Skocz do zawartości

divv

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    352
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez divv

  1. Może szybko domówię z Martoli, to przyjdzie razem z farbami.... Całą noc będę szlifował, ale go zrobię, panie kierowniku...
  2. A co z drągami/tyczkami/kijami, którymi wpychano pocisk i proch do lufy? Ze trzech chłopa je pchało...
  3. Bazylms, dzięki za komentarz. Małe pytanko dot. drągów-popychaczy do pocisku, które są umocowane na boku łozy - jakie kolory były tam zastosowane? Większość zdjęć jest czarno-biała, czy można przyjąć, że były biało-czerwone? Chodzi mi o to (drągi za faciem): Wydaje mi się również, że mogłby tam być inne kolory np. żółty (małe paski na drągach nad ręką faceta). Czy orientujesz się może, czy są kalkomanie z literami w gotyku? Byc może napis WOTAN będę musiał zrobić samemu....
  4. Posprawdzam, dzięki za podpowiedź. Co do Dissolved Putty to chciałem kupić, ale sprawdzałem na kilku forach i ludzie pisali, że różnicy z Surfacerem 500 nie ma, więc zrezygnowałem, bo ma Surfacera sporo. Nic, tylko brać się do roboty teraz. Obym tylko tym frezowaniem nie zajechał za głęboko....
  5. Zasadniczo to wszystko już mocno trzyma, nie bardzo mi się uśmiecha rozwalanie kadłuba.. Pewnie te kliny to nie był zły pomysł - ale 2 tygodnie temu.. Chyba za bardzo mi się spieszyło i oto rezultaty... Ale wielkie dzięki za radę!
  6. divv

    Modern Warfare 1:35

    Szacun za te 6 godzin, rodzina nie narzeka?
  7. Timi, wydałem już ponad 500 zł na tego Stalliona i wystarczy. Karabinek idzie zresztą na szmelc, nie będę go dodawał (chyba że zmienię zdanie ) W pracach postęp i od razu klops. Łączenia kadłuba w wielu miejscach to porażka, bo spasowanie szlag trafił. Próbowałem Surfacerem 500, ale ZAWSZE się zapada, bez względu na ilość warstw. Próbowałem również ścierać Surfacera thinnerem - nie wychodzi. Może ktoś mnie oświeci JAK TO ZROBIĆ? Nabyłem większą ilość różnych pilników, polecę szpary szpachlą Revella i będę szlifował tak długo, aż się uda..... Albo - zeby nie marnować szpachli - normalnie rozedrę go znowu na części i będę spasowywał na nowo...O ile klej puści, a to Tamiya Thin Cement... Czas na EB. Normalnie tylko płakać.... Dobrze, że chociaż nitowanie ładnie wyszło... Machnę je jeszcze na czarno.... No comments. Osiwieję przez to szlifowanie....
  8. Prace postepują. Zbliżam się do wielkiego finału, właściwie teraz pozostał do sklejenia tylko przedni wózek: Elementy gotowe dostały Surfacerem 1200, uwielbiam ten lekko satinowy połysk i mile chropowatą powierzchnię: Trumpeter proponuje German Grey (Gunze H032), postanowiłem jednak nie kupować kolejnego (12-stego) odcienia szarego, ale spróbować coś wymieszać z posiadanych szarości. Zasadniczo kusiło mnie na zestaw modulowany AK Interactive pt. Dunkelgrau, ale chwilowo nie mam zamiaru robić innych pojazdów Wehrmachtu (bardziej wolę nowoczesne konstrukcje), no i 80 złociszy piechotą nie chodzi, żeby tak potem kupić i żeby stało.
  9. Merten, dzięki za wszystkie informacje, są naprawdę cenne. Wiedzy nigdy dość.
  10. Z artylerią mam teraz pełną jasność. Może znasz jakieś ciekawe opracowanie na ten temat? Co do nazewnictwa to chodzi mi o ta nazwę WOTAN na jednej z armat. Czy to jest wyjątek czy raczej reguła w umieszczaniu takich napisów na lufach dział? Czy jest jakieś opracowanie , które to opisuje bardziej szczegółowo? Fajnie byłoby odtworzyć jakies konkretne działo np. Wotan, ale chciałbym wiedzieć jaki to batalion i dywizja. Dzięki za link, będę tam zaraz szukał.
