Skocz do zawartości

jacmin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    219
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Zawartość dodana przez jacmin

  1. Ponieważ jakiś czas temu pomalowałem osłonę Vulcana, przyszedł czas na wykonanie imitacji otworów wylotowych gazów. Osłonę zamaskowałem, a otwory "namalowałem flamastrem: Gdy spojrzeć z bliska może nie wygląda jakoś szczególnie ale z 20cm już ujdzie. Ostatnią rzeczą jaką udało mi się zrobić było malowanie różnej drobnicy. I to na razie tyle.
  2. Kolejny etap to powrót do Vulcana. Po pomalowaniu na gun metal dałem na całość wash z umbry palonej Po przetarciu wygląda następująco: I jeszcze krótka przymiarka do wnęki: Kolejny element to AGM 45 Shrike. Po pomalowaniu na biało dałem tradycyjny wash z umbry a po wyschnięciu lakier połysk i nakleiłem kalkomanie. Muszę przyznać, że Res-Kit ponownie wykonał kawał dobrej roboty. Już same rakiety wykonane są bardzo dokładnie ale kalkomanie to już prawdziwy obłęd. Kalkomanie położyłem też na wszystkie zbiorniki:
  3. W ten zapiątek działania zacząłem od hamulców aerodynamicznych. Kiedyś, na jakimś forum podpatrzyłem całkiem fajny patent na imitację przepalonego metalu przy pomocy flamastrów z tuszem wodnym. Normalnie zrobiłbym to aerografem, ale postanowiłem spróbować. Najpierw na ćwiartce hamulca naniosłem naprzemiennie niebieskie i czerwone kreski: Następnie obciętym na krótko pędzelkiem lekko zwilżonym wodą rozcierałem kolistymi ruchami tusz, aby się wymieszał: Na koniec wash z umbry palonej Efekt wyszedł całkiem niezły bez karkołomnego malowania aerografem.
  4. Ponieważ to, co zauważył barszczo, bardzo mnie męczyło, zrobiłem proste pomiary. Na zdjęciu zrobionym w miarę prostopadle do samolotu, dolna krawędź tylnej owiewki ma długość 26mm. Trójkąt pod nią - 12mm. Na zdjęciu mojego modelu rzeczona krawędź owiewki ma długość 27mm, zatem z proporcji trójkąt powinien mieć12,5mm. No i rzeczywiście jest większy, bo ma 13mm. Myślę, że daruję sobie te 0,5mm i zostawię jak jest bo to błąd niecałych 4%. Biorąc pod uwagę niedoskonałość pomiaru i perspektywę można to pominąć.
  5. One były olbrzymie. Też mi się to rzuciło w oczy ale jak spojrzymy na zdjęcia to szerokość trójkąta wynosi mniej więcej połowę szerokości dolnej krawędzi owiewki.
  6. Przed położeniem kalek pomalowałem jeszcze na modelu osłonę radaru. Na większości zdjęć pomiędzy osłoną a resztą maszyny albo nie ma niczego albo jest żółty pasek. Od Pułkownika Lowry wiem, że na Firebird 5 ten pasek był, ale nie żółty a srebrny. Taki też zrobiłem: Gdy lakier zabezpieczający na modelu porządnie wysechł mogłem się zabrać za kalki. Te z zestawu układają się bardzo dobrze, ale instrukcja ich lokalizacji woła o pomstę do nieba. Niestety producent zamieścił lokalizację kalek na tym jednym arkuszu ze schematem malowania przez co praktycznie nic nie widać. Konia z rzędem temu co zrobi to poprawnie w oparciu o taki materiał. Nie chcąc ryzykować pomagałem sobie instrukcją do kalek innego producenta. Wprawdzie do wersji D ale tonący brzytwy się chwyta. Oczywiście opierałem się też na zdjęciach oryginalnych maszyn, ale fotek w jakości pozwalającej odczytać napisy eksploatacyjne miałem niewiele. Ponieważ obracając modelem prawie na pewno uszkodziłbym niezwykle delikatną rurkę pitota, wykonałem proste zabezpieczenie z obciętej osłonki igły lekarskiej: Teraz mogłem już swobodnie i bezpiecznie działać. W zasadzie jedyne kalki, których nie miałem w zestawie to oznaczenia na ogonie. Dla Firebird 5 musiałem wykonać je indywidualnie. I tu napotkałem pewien problem. Dysponuję sporą liczbą zdjęć maszyn z dywizjonu 6010 Wild Weasel Squadron, ale oznaczenia na ogonie znacznie się różnią zarówno wielkością liter i cyfr jak i różnym podejściem do napisu "AF" z rokiem produkcji. Dzięki wskazówkom Pułkownika Lowry udało się wybrać właściwy wariant. Z pomocą przyszedł zestaw kalkomanii Techmodu z białymi literami i cyframi. Wynik poniżej: Za tydzień, gdy kalki dobrze wyschną, zabezpieczę je lakierem, zrobię drobną przecierkę, ponownie lakier i przystąpię do brudzingu.
