Skocz do zawartości

Boch

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    550
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    21

Zawartość dodana przez Boch

  1. chyba za późno pisałem - poprawione. Dzięki.
  2. Witam Was ponownie w kolejnej odsłonie prezentacji książki Poles vs. Soviets. Tym razem chciałbym przybliżyć początek i kontekst jednego z najważniejszych, rozbudowanych rozdziałów publikacji. Od samego początku mojej modelarskiej drogi uważałem, że samo pokazywanie warsztatu i gotowych modeli jest niepełne. Bez szerszego kontekstu historycznego trudno zbudować tę specyficzną aurę, która towarzyszy modelarzowi i pasjonatowi historii lotnictwa. Dlatego od początku wiedziałem, że książka, którą planuję napisać, musi osadzać opisywane wydarzenia w czasie i przestrzeni — nie tylko technicznie, ale także historycznie i kulturowo. W ten sposób rozpoczyna się rozdział Zapomniana wojna. To właśnie tutaj czytelnik może prześledzić sytuację ziem polskich po zakończeniu Wielkiej Wojny, w skróconej, ale spójnej formie poznać przyczyny upadku dawnej Rzeczypospolitej, okres zaborów trzech mocarstw oraz ich śmiertelną konfrontację w latach 1914–1918. Rozdział prowadzi również przez czas odradzania się państwa polskiego i pokazuje, w jakich realiach doszło do pierwszych starć z bolszewicką Rosją. Zanim jednak przejdziemy do samej wojny polsko-bolszewickiej, cofamy się jeszcze do momentu upadku Imperium Rosyjskiego: jego rozkładu w trakcie Wielkiej Wojny, rewolucji lutowej i październikowej, a także genezy konfliktu, jego przebiegu i kluczowych wydarzeń. Nie skupiam się tu na drobiazgowej analizie poszczególnych oddziałów czy struktur wojskowych — ten rozdział ma wprowadzić czytelnika w realia epoki i przygotować grunt pod dalszą, bardziej szczegółową narrację. Przy tej okazji chciałbym również ponownie zwrócić uwagę na oprawę graficzną publikacji. Fantastyczne rysunki autorstwa Tomka Wajnkaima nie tylko znakomicie ilustrują opisywane wydarzenia, ale też współtworzą klimat książki. Tomek odpowiadał nie tylko za wykonanie prac ilustracyjnych, lecz również za całościowy projekt graficzny publikacji — dzięki temu książka jest spójną całością zarówno pod względem treści, jak i formy. W kolejnych wpisach będę stopniowo przybliżał następne rozdziały — zarówno historyczne, jak i stricte modelarskie. Pozdrawiam Łukasz
  3. Bardzo Ci dziękuję za te słowa. Niestety póki co nie ma takiej możliwości, proszę was jeszcze o kapkę cierpliwości. Jestem w stałym kontakcie z AK i myślę, że niebawem będzie można zamawiać książkę.