  11. Widziałem, sprawdziłem, są fajni, ale ze względów budżetowych wykorzystam moich artylerzystów Tamiyi, malowanie więc będzie "letnie"... Dzieki za podpowiedź!
  12. Cześć Merten, dzięki za dodatkowe informacje. Rzeczywiście, z innych źródeł dowiedziałem się, że produkcja 21-nki została wstrzymana jedynie w 1942 roku.(http://www.armorama.com/modules.php?op= ... nt&id=5134) Co do haubicy, to źródła wskazują na haubice jako każde działo powyżej 75mm? Znowu Wikipedia... Wypadałoby zatem, że oba działa są haubicami... Spór akademicki - nie wchodzę w to ;-) Gdzie mogę znaleźć więcej informacji nt. oznaczania dział w Wehrmachcie? Nie uważasz, że w zupełności wystarczyłaby jedna literka A jeśli oznaczałaby tylko działo w baterii? Może jednak służyło również do identyfikacji łoża z lufą? Mógłbyś więcej napisać nt. malowań w1944 roku lub ew. odesłać mnie do jakiś źródeł? Może znalazłeś również jakieś źródłaco do nazewnictwa armat w Wehrmachcie? Intensywnie przeszukuje Internet, jak na razie mało sukcesów, będę musiał popróbować po niemiecku.....
  13. Wątek przeniesiony do Pojazdów wojskowych - Warsztat
  14. Witam wszystkich, Zgodnie z zapowiedzią otwieram nowy warsztat pt. 17 cm Kanone 18 firmy Trumpeter – skala 1/35. Aby wszystko było po bożemu, najpierw krótki rys historyczny tego niewątpliwie ciekawego uzbrojenia niemieckiego Wehrmachtu. Po dojściu do władzy, Adolf Hitler rozpoczął intensywne prace nad rozbudową okaleczonego Wehrmachtu. Nowa armia – z zamysłu strona atakująca – potrzebowała nowoczesnego sprzętu, w tym artylerii. Posiadane ciężkie działa takie jak np. 21cm Mrs 16 Kruppa z pierwszej wojny światowej, nie spełniały wymogów stawianych uzbrojeniu III Rzeszy. Prace nad nowym typem armaty powierzono zakładom Kruppa w Essen i tak w 1939 roku zaprezentowano działo 21cm Morser 18 o kalibrze 211 mm. Konstrukcja ta posiadała jednoogonowe łoże z systemem podwójnego odrzutu wysyłając 113kg pocisk na odległość 14,5 km. System ten polegał na tym, że po strzale najpierw cofała się lufa, a następnie całe łoże górne przesuwało się wzdłuż dolnego. Taka konstrukcja pozwalała skutecznie tłumić odrzut i zmniejszała rozrzut pocisków. W 1941 roku Armia Niemiecka zgłosiła zapotrzebowanie na ciężkie działo o większym zasięgu. W zakładach Kruppa zaprojektowano więc mniejszą wersję modelu 21cm Morser 18 – 17cm Kanone 18 o kalibrze 172,5 mm. Podczas prób niemieccy artylerzyści byli pod wrażeniem działa wystrzeliwującego 68 kilogramowe pociski na odległość ponad 29 km! Było to prawie dwa razy dalej niż kaliber 21 cm. Co więcej, ich siła niszczenia była nieomalże identyczna. Nic dziwnego, że podjęto decyzję o zaprzestaniu produkcji armaty 21cm na rzecz kalibru 17 cm. Nowa armata została zaprojektowana przede wszystkim do prowadzenia ognia przeciwartyleryjskiego i była używana zazwyczaj jako artyleria korpuśna. Jej masa bojowa wynosiła 17,5 tony,a marszowa 23 tony. Kąt ostrzału: od 0° do +50° (w pionie), 16° (w poziomie na kołach), 360° (w poziomie, na obrotnicy). Prędkość początkowa pocisku wynosiła 925 m/s, a donośność 29 600 m. Armata mogła wystrzeliwać 2 rodzaje pocisków – 62 i 68 kg. W porównaniu do innych ciężkich dział jak np. Krupp Karl-Gerat 041, który wymagał całego dnia przygotowania do walki, 17-stka była stosunkowo