  7. Skoro koła mają już oponki, można przystąpić do dalszej obróbki: Przede wszystkim wash. Tradycyjnie umbra palona. Mocno rozcieńczony nanosiłem pędzelkiem we wszystkie zagłębienia felg oraz w bieżniki i wgłębienia opon. Po wyschnięciu przygotowałem mieszankę farb do suchego pędzla z artystycznej czarnej i białej. Chodziło mi o to, żeby uzyskać odcień szarości nieznacznie odróżniający się od koloru opony, ale jednak odróżniający się. Po co to wszystko? Żeby wyciągnąć nieco na wierzch napisy na oponkach. Ten kolor musi być naprawdę delikatny, żeby napisy nie biły po oczach, bo będzie to nienaturalne wyglądało. Zasada jest taka, że jak to widać z 30cm to już przesadziliśmy. Tym samym kolorem można przetrzeć też krawędzie opon bo całkiem nieźle to wygląda. Oczywiście po dokładnym przyjrzeniu się. Przy okazji wywierciłem też otwory do późniejszego mocowania modelu do podstawki. Tradycyjnie najpierw wiercę otwór a następnie wykonuję stożek, który przyjmie ewentualny nadmiar kleju i zabezpieczy przed jego wyciśnięciem się spod opony.
  8. Gdy za tydzień wszystko dobrze wyschnie, będę je męczył dalej a na razie czasu starczyło jeszcze na koła. Przede wszystkim pomalowałem je na kolor aluminiowy razem z goleniami: Na malowanie opon mam od dawien dawna patent polegający na tym, że w okolice krawędzi felg nanoszę bardzo rozcieńczony kolor Tire Black tak, żeby farba na zasadzie napięcia powierzchniowego "zapłynęła" pod krawędź felgi. Tworzy się tam obwódka koloru czarnego. Teraz wystarczy felgę zamaskować i z aerografu natrysnąć kolor opony. Co do maskowania, to można kupić dedykowane maski ale je jestem sknerą i zwykle wykonuję je sam. Tym razem użyłem zwykłych wycinaków o średnicach 7 i 5mm. Pierwszy pasował idealnie za to drugi był nieco większy niż średnica felgi przedniego koła, ale to nie przeszkadza. Byle naddatek wisiał w powietrzu a nie przykleił się do opony. Na śliski karton nakleiłem taśmę modelarską, potem kilka stuknięć młotkiem i maski gotowe! Malowanie opon to już bajka. To tyle na teraz. Na ciąg dalszy zapraszam za tydzień.