  4. Tak, będzie więcej. Coś dzisiaj postaram się przygotować
  5. Miałem, ale w międzyczasie zatwierdzałem maile z Mety i prawdopodobnie tam wskoczyło też to potwierdzenie.
  6. Dziękuję Piotrek.
  7. Witam, Tylko po angielsku. Pzdr, ŁB
  8. Pisząc tę książkę założyłem, że trafi ona również do osób, które nie znają specyfiki konfliktu z lat 1919–1920. Dlatego całość musiała zostać ułożona tak, aby z jednej strony tworzyć pełną, przystępną syntezę wojny, a z drugiej — przedstawiać ją w sposób, którego potencjalny czytelnik nie znajdzie na Wikipedii ani w innych powszechnie dostępnych źródłach. Wojna polsko-bolszewicka była konfliktem absolutnie niezwykłym, łączącym w sobie kilka epok. Z jednej strony widzimy taktyki przypominające najazdy mongolskie z XIII wieku, manewry rodem z wojen napoleońskich czy walk powstańczych XIX wieku. Z drugiej — na polach bitew pojawiają się czołgi, broń maszynowa, samoloty i pociągi pancerne. Aby wprowadzić czytelnika w tę niecodzienną mieszankę, przygotowałem dział „Interesujące fakty”, prezentujący przekrój niezwykłych wynalazków, taktyk, formacji wojskowych i bitew z lat 1919–1920. Warto również wspomnieć, że grafiki, zdjęcia i rysunki w książce nie znalazły się tam przypadkiem. Każdy element został starannie dobrany i jest ściśle związany z opisywanymi wydarzeniami — tak, aby czytelnik mógł jeszcze pełniej wejść w historię. Na koniec chciałbym przekazać informację natury organizacyjnej. Niestety, w trakcie promocji książki w mediach społecznościowych padłem ofiarą ataku hakerskiego. Po przejęciu mojego konta przez osoby trzecie, Facebook zablokował mój prywatny profil, który był jedynym administratorem strony Aces in Scale. W efekcie straciłem do niej dostęp. Sprawą zajmuje się już kancelaria specjalizująca się w odzyskiwaniu kont — robimy wszystko, aby stronę odzyskać. Nie miałem wielkiego konta, ale przez ostatni rok udało mi się zgromadzić ponad trzy tysiące pasjonatów i stworzyć miejsce, z którego byłem naprawdę dumny — miejsce, w które włożyłem ogrom pracy i serca. Każde polubienie, każdy follow i każde udostępnienie będzie dla mnie ogromną pomocą w podnoszeniu się po tym dotkliwym ciosie. Na ten moment utworzyłem stronę zastępczą. Będzie mi ogromnie miło, jeśli zechcecie ją odwiedzić i wesprzeć swoim obserwowaniem. Poniżej link. https://www.facebook.com/acesscale/ Dzięki wielkie i do zobaczenia Łukasz
  9. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Właśnie zablokowali mi wszystkie sociale , chyba sformułowanie "Agresja Rosji na Ukrainę" nie spodobało się.
  10. Niesamowite. O tym człowieku, wnuku, opowiadała nam Pani przewodnik. Faktycznie, gdy szedłem po tych schodach, albo długim korytarzem, wszystko wyglądało niczym katedra. Ta przestrzeń, monumentalność. Pasuje do Marszałka Jestem pewien, że Ziuk by był zadowolony . Byłem tam w trakcie budowy ostatniego modelu do książki. To była naprawdę inspirująca podróż. Jeszcze raz ogromne ukłony. Bardzo się cieszę, że Cię poznałem Oj zdecydowanie. Czuj się tutaj swobodnie i pisz o muzeum śmiało.
  11. O rety, czuję się zaszczycony. Wspaniale. Będzie mi bardzo miło i zjawię się na pewno jakoś zimą Planuję objechać Ossów, Radzymin i Sulejówek. No powiem Ci, że to jedno z tych miejsc, które prezentują poziom absolutnie światowy, a gmach wysadza z butów.
  12. Pracujesz w tym muzeum? Byłem tam w grudniu 2024 i zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Kupiłem oczywiście brakujące Bitwy o Ukrainę i Białoruś. Piękne miejsce. Co do wielkości, to najchętniej bym zrobił 400 stron i tak by było mało ale mnie powstrzymywali. W każdym razie mam materiał na kolejne części
  13. Ten dokument miałem ale niestety wcześniej nie wywierał we mnie głębszej refleksji. Może wiek musiałem jakiś osiągnąć? Historyk kopał w losach wojennych dziadka i jego braci. Ustaliliśmy szlak bojowy. Szukał też kilka pokoleń wstecz skąd rodzina się tam znalazła, ale urwaliśmy temat pod koniec XVIII wieku. Wystawa Wojna Światów i książka o tym tytule to właśnie próba przywrócenia pamięci, jeden z nielicznych ale bardzo cieszących wyjątków. Ostatnio tych inicjatyw jest więcej, co cieszy. Co raz liczniejsze rekonstrukcje, wystawy. Mamy nareszcie muzeum w Ossowie, mamy muzeum Piłsudskiego. Książka liczy 200 stron, w sprzedaży powinna pojawić się najpierw w AK (około 2 tygodnie), a u nas mam nadzieję, że na Święta się wyrobi. Pozdrawiam i dzięki za komentarz.
