bo odrzutowce raczej mnie nie kręcą. A bez tych druciaków to model faktycznie wygląda jak "redukcyjnie zredukowany".
-
To jest kuszące, ale boję się dwóch rzeczy: skala ciut mała no i jak linki będą zwisać, to nie wygląda to dobrze. A linki sterowe są przeważnie ładnie napięte. Jest na to jakiś sprytny sposób? A co do srebrnego: fakt, mogło być lepiej, choć człowiek się starał. Niestety ja mogę obecnie tylko pędzlem. Wcześniej rozcieńczałem Humbrola ich firmowym rozcieńczalnikiem, żeby było ładnie i równo i malowałem 3-4 warstwy, ale farba się zżelowała. Normalnie żelfix się zrobił. Teraz malowałem nową H11, dobrze rozmieszaną. Kładła się równo, smug nie zauważyłem, ale zbyt rzadka nie była. Dwa malowania i wystarczyło. Przetrę powierzchnię jeszcze delikatnie, bo te niektóre niedoskonałości tak schodzą.
-
Samolot PZL P.11 był niewątpliwym osiągnięciem polskiej myśli technicznej początku lat trzydziestych. Niestety pod koniec tych lat był już przestarzały i ustępował dolnopłatom konstruowanym w innych krajach (wiemy o które chodzi). To znaczy maszyna była dobra, ale zmieniła się taktyka użycia lotnictwa. Maszyna była stale modyfikowana, najczęściej poprzez zmianę silnika, gmeranie przy owiewkach kół czy przy owiewce kabiny. Zygmunt Puławski już wtedy niestety nie żył (zginął 21 marca 1931 r. w wieku zaledwie 30 lat, podczas oblotu PZL.12 - był to zresztą jego prywatny (sic!) samolocik ). Samoloty Puławskiego przejął w PZL inżynier Wsiewołod Jakimiuk. Nic do człowieka nie mam, realizował masę udanych projektów ale moim zdaniem samoloty Puławskiego nie były rozwijane jakoś "z przytupem". A sam Puławski potrafił. Z.P. bardzo ładnie zanalizował sprawę i wykorzystał fizykę: jak się podeprze skrzydło (zresztą każde przęsło) pośrodku to momenty gnące nie są największe pośrodku, tylko w miejscu podparcia. Prosty wniosek: dajemy zastrzał, odchudzamy skrzydło przy nasadzie i nic się złego nie dzieje. Dodatkowo dostajemy skrzydło pod które można zaglądać w czasie lotu bo jest cienkie więc stawia mniejszy opór bo opór interferencyjni spada. Dla każdego inżyniera teraz jest to wiedza oczywista, ale primo: trzeba było mieć kiepełe żeby na to wpaść, secundo: trzeba mieć odwagę, żeby coś takiego zrobić (no bo jak odpadnie, to będzie na mnie). Puławski miał chyba i jedno i drugie. Miał też trzecie: doskonałego oblatywacza Bolesława Orlińskiego, który nie skakał z byle powodu na spadochronie (bo coś odpadło od samolotu w locie, phi). Więc maszyna się udała. I tu zaczyna się nasza alternatywna historia. Gdyby Puławski nadal żył, być może zaproponowałby następującą modyfikację: odwrócić skrzydło z góry na dół, bo: dostajemy taki sam układ siłowy skrzydła (o ile zastrzały się nie wyboczą), stałe podwozie montowane do płata w miejscu podparcia zastrzałem będzie krótsze niż dotychczasowe oraz da się je ładnie osłonić aerodynamicznie, dodatkowo siły z podwozia mogą być przejęte przez zastrzał. Do tego zakryta kabina pilota (nic nowego) i chowane kółko tylne (wtedy nowość, ale żadne rocket science). Albo będzie to latało szybciej, albo zrobimy konkurencję Junkersowi, Fokkerowi (oraz RWD-25 przy okazji). Wiem, wiem, to było później. I dodatkowo zrobimy polskiego "Korsarza". Tak, wiem, to też było później .