łatwa w obsłudze. Jednak nadal stanowiła obiekt trudny do manewrowania – przy długości 8,5 m sprawiała problem na wąskich drogach np. miejskich. Na krótsze odległości wystarczał transporter opancerzony Sd. Kfz. 8 lub Sd. Kfz. 9 (różne źródła podają sprzeczne dane). Do transportu na dalsze odległości armata była transportowana w 2 częściach – lufa i łoże oddzielnie. Deinstalacja oraz ponowna instalacja lufy wymagała wciągarek, ramp i wielu ludzi - trwało to nawet kilkanaście godzin. Z tego też powodu wiele armat wpadło w ręce Aliantów – po prostu niemieccy artylerzyści nie zdążyli ich rozmontować i wycofać. Często Alianci pozyskiwali nietknięte działa wraz z amunicją – i nie wahali się użyć ich przeciwko oddziałom niemieckim. Armata 17cm Kanone 18 była w użyciu od 1941 do końca wojny w 1945 roku na wszystkich frontach. Produkcję prowadzono początkowo w zakładach Kruppa do 1942 roku, a następnie przeniesiono ją do zakładów Hanomaga. Według dostępnych informacji, w użyciu było łącznie 338 sztuk. (Informacje oparte o dane z Wikipedii oraz Military Modeling – autor JR Potts ) Przeszukując Internet, znalazłem sporo ciekawych zdjęć z różnych frontów II wojny światowej, jak również współczesnych muzeów, gdzie znajduje się kilka ocalałych egzemplarzy armaty. Zdjęcia są pomieszane tj. 21 i 17 cm, ale generalnie obie armaty sa prawie identyczne. Egzemplarz muzealny w unikalnym malowaniu - nie mam takiego na zdjęciach Bundesarchiv. Front wschodni. Ciekawe malowanie, ale nie znalazłem figurek niemieckich artylerzystów w mundurach zimowych - tylko letnie.... Tutaj rozmontowana armata na 2 części. To zdjęcie pokazuje, że to nie je bajka z tym demontażem lufy. Takie ubłocenie mi się marzy. Tutaj widać wyraźnie pokrowce na sprężyny oraz literki A, służące prawdopodobnie do szybkiej identyfikacji pasującej lufy i łoża. Armata w akcji - czy ktoś wie cos więcej o napisach na lufach? Chciałbym też to uwzględnić w replice. Front afrykański. Znowu fajne malowanie, ale artylerzystów w takich mundurach - brak. Tutaj prawdopodobnie Sd. Kfz. 8 - czy ktoś może potwierdzić? Sam model Trumpetera ma ponad 400 części, wiele z nich jest bardzo małych. Jedna płytka PE. Samo wykonanie modelu oceniam na 3+ - bardzo dużo jest pracy z usuwaniem nadlewek, przesunięć form i śladów po wypychaczach. Jest też problem ze spasowywaniem elementów, gdzie kołki ustalające są poprzesuwane względem siebie albo otwory są za małe na kołki (reguła w tym modelu). Dużo jest więc szlifowania, na szczęście szpachla jest chwilowo niepotrzebna. Trudno wypowiedzieć mi się co do zgodności modelu z oryginałem, a na oko wszystko wygląda OK. Jak na razie jedyna rzecz do dorobienia to pokrowce na sprężyny, literka A na lufie i łożu oraz malowanie drągów na boku łoża w biało-czerwone pasy. Mam pomysł na tą armatę zakamuflowaną gdzieś w krzakach, grzejącą ogniem na całego, i załogą uwijającą się jak w ukropie + element życiowy. A co z tego wyjdzie – zobaczymy. Chwilowo zapraszam do galerii pt. stan obecny.
  15. divv

    M1114-Bronco, 1:35

    Znam ten ból
  16. divv

    M1114-Bronco, 1:35

    Wykonanie super. Idealnie, jakby stał na jakieś pustynnej podstawce i miał ze dwóch faciów np. oglądających jakieś uszkodzenie. Osobiście bardzo lubię własnie takie "inscenizacje".