  14. Czas na kontynuację i bliższą prezentację książki Poles vs Soviets. W poprzednich wpisach zdradziłem już nieco szczegółów, dziś pora opowiedzieć, jak w ogóle narodził się sam pomysł — bo nie był on wynikiem jednego planu, lecz splotu bodźców, przypadków i… zewnętrznych sił. Mój pradziadek był uczestnikiem Powstania Wielkopolskiego i wojny z bolszewikami ale jego historia zawsze pozostawała w cieniu opowieści jego syna (mojego dziadka) o kolejnej wojnie. Nigdy nie zagłębiałem się w tę historię, aż zacząłem czytać jego stare dokumenty i zleciłem historykowi dalsze badania. Niesamowita historia młodego chłopaka, który ruszył do walki, choć nie pamiętał czym jest Polska. Jak wielka tęsknota za własnym krajem musiała palić się w tych tysiącach ludzi? Ta historia ożyła jeszcze mocniej, gdy sięgnąłem po swój pierwszy model Wingnut Wings. Jak to zwykle bywa, jedno niewinne pytanie stało się początkiem lawiny: „A jak właściwie wyglądało użycie tych maszyn w polskim lotnictwie?” To pytanie otworzyło przede mną świat, którego wcześniej nawet nie przeczuwałem. Okazało się, że w latach 1918–1921 Polska dysponowała dziesiątkami typów samolotów, pochodzących z różnych państw, często w setkach egzemplarzy — zdobycznych, kupionych, podarowanych, przerabianych lub reanimowanych w warunkach polowych. Wiele było niekompletnych, bez silników, uszkodzonych, nigdy nie wprowadzonych do aktywnej służby… ale w wojnie polsko-bolszewickiej użyto kilkuset maszyn. To, co zaczęło się jako pomysł na jeden model, przerodziło się błyskawicznie w formę… przyjemnej obsesji. Z pomocą życzliwych ludzi — m.in. ks. Roberta Kulczyńskiego oraz Tomasza Kopańskiego — zacząłem zdobywać dokumenty archiwalne i kolejne, coraz dokładniejsze źródła. Moje półki szybko zaczęły zapełniać się literaturą polską, anglojęzyczną, a w końcu rosyjską i ukraińską. Czytałem meldunki, relacje żołnierzy, badania historyczne i wspomnienia Jednocześnie coraz głębiej wchodziłem w ogólną tematykę działań operacyjnych. Zacząłem gromadzić zdjęcia. To właśnie wtedy otrzymałem propozycję współpracy od AK Interactive — polecony przez osobę, która obserwowała moje modelarsko-historyczne zmagania. Koncept książki zaczął nabierać kształtów. W pewnym momencie dotarło do mnie, jak wiele nazwisk i historii tamtych wydarzeń pozostaje całkowicie w cieniu. Poza wąskim gronem pasjonatów i historyków — ludzi, których w Polsce można policzyć może w dziesiątkach, może w setkach — większość społeczeństwa nie ma pojęcia, jakich czynów dokonywali polscy lotnicy w latach 1919–1920. Jak wielu ich było. Jak wielu ojców polskiej awiacji wywodzi się właśnie z tej wojny, z tego krótkiego, lecz niezwykle intensywnego okresu. I z przykrością musiałem przyznać, że sam należałem do tej grupy. Znałem losy Dywizjonu 303, znałem walki Brygady Pościgowej z 1939 roku, kolejne bohaterskie, lecz przegrane kampanie — zakorzenione w polskim mesjanizmie, w naszej kulturowej skłonności do celebrowania klęsk. A tymczasem największa polska wiktoria od czasów Wiednia 1683 roku pozostaje w cieniu zbiorowej pamięci. Święto Wojska Polskiego, powiązane bezpośrednio z Bitwą Warszawską, przez lata nie miało prawie żadnej materialnej reprezentacji — ani w muzeach, ani w ekspozycjach, ani w szerszej świadomości historycznej. Tylko nieliczni, tacy jak ks. Robert Kulczyński