Jacek K
Użytkownicy-
Liczba zawartości
342 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Jacek K
-
Oczywiście, że odpowiadam na pytania, sorki z zwłokę. Folia, której uzywam to zwykła aluminiowa folia kuchenna. Kupiłem trzy opakowania w nadziei, że będą sie choć troche różniły od siebie barwą (dla zróżnicowania odcieni paneli) i nie zawiodłem się. Uzyłem tez w kilku miejscach, najbardziej powyginanych ale o małej powierzchni foli "wiatrowej". To taka folia aluminiowa dla artystów,bardzo cieniutka. Jest tak cienka ze nie dotykam jej nawet palcami bo sie rozrywa tylko ucinam odpowiedni kawałek nozyczkami apotem dotykam suchym pędzelkiem (folia przywiera) i przenoszę ją na model. Jest trudna, duzo trudniejsza od zwykłej folii ze względu na swoja grubość ale daje spore mozliwości. Odnośnie poprawek to mam każdy panel naklejony i odcięty osobno, nie powinno być problemy przy zdzieraniu ale rada zawsze się przyda, dzięki. (pewnie i tak nie będę mógł patrzeć na ten uszkodzony panel i zamienię go jeszcze dziś )
-
To efekty wczorajszego wieczoru. Ładnie widać zróżnicowanie paneli. Muszę przyznać, że jestem zadowolony. Obawiałem się trochę większych powierzchni ale przy odrobinie wprawy da się to przejść. Niektóre panele robiłem po kilka razy, nie wszystko ładnie wychodzi za pierwszym razem. Zdarza się że uszkodzi się już dobry, gotowy element (pierwsze zdjęcie , panel po prawej, przypadkiem zarysowałem mocno wykałaczką) i trzeba go wymienić (ja będę to robił na koniec). Oczywiście całość trzeba jeszcze porządnie umyć z resztek kleju.
-
Jesli chodzi o folię to dopiero ostatnio na to wpadłem (zauważyłem dość znaczną różnicę). Ta którą się daje łatwiej operować to najtańsza folia w hipermarketach "z rączką" Klej rozcieńczam i zmywam denaturatem
-
Kadłub sklejony ,wyszlifowany, nowe linie podziału i nity naniesione można dalej „foliować”. W trakcie oklejania odkryłem, że różne folie inaczej reaguję i poddają się zabiegom nakładania na model. Używam trzech rodzajów folii ale tylko jedna z nich (przypadkowe odkrycie) daje się naciągać i kształtować, jest bardziej podatna od innych, lepiej się nadaje na krzywizny , załamania i zaokrąglenia np. przy stateczniku
-
Ogólnie to model nie jest taki zły. Trzeba tylko poprawić kilka błedów i jest całkiem przyjemny. Popatrz na krawędź spływu, jest dosłownie podwójna. Najlepiej wszystko tam odciąć wyprowadzić krawędź jak trzeba i wtedy dopiero dokleić ponownie już poprawione. U mnie powierzchnia modelu nie była niestety gładka, przypominała skórkę pomarańczy. Rozważ czy nie przeszlifować całości przed podkładem.
-
Stuka to jeden z moich ulubieńców. Nie tak dawno temu popełniłem Ju 87 B2 z Italeri. Model całkiem ok, nie pozbawiony błędów, np nitowanie kadłuba tylko do połowy. W Twoim D5 też tak jest?
-
Fotel gotowy. Mam nadzieję, że nie ominąłem zbyt wiele szczegółów, zwłaszcza, że jego wykonanie pochłonęło sporo czasu. Niestety takie są uroki robienia czegoś od podstaw.
-
Myślałem, ze już prawie skończyłem kokpit ale jednak po krótkim rachunku wyszło że brakuje pasów, drążka, pedałów, celownika, napinacza anteny i drewnianej podłogi. W sumie kadłub mogę sklejać bo wszystko to czego brakuje mogę wkleić później, zwłaszcza, że celownika nie mam nawet zwymiarowanego i rozrysowanego. Całą podłogę z fotelem wkleję bezpośrednio przed sklejeniem ze skrzydłami. A tak wyglądają gotowe już burty.
-
Podłubałem trochę przy kokpicie, to w zasadzie wszystko co udało mi się „wystrugać z polistyreny i blaszek (trawionych samodzielnie, pierwszy raz). Jestem praktycznie na finiszu. Fotel jeszcze bez pasów ale jutro może je „wymodeluję”. Wszystko poskładane na sucho. Chyba już więcej tam nie wcisnę. Mam nadzieję, że przypomina to pierwowzór, na szczęście wszystko zmieściło się na swoje miejsce jak trzeba więc ze skalą i wymiarami raczej nie ma problemu .
-
Wziąłem się za kokpit. Niestety jest praktycznie pusty i nawet jak na dwudziestoletni model w skali 1:32 to raczej totalna mizerota. Praktycznie wszystko nadaje się do wymiany. Dodatkowa trudność polega na tym że do tego modelu, ze względu na jego wiek jest już bardzo mało dodatków. Fotel pilota i wszystko co za nim oraz podłogę wykonam od podstaw. Popróbowałem już samodzielnego trawienia blaszek i chyba dam radę. Póki co zrobione są zegary
-
Artur jest wtajemniczony to wiedział co odpisać . Tak ta folia gdzie jest duzo elementów do odwzorowania to folia wiatrowa dla artystów, jest baaardzo cieniutka i trzeba na nią uważać (będzie gorzej jak zona zajrzy do swojego magazynku i jej tam nie znajdzie). Kleiłem na klej Microscale do folii. Łatwo się zmywa i rozcieńcza denaturatem, więc nie ma problemu z czystością.
