Drezyna pancerna była pojazdem rozpoznawczym, czyli jej zadaniem było informowanie pociągu pancernego o sytuacji, która jest przed nim i za nim. Zatem to przekazywanie informacji było priorytetem! To było główne zadanie do wykonania, a walczyć miał pociąg pancerny poinformowany przez nią gdzie jest nieprzyjaciel. W niektórych wypadkach z drezyny można by koordynować ogień artyleryjski pociągu bez narażania jego samego na wykrycie i zniszczenie.
Zatem wątpie, żeby inżynierowie mający za sobą prawdopodobnie przeszłość bojową w Wielkiej Wojnie oraz wojnie polsko-bolszewickiej wpadli na szatański pomysł i kazali wysiadać dowódcy z pojazdu rozpoznawczego np. pod ogniem nieprzyjaciela w celu nawiązania łączności z pociągiem.
Myślę, że konstruktorzy jednak jakoś tam upchnęli radiostację nadawczo-odbiorczą choćby kosztem uzbrojenia. W czasie wojny istniały przecież pojazdy dowodzenia mające tylko atrapę uzbrojenia i w jego miejsce blok radiostacji.
MCzarnowicz myślę, że nie popełnisz wielkiego błędu jeśli zbudujesz standardowego TKS-a i dołożysz mu 2 skrzynki (te co to prawdopodobnie były w nich akumulatory bądź inne szkuty... co za różnica) i dodasz maszt anteny.
Co do koła zapasowego to zgadzam się z przedmówcami, że w warsztatach w batalionach pancernych mogły one być przerabiane i przenoszone tam gdzie było wygodniej z punktu widzenia ekspoatacji.
Zatem można je wykonać standardowo na tylnej płycie pancerza lub jak widać na zdjęciach przeniesione na błotnik tylny.
Nie wykonujesz wnętrza więc to gdzie była radiostacja nie ma żadnego znaczenia.
Na koniec jeszcze pytanie...
Po co projektować drezynę rozpoznawczą, której obsługa jest możliwa bez wychodzenia załogi z czołgu, a następnie zabudować na niej radiostację, którą można obsługiwać tylko z zewnątrz?
Nie sądzicie, że to trochę bez sensu?