-
Postaram zrobić się jakieś ładniejsze fotki w plenerze raz uzupełnić znaki "24" na osłonie silnika i skrzydłach. I powoli myślę o nowym modelu. Dla odmiany: what-if: PZL-11. Taki luźniejszy temat.
-
Niestety wychodzi, że zrobienie tego modelu w 100% zgodnego z historią wymagałoby zrobienia nowego płata. I lotek. Chociaż z rysunków wynika, że żeber jest tle samo, tak samo rozstawione ( i rozpiętość jest taka sama). Konfuzja. Ale dobrze że publikują, przynajmniej jest jakiś ślad. Może w drugim wydaniu poprawią. No a póki co, ostatnie dni spędziłem na przerzeźbieniu trochę innego silnika no i końcówek płata. Metalowe elementy (maska silnika, owiewki) pociągnąłem farbą H53, żeby był trochę inny odcień srebrnego na szmacie i na metalu. Kalkomanie czarne, tak jak w TBiU. Trzeba się trzymać jakiejś wersji, niech będzie ta, wygląda na wcześniejszą. Zresztą ten samolot się trochę zmieniał: jak podaję A. Glass: w 1933 r. SP-ALB został przystosowany do holowania szybowca (poprzez zabudowanie konstrukcji dla holu na tylnej górnej części kadłuba) a około 1937 roku zmieniono mu silnik na PzInż Junior (chyba z cylindrami wiszącymi). Więc ta charakterystyczna "mordka" zniknęła z polskiego nieba. Samolot latał w Aeroklubie Lwowskim. Czerwone znaki rejestracyjne i czerwone owiewki oraz zastrzały mogły być późniejszym malowaniem w tym aeroklubie (ale to mój domysł). Ogólnie wygląda to tak (lotki wychyliłem, żeby nie było jakoś tak od linijki):
-
Usterzenie: tutaj zainspirowałem się sposobem, w jaki montowany jest model bazowy. Tymczasem, ze względu na pękaty kadłub należało wykonać dzielone usterzenie poziome (poodcinać przy nasadzie i zrobić oprofilowanie ze szpachli). Porządnie obrobić, skoro jest dostęp a potem dokleić końcówki. Usterzenie pionowe nie wpuszczać w kadłub (bo ten jest i tak tam delikatny i mały), tylko odciąć i dokleić od góry. Może nie będzie nadzwyczaj mocne, ale raczej nikt nie będzie tym rzucał. Można też dorobić trzpień z drutu stalowego. Powinno trzymać. No i jakoś tak brakuje mi podziału na statecznik i ster. Chociaż w Karasiu nie jest to łatwo oddzielić (w pionowym). W poziomym łatwizna. Lotki też kłopotliwe w tym względzie przez osłonę napędu.
-
Z moich wyszukanych i skomplikowanych obliczeń, wykonanych na maszynach cyfrowych, wynika, że właśnie tak to ma wyglądać .
-
80 cm na rozpiętości, czyli po 40cm na stronę. Sporo, w 1:72 to 5,5 mm na stronę. Niestety model bazowy ZTS-u ma 11 m (15 cm) i tego na tym etapie nie zmienię. W nowej książce A. Glassa (w międzyczasie się zaopatrzyłem - niezła "biblia", ładnie wydana) na str. 13 są rysunki płatów. Chyba nie w skali, bo wszystkie mają tą samą rozpiętość. Na stronie 136 jest rysunek samolotu ze zwężonym płatem, a na 134 rysunek seryjnego DWLa. Rozpiętości mają te same: 229 mm czyli w 1:48 to dokładnie 11 m. No żesz szajby można dostąć... . Czy ktoś pomyślał o bjednych modelarzach, buuuuu........
