elrogalo
Użytkownicy-
Liczba zawartości
313 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez elrogalo
-
Skórzany łącznik pomiędzy kabiną a przedziałem silnikowym. Nie jestem na 100% pewien, ale wydaje mi się, że albo kabina, albo przedział silnikowy musiały być "na sztywno" skręcane do ramy i ten element działał jako swoisty przegub.
-
Nie wiem dlaczego skojarzyło mi się to z "Funky Kovalem": "Zupełnie jak ludzie Funky...". Nie ma to nic do rzeczy, od czasu do czasu mam takie skojarzenia bez związku z tematem (tak z innej beczki, kto z kolegów zna "Funky Kovala"?). Czyli rozumiem, że rywalizujemy jedynie na kanwie umiejętności. I dobrze. Trochę czasu upłynie, zanim będę miał czym rywalizować. Do rzeczy. Wczoraj nabyłem drogą kupna, w pewnym dużym markecie na Ce, takie cuś: Gdyby ktoś był ciekawy, to po siedem złociszy z groszami za sztukę, ale warto, bo każdą dostępną na rynku chińszczyznę wyprzedzają jakością wykonania i komfortem pracy o lata świetlne. Ponieważ głowice tych frezów są bardzo małe, a ja nie mam do swojego potwora porządnego obiektywu makro, ani pierścieni dystansowych, to nie bardzo widać, że jeden jest kulisty, a drugi walcowo-czołowy. Oba za to świetnie pasują do mojej manualnej wiertarki, którą widać na zdjęciu. Praca nimi to sama przyjemność, rury poddały się bez walki i po niecałej pół godzinie pracy obie wyglądają mniej więcej tak: Przy okazji, wykorzystując metodę klejową, próbowałem nadać wydechom lekko chropowatą (przyrdzewiałą) powierzchnię. Nawet fajnie to wyszło, ale musicie mi wierzyć na słowo, bo na zdjęciu nie bardzo to widać. Później postaram się to lepiej pokazać. Jak widać upitoliłem też (nie bez strachu) pojemniki z błotników. O dziwo obyło się bez strat i mogłem przystąpić do usuwania odlanych uchwytów. Nawiasem mówiąc sądziłem, że jak się coś przyklei Contactą, to raczej plastik pęknie obok, niż puści spoina. Ale nie jestem rozczarowany, przynajmniej nie muszę kupować teraz blaszanych błotników do KW. Samo usuwanie odlanych uchwytów poszło gładko, tu w trakcie: Natomiast dorabianie uchwytów już takie proste nie było i zajęło mi wczoraj prawie cały wieczór i jakąś godzinkę z dzisiejszego popołudnia. Kto miał do czynienia z "metaloplastyką modelarską" ten dobrze zna to uczucie, gdy słychać ciche "bzdriang" i pieczołowicie powyginany detal frunie gdzieś w czeluść dywanu. Czasem mam też wrażenie, że zaraz po tym słychać też z okolic lądowania rzeczonego detalu ciche mlaskanie. Powiem tylko, że potwory dywanowe miały wczoraj solidną wyżerkę. Ale chyba dałem radę: Mam tylko nadzieję, że uzyskany efekt rzeczywiście był wart takiego nakładu pracy.
-
ERA w wersji improwizowanej Głęboki ukłon przed warsztatem, choć osobiście nie lubię modeli aż tak styranych czołgów, to mimo wszystko robi toto fajowe wrażenie.
-
A nie, bodajże Seb podawał go na "naszym" forum. Wyczuwam drobny sarkazm, mamy na pieńku z innymi forami modelarskimi?
