I się narobiło... To może i ja. Modelarstwem param się już ładnych parę lat. Na początku kleiło się model i malowało farbami typu nitro z domieszką talku technicznego coby nie żarło plastiku. Pamiętam jak kupiłem pierwszy model "zachodni". To było prawie nabożeństwo! FW-190 z Matchboxa. Jeszcze niemiecka maszyna! Ręce mi się trzęsły jak oglądałem wypraski. Model kosztował 12oozł. A puszka Humbrola około 2000zł. Dla chłopaka w wieku około 10 lat To tak jakby chcieć gwiazdki z nieba. Kleiłem ten model z wypiekami na twarzy. Malowałem dostępnymi farbami. Nie robiłem żadnych śladów eksploatacji, weatheringu. Ale byłem strasznie dumny z tego kawałka plastiku. Potem przyszły inne modele, inne możliwości, inne trendy w modelarstwie. Ale modelarstwo zawsze było dla mnie odskocznią od stresu dnia codziennego, niszą tylko dla mnie. W dorosłym życiu miałem okazję przez 20 lat przyglądać się dokładnie pojazdom Wojska Polskiego. Tym ruskim i tym poprawnym politycznie. Znam przypadki, gdy do obsługi czołgów, załogi miały prawo wejścia do garażu tylko w trampkach. A wozy wyglądały jakby przed chwilą wyjechały z salonu. Czyściutkie i błyszczące z czarnymi gąsienicami, linami owiniętymi zasmarowanym papierem. Widziałem też pojazdy jakby przeszły szlak bojowy od Lenino do Berlina. Wszystko zależało od ludzi, którzy ten sprzęt eksploatowali. W modelarstwie też jest podobnie. Model przedstawiający maszynę czasu pokoju, nie powinien ( według mnie) Być poobijany i niekompletny. Chyba, że przedstawiamy go po miesięcznym poligonie. Jednak warto nie zapominać, że modelarstwo ma głównie sprawiać frajdę.
Uważam, ze nie ma o co kruszyć kopii. Każdy model będzie inny. i nie każdy będzie się wszystkim podobał. Czasami nawet wykonawcy Ale takie jest modelarstwo...
Dziękuję za wszelkie opinie dotyczące moich modeli. Dalej będę wrzucał na forum! i z przyjemnością czytam wszystkie wypowiedzi.
Uff, no to się napisałem....