  9. Wróćmy na chwilę do kamuflażu. Udało mi się znaleźć zdjęcie F-105 z dywizjonu 6010 z którego pochodził Firebird 5. Zdjęcie zrobione jest w locie i można od biedy odczytać z niego układ plam na prawym skrzydle. Wyraźnie widać, że między piaskową końcówką skrzydła a kolorem jasnozielonym znajduje się jeszcze plama dark green. Cóż, lepiej późno niż wcale. Na szybko zamaskowałem prawe skrzydło i prysnąłem brakujący kolor. Skoro malowanie zakończone, nadszedł czas na wash. Zwykle używam w tym celu rozcieńczonej white spiritem olejnej artystycznej umbry palonej. Po 3 godzinach, gdy wash nieco podsechł usunąłem nadmiar ręcznikiem papierowym i patyczkami do uszu. Za tydzień, gdy wash w zagłębieniach porządnie wyschnie, położę ostatnią warstwę lakieru błyszczącego i zacznę kłaść kalki. A na razie zabrałem się za drobiazgi. Na pierwszy rzut poszła dysza. Częstym błędem w wykonaniu tego detalu jest malowanie wnętrza na zbyt ciemne kolory, czy wręcz na czarno. W naturze tak to nie wyglądało. Na powierzchni wew. dyszy osiadały produkty spalania paliwa lotniczego nadając jej charakterystyczny kolor: Żeby oddać ten specyficzny wygląd użyłem najpierw Gun Metal na całą dyszę, następnie do środka Mr Color H310 a potem delikatnie natrysnąłem Burnt Iron. Na zewnątrz Burnt Iron dałem delikatnie na samą końcówkę dyszy a wypukłości potraktowałem suchym pędzlem z odrobiną artystycznej srebrnej. Prawdę mówiąc, samej dyszy nie będzie za wiele widać, bo model planuję pokazać na postoju. Płatki hamulca aero będą więc zamknięte. I tu ciekawostka. Od Pułkownika Lowry dowiedziałem się, że po wyłączeniu silnika spadało ciśnienie w układzie hydraulicznym i dolna ćwiartka hamulca opadała pod własnym ciężarem. Reszta opierała się wzajemnie na sobie i pozostawała w swoim normalnym położeniu. Stąd charakterystyczny wygląd F-105-ek na postoju, z opuszczonym jednym listkiem dyszy: Natomiast nad zewnętrznym wyglądem tych hamulców będzie trzeba nieco popracować. Przede wszystkim pomalowałem je na Gun Metal. Ze zdjęć wynika, że występowały na nich 2 kolory metaliczne: Jako zewnętrzny użyłem Alclada ALC-101. Następnie zamaskowałem krawędzie i pomalowałem zmieszaną w stosunku 1:1 gun metal i polished aluminium.
  10. Poprawki wykonane. Z lenistwa zrobiłem je aerografem "z ręki" bez ponownego maskowania. Kolejny etap to pomalowanie wnęk podwozia, różnych drobiazgów i komory działka na green zinc chromatic. Ostatnią czynnością na którą pozwolił mi czas było położenie 2 warstw bezbarwnego lakieru błyszczącego jako podkład pod linie podziałowe i kalki. Ciąg dalszy tradycyjnie za tydzień.
  11. Farby dotarły, więc nie ma już wymówek. Trzeba malować. Tylko co? Problem polega na tym, że mam 2 zdjęcia oryginału i to z bazy Kadena na Okinawie, z okresu przed Rajdem. Mam również instrukcję malowania oraz zdjęcia innych podobnych maszyn z tego okresu. Mam też relacje Pułkownika Teda Lowry. Trzeba to dobrze wyważyć. Oryginał wyglądał tak: Z relacji Pułkownika wynika, że na krótko przed Rajdem maszyna ta przybyła do bazy Korat w Tajlandii już świeżo przemalowana. Ciekawostka - dowódca polecił załodze zgłosić do książki serwisowej kilka fikcyjnych usterek, żeby maszyna uziemiona czekała na misję. Na owiewkach nie było żadnych personaliów załogi. Uznaliśmy z Pułkownikiem, że najrozsądniej będzie zachować układ plam z Fat Fanny na ile uda się go odczytać (mechanicy raczej odnowili malowanie po obrysie starych plam, a nie jechali wszystko od nowa) a elementy niewidoczne wykonać zgodnie z instrukcją. Generalnie z F-105-ami jest ten problem, że istnieje wiele zdjęć z tego okresu na których (pomimo przywiązania USAF do standaryzacji malowań) jest tyle wariacji układu plam że czysta desperacja bierze! To tyle historycznych dywagacji. Czas zabrać się do pracy. Zwykle malowanie zaczynam od najjaśniejszego koloru, czyli w tym przypadku piaskowego. Użyłem Mr Hobby H310. Przygotowałem 2 mieszanki z rozjaśnieniem białą o 10% i o 20%. Farby muszą mieć duże rozcieńczenie, żeby krycie było lekko transparentne. To wymusza obniżenie ciśnienia do 1 bar, żeby nie było kleksów. Malowałem 2 przebiegi 10% i jeden przebieg 20% na środkach paneli. Teraz maskowanie i podobny scenariusz dla jasnej zieleni. W moim przypadku Mr Hobby H303. I finał malowania, czyli ciemnozielony Mr Hobby H309 też w 2 wersjach Po rozmaskowaniu model prezentuje się następująco: Jest jeszcze sporo poprawek do wykonania ale to dopiero za tydzień.