-
Dzięki za konstruktywne uwagi. Mnie też męczą te płytkie wydechy, ale moja miniwiertarka modelarska z chin rodem ma takie bicie, że boję się, że po jej uruchomieniu zostanę całkiem bez wydechów (lub z jakimiś smętnymi strzępami). Jednakowoż na ambicję mi wszedłeś i coś popróbuję w tym temacie podziałać, podobnie jak i z uchwytami - na blaszkach Abera jest nawet wytrawiony szablon do uchwytów. Z premedytacją go do tej pory nie zauważałem, ale teraz już mi nie wypada Tym bardziej, że na stolik jeszcze trochę przyjdzie mi pewnie poczekać. Dzięki, staram się jak mogę nie przynudzać zanadto. Przy okazji mały update z pola walki - dzisiaj Friule wylądowały w kąpieli z Domestosa i octu. Świetna metoda, chociaż trzeba było uprzedzić, że ten zajzajer tak śmierdzi - nie robiłbym tego w kuchni. Myślałem, że po rozcieńczalniku Wamodu, który w początkach kariery modelarskiej kupiłem, już nic nie zrobi na mnie wrażenia. Cóż, myliłem się. Ewakuowałem toto na taras, poleżało godzinkę i efekt jest piorunujący: choć tu i ówdzie jeszcze widać czysty (srebrny) metal, więc kąpiel trzeba będzie powtórzyć. Na dziś mam jednak dość wrażeń zapachowych, więc zostawię to sobie na deser.
-
Dzięki wszystkim za doping. Z tym przejściem na 1/35 to się jeszcze okaże. Trochę miałem kłopot z ogarnięciem tego modelu, duże to wszystko jakieś. Tak samo z blachami szło mi średnio, tylną siatkę kleiłem dwa razy, a przy siatkach na filtry na górnej płycie wyczerpałem repertuar słów powszechnie uznawanych za obelżywe. O dziwo drobne blaszki w Jagdpantherze gięło mi się przyjemniej, może dlatego, że nie mam do tego żadnego sprzętu, jeno metalową linijkę i szeroki płaski skalpel. Muszę się rozejrzeć za jakąś zaginarką do blach, ale na razie odstraszają mnie ich ceny. Przy okazji zakupu stolika Tamiyi w Luckymodel trafiłem na Pz III w wersji dowodzenia z Dragona (nr 9030) za niecałe 14 dolców w promocji rocznicowej, więc będę mógł się przekonać czy faktycznie lubię tę skalę Żeby sobie jeszcze bardziej urozmaicić życie na magazynie mam jeszcze T-34 z Hobby-Boss'a w 1/48, który czeka aż nabiorę wprawy
-
Zastanawiałem się po obejrzeniu galerii z "trójką" autorstwa Artura Wałachowskiego, czy wstawiać tu swoje "dzieła", ale pomyślałem sobie, że ktoś musi zaniżać poziom, żeby średnia forumowa miała postać krzywej Gaussa Przedstawiam takoż chyba najbardziej wynaturzony pomysł bolszewickiej myśli technicznej, skrzyżowanie czołgu i bunkra, czyli KW-2. To mój debiut w 1/35, więc postanowiłem przy okazji "dużej" skali zrobić model jakiejś dużej maszyny. Ponieważ nie miałem czasu na regularne prowadzenie wątku warsztatowego wstawiam zdjęcia już praktycznie sklejonego modelu, gotowego do malowania. Najpierw szybki in-box: Box-art: Zawartość opakowania to dziewięć ramek (w tym jedna mała z przezroczystego plastiku), odlew wieży i kadłuba, krótka lina z plecionki i gąsienice z gumowych pasków. Tych ostatnich nie mam na zdjęciach, bo drapnął mi je kumpel do swojego warhammerowego projektu, ja od początku planowałem Friule. Jakość tych paskowych gąsienic jest średnia. Jak widać poniżej Trumpek dał też ramki z gąsienicami odlanymi w plastiku. Są one o dużo lepszej jakości niż gumowe paski, do tego górne odcinki mają zrobione zwisy (niestety nie widać tego na zdjęciach). Jakość ramek jest różna, ale ogólnie trzymają niezły poziom, choć trafiło mi się parę paskudnych nadlewek (jedna ramka trafiła mi się wyraźnie gorsza od reszty). Koła także mają dość duży szew po formie, który trzeba pieczołowicie usunąć. Na szczęście kół jest stosunkowo mało, nie to co w niemieckiej pancerce. Świetne są natomiast odlewy części kadłuba i wieża z odwzorowanymi spawami, a także cała masa dupereli (np. uszy do podnoszenia płyt przykrywających silnik). Miałem zamiar kupić dodatkowo blaszki fototrawione z błotnikami