  17. Nie bardzo wiedziałem, gdzie to wrzucić. Poproszę Adminów o przeniesienie.
  18. Witam wszystkich, Zgodnie z zapowiedzią otwieram nowy warsztat pt. 17 cm Kanone 18 firmy Trumpeter – skala 1/35. Aby wszystko było po bożemu, najpierw krótki rys historyczny tego niewątpliwie ciekawego uzbrojenia niemieckiego Wehrmachtu. Po dojściu do władzy, Adolf Hitler rozpoczął intensywne prace nad rozbudową okaleczonego Wehrmachtu. Nowa armia – z zamysłu strona atakująca – potrzebowała nowoczesnego sprzętu, w tym artylerii. Posiadane ciężkie działa takie jak np. 21cm Mrs 16 Kruppa z pierwszej wojny światowej, nie spełniały wymogów stawianych uzbrojeniu III Rzeszy. Prace nad nowym typem armaty powierzono zakładom Kruppa w Essen i tak w 1939 roku zaprezentowano działo 21cm Morser 18 o kalibrze 211 mm. Konstrukcja ta posiadała jednoogonowe łoże z systemem podwójnego odrzutu wysyłając 113kg pocisk na odległość 14,5 km. System ten polegał na tym, że po strzale najpierw cofała się lufa, a następnie całe łoże górne przesuwało się wzdłuż dolnego. Taka konstrukcja pozwalała skutecznie tłumić odrzut i zmniejszała rozrzut pocisków. W 1941 roku Armia Niemiecka zgłosiła zapotrzebowanie na ciężkie działo o większym zasięgu. W zakładach Kruppa zaprojektowano więc mniejszą wersję modelu 21cm Morser 18 – 17cm Kanone 18 o kalibrze 172,5 mm. Podczas prób niemieccy artylerzyści byli pod wrażeniem działa wystrzeliwującego 68 kilogramowe pociski na odległość ponad 29 km! Było to prawie dwa razy dalej niż kaliber 21 cm. Co więcej, ich siła niszczenia była nieomalże identyczna. Nic dziwnego, że podjęto decyzję o zaprzestaniu produkcji armaty 21cm na rzecz kalibru 17 cm. Nowa armata została zaprojektowana przede wszystkim do prowadzenia ognia przeciwartyleryjskiego i była używana zazwyczaj jako artyleria korpuśna. Jej masa bojowa wynosiła 17,5 tony,a marszowa 23 tony. Kąt ostrzału: od 0° do +50° (w pionie), 16° (w poziomie na kołach), 360° (w poziomie, na obrotnicy). Prędkość początkowa pocisku wynosiła 925 m/s, a donośność 29 600 m. Armata mogła wystrzeliwać 2 rodzaje pocisków – 62 i 68 kg. W porównaniu do innych ciężkich dział jak np. Krupp Karl-Gerat 041, który wymagał całego dnia przygotowania do walki, 17-stka była stosunkowo łatwa w obsłudze. Jednak nadal stanowiła obiekt trudny do manewrowania – przy długości 8,5 m sprawiała problem na wąskich drogach np. miejskich. Na krótsze odległości wystarczał transporter opancerzony Sd. Kfz. 8 lub Sd. Kfz. 9 (różne źródła podają sprzeczne dane). Do transportu na dalsze odległości armata była transportowana w 2 częściach – lufa i łoże oddzielnie. Deinstalacja oraz ponowna instalacja lufy wymagała wciągarek, ramp i wielu ludzi - trwało to nawet kilkanaście godzin. Z tego też powodu wiele armat wpadło w ręce Aliantów – po prostu niemieccy artylerzyści nie zdążyli ich rozmontować i wycofać. Często Alianci pozyskiwali nietknięte działa wraz z amunicją – i nie wahali się użyć ich przeciwko oddziałom niemieckim. Armata 17cm Kanone 18 była w użyciu od 1941 do końca wojny w 1945 roku na wszystkich frontach. Produkcję prowadzono początkowo w zakładach Kruppa do 1942 roku, a następnie przeniesiono ją do zakładów Hanomaga. Według dostępnych informacji, w użyciu było łącznie 338 sztuk. (Informacje oparte o dane z Wikipedii oraz Military Modeling – autor JR Potts (http://www.militaryfactory.com/armor/de ... mor_id=520) – mam nadzieję, że nie podpadam