  12. Na narożnikach przykleiłem polistyrenowe kątowniki, a ponieważ miały imitować kształtowniki o przekroju kwadratowym, szczeliny na styku z "blachą" wypełniłem czarnym cyjanoakrylem. Ponieważ słupki były "kwadratowymi rurami", chciałem chociaż to delikatnie zaakcentować w mojej imitacji. Na kwadratowym profilu o wymiarach nieco mniejszych od moich słupków nawinąłem z cyny coś w rodzaju kwadratowej sprężyny. Po wyjęciu rdzenia, przeciąłem ją w poprzek zwojów, dzięki czemu rozpadła się na pojedyncze kwadratowe ogniwka. Teraz wystarczyło nakleić te ogniwka na wierzchu każdego słupka:
  13. Ponieważ czekam na farby do kamuflażu zająłem się budową osłony przeciwodłamkowej. Cóż to takiego było? Otóż było to rozwiązanie na dość gęsto stojące obok siebie samoloty na miejscach postojowych. Wyobraźcie sobie, że pomiędzy stojące kilka metrów od siebie maszyny wpada granat moździerzowy ( a Wietnamczycy byli mistrzami w prowadzeniu takiego ognia). Wybucha pierwsza maszyna, potem od niej następna i kostki domina toczą się dalej. Chyba że proces zostanie przerwany. I do tego służą właśnie te osłony. Nawet jeśli jakiś samolot zaliczy centralne trafienie, impet wybuchu pójdzie do góry i w osłony. Jest duża szansa, że sąsiednie maszyny pozostaną nietknięte lub z drobnymi uszkodzeniami. Jak to było zbudowane? Podstawę stanowiła konstrukcja ze słupków i kształtowników stalowych łączonych w coś w postaci liniowych skrzynek (minimum 7 sekcji) które były później wypełniane ziemią lub betonem. Dzięki artykułowi z IPMS Hawaii autorstwa Neal "Hey! Teacher! Leave those kids alone!!! Izumi, jestem w posiadaniu dokumentacji takich osłon. Jeśli ktoś potrzebuje kompletny artykuł to zapraszam do kontaktu na PW. Poniżej najważniejsze zdjęcia i rysunki: A tak to wyglądało w naturze: Pora zabrać się do pracy. Jakiś czas temu potrzebowałem wykonać kilka takich osłon. Na dłuższą metę robienie czegoś takiego z podstawowych elementów typu arkusz + pojedyncze kształtowniki może wykończyć nerwowo. Postanowiłem więc to usprawnić. Kupiłem imitację blachy i kształtowniki. Blachę pociąłem na sekcje między które wkleiłem kształtowniki. Całość nakleiłem na jakąś płytę HPL, obszalowałem - i matryca gotowa! W kolejnym kroku zalałem ją silikonem formierskim, odpowietrzyłem i miałem gotową formę: Z formy odlałem kilka sekcji i pokleiłem w blok: Następnie na górze wkleiłem poprzeczki z cienkich kształtowników imitujące przegrody wzmacniające. Kolej na wypełnienie. Imitację piasku wykonam w 2 etapach. Pierwszym z nich jest ukształtowanie na górze sekcji zarysu usypanego piasku. Zrobiłem to przy pomocy kotwy chemicznej stosowanej do wklejania prętów w beton: W kolejnym etapie nadam tym mazajom fakturę piasku. Nawet przywiozłem z Wietnamu trochę ich ziemi o charakterystycznej czerwonkawej barwie. Po roztarciu w moździerzu będzie jak znalazł. Ale to dopiero po obrobieniu narożników i pomalowaniu.
  14. Przed malowaniem kolejnych kolorów musiałem zabezpieczyć spód: Tradycyjnie użyłem wałków z masy Patex żeby uzyskać płynne przejście kolorów. W charakterze przerywnika zabrałem się za podstawkę. Użyłem jakiejś starej próbki płyty meblowej grubości 8mm. Niezłej jakości plastiku na płytę postojową dostarczyła budowlana tablica ostrzegawcza. Oprócz imitacji płyt betonowych będzie jeszcze fragment osłony przeciwodłamkowej mojej produkcji.