i pojemnikami na narzędzia, ale po obejrzeniu fabrycznych wyprasek zrezygnowałem z tego pomysłu - te z zestawu są bardzo dobre. Za to lufę można sobie odpuścić, wygląda kiepsko i w dodatku moja miała niecentrycznie umieszczony otwór. Model uzupełniłem o następujące dodatki: czyli zestaw blach abera, toczoną lufę tegoż, oraz Friule. Kliment prezentuje się w tej chwili następująco: Z jednej strony gąsienica jest ciut dłuższa, zastanawiam się czy większe zwisy wyglądają lepiej. Tylna pokrywa okazała się ciut za wąska (albo co bardziej prawdopodbne walnąłem jakiegoś babola przy klejeniu kadłuba) więc musiałem zeszlifować imitacje spawów zrobione przez Trumpka i dorobić własne, ze szpachlówki dwuskładnikowej Tamiyi. Przy okazji - widziałem, że część z was używa do tego miliputa - on też jest taki twardy po rozrobieniu i klei się do wszystkiego poza modelem? Lufa Abera ma fajowe bruzdy: I rzut oka na detale. Widać imitację spawów na wieży. Uchwyty wymieniłem na druciane. Czekam na paczkę z Luckymodel ze stolikiem lakierniczym Tamiyi. Gdy tylko ją dostanę ruszamy z malowaniem. Model będzie pomalowany tak samo jak na box arcie, urzeka mnie ten skromny napis "Za Stalina"
-
Faktycznie, przyjrzałem się zdjęciom i urealniłem trochę gąsięnice. Na większości zdjęć Panther i Jagdpanther srebrne są tylko wierzchołki gąsienic, zagłębienia są zapchane piachem lub błotem. Złapałem za mieszankę Migowych Russian Earth i Concrete i zacząłem dłubać. Przy okazji przybrudziłem też dolną część ekranów i dół kadłuba. Starałem się znów nie pójść za daleko i chyba tym razem udało mi się trochę powściągnąć atawistyczną radochę taplania sprzętu w błocie. Z efektu jestem nawet zadowolony, trochę poprawię może jedynie przód wanny kadłuba. Na zdjęciach na razie bez fixera, nakładane po rozcieńczeniu wodą. Trochę męczy mnie ułożenie gąsienic. Próbowałem je poprawić, ale te gumy żyją własnym życiem. W dodatku dołem puścił mi klej, więc jest ryzyko, że przy dalszych próbach zostaną mi w rękach. Cóż, na początku popełniłem błąd najpierw je malując, dopiero potem klejąc i mam tego efekty. Co do rdzy - jakoś nie przekonuje mnie ona na gąsienicach. Wydaje mi się, że gąsienice pracujące w piachu i błocie mają średnią szansę na rdzewienie. Chyba, że sprzęt jest na granicy śmierci technicznej, a w przypadku Jagdpanther raczej o to ciężko, późna wersja nie mogła być w użyciu wiele dłużej niż pół roku. Tak czy owak powoli kończę pracę nad tym modelem. Być może to i owo jeszcze poprawię, pewnie za czas jakiś dorobię mu podstawkę, ale generalnie sądzę, że dużo więcej z niego nie wyciągnę. Co nieco się przy nim nauczyłem, czas więc iść do przodu: KW-2 leży w pudełku i szczerzy na mnie haubicę.
-
Nie czołg, jeno działo samobieżne / niszczyciel czołgów Co nie zmienia faktu, że faktycznie wygląda jakby przeżył kilka burz piaskowych. Anyway, nie jestem fanem Budki Suflera, ale wypadałoby zanucić "ratujmy co się da...". Dzień zszedł pod znakiem mycia modelu z nadmiaru pigmentów, najpierw wodą, potem thinnerem MIG'a. Ponieważ po godzinie pracy pędzlem zauważyłem, że zaczynam miejscami ścierać farbę odpuściłem sobie dalszą walkę. Co zeszło to zeszło, z resztą trzeba będzie żyć. Nie wiem czy coś to dało, ale przeleciałem model jeszcze raz filtrami z Humbroli (piaskowy 94, zielony 86 i jasny brąz 29). Potem suchy pędzel na gąsienicach i Jagdpanthera wygląda teraz tak: Na tylnej płcie celowo zostawiłem trochę więcej pigmentów. Moim zdaniem jest ciut lepiej. Powoli zmierzam ku końcowi jeśli chodzi o ten projekt. Postanowiłem nie robić zadrapań i obić, nie jestem gotów zmierzyć się z tym zadaniem w tej skali. Próbowałem na fantomie z niedokończonego wieki temu Elefanta i efekt był nędzny, więc wolę zostawić model takim jaki jest. W bliżej nieokreślonej przyszłości pomyślę nad jakąś podstawką.