-
Nie dawał mi spokoju ten obrys skrzydła, zwłaszcza, że w nowszej książce A. Glassa widać jak byk te zwężone końcówki. Jest to bardzo charakterystyczna cecha tego konkretnego samolotu. Z drugiej strony w TBiU na str. 4 dokładnie pokazano obrysy pierwszych wersji RWD-8. Co poszło źle? Moja zasada: najpierw sprawdź czy coś sam nie spaprałeś. No i jednej rzeczy nie zauważyłem. Odniosłem ścięcie skrzydła do otworów na końcówce skrzydła (dla obsługi naziemnej). Niby wszystko ok, ALE: w samolotach ze zwężonym końcówkami te otwory były bliżej siebie! Wspomniany rysunek jest w skali ciut mniejszej niż 1:72, a różnica rozstawu otworów to ok. 2 mm. Czyli ja mam skrzydło zwężone o jakieś 2,5 mm na końcówce za mało. Tak więc drodzy RogerM i Wymysl, dzięki za zwrócenie uwagi na obrys, wina po mojej stronie, TBiU jednak podaje prawdziwe informacje, chociaż te maleńkie rysunki i słabej jakości zdjęcia (znak czasu jakby co) niestety nie ułatwiają zadania modelarzom. Po prostu trzeba te źródła bardzo uważnie analizować. Cóż... skrzydła do poprawy, bo to nie może tak być. Hebel w dłoń i goń! Będzie dobrze, choć narobi się człowiek .
-
Dzięki, dzięki, dzięki. Super. Barszczo, jesteś wielki. Na zdjęciu SP-ALB widać, że numer "24" jest na dolnej powierzchni skrzydeł. Na górnej chyba nie, bo numer startowy w RWD-6 SP-AHN numer "06" był tylko na dole - chyba chodziło o identyfikację samolotu zawodniczego z dołu. Widać też nieco ciemniejszy odcień na silniku (być może szczotkowane alu) i chyba nieco ciemniejsze owiewki kół. Do tego owiewki chyba mają coś namalowane (pasy, chyba czerwoną farbą) na przedniej części owiewek. Do tego widać rury wydechowe po prawej stronie kadłuba, no i ogromny wlot do chłodzenia cylindrów też po prawej. To trzeba będzie przerobić. W sumie to zdjęcie jest także na stronie 5, zeszytu nr 72 TBiU, ale niestety tak małe i w takiej jakości, że dla takiego wariata jak ja, robiącego model, to tam nie widać szczegółów. Układ otworów na przedzie maski wzorowałem na zdjęciu ze str 2 TBiU (SP-AKN), no bo AKN i ALB miały silnik Hermes II, ale okazuje się, że nie, że gucio. SP-AKN ma dosyć szeroki, raczej pionowy otwór w górnej, centralnej części maski, a w SP-ALB jest podłużny, poziomy. I taka niepewność o malowanie: w SP-AKN zastrzały i "patyki" podwozia (wahacz i amortyzator) wydają się pomalowane na inny kolor. Oczywiście to może być efekt cienia, ale na pierwszym i drugim zdjęciu widać to ewidentnie. Chyba czerwień, no bo barwy narodowe (srebrny i karmazyn) Mam wrażenie, że to samo jest na zdjęciu ostatnim z SP-ALB. Jak uważacie? I jeszcze jeden szczegół: z opisu w TBiU wywnioskowałem, że SP-ALB miał lotki bezszczelinowe. Może to moje kiepskie zrozumienie tekstu. Na tym zdjęciu widać jak byk, że miał lotki typu friese - ewidentnie widać "róg" skrzydła, czyli koniec lotki jest ścięty i nie dochodzi do końca rozpiętości - do poprawy. Coś też mi majaczy na stateczniku pionowym. Chyba jakieś logo, wydaje mi się, że logo AP (przekręcona szachownica o 45 stopni i wpisany w nią żółty samolot). Mogłoby też być logo LOPP, ale nie wygląda na to, bo ono było bardziej okrągłe.
-
Silnik wklejony na 10 minutowy Poxipol. Trzyma się. Niestety zwykły klej do polistyrenu nie dałby rady.