  15. Po ostatecznym rozprawieniu się z drobnymi niedoróbkami i ponownym tryśnięciu Surfacerem 1000, mogłem zabrać się za gruntowanie. Zwykle używam czarnego primera Mr Hobby. Podczas wykonywania różnych projektów zauważyłem, że lepiej jest tą czerń podkładu złamać bielą, żeby nie była tak agresywna. Pozwala to zachować większą kontrolę przy nanoszeniu kolejnych warstw. Kolejnym etapem jest marmurkowanie. Tradycyjnie zrobiłem je od szablonu (bo jestem leniwy): Na koniec podkreślenie linii podziałowych: Teraz przyszedł czas na kamuflaż. Mój F-105 będzie malowany w standardowy kamuflaż SEA jaki był używany przez USAF w Wietnamie. W pierwszej kolejności jasnoszary na spód. W moim przypadku H311 Mr Hobby. Trzeba to zrobić delikatnie, na ciśnieniu nie przekraczającym 1,5 bar a najlepiej w okolicach 1bara bardzo rozcieńczoną farbą. Warstwa musi być prawie transparentna. Ostatni przebieg wykonałem farbą rozjaśnioną o 10% robiąc środki paneli.
  16. Ten zapiątek rozpocząłem od osłony komory działka. Niestety ta w zestawie ma jedynie jedną, zewnętrzną stronę. Przy otwarciu komory w zasadzie widać jedynie wewnętrzną stronę pokrywy z charakterystycznymi przetłoczeniami blachy, których w zestawowym detalu po prostu nie ma. Trzeba zatem wykonać to od podstaw. Prace rozpocząłem od zeszlifowania grubości elementu o połowę do momentu gdy otwory odprowadzające gazy wykonane na zewnętrznej stronie zaczęły "przeświecać" przez zeszlifowany plastik. Następnie pręt 0,6mm zeszlifowałem na "półwałek" i pociąłem na imitacje przetłoczeń. Oczywiście każdy pręcik musiałem zaokrąglić na obu końcach. Tak wykonane żeberka wkleiłem na oszlifowany podkład patrząc pod światło, aby umieścić je naprzeciwko otworów. Imitację otworów w przetłoczeniach zrobię czarnym cienkopisem jak na zdjęciu powyżej, ale to na koniec po pomalowaniu. Żeby krawędzie klejenia nie były takie ostre dwukrotnie wykonałem szpachlowanie bardzo rozcieńczonym Surfacerem 1000, wlewając go końcówką pędzla między przetłoczenia: Gdy pokrywa dosychała zabrałem się za podwozie. Głównym mankamentem były światła lądowania, wykonane z kloszem jako jeden odlew z szarego plastiku. Trzeba było je rozwiercić kolejnymi średnicami a na końcu frezem ukształtować miseczki odbłyśników. Później, po pomalowaniu goleni, wypełnię je żywicą UV co da dużo lepszy efekt niż samo malowanie na srebrno: Przednia goleń wymagała korekty, bo nie mieściło się w niej kółko od Armory. Konieczne było przedłużenie widelca i wykonanie wstawek z kawałków polistyrenu: Po wklejeniu płetwy i pylonów podskrzydłowych mogłem na model natrysnąć Surfacer 1000 w celu ujednolicenia powierzchni (zalewa drobne ryski) i uwidocznienia wszelkich niedoskonałości powierzchni. Żeby niczego nie przeoczyć zwykle przy wykrytych błędach stawiam sobie czarnym cienkopisem małe kropeczki, potem szpachluję i docieram. Czasu wystarczyło mi jeszcze na złożenie i zagruntowanie elementów dyszy: Na ciąg dalszy zapraszam tradycyjnie za tydzień
  17. Jedyną rzeczą jaką udało mi się wykonać w ten zapiątek były wnęki podwozia głównego. Tak jak pisałem, wnęką podwozia przedniego nie będę się zajmował, bo jej pokrywy skutecznie uniemożliwiają zerknięcie do środka. Natomiast z głównym sprawa wygląda inaczej. Nie żeby można to było dokładnie obejrzeć, ale pod pewnymi kątami coś tam będzie widać. Prace rozpocząłem od analizy zdjęć. Teraz można przystąpić do pracy. Nie kierowała mną chęć dokładnego 1:1 odtworzenia tych instalacji. Widoczność będzie tak marna, że wystarczy duże przybliżenie. Chodzi bardziej o "wrażenie, że coś tam jest" zamiast gołych płaszczyzn. Zacząłem od wiercenia otworów a następnie użyłem cyny 0,2mm oraz jubilerskiego drutu 0,18mm i kawałków polistyrenu i wykonałem imitacje instalacji we wnękach:
