Skocz do zawartości

jacmin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    236
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Ostatnia wygrana jacmin w dniu 27 Lipca

Użytkownicy przyznają jacmin punkty reputacji!

Reputacja

847 Excellent

1 obserwujący

Informacje

  • Skąd
    Warszawa
  • Zainteresowania
    Wojna w Wietnamie, elektronika, strzelectwo pneumatyczne, toczenie w drewnie..

Ostatnie wizyty

1 421 wyświetleń profilu
  1. Minął kolejny zapiątek a na modelu pojawiła się kolejna warstwa brudzingu. Oczywiście poprzedzona warstwą półmatowego lakieru, żeby przypadkiem nie zmyć tego, co zrobiłem poprzednio. Tym razem użyłem następujących farb: Rembrandt Olive Green do punktowej zmiany odcienia ciemnej zieleni, Van Gogh RAW Umber do piaskowego i Van Gogh Chromium Oxide Green do jaśniejszego zielonego. W niektórych miejscach użyłem też Rembrandt Oxide Black. Farby oczywiście rozcieńczone do konsystencji takiego troszkę mocniejszego filterka i nanoszone punktowo. Na poniższych zdjęciach widać miejsca i zakres tych zabiegów. To te matowe punkty na półmatowej powierzchni. W tej chwili się mocno odróżniają ale po wyschnięciu i pomalowaniu kolejną warstwą lakieru to wrażenie zniknie a podmalówki wtopią się w kolor. Wszystko musi być bardzo subtelne, żeby nie biło po oczach. Przed zaciekami planuję jeszcze jedną warstwę ze sjeny palonej. Ale to już za tydzień
  2. No, ten pilot ewidentnie zgubił swój karnet na myjnię! A tak poważnie, to według słów Pułkownika Lowry, ich maszyny były myte kilka razy w roku, wg ustalonego harmonogramu. Okresowo były także malowane, rzadziej całkowicie czyszczone do podkładu i malowane od nowa. Bardzo zwracali uwagę na usuwanie jakichkolwiek śladów korozji, więc rdza na modelu tej maszyny byłaby grubym błędem.
  3. Jak potrzebujesz jakiś materiałów zdjęć itd to daj maila, podeślę. Dużo tego jest.
  4. Góry to jest cała masa. Bazuję głównie na tych kilku zdjęciach "Fat Fanny" + multum zdjęć różnych egzemplarzy w różnym stanie zużycia. Jak mam robić jakieś postarzanie to zawsze podsyłam zdjęcia Pułkownikowi Lowry, żeby ocenił, czy to pasuje do stanu Firebirda 5 czy nie. No mam ten luksus i często z niego korzystam. Po obejrzeniu zdjęć płowienia stwierdził, że wygląda to dokładnie tak jak zapamiętał a mnie taka rekomendacja wystarcza :-).
  5. Nie mam tego za wiele, bo jak słusznie zauważył Paweł, zdjęć od spodu jak na lekarstwo:
  6. Wróćmy do weatheringu. Zabrałem się za spód maszyny. Zmieszałem Umbrę Naturalną z odrobiną białej i rozcieńczyłem White Spiritem do konsystencji filtra: Nanoszenie zacząłem od zbiorników. Filtr nakładałem polami, od linii podziałowej, do linii podziałowej. Poniższe zdjęcia pokazują różnicę między miejscami z filtrem a nie ruszonymi Wyglądało to nieźle, więc mogłem zabrać się za spód modelu. Filterek nanosiłem też polami, rozcierając najpierw bardzo cienką warstwę na wybranym polu, a następnie punktowo wzmacniając dodatkowymi "pacnięciami" mokrego pędzelka. I tu ważna rzecz. Nie należy ulegać pokusie przygotowania sobie większej powierzchni z cienką błonką filtra, by później zrobić punktowe wzmocnienia. To trzeba robić "mokre na mokre", bo jak pierwsza warstwa podeschnie (a jest cieniutka i dzieje się to dość szybko) to późniejsze miejscowe dodanie pigmentu powoduje jego niekontrolowane rozpłynięcie się w coś w rodzaju fraktala, na zasadzie wnikania kapilarnego. Efekt jest wtedy daleki od zamierzonego. Zacząłem od usterzenia poziomego: Następnie przerzuciłem się na kadłub: Skończyłem na skrzydłach: Jak to porządnie podeschnie, zabezpieczę lakierem i przejdę do kolejnych odcieni (szarości i siena). Potem oczywiście zacieki i jakieś lokalne zabrudzenia.
