Skocz do zawartości

agalant

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Inaczej (słowami znajomego bostończyka): "szczęśliwa żona = szczęśliwy mąż" Wylądował ostatecznie w wazoniku, pod lampą, czy... ? A skoro tak, co dalej na warsztacie? W końcu RAV popełnił "szesnastkę" z takich wyprasek (dokładniej z Mastercraftu, czyli jeszcze gorzej). Pewnie widziałeś, bo niewiele takich galerii. A ja i tak lubię ten model. Zaczynałem od znacznie gorszych (tylko najstarsi pamiętają). Gdyby tylko więcej czasu dla niego mieć...
  2. Co słychać w warsztacie? Dużo pracy włożyłeś w ten model, myślę, że warto go skończyć. Buduję ten sam model w tym samym malowaniu i mimo, że jeszcze zanim zacząłem, wiedziałem, że nie jest idealny, zamierzam go skończyć, poprawiwszy kilka większych problemów. Jeśli można, to samo Tobie bym poradził: nie próbuj zrobić go idealnie, zrób tak, by pozostawił twórczy niedosyt. Doświadczenia zdobyte przy tym wykorzystasz w następnym modelu. Poprawiać można w nieskończoność, ale trzeba postawić sobie granice, by robota dawała satysfakcję i zapał do następnych działań.
  3. A ja pochwalę. Całkiem ładny model, trudno uwierzyć, że to pierwszy skończony. Bardzo ładny wash. Na takich kolorach bardzo trudno nie przesadzić, a Twój Zero wygląda bardzo naturalnie. Zwróć uwagę na źródła informacji: wzorowanie się na innych modelach czy wypowiedziach na forach bez poparcia 'twardych' materiałów jest ryzykowne. I budując jakiś element samolotu spróbuj zrozumieć, do czego służy i jak działa. To często pozwala uniknąć błędów takich, jak w podwoziu (mocowanie małych pokryw u nasady goleni). Nie daj się zakrzyczeć krytykantom, rób swoje, bo model bardzo obiecujący!
  4. Stary wątek, ale temat zawsze aktualny Biorę w obronę Airfixa. To model przeznaczony (z zamysłu) dla początkujących: prosty, powinien być łatwy w montażu. Grube linie podziału są zaletą przy malowaniu pędzlem (pozostaną widoczne nawet pod grubymi warstwami gęstej farby kładzionej pędzlem). Jako taki ten model się broni, a zestawienie go z konkurencją to lekkie nieporozumienie. Co do Italeri, to błedy głównych wymiarów nie przekraczają 1mm (w skali 1/72 jest to mniej niż 1%) i to wcale nie jest źle [edit: na rozpiętości prawie 2mm, więc tu gorzej...], choć można lepiej. Italeri ma zaś inne błędy (przede wszystkim za duży rozstaw podwozia oraz mocno poprzesuwane linie podziału kadłuba), ale i ten model można ładnie wyprowadzić, choć sporo pracy trzeba. Piękny jest model Bf-109G AZ-Model. Ktoś próbował wykazać, że kadłub jest za długi, ale po pierwszych pomiarach (porównanie z planami, ale sprawdzonymi przez przeliczenie wymiarów) jest to różnica poniżej 0,5mm. Generalnie wszystkie te modele są fajne, jeśli ktoś ma ręce i serce do roboty, zrobi z nich coś ładnego. Tyle, że każdy jest z innej ligi i innej epoki, więc jak je porównywać? Ja zabieram się za Italeri Bf-109F (choć to najgorszy z wyżej opisanych modeli), w kolejce czeka AZ-Model. I żadna krytyka nie zepsuje mi przyjemności z pracy nad nimi.
  5. Popieram w całej rozciągłości. Nawet egzemplarze muzealne nie są wolne od pomyłek, a po ich odkryciu zazwyczaj czekają lata lub raczej dekady na ich usunięcie (do następnej renowacji). Jeśli komuś zależy na rzetelnym oddaniu stanu z okresu eksploatacji, nie może opierać się na rekonstrukcjach, modelach, egzemplarzach muzealnych itp. bez krytycznego skonfrontowania z innymi materiałami. Budując wiele lat temu P-40 wzorowałem się na monografii z lat dziewięćdziesiątych i bodaj we wszystkich schematach malowania kolor powierzchni pod częścią oszklenia, o której dyskutujemy, pokrywał się z kolorem kamuflażu. Niestety monografii tej nie mam teraz pod ręką, więc nie mogę podać źródła. Poza tym pomalowanie tej powierzchni kolorem podkładu kłóciłoby się z samą ideą kamuflażu.
  6. agalant