pod ACTA?) Przeszukując Internet, znalazłem sporo ciekawych zdjęć z różnych frontów II wojny światowej, jak również współczesnych muzeów, gdzie znajduje się kilka ocalałych egzemplarzy armaty. Zdjęcia są pomieszane tj. 21 i 17 cm, ale generalnie obie armaty sa prawie identyczne. Ezgemplarz muzealny w unikalnym malowaniu - nie mam takiego na zdjęciach Bundesarchiv. Front wschodni. Ciekawe malowanie, ale nie znalazłem figurek niemieckich artylerzystów w mundurach zimowych - tylko letnie.... Tutaj rozmontowana armata na 2 części. To zdjęcie pokazuje, że to nie je bajka z tym demontażem lufy. Takie ubłocenie mi się marzy. Tutaj widać wyraźnie pokrowce na sprężyny oraz literki A, służące prawdopodobnie do szybkiej identyfikacji pasującej lufy i łoża. Armata w akcji - czy ktoś wie cos więcej o napisach na lufach? Chciałbym też to uwzględnić w replice. Front afrykański. Znowu fajne malowanie, ale artylerzystów w takich mundurach - brak. Tutaj prawdopodobnie Sd. Kfz. 8 - czy ktoś może potwierdzić? Sam model Trumpetera ma ponad 400 części, wiele z nich jest bardzo małych. Jedna płytka PE. Samo wykonanie modelu oceniam na 3+ - bardzo dużo jest pracy z usuwaniem nadlewek, przesunięć form i śladów po wypychaczach. Jest też problem ze spasowywaniem elementów, gdzie kołki ustalające są poprzesuwane względem siebie albo otwory są za małe na kołki (reguła w tym modelu). Dużo jest więc szlifowania, na szczęście szpachla jest chwilowo niepotrzebna. Trudno wypowiedzieć mi się co do zgodności modelu z oryginałem, a na oko wszystko wygląda OK. Jak na razie jedyna rzecz do dorobienia to pokrowce na sprężyny, literka A na lufie i łożu oraz malowanie drągów na boku łoża w biało-czerwone pasy. Mam pomysł na tą armatę zakamuflowaną gdzieś w krzakach, grzejącą ogniem na całego, i załogą uwijającą się jak w ukropie + element życiowy. A co z tego wyjdzie – zobaczymy. Chwilowo zapraszam do galerii pt. stan obecny.
  19. Obiecuję regularne aktualizacje + coś ekstra, ale w innym temacie. W kolejce czeka Szyłka oraz najnowszy nabytek - Merkava IV Lic. zAcademy. Ten ostatnie będę robił bezpośrednio z pudła, koncentrując się na kamuflażu i brudzeniu. Stallion strasznie mnie wymęczył ilością części.... szczególnie PE.
  20. Witam po dłuuuuuuuugiej przerwie spowodowanej przeprowadzką, a wczesniej szpachlowaniem, malowaniem, sprzątaniem i tysiącem innych rzeczy pt. nowy dom. Jest w nowym domu zacny warsztacik, który będę jeszcze udoskonał. Stół jubilerski od ojca - DZIĘKI TATO! created by picasa2html.com Na dzień dzisiejszy jest sklejony kadłub i przygotowany do Surfacera. Pewnie wyjdzie sporo poprawek, bo szpachlowanie szczelin nie wyszło zbyt dobrze - i na sucho i na mokro. A potem malowanie i brudzenie. Równolegle spróbuje wykonać podstawkę - kawałek lotniska w Północnej Karolinie, lata 90-te.... created by picasa2html.com
  21. Pomysł z szafą jest niesamowity, muszę go wypróbować! Muszę przyznać, że wykończyły mnie te gąski, bo za Chiny nie chciały się układać. Zobaczymy jak mi pójdzie w Szyłką z Dragona, która na gąski składane z plastikowych ogniwek. A Friule drogie, na razie robię odpuszczę.
  22. Bardzo dziękuję za pozytywne oceny. Z tymi gąsienicami to rzeczywiście miałem problem, bo są to winylowe precle, które za nic nie chciały się układać, więc w przypływie desperacji podlałem je klejem. Macie jakieś sposoby na winyle np. podgrzewanie, gotowanie, co by się chciały uginać?