  7. No rzeczywiście, zdjęcia nie są moją mocną stroną. Problem polega na tym, że nie mam za dużo czasu i wszystko cykam "na gorąco" komórką, w oświetleniu jakie mam.
  8. No peeewnie! Ale to w następnych podejściach po wyschnięciu i zabezpieczeniu lakierem. To dopiero początek. Jeszcze różnicowanie paneli, kurz i zacieki. Wszystko będzie. Cierpliwości.
  9. Wróćmy do płowienia. Udało mi się wykonać płowienie na pozostałych 2 kolorach kamuflażu. Użyłem do tego olejnych farb Rembrandt Biel Tytanowa oraz Van Gogh Vert Oxyde Chrome (na jaśniejszą zieleń) i Terre Verte ( na zieleń ciemniejszą). Po zmieszaniu śladowej ilości zieleni z bielą dostawałem właściwy odcień do płowienia. Chodzi o to, żeby biel była złamana ale dalej była bielą. I znowu pracowicie nanosiłem kropki, rozcierałem, usuwałem nadmiar, poprawiałem itd. Tu się nie da pogonić. Wynik musi być subtelny i nie rzucać się w oczy. Trochę mylący może być satynowy podkład, bo trochę błyszczy i zaburza percepcję. Wydaje się, że efektu nie widać i jest pokusa, żeby coś dodać. Z doświadczenia wiem, że końcowy mat usunie odbłyski i "wyciągnie" ten efekt. Nie można przesadzić bo będzie groteskowo. Poniższe zdjęcia pokazują to co mi wyszło, choć ich jakość nie jest najlepsza:
  10. Niestety, na galerię przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Planowałem skończyć model do następnej rocznicy Rajdu (21 listopad), ale coś czarno to widzę. Może dam radę bez figurek i osprzętu. Zobaczymy.
  11. To jest satyna. Mat może za bardzo chłonąć i są trudności z usuwaniem nadmiaru farby. Na błyszczącym wszystko spływa i trudno to opanować. Dla mnie satyna jest najlepszym wyborem.
  12. Wracając do rzeczy istotnych, to niewątpliwie jest to malowanie. Rozpocząłem proces postarzania od punktowego rozjaśnienia kolorów podstawowych. Polega to na naniesieniu drobnych kropek farby a następnie na rozprowadzaniu ich do postaci delikatnego filtra. No dobrze, to jaka farba? Ja używam Rembrandtów. Nie są tanie, ale jedna tubka prawdopodobnie wystarczy do końca życia. To może być coś innego, ważne żeby była olejna i żeby miała drobny pigment dobrej jakości. Co do koloru, to trzeba go dobrać na oko. Nie może to być czysta biel tytanowa, bo jest za ostra. Ja złamałem ją kolorem Warm Gray. Do nanoszenia użyłem igły do akupunktury ze stępionym czubkiem. Chodzi o to, żeby ilość farby była minimalna. Po wstępnym roztarciu pędzelkiem lekko zmoczonym w White Spirit, widziałem gdzie farby jest za dużo i mogłem to korygować zbierając ją przez delikatne "pacnięcia" końcówką pędzelka. Nie warto się tu śpieszyć. Trzeba w międzyczasie przerywać pracę i czekać aż farba nieco przeschnie i będzie widać jej "nalot" (dość szybko to widać, po minucie czy dwóch). Wtedy można robić kolejne korekty. Obowiązuje tu zasada "mniej znaczy więcej". Efekt