Powinienem sklejać tylko samoloty, nie mam szczęścia do pancerki... Prawa Murphy'ego zadziałały bezbłędnie. Wczoraj nałożyłem Maskol na model, odczekałem swoje i pomalowałem 1szą warstwą zielonego. Było cacy. Dziś rano siadam do Nashorna, maluję drugą warstwę, było to około 9. Cacy.
Siadam pół godziny temu, sprawdzić, czy mogę zrywać Maskol. Farba zaschła, no to jedziem. Zaczynam zrywać i.... ręce mi opadają. Maskol rwie się jak nie wiem co, jak zedrę kawałek wielkości milimetra kwadratowego to fetuję.. [czy to wina maskolu (jakiś wadliwy) czy za cienką warstwę położyłem?] Zrywam dalej. Nagle, po odsłonięciu prawie pół modelu spod maskolu zauważam kropki zielonego na CAŁYM nashornie... granice między kolorami to jeden wielki poligon. Przed chwilą zmyłem farbę benzyną lakową + wyszczotkowałem go wodą z mydłem, teraz elegancko schnie.... przy okazji odłamało się trylion części, na szczęście (nie wiem jakim cudem) całe wnętrze + podwozie się uchowało
A w podstawce (o ironio) wszystko układa się zgodnie z planem.. słupy telegraficzne + druty moim zdaniem wyszły dobrze. Obkleiłem całość ramki czarnym papierem, coby się przeźroczyste opakowanie po ferrero nie przebijało.. i też wszystko wyszło za pierwszym razem! I tak zamiast praz wykończeniowych mam pół modelu do robienia od nowa.... czarno widzę mój projekt skończony na czas =.=
Foty dam pewnie jutro, teraz nie mam ochoty się do tego dotykać :/:/:/