    F-101B Revell 1/72

    Im dłużej oglądam, tym bardziej mi się podoba. Malowanie rzeczywiście niekoniecznie się udało, ale model i tak ładnie wygląda. Napiszesz coś więcej o farbach? Jakie miałeś kłopoty, jak stare/świeże były farby itp. Ciągle wielu używa Humbrola, z bardzo różnym efektem...
  7. Witaj, Trochę późno, ale dołączę swoje rady. Przede wszystkim bądź umiarkowany w zakupach. Koledzy dobrze Ci radzą, ale słuchanie ich rad może skończyć tak, że wydasz kilkaset złotych na narzędzia, których później nie użyjesz, albo użyjesz z marnym skutkiem (brak wprawy, brak przekonania). Postaw na poprawne (dobre spasowanie, czyste sklejenie, obróbka spoin, ew. szpachlowanie) złożenie modelu i malowanie. Tak zrobiony model będzie cieszył oko i zostawi Ci pożądany twórczy niedosyt. Powinny Ci wystarczyć pinceta, coś do szlifowania, 3 pędzelki, ostry nóż (np. do tapet). Przydatne są pojemniczki do mieszania farby (szukaj eppendorf na znanym serwisie aukcyjnym), gdyż lepiej nie dolewać innych niż firmowy rozcieńczalników do słoiczków z farbą. Przyda się też zakraplacz do oczu do przenoszenie farb ze słoiczka do pojemnika/probówki. Zawsze przydają się plastelina i taśma maskująca do malowania. Z próbek malowania wygląda na to, że masz za gęstą farbę lub malowałeś kolejną warstwę przed wyschnięciem poprzedniej. Jeśli - jak się domyślam - używasz farb Italeri, one są za gęste i absolutnie wymagają rozcieńczenia (woda, destylowana lub z filtra albo roztwór alkoholu ok. 40%) przed malowaniem. Odpowiednio rozcieńczona farba po nałożeniu na materiał powinna rozpływać się nie zostawiając widocznych smug. Nie nakładaj zbyt cienkich warstw farby. Unikaj smarowania pędzlem po już pociągniętych powierzchniach, bo to zazwyczaj powoduje powstanie smug. Trzeba poczekać aż dobrze wyschnie. Kluczem jest dobór odpowiedniej gęstości farby, właściwego pędzla (miękki, do akwarel) i nakładanie odpowiednich warstw: ani za grubych ani za cienkich. Ew. niedomalowania usuwasz zawsze po wyschnięciu poprzedniej warstwy, kładąc całą następną warstwę ("łatki" zawsze są widoczne). Często po drugiej warstwie a niemal zawsze po trzeciej model jest jednorodnie pokryty, o dobrym efekcie po pierwszej warstwie można tylko pomarzyć. Powodzenia, Adam
  8. Ja bym raczej uważał na zmywacze bezacetonowe, bo mają różne recepty. Mogą uszkodzić powierzchnię, koniecznie trzeba zrobić próbę. Ja przez pewien czas myślałem, że mam tanią alternatywę do debondera, ale mimo pierwszych udanych prób, kiedy użyłem na modelu, okazało się, że nadtrawia powierzchnię, poza tym zostawił biały trudno zmywalny nalot (musi z czymś reagować).
  9. Fel wygląda na fajny patent, ale tylko dla tych, którzy mogą przeznaczyć jeden kącik wyłącznie na potrzeby modelarstwa. Co do dywanu, ma jednak zalety: upadający element nie skacze po nim jak szalony, więc mniejsze jest pole poszukiwań. W tym samym celu czasem, kiedy grzebię w polowych warunkach przy elektronice lub w zegarkach (kiedyś amatorsko naprawiałem zegarki) rozkładam ręcznik na stole, na którym pracuję. No i jeszcze jedno: mając w ręku jakąś drobnicę, dobrze przycisnąć brzuch do krawędzi stołu. Kiedy coś upadnie na kolana, to dopiero jest szukanie... Nigdy nie wiadomo, czy szukając latarki człowiek nie zaniósł ze sobą uciekiniera gdzieś daleko...
  10. Wyłącznie Tamiya Extra Thin, aplikowany prawie suchym pędzelkiem zamieszczonym w nakrętce butelki. Albo kleje CA, tylko one zostawiają czasami biały nalot, trzeba uważać z dozowaniem. Ale również polecam klej Tamiya Extra Thin Ja dodałbym jeszcze Wikol lub coś podobnego (większość białych klejów do drewna). Wiąże słabo, schnie długo, ale do małoobciążonych części jest w porządku. Zalety: nie niszczy farby, łatwy do usunięcia (woda jeśli mokry, wyschnięty daje się złuszczyć na ogół bez naruszenia farby), przezroczysty i lekko matowy po wyschnięciu. Moja praktyka: mocno obciążone części kleję przed malowaniem, albo maskuję przed (łatwiej) lub czyszczę z farby (trudniej) już po malowaniu w miejscu łączenia. CA się nie sprawdziło, bo choć nalotu daje się uniknąć, próba odklejenia oznacza zerwanie płata farby (debonder uszkadza farbę, więc odpada). Poza tym CA klei wszystko, co popadnie, trudno zmyć resztki, w ogóle jest beee. Nie lubię programowo i używam tylko gdy nie ma alternatywy Mało obciążone części natomiast, np. anteny, lufy, drobne detale, zwykle instalowane po malowaniu, ostatnio często kleję właśnie wikolopodobnym klejem. Używam go także do tymczasowych połączeń, np. w celu pasowania, malowania, delikatnej obróbki. Łatwo później rozkleić i usunąć resztki kleju. Oczywiście kleję tak także owiewki, ale to każdy zna.
  11. agalant