-
Model bardzo stary i dawno „pełnoletni” ale cóż miałem go za darmo więc szkoda nie zrobić a przy okazji nie wypróbować kilku technik, miedzy innymi trawienie blaszek. Założenia są takie: model z zamkniętym silnikiem bo nie ma w tym zestawie jak go pokazać ani specjalnie nie ma czego pokazywać. To co musi być otwarte zrobię od podstaw z wykorzystaniem tego co wytnę z wyprasek (wnęki podwozia, kokpit) wnęki są płytkie i bardzo ubogie, prawie gołe. Kokpit praktycznie w tym modelu nie istnieje poza topornym fotelem i podłogą. Kadłub będzie oklejany folia aluminiową a skrzydła malowane. Niestety całość muszę najpierw wyszlifować (ze względu na wypukłe linie podziału i inne mankamenty) , wytrasować nowe linie i przenitować maszynę. Nigdy nie robiłem tego na taka skalę ale w tym modelu po prostu inaczej się nie da. Generalnie Mustang będzie dla mnie poligonem doświadczalnym . Zaczynam od kadłuba i skrzydeł. To najtrudniejszy dla mnie etap w tym projekcie. Jeśli coś ma pójść nie tak i mam czemuś nie podołać to wolę o tym wiedzieć na samym początku zanim włożę w model więcej pracy. Tak wygląda kadłub. Wystające wszystkie klapki rewizyjne, pogięta płaszczyzna i krzywe linie podziału Wnęki bardzo płytkie i prawie puste, będą nowe Skrzydło przed szlifowaniem na gładko I już po szlifowaniu. Nie wiem jeszcze co zrobię z przedziałem uzbrojenia w skrzydle Kadłub po szlifowaniu i z nowymi liniami podziału, tym razem wklęsłymi A tak wyglądają pierwsze próby oklejania folią
-
Te zacieki zrobiłem bardzo rozcieńczoną farbą artastyczną z kropelką ludwika (czyli taki łosz), pędzelkiem naniosłek kilka kropel i rozdmuchałem powietrzem (z własnych płuc dal lepszej kontroli) od czoła. Potem poczekałem aż wyschnie i już . Przed całą operacją zbiornik troszkę popudrowałem ciemno szarą suchą pastelą, dlatego są takie ciemniejsze kontury bo troszkę sie tam jakby więcej rozpuściło
-
Jeszcze kilka fotek
-
Nie wiem jak to jest z tym konkretnym modelem ale z ogromną przyjemnością popatrzę na kolejny warsztat Wojtka, jest w nich coś magicznego i widzę, że nie tylko dla mnie
-
Z tymi fotkami jak najbardziej się zgadzam. Bedą lepsze bo sam widze że te są słabiutkie. W weekend mam plan trochę popstrykać
-
Czy śmigło było bardzo spracowane trudno mi powiedzieć z całąpewnością. Trochę improwizowałem (i tak się musiałem powstrzymywać przed większymi zniszczeniami )
-
Uff skończony. Wiem, że może się nie podobać ze względu na tak duże zużycia ale podjąłem to ryzyko. Chciałem mieć model z takimi właśnie zużyciami płatowca i wybór padł na Zero. Szkoda było „niszczyć” ładną powłokę lakierniczą ale raz się żyje. Model bardzo przyjemny i nawet prosto z pudła nie będzie raczej ubogi. Co wyszło oceńcie sami. Tak na szybko kilka fotek, będzie lepsza pogoda zrobi się fajniejsze zdjęcia w plenerze.
-
To już jedne z ostatnich zdjęć przed finiszem. Będę jeszcze na niego patrzył dobry tydzień i wyszukiwał co tu jeszcze zmienić i poprawić. Nowe zamki w okapotowaniu silnika. Na szczęście wszystko się ładnie dopina. Światełka pozycyjne już na miejscu No i trzy fotki z zamkniętym silnikiem
-
Co do spodu samolotu to mam z nim taki komfort, że jest pomalowany olejami w połysku, więc wszystko co jest do tej pory mogę zmyć przy minimalnym nakładzie pracy i zupełnie bezszkodowo. Wiedziałem, ze za spodem wcale nie będzie tak łatwo, na tle szarości prawie nie widać obić. Klapy, lotki i powierzchnie sterowe jeszcze nie ruszone. Teraz wygląda to tak: I jeszcze jedna fotka silnia od strony zbiornika oleju Trochę wzorowałem się na podobnych fotkach:
-
Wiem, że „prawie „czyni wielką różnicę ale prawie skończony. Potrzeba mu jeszcze troszkę pudru tu i tam. Okapotowanie silnika jest jeszcze w stanie surowym ale musiałem już przymierzyć jak będzie się prezentował. Klapy i wnęki podwozia jeszcze czyste. Nie ma też światełek pozycyjnych (zapomniałem, ze nie wyschła mi czerwona farbka transparentna). Kołpak śmigła również trzeba jakoś „zużyć” i na koniec dodatkowy zbiornik paliwa(dopiero się robi). Klapy, powierzchnie sterowe , lotki i podwozie są ruchome.A oto efekty ostatnich prac:
-
Jesli matt zostawia nalot (proszkuje) tzn że masz za wysokie cisnienie kompresora. Zmniejsz je i spróbuj ponownie, powinno być dobrze.
-
Rury wydechowe i żaluzje po wstępnej obróbce. Już wyglądają lepiej a mam nadzieję, że będzie całkiem ok.
-
Z tymi żaluzjami to będę chciał osiągnąć podobny efekt, no może troszkę bardziej intensywny. Takie ni to przetarte ni przegrzane.
-
Silnik prawie skończony. Trzeba dodać jeszcze kabelki od strony zbiornika oleju, kilka węzyków i powinno być ok.