czy Tomasz Kopański, piszący swoje prace w zasadzie charytatywnie, starali się tę pamięć podtrzymać. Modelarze zainteresowani tym okresem również należą do bardzo niszowego kręgu — większość skupia się na II wojnie światowej, której lotnicza technologia i mnogość asów siłą rzeczy przyciągają uwagę. Tymczasem w 1919–1920 roku toczyły się niezwykłe, zapomniane epizody lotnicze. Niewielka liczba walk powietrznych nie umniejsza odwagi ludzi, którzy na zdezelowanych, naprędce naprawianych maszynach wyruszali na wielogodzinne rajdy nad bezkres ukraińskich stepów. Lecieli z bombami trzymanymi dosłownie na kolanach, szukając konnicy Budionnego, ostrzeliwując jeźdźców, czy niszcząc barki na Dnieprze. Były to sceny jak z Trylogii Sienkiewicza, lecz wydarzyły się naprawdę — i w dużej mierze przepadły w zapomnieniu. Poczułem, że mogę dołożyć swoją cegiełkę, by uhonorować tamtych ludzi i ich czyny. Zaprezentować to nie tylko w Polsce, ale szerzej, na zachodnie Europy i za oceanem. Wszystko przez wizualną prezentację modeli i technik modelarskich. Zwłaszcza dziś — w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę — nabiera to dodatkowego znaczenia. Czytając relacje z wojny 1919–1920, raz po raz natrafiałem na nazwy miejscowości, przepraw i kierunków działań, które dokładnie sto lat później ponownie pojawiły się w doniesieniach z frontu pod Kijowem. Historia zatoczyła koło. Dziś chcę pokazać Wam początkowy fragment książki — moment, w którym czytelnik trafia na mój biogram, umieszczony obok… dość niejednoznacznego towarzystwa. Patrząc na ten zestaw postaci, sam czasem się zastanawiam, czy to powód do dumy, czy raczej onieśmielenia. W tej galerii umieściłem skrócone biografie najważniejszych aktorów tamtych wydarzeń. Musiałem iść na kompromisy — nie sposób opisać wszystkich bohaterów tamtej epoki: pilotów, dowódców, polityków, decydentów. Dlatego wybrałem tych, którzy w sposób najbardziej reprezentatywny uosabiają rok 1920. Pzdr. Łukasz
  15. Książka jest o Polakach w wojnie z bolszewikami. Wątki innych wydarzeń i sprzymierzeńców Polski takich jak Bałachowicz, czy Bezruczko są ujęte w narracji historycznej. Ale głowna oś narracji i kontenkst modelarski to Polskie formacje lotnicze, kontra sowieckie i na tych dwóch siłach skupia się książka.
  16. Nie, nie pomieszałem, a nawet jeśli by się uprzeć, to znacznie więcej. Udział Polskiej Armii i lotnictwa w ramach wojny z bolszewikiem był na obszarze dzisiejszych sześciu państw: Łotwa, Litwa, Białoruś, Polska, Ukraina i w zasadzie można przyjąć terytorium Mołdawii ale wojna z bolszewizmem bez udziału Wojska Polskiego w Europie objęła również w tym samym czasie Rosję, Finlandię i Estonię. Warto dodać też Węgry i ich wojnę domową wspieraną przez Lenina. Bela Kun został pokonany w lutym 1919, a zatem również w ramach czasowych wojny polsko-bolszewickiej. Do tego mamy lokalne wojny między Państwami. Węgry z Czechami, Polski z Czechami i Ukrainą. Polski z Niemcami. Litwy z Polską i Litwy z bolszewikami. Do tego walki Freikorpsów po różnych stronach. Biali i zieloni walczący między sobą i bolszewikami. Nestor Machno na Ukrainie. Bałachowicz bijący czerwonych, później już w sojuszu z Polską. Interwencję Brytyjsko-Francuską. Wszystko się dzieje w jednym czasie. Niemal od Odry po Ural i od Helsinek po Baku. Prawdziwy kocioł.
