Padło na B-25. Mitchell stał się ofiarą mojej po wielu latach próby powrotu do modelarstwa. Podobnie jak wtedy „Bitwa o Anglię”, dzisiaj też film obudził potwora - „Paragraf 22” i scena startu eskadry prawdziwych (!) Mitchelli - ojej!
Polecam oczywiście cały film, a tu rzeczona. Słuchać głośno!
Dźwięk odpalanych silników - bezcenne!
Plan taki, że na początek bez grzebania, model z kartonu. Wybrałem Hasegawę, licząc na to, że obejdzie się bez większych problemów. Pierwsze wycięcia kadłuba i skrzydeł dobrze rokowały. Żadnych blach, żywic, jedyny dodatkowy zakup, to maski na szybki, trochę ich jest.
Najpierw wyciąłem klapy, lotki, naostrzyłem to wszystko i cały misterny plan w p….u
Wywierciłem dziury w lufach Zacząłem dziobać podwozie, silniki. Dużo zmian, dużo poprawek, Hasegawa zbyt dużo rzeczy potraktowała „z grubsza”…
Nie zamierzam robić jakoś strasznie wg papierów, to nie będzie żaden konkretny egzemplarz, jest to raczej próba technik, pamięci mięśniowej, sklerozy i ma dać fun. Tak więc pewnie błędów merytorycznych będzie w brud, wybaczcie, ale teraz chcę się skupić głównie na zbieraniu doświadczenia i warsztatu. Jednak pewnych „wynalazków” hasegawy nie zdzierżę, jak chociażby klap na osłonie silnika…
Tak więc, kończąc ten przydługi wstęp, proszę o wsparcie, uwagi, chwalenie, w zależności od okoliczności Chcę jak najwięcej wyciągnąć z tej lekcji. Nie obrażę się, jak ktoś mnie wyzwie od debili, bo coś tam
Troszkę musiałem porżnąć w podwoziu
Z lufami poszło łatwiej niż sądziłem...
I tak więc, co jakiś czas będę się chwalił postępami prac, mam nadzieję...