  23. Witam serdecznie. To mój pierwszy post, więc chciałbym się pokrótce przedstawić. Mam na imię Rafał, pochodzę z Trójmiasta, klejeniem modeli zajmuje się od 2 lat z różnym szczęściem. Zasadniczo lubię takie dłubanki w małej skali, pewnie mam to po ojcu-jubilerze…. Długo się wahałem, czy w ogóle coś publikować, aż w końcu zachęcony przez córkę i z błogosławieństwem żony, podjąłem jedynie słuszną decyzję. Mam cichą nadzieję, że udzielanie się na forum zdopinguje mnie do regularności w pracach modelarskich…a i pewnie nie raz poproszę Was o pomoc. A zatem przedstawiam warsztacik dotyczący śmigłowca amerykańskiego CH-53E Super Stallion. Podstawa wykonania to model Academy w skali 1/48, do tego blaszki Eduard (BIG ED) oraz trochę samoróbek. Inspiracje dotyczące modeli czerpię z życia codziennego i tak pewnego dnia, oglądając Bonda pt. Jutro nie umiera nigdy, zobaczyłem latające cudo, z którego wysiada Bond. James Bond. Wyglądało to mniej więcej tak: Strzała ugodziła me modelarskie serce. W tym czasie byłem na fali reaktywowanego modelarstwa, walcząc z brytyjskim MCV-80 (już ukończony), więc postanowiłem, że muszę go mieć (helikopter, nie MCV-80, bo już go miałem, zasadniczo). Google podpowiedział, że może chodzi mi o CH-53E Super Stallion (aczkolwiek w filmie występuje MH-53 Pave Low, też dostępny z Academy – do dzisiaj nie wiem, kiedy nastąpiła podmiana i kto za tym, stoi?) Sylwetka się zgadzała, na youtube obejrzałem kilka filmów ze startu i lądowania (hałas wciska w fotel) – więc decyzja mogła być tylko jedna. Koniec końców pudło wielkości A3 zjechało do mnie. Zastanawiałem, się, jak go wykonać. Traf padł na zdjęcie, w którym Marines wchodzą do CH-53E na pokładzie lotniskowca. Niestety, na przeszkodzie stanął brak sylwetek maszerujących żołnierzy Marines w skali 1/48. Potem nastąpiła opcja załadunku i transportu palet. I ta upadła, zacząłem bowiem odczuwać że model powoli mnie przerasta. Koniec końców jestem dosyć świeżym modelarzem, mam dużo chęci, lecz umiejętności jeszcze skromne, a tu od razu taki kolos... Zacząłem przeglądać Internet i w oko wpadło mi kilka relacji z budowy CH-53E na Armoramie i Fine Scale Modeler. Lekko się podbudowałem i zacząłem kombinować, żeby po prostu pójść w ślady autorów tych postów i zrobić SS tak, jak oni. http://cs.finescale.com/FSMCS/forums/p/97810/958003.aspx http://s362974870.onlinehome.us/forums/air/index.php?showtopic=186177 http://www.flickr.com/photos/34638197@N02/with/3416492243/ Sam śmigłowiec to w ogóle ciekawa maszyna, właściwie służył i latał wszędzie, taki prawdziwy „koń roboczy”. A to żołnierzy przewiezie, a to ładunek, a złomotanego UH-60 podrzuci do warsztatu, a to przeniesie działo albo terenówkę. Czytając wpisy na zagranicznych forum modelarskich zauważyłem, jak wiele pochodziło od modelarzy, którzy służyli na tych maszynach czy w ogóle w Marines, Semper Fi, te rzeczy...Biła od nich autentyczna fascynacja tymi maszynami... Ja też się cieszę, jak go widzę np. w telewizji, zaczynam powoli odczuwać jakąś więź z tym modelem, powiedzcie, czy to jest normalne? Z ciekawostek dodam, że MH-53 (niestety nie CH-53E) w 2007 roku temu lądował na lotnisku w Rębiechowie (z okazji wizyty Dablju Busha) i nawet zachowały się zdjęcia.. http://www.airliners.net/photo/USA---Air/Sikorsky-MH-53M-Pave/1225467/L/ Docelowo chciałbym mieć Super Stalliona na podstawce – pokład lotniskowca lub lotnisko, wokół kilka agregatów, kręcący się ludzie (musi być jakieś życie na lotnisku!). W tym celu nabyłem zestaw Hasegawy pt. US Ground Crew Set x48-4 ( http://2.bp.blogspot.com/_oAwu1paog8g/TNJQehSg1HI/AAAAAAAAAIw/iHGWH-8c5mk/s1600/HS_X48_4.jpg ) i już wiem, że to był błąd, bo trzeba było wziąć US Navy Crew....