merlin_70
Użytkownicy-
Liczba zawartości
515 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Ostatnia wygrana merlin_70 w dniu 1 Lutyego 2023
Użytkownicy przyznają merlin_70 punkty reputacji!
Reputacja
418 ExcellentOstatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Myślę , ze albo zamówili wypraski , albo kupili formy . Oba modele wpisywały się w ideologię ZSRR. Ja pamiętam za dziecka , że były sprzedawane w tych topornych opakowaniach z ZSRR i instrukcją po rosyjsku. -
Złożenie jest na końcu , wcześniej jest wyczyszczenie i nasmarowanie . Należyte . Od razu wyeliminowałeś dwa pierwsze elementy , bo nie dopuszczasz , że robisz coś źle. Wszystkie elementy razem muszą zadziałać . Mnie też się kiedyś wydawało , że czyszczę dobrze , smaruję dobrze i dobrze składam . Tu nie ma nic do zepsucia za 15 próbą Ci wyjdzie. A potem będziesz wiedział , To też jest umiejętność modelarska tak samo ważna , albo bardziej jak zamieszczanie filmików na you tube. Problem jest taki, że po naciśnięciu spustu nic się nie dzieje, coś tam lekko zasyczy, powietrza z przewodu nie puszcza do aerografu. Jeśli wyjmę spust i nacisnę na zaworek czymś cieńszym, tępą końcówką igły lub wykałaczką to działa. No to masz pierwszy trop - zaworek działa jednak ruchomy element w nim wymaga nacisku o odpowiedniej sile w odpowiednim miejscu , a w aerografach długość spustu się nie zmienia i nacisk też generalnie nie , czyli żeby działało gdzie może być problem ? ?? - prawdopodobnie w brudnym , a potem prawdopodobnie słabo nasmarowanym mechanizmie zaworu , którego jeden lub więcej z elementów nie podaje się swobodnie naciskowi końcówki spustu. Bo jak naciskasz czymś cieńszym to inną przykładasz siłę do ruchomego elementu i ona jest wystarczająca by to poruszyć . Poza tym Procon wymaga by już po wyczyszczeniu i nasmarowaniu sprawdzić przyskladaniu jednak czy ta końcówka spustu weszła w swoje miejsce ( bo końcówka spustu jest na przegubie )
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
raczej tak . Innej Aurory w sprzedaży wtedy nie było i nic nowego się nie pojawiło . Była ona " jutrzenka rewolucji" i Potiomkin .Oba jak na czasy i skalę całkiem przyzwoite. -
Rozmontować , dokładnie wyczyścić , nasmarować tym co służy smarowaniu aerografów , złożyć - powinno pomóc. Też to miałem . prawdopodobnie niedokładnie wyczyściłeś , źle nasmarowałeś i źle go złożyłeś . To raczej nie jest usterka mechaniczna .
-
IBG Spitfire - wątek otwarty dla każdego budującego te modele
merlin_70 odpowiedział Tainan41 → na temat → [L]Warsztat
Generalnie użycie pojęcia "idiotoodporny" jest niezbyt fortunne . Bardziej bym powiedział " user friendly" Kwestia skali i tego jaki samolot model odtwarza jest drugorzędna , bo to nie jest tak , że Spitfire powinien być samoskładalny , a P - 11 c już nie . Problem jest być może trochę inny i przedstawie wam go na przykładzie Spita Tamiyi / Airfixa / i nowej Tamiyi w 48 . Modelu z IBG nie mam to się na jego temat nie wypowiadam. W 1993 roku Tamiya wypuściła Spitfire mk I i Vb oba model były proste , wszystko w nich pasowało , ale posiadały kilka różnych błędów . Dobre spasowanie powodowało , ze ten model przez długie lata rządził . I dalej jest nie bez szans . X - naście lat później wyszedł w 1/48 Airfix , był teoretycznie lepiej opracowany , dokładniejszy i bardziej wyglądał jak Spitfire . Ale spasowanie , zapadliska form ( w skrajnych wypadkach wręcz dziury w elementach ) plus zgodne z dokumentacją , ale trudniejsze przy klejeniu rozwiązania technologiczne ( podwozie ) powodowały , ze nie rządził i modelarze wracali do starej Tamiyi jak ktoś chciał zrobić na szybko zgodnie z zasadą " dzisiaj skleję , jutro pomaluję i zdążę na Bytom . Airfix powinien być dla polskich modelarzy wręcz spadkobiercą duchowym modeli ZTS - u . Tu sobie mogłeś piłować szlifować do woli a grubych linii podziałowych i tak nie zatarłeś , a detali było niewiele . Tylko model mógł Cię pokonać , bo sklejenie było wyzwaniem i szpachla szla w ruch. W końcu wyszła Tamiya , która bije na głowę i starą Tamiyę i Airfixa i konkuruje z Eduardem. Jest bardzo dobrze spasowana , ale te dobre spasowanie plus duża ilość detali powoduje , ze margines błędu jest niewielki - pojedziesz dwa razy za dużo pilnikiem robi się szpara, miejsce gdzie odcinasz element od ramki jest widoczne , albo znika kąt prosty , przeszlifowanie powierzchni to zacierają się delikatne detale , element delikatnie sklejony odpadnie drugi raz dodasz trochę więcej kleju , albo musisz rozkleić jakąś cześć i jest problem bo ładna powierzchnia przestaje być ładna , a ślady powtórnego sklejenia straszą . No i jeszcze jedno taki wysoki poziom wykonania wyprasek powoduje , ze wszelkie przeróbki związane z ingerencją w bryłę stoją pod znakiem zapytania , bo rodzi się pytanie _ " czy jesteś w stanie odtworzyć to co zniszczyłeś tak samo dobrze , czy też nie i czy Twoja przeróbka nie będzie najsłabszym punktem modelu ? I tu uwaga. Wielu modelarzom , którzy niemal seryjnie wypuszczają modele często wydaje się , że nie ma możliwości popełnienia błędu w tym , czy innym modelu . Tamiya robi wszystko by takich błędów modelarze faktycznie nie popełniali , a i tak zdarza się modelarzom zwłaszcza sklejającym z doskoku , że i przy Tamiyi popełnią błąd , a popełnić nie powinni. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Niekoniecznie. Przyczyna podstawowa była jedna : PRL ze swoją planową gospodarką permanentnego niedoboru, która traciła często czas na rozwiązywanie problemów które sama stworzyła. Co przedkładało się na : - niedobór papieru. Tu papier jest wyłącznie opakowaniem. Zakład otrzymywał na papier przydział . Co dostał na tym drukował . Jak ktoś nie pamięta niech sobie przypomni jak wyglądał papier / karton na którym drukowano MM. I jak wyglądała kwestia kolorów i przesunięć . Jak w 89 roku wydali Liberatora w 1/50 to papier był ok to kolory na kokardach przesunięte. - konieczność ograniczania czegoś co się nazywało wsadem dewizowym, czyli najlepiej jakby się dało zrobić taką produkcję gdzie wsad z dewiz zachodnich nie był potrzebny . Przypominam po kursie oficjalnym nikt za bardzo w Polsce na taka produkcję by wam dewiz nie sprzedał , a po kursie czarnorynkowym cena skakała w górę . To dlatego ten P - 38 z Matchboxa kosztował 850 zeta 1984 roku . Czyli oszczędzano na farbach , pytanie czy na słabym papierze wydruk i tak by się udał. I w tej cenie było też to atrakcyjne opakowanie , koszt druku i autora - W PRL - nie musiałeś walczyć o klienta , bo towar i tak schodził , bo był niedobór więc po co sprzedawać coś w atrakcyjnym ( droższym ) opakowaniu jak można w tańszym . Dopiero około 1989 roku zaczęła się walka o klienta . - dobór artysty , który tworzył okładkę . My mieliśmy w PRL - u na poziomie wzornictwo przemysłowe i mieliśmy "szkołę" plakatu , czyli baza była , ale życie weryfikowało , kto zostawał autorem . Mogli zrobić projekt okładki własnym sumptem , mogli zlecić artyście ( aczkolwiek jeśli chodzi o lotnictwo to szału w PRL - u nie było , za to w marynistyce jak okładkę projektował A. Werka i sprawa była z głowy , bo wydrukowany na dobrym papierze jego obraz mógł wisieć na ścianie, a i tak był to bardziej rysunek obraz marynistyczny , niż rysunek / obraz pokazujący detale techniczne - tako obraz gdzie szczegóły sprzętu się tez liczyły - znów odsyłam do okładek z MM jak bardzo się różniły poziomem - " bylejakość systemowa " - coś co toczyło PRL przez lata , a coś co przez kilka lat żyło w III RP w utajeniu by znowu wybuchnąć w Polsce w rozmiarach gigantycznych tym razem uzasadnione pogonią za zyskiem. Zrobić słabo , zrobić byle jak , wziąć kasę , za nic nie odpowiadać , jak zarzucą , ze byle jak to mnożyć przeszkody , że za mało czasu , za mało mi płacą , zarobiony jestem , dzieci chore , jeszcze postraszyć sądem etc. -
Pomysł z robieniem modelu na ZPT jak najbardziej chwalebny , tylko tworzywo byle jakie. Na rynku jest x modeli stosunkowo prostych w niezłych cenach , które dzieciak/ uczeń zrobi i nie będzie się zastanawiał dlaczego jest szpara przy osłonie kabiny . A i wybór jest bo można sobie na przykład Tyranosaura z Tamiyi skleić . W erze sklepów internetowych , czy jesteś na wsi , czy w mieście wszystko zamówisz i nie musi to być słaby Mistercraft i niekoniecznie w 1/72
-
Ale tu nie ma się co dziwić . Przy takim rozcieńczeniu i przy takim rozcieńczalniku tak się dzieje. Zwiększyć rozcieńczenie przynajmniej na 3 do 1 już powinno być lepiej , poeksperymentować z ciśnieniem , zmienić rozcieńczalnik na Laquer Thinner Tamiyi z żółtą lub pomarańczową nakrętką lub na tańszy zastępczy krajowy rozcieńczalnik WAMOD - u .