  17. Tak, to prawda. Ta wojna, choć objęła obszarem niemal pół Europy Środkowo-Wschodniej, obszar dzisiejszych 6 państw, zaangażowała znaczne siły, jest niemal zapomniana. Co gorsza, to największa wiktoria oręża polskiego od czasu Wiednia, a my Polacy, też raczej mało o niej wiemy.
  18. Dziękuję Czy będzie jakieś spotkanie autorskie przy okazji festiwalów? Trudno powiedzieć, decyzja należy do AK. Ja na pewno mogę obiecać, że jak uda nam się złapać na jakiejś imprezie w Polsce, to z przyjemnością podpiszę Ci książkę. Łukasz
  19. Tak, to był silnik całej idei. To taka moja mała, propagandowa batalia o tym, ze pomimo 100 lat nic się nie zmienia i cyklicznie mamy agresywne wojny ze strony Rosji. Dziękuję
  20. Dobra, dobra. Jak już jednak zbudujesz ten model, to wchodzisz cały na biało . Dzięki wielkie Brachu za dobre słowo.
  21. Witam, Gdy wiosną 2023 roku otrzymałem propozycję przygotowania książki dla jednej z największych firm modelarskich na świecie, wydawało mi się to zadaniem ogromnym, wręcz jak długa wyprawa w nieznane. Nie miałem pojęcia, ile ta droga zajmie, jak daleko mnie zaprowadzi — wiedziałem tylko, że oddam w to całe serce, wiedzę, pasję i doświadczenie. Dziś, dokładnie dwa i pół roku później, mam ogromną przyjemność zaprezentować Wam efekt tej pracy — gotową książkę Poles vs Soviets. To również opowieść o odwadze, poświęceniu, bohaterstwie i ludziach, którzy pozostają często w cieniu historii, choć zasługują, by ich imiona znów wybrzmiały. Poles vs Soviets jest moim hołdem dla tamtych ludzi i wydarzeń, które ukształtowały naszą historię. Zdecydowałem się założyć ten wątek, ponieważ w kolejnych dniach chciałbym podzielić się z Wami większą liczbą szczegółów. Zajrzymy razem do środka książki — pokażę fotografie modeli z warsztatów, kolorowe profile, unikatowe zdjęcia archiwalne i fragmenty dokumentacji, które udało się zgromadzić. Opowiem też o procesie powstawania całego projektu, decyzjach technicznych oraz kilku ciekawostkach, których nie udało się zmieścić w samej książce. Dziękuję wszystkim, którzy przez ten czas trzymali za mnie kciuki, wspierali dobrym słowem i pomagali w zbieraniu materiałów. To był ogrom pracy — ale też ogrom satysfakcji. Do zobaczenia niebawem. Łukasz Boch
  22. na ten moment wygląda wszystko cacy ale prawdziwy test przyjdzie jak już położę właściwy kolor, zobaczymy czy film będzie widać?