( http://4.bp.blogspot.com/_oAwu1paog8g/TNJQ7YymraI/AAAAAAAAAI4/hR7cLFN43Qc/s1600/HS_X48_6.jpg), chociaż jeszcze nic straconego… No nic to, trzeba szyć z tego co się ma więc, dioramka ma być na lotnisku w USA, bo malowanie wybrałem nr 3 tj. kamuflaż tzw. Desert Storm Kamo (jednostka HMH-464, śmigłowiec o numerze 04/EN - 161184). Zdjęć samego EN/04 nie znalazłem za dużo (raptem aż jedno i to mało wyraźne), ale jest sporo jego braci (sióstr?) więc jest na czym się wzorować, jakkolwiek zdjęcia są marnej jakości. Niemniej jednak ze zdjęć wynika, że kamo proponowane przez Academy (z kolorem czarnym) występuje na małej ilości maszyn, a większość najciemniejszy kolor ma jednak coś w okolicach Olive Drab. W sumie wzbiera we mnie ochota na zbudowanie kolejnego Stalliona – znam większość swoich błędów i pewnie poszłoby to szybciej, ale w kolejce czeka Szyłka (też miłośc od pierwszego w.), więc może innym razem. Wracając do tematu, to do środka postanowiłem wrzucić kilka skrzyneczek, jakieś drągi i rurę srebrną , ocynkowaną fi nieznane... Pozorant w środku kabiny ma się przygotowywać do montażu karabinu – bo za szybko wkleiłem otwierane okno z lewej strony i stwierdziłem, że jak będę je wyważał, to z pewnością cos pójdzie źle... No i tak już zostało... Wzorując się na mistrzach krajowych (KFS), chciałem jeszcze dodać jakąś frapującą historię typu sierżant opieprza pozorantów, ale nie wiem, czy uda mi się cos wykrzesać z tych figurek.... Oto zatem dotychczasowa historia zlepiania. Prace rozpocząłem od sklejenia rotoru. Model będzie w wersji z rozłożonymi łopatami i ogonem, więc podążyłem śladami rzeczonych publikacji na forach zagranicznym i dorobiłem okablowanie. I zobaczyłem, że okablowanie było dobre.. i zabrałem się za łopaty wirnika. Z tym również nie było większych problemów. Z Big Eda pobrałem siateczki, wyciąłem otwory i nakleiłem je w odpowiednie miejsca. Zaimitowałem wał przekładniowy i wkleiłem go na miejsce w ogonie. Niestety, przez nieuwagę – podczas transportu – kilka siatek odkleiło sie i musiałem je pośpiesznie imitować siateczką od Abera. Kolejny etap to nitowanie. Zainspirowany artykułem Wojciecha Fajgi skonstruowałem własne nitowadło... poleciało w kąt …czym prędzej kupiłem nitowadło Trumpetera...a potem biedziłem się kilka ładnych tygodni na nitami, klnąc swoją pomysłowość, ale dobrnąłem do końca... A potem się zaczęło...wnętrze ...istna jatka...Po długim czasie udało mi sie osiągnąć to: Własnym sumptem wymęczyłem skrzyneczkę – podnóżnik (mało kto to robi – jak mi się zdaje w swej naiwności), małe krzesełko przy wejściu, dorzuciłem kółka / uchwyty w podłodze, wyriezałem z narażeniem życia osłonę dźwigu w suficie, przymocowałem linkę do montażu pasów bezpieczeństwa.. i na tym się moja cierpliwość skończyła...Aha, dorzuciłem jeszcze niezidentyfikowany agregacik z chłodnicą za plecami pilotów... W międzyczasie walczyłem z okablowaniem kabiny pilotów, dorzuciłem też pasy pilotów oraz 2 rurki w górnej