Miałem pomalowanego KW-2 Trumpetera w 1:35. Model robiłem z 14 miesięcy temu, był to mój pierwszy model malowany Vallejo. Byłem z niego zadowolony do momentu matowienia - to go strasznie spłaszczyło. Pora na drugą, zimową młodość.
W ramach przestrogi przed totalnym matowieniem:
Model przed matowieniem - delikatna satyna załatwiła by sprawę zachowując fajny wygląd
A tu pryśnięty matową Pactrą - właściwie cały wash i zacieki znikły, ratowałem się pigmentami z mizernym skutkiem.
Na szczęście przyszła pora na naprawę potwora.
Wieczór działania wacikami, chusteczkami i zmywaczem wamodu i zmyłem pięknie farbę, oszczędzając gąski i koła. Trochę luf i uchwytów mi się pourywało. Pododaję je w najbliższym czasie. Wsporniki błotników zostaną w skatowanym stanie. Od tamtego czasu zacząłem też bawić się w faktury metalu, więc i tego monstrum nie oszczędziłem. Standardowo - pędzel w nitro, smarujemy, dziubiemy pędzlem, jeździmy skalpelem, paznokciem, palcem. Potem szlifujemy i malujemy.
No i przyszła pora na farbę. Czarny Revell 6 jako baza, wypolerowany miejscami po wyschnięciu. Na to Russian Green Vallejo MC, lekkie rozjaśnienia tymże kolorem z dodatkiem jakiejś żółci - choć tego i tak raczej nie widać teraz. Na to poszła z aerografu jedna warstwa sidoluxu. Po wyschnięciu opylałem etapami białą błyszczącą farbą Vallejo MC model i po lekkim wyschnięciu męczyłem ją suchym jak i wilgotnym czystym pędzlem i palcem. Po wyschnięciu tej farby przyszła kolej na takie coś co można nazwać "mapping". Wiele osób już to pokazywało. Nakładamy warstwy rozcieńczonej farby, od ich ilości zależy intensywność efektu. Tu akurat nakładałem zwykłą białą Vallejo MC. Teraz pora na sidolux.