Tytułem wyjaśnienia. Przyjmijmy, że żeby z białej powierzchni formatu A4 zrobić czarną powierzchnię A4 potrzeba 1 mln czarnych nietransparentnych punktów (cząstek farby). Jeżeli położymy 1 czarny nietransparentny punkt na ten obszar, to ten punkt będzie czarny (nie szary jak się niektórym wydaje). Jeżeli położymy (równomiernie) 500 tys. takich punktów w tym obszarze, to kolor obszaru stanie się dla naszego oka jasno szary, ale każdy z tych położonych punktów dalej będzie czarny. Jeżeli położymy ich w tym obszarze 750 tys. to kolor odbierany przez oko stanie się ciemniejszy, ale dalej będą tam tylko dwa kolory - biały (kartka) i czarny (cząstki farby). I tak można aż do uzyskania całkowicie czarnego dla naszego oka obszaru, w którym to obszarze są tylko czarne punkty (lub taka ich ilość, że my będziemy to odbierać jako czarne). W tym kontekście inny kolor podkładu nie ma sensu. Jest on tylko i wyłącznie efektem za małej ilości cząstek farby na danym obszarze. Gdyby być językowym purystą to nie ma czegoś takiego jak cieńsza warstwa. Bardziej zbliżone do tego zjawiska byłoby określenie warstwa rzadsza (czyli o rzadszej ilości punktów danego koloru na dany obszar w innym kolorze). Jest nawet na to specjalny wzór, który wbijano mi do łba przez 4 lata liceum wysoce specjalistycznego, a którego nigdy nie byłem w stanie zapamiętać...
Pozdrawiam