części oprzyrządowania na suficie kabiny (kabelek cynowy skręcany na igle krawieckiej)... Ostatnią moją czynnością było zawerniksowanie farb matowym lakierem Humbrola. Wyszło całkiem całkiem. Przeszedłem również etap brudzenia i washa. Obecnie przymierzam się do sklejenia kadłuba. Po wykonaniu tych wszystkich prac, przeglądając zdjęcia, zauważyłem w niestety zbyt wielu miejscach niedokładności, niedoszpachlowanie, niedokładne obrobienie papierem, ogólnie niechlujne wykonanie. Jednak ogólne osłabienie związane z ilością prac oraz wielkością elementów spowodowały, że zamiast zabrać się z poprawki, liczyłem w skrytości ducha na zbawczą moc Surfacera. Niestety, płonne to były nadzieje. Pozostało mi zatem uznać, że wnętrze 40 letniego śmigłowca nie może być ideałem czystości i takie syfy po prostu się zdarzają... Czemu u mnie w takiej ilości – brak doświadczenia i zbytni pośpiech? Stwierdziłem jednak, że skoro to jest wnętrze, które i tak będzie niewidoczne, pewne rzeczy mogą ujść (chwilowo, jako młodziakowi) płazem... Ale już w przypadku pokrycia zewnętrznego takie numery nie przejdą... Pozostaje jedynie pewne zażenowanie pokazując takie zdjęcia tutaj.. Ale taka jest prawda, nie ma co ściemniać... Następnym razem będzie lepiej. A zatem wnioski na przyszłość: 1. Nie śpieszyć się. Nie śpieszyć się. Nie śpieszyć się. (1000 razy przepisać) 2. Ostrożnie z klejem CA. Niestety czystość klejenia CA to ciągle moja słaba strona (patrz pkt. 1) 3. Osławione stwierdzenie, że Surfacer pomaga wyrównać niewielkie ubytki/niedoskonałości szlifowania jest zgodne z prawdą do momentu, gdy nierówności są mikroskopijne. A ja głupi wierzyłem, ze pokryją moje wyrwy i niedociągnięcia ze szpachlowania i szlifowania.... 4. Farby Tamiya rządzą. Dopiero jak użyłem czarnego akrylu Tamiyi zmieszanego z rozcieńczalnikiem Gunze, zobaczyłem prawdziwą czerń... Do tej pory używałem Vallejo Game Color – dobra na pędzel, ale nie do aerografu 5. Oszczędności na dobrych farbach/klejach/rozcieńczalnikach to nienajlepszy sposób na uzyskanie dobrego efektu końcowego. 6. Bez aerografu nie ma życia - ale patrz pkt 1. Nie śpieszyć się. Nie śpieszyć się. Nie śpieszyć się. Ogólnie największą przyjemność sprawia mi dorabianie własnych elementów. Nie wszystkie wychodzą tak jak chcę, ale satysfakcja jest największa. Myślę, żeby jeszcze może wrzucić kilka worków / plecaków do wnętrza, co by je bardziej ubrudzić albo powiesić na wręgach kadłuba.... Reasumując, jak dotąd wielka frajda i o to mi chodziło. To tyle na dzisiaj. Poniżej zdjęcia modelu w kolejności chronologicznej.
  24. Jak szalet to szalet. Mój pierwszy zakończony model z kompletem technik modelarskich pt. wash, suchy pędzel, pigmenty, scratch itp. Itd. Wszystko robione pierwszy raz w życiu m.in. na podstawie innych warsztatów z Modelwork. Jakość zdjęć nie najlepsza, ale i tak niezła jak na sprzęt, jakim dysponuję w miejscu, jakim obecnie przebywam. Teoretycznie chodziło o luźne nawiązanie takiego misia: A wyszło tak. Od razu informuję, że nie mam bladego pojęcia, do czego służą te czarne rury, jakklowiek uważam, iż są szalenie twarzowe (pancerzowe?) Może tam wożą flaszki (rozumiecie, korek musi być zanurzony w płynie itp.)? Pan Internet też był się na mnie wypiął w tym temacie. Może ktoś z koleżeństwa wie?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.