    SH-60B 1:72 Hasegawa

    Współczuję wypadku, ale być może otwiera on drogę do czegoś lepszego Jeśli jesteś sfrustrowany SH-60, zrób teraz inny model, najlepiej z takich, co wystarczy potrząsnąć i same wypadają z pudła złożone A do SH-60 poszukałbym w międzyczasie nowych kalek. Wydasz pewnie ze 20-30zł, ale z kalkami w zapasie będziesz mógł pójść na całość i wszystko przeszlifować i przemalować. Moim zdaniem warto, choć dodatkowe 20-30zł w wypadku tego modelu to sporo. Może lepiej pomyśleć o SH-60 Tamiya'i (http://www.mojehobby.pl/products/Sikorsky-SH60-Sea-Hawk.html) lub HobbyBossa (http://www.mojehobby.pl/products/SH-60F-Oceanhawk.html, http://www.mojehobby.pl/products/SH-60B-Seahawk-1494940.html)? Oba wyglądają dobrze; żadnego nie miałem w reku, ale recenzje są przychylne.
  12. agalant

    SH-60B 1:72 Hasegawa

    Jeśli przyjmiesz radę, nie traktuj modeli treningowo. Jeśli masz z czymś kłopot, odłóż model na później. Być może w międzyczasie zbudujesz inny model, ale ten trzymaj. Kiedyś Cię olśni, natchnie, skończysz go i będziesz z siebie dumny. Krótko mówiąc - nie zrażaj się. Zresztą, jak widzę, budujesz dwa modele jednocześnie, więc masz tzw. odskocznię: gdy w jednym nie idzie, odpuść, zajmij się drugim. Wrócisz do pierwszego gdy wena wróci. Ale nie zaczynaj trzeciego, bo żadnego nie skończysz Pokazałeś, że masz tzw. rękę do tego, bardzo fajnie, że bierzesz się za waloryzację, widać, że Ci zależy. Po prostu szkoda pracy włożonej w detale, by resztę potraktować po macoszemu. A swoją drogą ten model nie jest najlepszy, mimo, że to Hase. Też go kiedyś miałem (przepak SK-Model) i trochę się z nim męczyłem. Nie skończyłem go. Bratanek akurat zainteresował się modelarstwem i niedokończony model został mu bez mojej wiedzy podarowany. Prawdziwe modelarstwo zaczyna się tam, gdzie bierzesz jakiegoś gniota i robisz z niego cudo i to nie kupując gotowych dodatków. Ja zaczynałem w czasach, kiedy gardzone obecnie modele Plastyka/Mastercraftu były zupełnie niezłe, bo alternatywą były NRD-owskie Palsticarty pokrzywione jak nie wiadomo co, okropne modele z ZSRR (zużyte, zniszczone formy, wypraski jak siekierą ciosane) i czeskie KP. Te ostatnie były chyba najlepsze, ale też wielu dzisiejszych modelarzy traktuje je jak zło. A wtedy? Pilnik, papier ścierny, opakowania po serkach, igły od strzykawek, inwencja i jedziesz... Też tak potrafisz, wystarczy, że zechcesz. Jest takie powiedzenie: "Gdy statki były z drewna, a ludzie z żelaza..."; modelarstwo chyba nie jest dla ludzi z plastiku, ale z czegoś lepszego; czegoś, co trzeba kuć, by nabrało kształtu...