  18. No! Linie podziałowe z grubsza ogarnięte. Tak naprawdę, to wszystko pokaże podkład, i wtedy zrobię ostatnie poprawki. Teraz przymierzyłem się do oszklenia. Prawdę mówiąc, nie jest za specjalne. Na wiatrochronie i tylnej owiewce znalazłem skazy kwalifikujące je do ostrej polerki. Jak zwykle użyłem papierów ściernych od 1000, przez 1200, 1500, 2000, do 4000 plus 3 gradacje pasty polerskiej Tamiya. Po polerce przymierzyłem elementy do modelu. O ile spasowanie owiewek nie ma tu znaczenia, bo będą w pozycji otwartej, to wiatrochronu już tak. Okazało się, że miejsce na wklejenie wiatrochronu jest zbyt szerokie zarówno z boków jak i z przodu. Niezbędne było zeszlifowanie naddatków. Po tym procesie spasowanie wygląda następująco: Malowanie owiewek zostawiam na sam koniec. Na razie okleję je od wewnątrz i od zewnątrz taśmą i użyję jako maskowanie kokpitu. Wiatrochron przed wklejeniem trzeba jednak od wewnątrz pomalować na czarno. Użyłem czarnego matu złamanego nieco bielą. Teraz już tylko kilka poprawek bałaganu przed tablicą przyrządów. Pomalowałem go złamanym czarnym. Materiał okrywający przyrządy rozjaśniłem dodatkowo o 20% białą i rzuciłem wash z bieli tytanowej. Czas najwyższy na wklejenie skrzydeł i ogona Wykonałem też odlewy żywiczne osłon F.O.D. z wysezonowanej formy: Po przymiarce wyglądają następująco: Jeszcze trzeba dać rozpórkę z drutu, ale to już w końcowej fazie budowy. To tyle na ten moment. Ciąg dalszy za tydzień.
  19. Choć zapiątek był bardzo pracowity, niestety niczego spektakularnego nie jestem w stanie Wam pokazać. Ugrzęzłem na dobre przy odtwarzaniu linii podziałowych i nitów. Zapewne każdy ma na to jakiś sposób, ja też, ale nie zmienia to faktu, że to najbardziej (po szpachlowaniu i szlifowaniu) nielubiana przeze mnie część modelarstwa. Ale do sedna. Do rycia linii podziałowych używam narzędzi jak na zdjęciu + skalpel: Zaczynam od umocowania szablonu taśmą na modelu. Moje szablony to nic innego jak pozostałości po ramkach od elementów fototrawionych. Następnie prowadząc skalpel po szablonie delikatnie nacinam linię. To pozwoli pewniej prowadzić rylec. Ja używam prostego i taniego scribera firmy Trumpeter, naostrzonego "po mojemu" czyli na nieco cieńszą niż fabryczną linię. Po dwukrotnym przeciągnięciu linia jest gotowa. Teraz trzeba ją przeszlifować, żeby pozbyć się zadartych brzegów, oczyścić szczoteczką do zębów i przeciągnąć klejem Extra Thin. Zwykle dla usprawnienia, 2 ostatnie operacje zostawiam na koniec, gdy już wszystkie linie i nity mam gotowe. Wykonanie nitów rozpoczynam od pomiarów na modelu. Sprawdzam mniej więcej jakiej średnicy są nity fabryczne (w moim przypadku pomiędzy 0,2 a 0,3mm) oraz jaki mają rozstaw. Rozstaw najlepiej sprawdzić metodą prób i błędów przymierzając kolejne kółka "nitowadła". Gdy kolejne ząbki przyrządu wpadają dokładnie w kolejne dołki nitów - mamy nasz rozstaw. U mnie wynosił 0,75mm. Kiedyś próbowałem prowadzić maszynkę przy szablonie, ale jakoś to nie szło. Najlepiej wychodzi mi "z ręki". Wprowadzam jeden ząbek kółka w ostatni niezatarty dołek nitu i nie naciskając zbyt mocno prowadzę równolegle do najbliższej widocznej linii. Nacisk jest tu kluczowy, bo jak zrobi się to zbyt mocno, to istnieje ryzyko że "nitowadło" zemknie się z plastiku. W wyniku takiego prowadzenia sprzętu otrzymujemy delikatne, ledwie widoczne wgłębienia: Są one znacznie mniejsze od firmowych nitów. Teraz te dołeczki trzeba pracowicie rozwiercić wiertłem 0,2mm. Empiryczni doszedłem, że pół obrotu jest w sam raz. Nie za płytko i nie za głęboko. To niestety bardzo żmudna praca, dlatego niewiele więcej udało mi się zrobić. Jedynie wkleiłem nos i elementy sekcji ogonowej. Ciąg dalszy w majówkę.