  23. Jaro, ja to nie umiem powiedzieć co faktycznie ma w sobie ten samolot, ale coś ma, bez dwóch zdań.
  24. O kleju UV już pisałem we wcześniejszych postach. Klej CA jako szpachla sprawdza mi się bez zarzutu, skoro działa, to nie widzę potrzeby zmiany na tym etapie, zwłaszcza, że dokładnie wiem na co mogę liczyć., czego się spodziewać. Co do płatów, to faktycznie, czepiasz się
  25. Aktualizacja warsztatu – J2F-5 Duck Lukgraph 1/32 Witajcie. Nazbierało się trochę materiału i czas na nową aktualizację z budowy Kaczora. Jestem w ostrej fazie modelarskiej — czas na pracę wyrywam desperacko z codzienności — ale dzięki temu aktualizacja pojawia się wyjątkowo szybko. Prace trwają każdego dnia i każdego dnia udaje mi się zrobić choć kilka kroków naprzód, licząc, że wreszcie moja miniatura zacznie przypominać samolot. Zanim jednak przejdziemy do relacji, małe ogłoszenie. W najbliższy poniedziałek będę miał przyjemność zaprezentować Wam zwieńczenie projektu, nad którym pracowałem przez ostatnie dwa lata. Będzie to rzecz dla mnie wyjątkowo ważna i mam nadzieję, że część z Was również zainteresuje. Informacja pojawi się 1 grudnia w odpowiednim dziale na forum. A teraz wracamy do warsztatu. Po zamontowaniu usterzenia ogonowego podjąłem decyzję, że malowanie muszę przesunąć do czasu, aż zbuduję zasadniczą bryłę samolotu i połączę z kadłubem wszystkie duże elementy. Najprawdopodobniej na tym etapie nie będę montował tylko silnika, owiewki wiatrochronu i podwozia. Zdecydowałem natomiast, że zamocuję dolne płaty — pozwoli mi to przy okazji przetestować spasowanie płata górnego, a podczas właściwego malowania pomalować skrzydła razem z kadłubem. Przed montażem dolnych płatów konieczne było przygotowanie ich powierzchni za pomocą gąbek i papierów ściernych. Płaty mają dwa potężne otwory na stalowe pręty. Producent zakładał, że pręty wchodzą jedynie „do połowy” w kadłub, jednak po analizie uznałem, że wolę zastosować pręty o pełnej długości — przechodzące przez płat, kadłub i wychodzące w płacie po drugiej stronie. Kaczor dostał więc dwa stalowe pręty o długości 35 cm, które mają zapewnić absolutną stabilność płatów. Będą one dźwigały nie tylko ciężar skrzydła górnego, ale również bocznych pływaków. Pręty musiały zostać wygięte pod odpowiednim kątem — dolny płat ma 3 stopnie wzniosu. Przygotowałem dla nich szablon, a po serii przymiarek i dopracowaniu kątów wkleiłem je na stałe. Chcąc uzyskać najładniejsze możliwe łączenia, szpachlowałem je klejem CA, szlifowałem i wyprowadzałem do momentu, aż efekt mnie zadowolił. Niestety kosztowało to kilka utraconych linii nitów przy nasadzie skrzydeł — wkrótce je odtworzę. Kolejnym etapem był spory panel zamykający górną część pływaka, tuż przy jego przednim odcinku. Panel pasował całkiem dobrze, ale chciałem uzyskać subtelniejszą linię podziału. Dlatego po jego wklejeniu zaszpachlowałem łączenie klejem CA, wyszlifowałem i wyprowadziłem tak długo, aż efekt stał się bez zarzutu. Uznałem, że to miejsce musi być wykonane perfekcyjnie — pływak będzie jednym z najbardziej zwracających uwagę elementów całego modelu. Następnie przygotowałem wszystkie elementy do podkładowania — dolne płaty oraz górny panel pływaka. Użyłem Mr. Surfacer 500, aby przy okazji zniwelować ewentualne mikroskopijne ślady rastra, jeśli gdzieś je przeoczyłem. Z efektu jestem bardzo zadowolony — powierzchnie wyglądają czysto, równo i są gotowe na kolejne prace. Przede mną lakierowanie, odtworzenie brakujących nitów i przygotowanie płata górnego. Przed malowaniem całego modelu chcę mieć pewność, że siedzi on idealnie na kadłubie. To tyle na dziś. Do zobaczenia w następnej aktualizacji — i do zobaczenia w poniedziałek. Łukasz
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.