nie może bić po oczach, musi być bardzo delikatny i widoczny po bliższym przyjrzeniu. Musi ujawnić się różnica tonalna między kolorem podstawowym a naniesionym filtrem punktowym. Na zdjęciach efekt widać dopiero po powiększeniu. Z odległości 30-40cm tego już nie widać ale pozostaje wrażenie, że nie jest to gładka jednorodna kolorystycznie powierzchnia. Widać, że "coś się tam dzieje", ale na pierwszy rzut oka nie wiadomo co. I o to chodzi. Poniżej widać różnicę (w powiększeniu mocno przesadzoną) między obszarem obrabianym a nie dotkniętym: Na razie wykonałem rozjaśnienia na kolorze piaskowym. Inne kolory będą wymagały swoich mieszanek farb i jest to jeszcze przede mną. Po skończeniu tego etapu całość zabezpieczę lakierem i przejdę do kolejnych zmian tonalnych ale już na wybranych panelach.
  13. Panowie! Widzę, że tym małym elementem wywołałem burzę, więc czuję się zobowiązany zabrać głos i wyjaśnić. Oczywiście rymulus ma rację. Element ten mogłem wykonać lepiej, podobnie jak kilka innych rzeczy we wnękach. Świadomie tego nie zrobiłem, bo nie widziałem potrzeby. Pamiętajmy, że model będzie na stałe przytwierdzony do podstawki i nigdy nikt go nie obróci do góry kołami żeby popatrzeć. Podwozie będzie częściowo przysłonięte zbiornikami, częściowo kręcącą się obsługą. Problem polega na tym, że mam na hobby bardzo mało czasu. Moje działania sprowadzają się do pracy w nocy z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę i to nie w każdy weekend. Przy tak ograniczonym czasie zawsze muszę szukać kompromisów. Dlatego mniejszą staranność przykładam do elementów prawie niewidocznych by skoncentrować się na pierwszoplanowych. Pasuje tu stare powiedzenie: "Można ogolić świnię, tylko po co? Kwiku co niemiara a wełny co kot napłakał." Nie twierdzę, że to jedyna właściwa droga, ale w moim przypadku się sprawdza. Alternatywą jest jeden model na kilka lat. A wtedy zabraknie mi życia na jakąś rozsądną kolekcję z Wietnamu. Mam nadzieję, że emerytura (do której jeszcze trochę mam) pozwoli mi w pełni rozkoszować się tworzeniem mega dokładnych detali. O ile drżenie rąk nie rozwali tych planów :-).
  14. Po dokładnym obejrzeniu zdjęć podwozia doszedłem do wniosku, że to i owo muszę przerobić. Rzecz dotyczy pokryw podwozia głównego. W zestawie są płaskie, nudne i do tego o wiele za grube. Problem w tym, że miałem je już pomalowane. Malowanie od środka spisałem na straty ale zewnętrzne udało się zamaskować i ocalić. Zacząłem od górnych, mniejszych pokryw. Ich grubość wynosi 1mm. Po zamaskowaniu taśmą zewnętrznych powierzchni starłem papierem ściernym połowę grubości. Następnie przy pomocy jubilerskiego drutu 0,2mm wykonałem imitację żebrowania. Oryginał wygląda tak: Moja kopia zaś tak: Teraz pokrywy główne: Z głównymi pokrywami było nieco gorzej, bo musiałem pocienić jedynie górny fragment, tak od spodu reflektora licząc w górę. Pozostało już tylko ponowne malowanie i wash: Zdążyłem jeszcze zrobić podkład pod dot fading z satynowego lakieru na następny zapiątek.
  15. Pawle! To muzeum właśnie dlatego jest fantastyczne, że eksponaty nie są ogrodzone. Można podejść na centymetry, włożyć głowę we wnęki, wturlać się na pleckach pod maszyny i obfotografować wszystko!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.