  13. agalant

    SH-60B 1:72 Hasegawa

    Jeszcze zwróć uwagę na szpachlowanie łączeń kadłuba na grzbiecie (zwłaszcza za głowicą wirnika) oraz zapewne także na brzuchu. Takie części, z niemal płaskim grzbietem i brzuchem, zakrzywione na burtach lub obłach, lubią się odkształcać przy stygnięciu po wyjęciu z formy. W efekcie ani grzbiet ani brzuch nie są płaskie, często są jakby zapadnięte, poza tym zazwyczaj powstaje schodek na spoinie. Nie warto maskować przed szpachlowaniem, bo poprawki wymaga duża powierzchnia (czasem cały "sufit"). Druga rzecz, to nakładanie szpachlówki. Mam wrażenie, że nakładałeś dość grubymi warstwami i za wcześnie szlifowałeś. Wamod długo schnie, przy grubej warstwie spokojnie trzeba dać kilkanaście godzin przed szlifowaniem. Tamiya schnie dużo szybciej, ale ogólnie szpachlówkę trzeba nakładać cienkimi warstwami, powtarzając operację tyle razy, ile trzeba. Jeśli szlifując czujesz, że szpachlówka maże się, klei do papieru ściernego itp., przerwij i odczekaj parę godzin. Możesz także sprawdzić twardość szpachlówki naciskając paznokciem. Zwróć także uwagę na pasowanie/szpachlowanie części zawierającej dyszę wylotową lewego silnika. Szkoda, że tak to zostawiłeś, bo psuje wrażenie. Widać, że potrafisz lepiej. To tyle na razie. Szkoda, że nałożyłeś kalkomanie, bo wszystko to mógłbyś jeszcze popoprawiać. Kończ ten model i ciesz się nim, a w/w uwagi zachowaj do następnego, który bez wątpienia będzie jeszcze lepszy. Czuwaj!
  14. agalant

    SH-60B 1:72 Hasegawa

    Nie poddawaj się!!! Jest na to sposób. Wystarczy wystawić je na parę dni na intensywne światło. Zapakuj w koszulkę foliową (taką do segregatorów), koszulkę złóż na pół, żeby jako tak uszczelnić. Następnie po słonecznej stronie naklej na szybę okienną (oczywiście kalkami w stronę słońca). Po kilku dniach po zażółceniu nie będzie śladu. Koszulka jest ważna, bo na szybach często skrapla się woda, a to z kalek robi kaleki Z kruchością trudniej coś zaradzić, ale możesz pomalować lakierem bezbarwnym. Później trzeba wycinać podkład, są grubsze, sztywniejsze, ale kiedy nie ma alternatyw... A ja bym (bez złośliwości) powiedział, że nie ma złych modeli, to raczej my nie dorastamy do wyzwań. A historia takiego modelu bardziej Cię wzbogaci niż takiego, który tylko potrząśniesz i sam z pudła wypadnie złożony, pomalowany i z kalkami Gratulacje. Kończ Waść, wstydu (Hasegawie, bo przecież nie sobie) oszczędź!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.