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Do paru kwestii się odniosę : 1. Poradnik modelarza lotniczego - jedna z książek wydawanej w ramach " białej serii modelarskiej " . Generalnie było bardzo poprawne opracowania dla modelarzy lotniczych ( czyli tych co modele latają ) , aczkolwiek jedna z kilku . Wychodziło tego sporo . Dla kogoś kto bawił się w modele latające , chodził do modelarni LOk - u akurat literatura była naprawdę pomocna . Wychodziły zbiory profili lotniczych , czy podręczniki do konkretnego rodzaju modelarstwa lotniczego ( halowe, na uwięzi . z napędem elektrycznym. ) obecnie cześć zwłaszcza z racji nowych technologii i materiałów się zdezaktualizowała , ale podstawy są i to dość solidnie wyłożone. Modelarstwo plastikowe zostało w tej serii pominięte. Kartonowe z kolei doczekało się chyba 4 opracowań z tej serii . Każde z nich w sposób przystępny czegoś uczyło na temat obróbki kartonu . Dziś z perspektywy czasu zdecydowanie bardziej przydatne modelarzowi kartonowemu niż książka Wagnera modelarzowi plastikowemu , bo miedzy innymi pokazywało jak sobie radzić , z tym co jest dostępne, jak rozróżniać rodzaje kartonu, czym malować a nie śnić o mitycznej szpachlówce Britfixa i pędzelku co nie zostawia śladu smug . Jak wszystko w PRL - u trzeba było być w odpowiednim miejscu i czasie by to kupić , bo ciekawsze tytuły tez szybko znikały. 2. Precyzyjny pistolet do malowania . Gdzieś go raz na żywo widziałem , ale to już po 1989 roku , więc nie PRL . Wydawał mi się zaprzeczeniem ergonomii . No i kwestia " precyzyjności " była mocno umowna . Ale wtedy już były ( a nawet wcześniej ) aerografy z ZSRR/ potem, Rosji , pojawił się po nim Łukowiak i wykonane z plastiku aerografy od Model Mastera. Ale to zwykle na początku nie aerograf był problemem tylko sensowne źródło zasilania . U mnie dopiero w XXI wieku ( u około 2002 roku został w sposób w miarę satysfakcjonujący rozwiązany problem malowania aerografem ( aerograf " pseudoiwata" + kompresor membranowy Atlantisa , jeszcze bez zbiornika wyrównawczego ) -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Kiedyś do czasu pojawienia się tzw noży segmentowych dla mnie podstawowe narzędzie do wycinania części z ramek . Karton , a przynajmniej niektóre rzeczy ( okna , otwory ) tez się nią wycinało Skalpele, a dokładnie ostrza do nich to trzeba było zdobyć . Obecnie w wielu sytuacjach zwykła żyletka i piłka zrobiona z żyletki ratuje sytuację , gdy wszelkie wspaniałe noże i piłki od braci czeskich nie wystarczają. ( zwyczajnie są za grube w stosunku do ostrza żyletki . No i żyletkę można pociąć. Powód jest prosty . Jest cienka i dobrze się nią odcina rożne nity , śruby, które jeszcze chcemy gdzieś wykorzystać , bo przez grubość ostrza nie zabiera materiału. Jak ostatnio odcinałem element z wydruku 3 d też okazała się najlepsza. A wskazywana książka to rok 1994 , czyli co prawda ponad 30 lat temu , ale jednak już nie PRL , o czym dyskutantom delikatnie przypominam. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Całkiem możliwe. Z hobby mainstreamowego jak to się mówi zrobiło się mocno niszowe. Ceny poleciały na łeb na szyję . Generalnie jak ktoś nie szuka jakiś unikatów ( znaczków z błędami etc ) to filatelistyka jest stosunkowo tanią zabawą . Kolega , który siedzi w kolekcjonerstwie mówił mi wręcz , że kolekcja polskich znaczków pocztowych ( łącznie z tymi przedwojennymi ) idąc rocznikami zamyka się łącznie kwotą rzędu obecnie 10 - 20 tysięcy złotych za wszystko. Na to się złożyło kilka przyczyn - skończyła się gospodarka niedoboru, - pojawiły się ciekawsze hobby , zwłaszcza dla młodych - znaczki przestały być lokatą kapitału. Generalnie Ci co w nie zainwestowali raczej stracili niż zyskali , - poczty zaczęły drukować masówkę do tego potrafiły po latach robić dodruki , No i nie zapomnijcie , że niestety papier nie należy do najtrwalszych materiałów i znaczki by nie traciły wartości muszą być same w doskonałym stanie to muszą być przechowywane naprawdę w odpowiednich warunkach i nie wystarcza , że ktoś je do klasera włoży ( bo po latach może się zdziwić bo znaczków od klasera nie odklei. -
Efekt jest mało przekonujący , bo jak człowiek patrzy to pierwsze co mu się rzuca w oczy , że to jest P - 11 c do której ktoś błędnie przykleił płat zamiast na górze to na dole . Pomijam kwestie odwróconego profilu płata , zbyt długiego podwozia , zbyt krótkiego kadłuba itp . Generalnie nie tyle wyszedł dolnopłat na bazie P - 11c tylko " jedenastka z odwróconym płatem. Jak mówi mój kolega wyszedł " nielot Dodo" Ale była radość tworzenia i to też jest ważne.
-
Cena Czyni Cuda. Innymi słowy przystępność cenowa modeli tej firmy powoduje , że większość nabywców przymyka oko na problemy występujące w zestawach . Modele nie są drogie , atrakcyjnie opakowane wszelkie inboxy robią wrażenie , bo na ramkach dużo detali, są blaszki , gąsienice w formie ogniw i pasków. Innymi słowy wszystko jest OK do momentu gdy nie zaczniesz sklejać , albo patrzeć w dokumentację . I nagle się okazuje , że : - ogólny poziom spasowania lata świetlne za Tamiyą, - ogólnie bryła jest OK, ale detale już nie , rozmieszczenie detali to często fantazja , albo wynik przyjęcia , że dany element ma być wspólny dla x zestawów, - Ułożenie kół jezdnych w jednej linii stanowi dla Takoma , cały czas wyzwanie , połówki kół cierpią na brak współosiowości i do tego jeszcze dochodzą spore przesunięcia to powoduje, że często jest tak, że gdzieś w modelu ułożenie gąsienic na kołach trzeba maskować , bo coś albo nie przylega, albo jest krzywo , Kołki montażowe i otwory wpustowe, albo za małe , albo za duże. Zestawowe gąsienice w zaproponowanej formie też sprawy nie ułatwiają. - rozwiązania technologiczne mocno udziwnione przy ogólnie słabym spasowaniu modelu pomysły typu " przyklej wszystkie części do kazamaty Stug-a , a potem przyklej do wanny całą kazamatę" owszem jest rodem z niektórych instrukcji Tamiyi , ale tam będzie jedna część do drugiej pasować , a w Takomie niekoniecznie . Ja się niestety na Takomie mocno zawiodłem stąd taka krytyczna moja ocena. A niestety jeszcze parę modeli na półce na rozgrzebanie czeka. Reasumując pomimo korzystnej ceny, ani to model dla początkującego ( dla niego Tamiya ) , ani dla doświadczonego ( czytaj oczekującego czegoś więcej - bo dla niego jest choćby Dragon )
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
A z tego białego metalu to nie tłuczone były i są gąsienice do modeli czołgów przez Friulla ? -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Były inne zestawy , ale trochę później gdzieś już po wyborach w 1989 roku . Czyli jak dla mnie już po PRL - u . Za PRL- u widziałem i kupiłem tylko zestaw z kolorami podstawowymi . No i nie we wszystkich CSH były. Lato 1989 to data graniczna. Potem to i Humbrol był w sklepach i wszystko zależało wyłącznie od operatywności sprzedawcy.