  20. Pracowity zapiątek za mną, więc śpieszę donieść co na placu budowy. Jak wspomniałem, do zamknięcia kadłuba potrzebuję wklejenia wanny, wnęki podwozia przedniego oraz dorobienia pewnego detalu we wnękach podwozia głównego. Dwa pierwsze elementy mam już za sobą, pozostał tajemniczy detal we wnęce podwozia głównego. W zasadzie można by go zrobić na późniejszym etapie, ale przed sklejeniem połówek kadłuba łatwiej jest pozycjonować siatkę owego detalu. Zacząłem od usunięcia plastikowego zarysu instalacji: Plastikowe "kółko" rozwierciłem do średnicy 2,1mm, następnie kulistym frezem poszerzyłem górną krawędź otworu tak by zrobić miejsce na siatkę i obręcz. Na wykonanie małych pierścieni z drutu mam sprawdzony patent. Na trzpieniu o średnicy 2,1mm nawinąłem coś w rodzaju ciasnej sprężynki. Po zdjęciu jej z trzpienia położyłem na twardej podkładce a do środka wsunąłem skalpel, wykonując jedno cięcie wzdłuż. Po tej operacji sprężynka rozpadła się na okrągłe ogniwka. Siateczkę dociąłem "na oko", przymierzając kilka razy do otworu. W ułożeniu siatki w otworze bardzo pomógł dostęp od tyłu. Teraz już tylko wklejenie pierścienia i detal gotowy. Do wykonania pozostała imitacja instalacji. Złożyłem na sucho skrzydła z kadłubem, zaznaczając markerem krawędź widoczności. Za tą linią wywierciłem otwory wklejając w nie cienki drut. W ten sposób drut mam przymocowany z jednej strony i mogę go bezpiecznie kształtować. Po skończeniu wygląda to tak: Teraz mogłem już spokojnie złożyć połówki kadłuba. Obciąłem jeszcze płetwę brzuszną i przymierzyłem zamiennik z zestawu Ras-Kit oraz obciążyłem śrutem nos modelu, żeby zbyt szybko nie podrywał się do lotu: W czasie gdy kadłub podsychał, zabrałem się za korektę końcówek skrzydeł, doprowadzając je do zgodności z wersją F. Następnie wkleiłem je w skrzydła razem z lotkami. Przy okazji przymierzyłem też na sucho klapy. Sporo czasu spędziliśmy z Pułkownikiem Lowry ustalając właściwy scenariusz dla mojej dioramy. Jednym z jego elementów były osłony F.O.D. covers. Służyły do zabezpieczenia wlotów powietrza podczas postoju maszyny. Usuwano je tuż przed rozruchem silnika więc powinny być widoczne na mojej dioramie. Prawdę mówiąc ich obecność jest mi bardzo na rękę, bo zaoszczędzi sporo czasu potrzebnego na wykonanie imitacji turbiny oraz na szlifowanie i szpachlowanie połączenia wlotu powietrza wychodzącego z kadłuba na styku ze skrzydłem (strasznie wredna lokalizacja do obróbki). Jedyny problem to brak tego elementu w skali 1/72 na rynku. Trzeba go wykonać od podstaw. Reś-Kit produkuje zestawy w skali 1/48 i 1/32 dlatego oparłem się na nich budując swój detal: Przede wszystkim musiałem złapać kształt obrysu wlotu powietrza. Posłużyłem się niezawodną taśmą: Mając szablon, nakleiłem go na arkusz polistyrenu i obrysowałem. Kolejne kroki to ustalenie dna detalu oraz obłości ścianek bocznych. Niestety metodą prób i błędów. Po sklejeniu, docięciu i oszlifowaniu wyszło coś takiego: A we wlocie leży tak: Druga strona tego wynalazku to już Pan Pikuś. Ale to dopiero połowa sukcesu. Potrzebuję 2 szt moich osłon. Żeby były jednakowe muszę przygotować formę i odlać je z żywicy. To już praca na przyszły tydzień. Zdążyłem jeszcze poszpachlować kadłub po wyschnięciu, używając kleju Flexy 5K CA. Nadaje się do tego doskonale. Schnie dość szybko, bardzo dobrze się obrabia, jest czarny, więc spoina jest bardzo dobrze widoczna. Do tego tworzy błyszczącą powierzchnię, więc docierając spoinę widać wszelkie zadolenia na matowej powierzchni:
