Witam.
Po tym, co ostatnio kolega Gościu zrobił ze swoim modelem Famo, naszła mnie ochota samemu zrobić takiego potwora. Szczęśliwym trafem udało się kupić Famo Revella i wrzucam go od razu na warsztat.
Póki co, zrobione jest niewiele, wolę się tym razem już tak nie spieszyć, tylko 10 razy się zastanowić i zrobić dobrze.
Sklejona, chociaż jeszcze nie w całości paka, mam zamiar teraz dokonać mordu na jakimś kablu i z drutu zrobić pręty na których rozpinana była plandeka, i zastanawiam się nad umieszczeniem jakiejś plandeki w taki sposób, by zakrywała kabinę pasażerską (brzmi to jakbym pisał o jakimś samolocie pasażerskim;) ), i w części nad skrzynią ładunkową, tak aby jednak połowa ponad paki była odkryta i było widać co na niej jest.
Jak widać, przód pojazdu przeszedł leciutki lifting w porównaniu z tym co proponuje producent, jakoś zawsze podobały mi się te pojazdy mające odsłonięty silnik. W tym modelu jednak będę musiał coś popracować nad silnikiem, bo zbyt szczegółowy to on niestety nie jest, a nie chcę by model straszył tym silnikiem.
Złożone wszystko na sucho, tak by mniej więcej było widać jak to w całości teraz się prezentuje.
Co do najważniejszej kwestii modelu - czyli malowania - planuję coś z dunkelgelb, być może zrobię dioramę gdy Famo ciągnie uszkodzonego StuG-a, tutaj jednak bym musiał pomyśleć nad jakąś załogą, bo bez niej to by troszkę dziwnie wyglądało.;)
Ogólnie, to mam nadzieję że będzie przy Famo szło mi lepiej niż przy tej nieszczęsnej Panterze G...
************
Aktualizuję posta, aby nie pisać nowego.
Pobawiłem się chwilę spinaczem biurowym i hmm wyciorem do igły od kleju Wamodu, i takie coś mi wyszło na pace. Pytanie - czy tak może pozostać? Czy lepiej odpuścić sobie takie kombinowanie i zrobić tak jak proponuje producent?
Pozdrawiam, Paweł T.