-
Raczej dostępność źródeł. Ale od czego jest forum? Wystarczy wrzucić i od razu wychodzą rzeczy, których człowiek nie przewidział, nie wiedział lub nie zwrócił uwagi pomimo zrobienia wcześniejszego researchu i przemyślenia tematu. Będę musiał skołować sobie tą nowszą publikację, bo dosyć dokładnie opisano tam SP-AKN (pierwszy prototyp z silnikiem z cylindrami stojącymi), jest też parę fotek z przodu, pokazujących szczegóły maski silnika. I też to nie wygląda jak w TBiU. Niestety ja jako troszkę starszy modelarz trochę przespałem te nowsze publikacje. Przy następnych pracach trzeba je jednak będzie poważnie przestudiować. Fajnie, że teraz wychodzą takie książki. Chociaż te publikacje z lat 80-tych to też było coś, bo przedtem to nic nie było, tylko "samoloty LWP". A tak na marginesie, SP-ALB chyba w 38 lub 39r. przebudowano i dostał "normalny" silnik. Tak że długo nie polatał z tym silnikiem. Zresztą i tak długo nie polatał, bo wybuchła wojna .
-
Wszystko robię na podstawie książeczki TBiU nr 72 A. Glassa, wyd. MON z 1981 r. Z jakiegoś źródła trzeba finalnie skorzystać. Kolega Wojtek59 polecał nowszą książkę, z tego co widziałem w sieci tam pokazują nieco inny układ owiewek osłony silnika oraz troszkę ostrzejsze zakończenie skrzydeł. Ale na któreś źródło muszę się zdecydować, a pod to wspomniane miałem opracowaną robotę. Cóż, dole i niedole modelarza....
-
Ciekawa opcja: silnik z drukowanego polilaktydu PLA pokryty szpachlą na polistyren (bo trzyma się nierówności) z przyklejonymi owiewkami z polistyrenu (bo się trzyma szpachli). Wszystko mocno się trzyma i nijak nie chce odpaść. Owiewki zostały mi z midelu ZTS (KP?) MiG-19 . Skrzydło sklejone, pomiędzy płatem a lotką wkleiłem cienki pasek białego polistyrenu (jako tylny dźwigar). Ster wysokości również sklejony, podobnie jak kadłub.
-
A te żywice, z których robią te wybajerzone meble? Ja teraz bawię się z żywicą epoksydową Crystalline 940 (co prawda tylko jakieś 2 tygodnie, ale nie wykazuje brzydkiego zachowania).
-
Ok, pogadajmy teraz o podwoziu. To był druk z polistyrenu. Tutaj druk się udał (dosyć zwarta część), ale wyszła taka rzecz, że bruzdy pomiędzy warstwami są dosyć głębokie. Dlatego szlifowanie powinno być dosyć spore. Potem sprawdzenie poprzez nałożenie warstwy farby lub podkładu i ponowne szlifowanie, bo zawsze coś zostanie. Albo na dzień dobry pokrycie wydruku warstwą rzadkiej szpachli i polerka. W samej geometrii podwozia finalnie nie podoba mi się to, że zrobiłem je monolitowo - z jedynego rysunku samolotu wynika, że w środku owiewki jest przerwa, wypełniona przegubem z gumy czy jakiegoś innego podobnego materiału. Rozwiązanie pewnie identyczne z Karasiem, kolor raczej brązowy. I charakterystyczne fałdki tego przegubu. Tego mi brakuje. Trochę zastanawiam się nad reflektorami do lądowania - w sumie można w skrzydle, ale Karasie miały na golenii podwozia. Ale trudno mi się kłócić z rysunkami A.Glassa. W końcu zasłużony autorytet.
-
Dzięki, ale tu będę próbował odlać szybę z przezroczystej żywicy. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Można też nakleić maski i zmatowić ciut grubszym papierem. Albo nakleić stickera. Myślę, że coś z tego powinno wypalić. Ale w sumie maska w formacie A4 to ciekawa opcja. W malowaniu dużych znaków dałaby radę.