  21. Nic nie szkodzi. Już sprzedany.
  22. Teraz połówki kadłuba schodzą się idealnie. Przy okazji przymierzyłem się do zastąpienia nieprawidłowego statecznika pionowego jego skorygowaną wersją z zestawu Res-Kit. Pasuje bardzo dobrze: Na ten tydzień to wszystko. Na ciąg dalszy zapraszam w przyszły poniedziałek.
  23. W ten zapiątek prace wystartowały od uzupełniania fototrawów przyrządów. Bardzo mi w tym pomógł mój nowy nabytek, czyli klej Flexy 5K CA. Podstawową jego zaletą jest to, że schnie dłużej niż klasyczni przedstawiciele jego gatunku przez to daje więcej czasu na pozycjonowanie elementów. Dobrze reaguje na przyspieszacze, a po wyschnięciu jest lekko elastyczny. Ma kolor czarny i idealnie nadaje się do szpachlowania, bo ładnie się obrabia. Wadą jest cena - to nie jest tania rzecz. Wracając do przyrządów - powklejałem blaszki Eduarda we wszystkie przewidziane miejsca na powyższy wynalazek: Do prawej połówki kadłuba przykleiłem również osłonę przyrządów pilota. Pomalowałem też przyrządy na bokach kokpitu: Kolejnym elementem, który poszedł na warsztat były fotele wyrzucane. Było z tym nieco roboty, ale wyszło nie najgorzej: Krótka przymiarka do "wanny" pokazała, że siedzą idealnie: Kolejnym krokiem było dorobienie okablowania przyrządów EWO. Czemu to robię, skoro prawie tego nie widać? No właśnie słowo "prawie" jest tu kluczem. Otwory w ściance pomiędzy kokpitami, na wysokości zagłówka pilota dają możliwość zerknięcia do drugiego kokpitu. Nie chciałem, żeby wyzierała stamtąd nicość. Teraz kolejna z nieskończonej ilości przymiarek, pokazująca, jak to wszystko będzie wyglądało w kadłubie. A skoro o kadłubie mowa, czas przymierzyć się do jego zamknięcia. Żeby go zamknąć, muszę zrobić 3 rzeczy. Po pierwsze - wkleić wannę. Po drugie - wykonać element jak na zdjęciu: I po trzecie - wkleić komorę podwozia przedniego. Zacznijmy od ostatniego elementu. Komora nie jest oszałamiająca, ale nic z jej wyglądem nie będę robił. Powód jest prosty. Wszystkie moje modele stoją na mini dioramach i są przytwierdzone do podłoża, a co za tym idzie nie da się do rzeczonej komory zerknąć. Po prostu nie będzie takiego kąta, pod którym byłoby cokolwiek widać, więc nie będę na to tracił czasu. Przymiarka pokazała, że pogłębienie przedziału działka wprowadziło kolizję z rzeczoną komorą podwozia przedniego. Niezbędne było wycięcie małej wnęki:
  24. Sprzedam model firmy Revell CH-54A Skycrane w skali 1/72. Stan bardzo dobry jak na zdjęciach. Cena 210zł
  25. Dla spokoju ducha sprawdziłem jeszcze prawidłowość wymiarów modelu z planami modelarskimi. Pasuje niemal idealnie. Rozbieżności są rzędu 0,5mm co można spokojnie pominąć. I to na razie tyle. Na dalszy ciąg tradycyjnie zapraszam za tydzień.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.