-
Ha! Jedno i drugie już było i zaginęło w akcji pod pigmentami. Wash na pigmenty chyba się nie przyjmie? Mam nadzieję uratować sytuację po ich częściowym myciu.
-
Wracam do tematu po długiej przerwie, urlop i sprawy zawodowe oderwały mnie na jakiś czas od modelowania. Po washu na model poszedł filtr z mocno rozcieńczonego (5% farby, 95% rozcieńczalnika) Humbrola 94 (nie miałem pod ręka aparatu, żeby zrobić zdjęcie). Potem przyszedł czas na kurzenie MIG'ami i chyba mnie poniosło niestety. Model wygląda teraz tak: Na pewno muszę jeszcze przejechać gąsienice suchym pędzlem i poprawić ich ułożenie, okopcić działo i wydechy. No i kilka drobiazgów do podmalowania - odboje na płycie nad silnikiem, peryskopy, itp. Część kurzu z górnej połowy pancerza chyba zmyję (pigmenty kładłem na mokro po rozrobieniu z wodą, więc sądzę, że w większości zejdą bez walki), bo wydaje mi się, że przeholowałem. W sumie, czołg czy działo samobieżne po przejechaniu przez polną drogę mogło się tak zakurzyć, ale fanie byłoby też widzieć na modelu poprzednie etapy pracy. Zresztą sam nie wiem, czekam na opinie. Niestety, tymczasem czeka mnie kolejny tydzień przerwy w dłubaniu - targi w Poznaniu A w kolejce czeka już kolejny model, tym razem w 1/35. Pomyślałem sobie, że skoro już biorę się za "dużą" skalę, to czemu by nie machnąć czegoś rzeczywiście sporego, stąd wybór padł na bunkier na kołach, czyli KW-2 z Trumpka. Inbox wkrótce!
-
Zadajemy pytania, dostajemy odpowiedź
elrogalo odpowiedział DeX → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Tak, po lakierze przestanie schodzić. Możesz wcześniej delikatnie przepolerować czymś miękkim (np. bawełniane płatki kosmetyczne). -
Jak sobie pomyślę, że miałbym składać te gąsienice, to robi mi się słabo. Z drugiej strony efekt jest powalający (realistyczny wygląd, zwisy i te puste wewnątrz kły - czad!). Chyba trzeba będzie spróbować starcia z tą materią. Siadam cicho w kącie i trzymam kciuki za powodzenie projektu.
-
Im mniej pracy zostaje do końca tym ciężej mi się do niej zabrać. Nie przepadam za końcowymi etapami modelowania, głównie ze względu na ich nużący i żmudny charakter. Zdecydowanie wolę kleić i blachować. Dzisiaj padało, więc chcąc nie chcąc w końcu usiadłem do washa. Na początek próbowałem washa z polskiej farbki dla artystów marki Renesans koloru brąz van dyck'a, ale efekt był marny. Te farby mają bardzo gruby pigment, model wygląda jak posypany pieprzem, a nie złoszowany. Więc złapałem za starego dobrego Humbrola nr 33, rozcieńczyłem go thinnerem Mig'a i wyszło lepiej. Na zdjęciach widzę, że tu i ówdzie muszę jeszcze lekko zmyć nadmiar farby, no i usunąć trochę paprochów z patyczków do uszu. Generalnie jednak rzecz biorąc uzyskany efekt nawet mi się podoba.
-
Dzięki, to zabrzmiało jak komplement ;) W rzeczywistości trochę widać kolejne warstwy farby, stąd te refleksy na błyszczącym lakierze na kamuflażu. Chociaż kilka warstw lakieru położonych na model dość fajnie wyrównało większość nierówności. To był pierwszy raz gdy malowałem pędzlem tymi farbami i rozcieńczałem je do tego celu dedykowanym rozcieńczalnikiem (widać go w tle na zdjęciach). W oryginalnej konsystencji te farby są zbyt gęste, mażą się, kładą dość grubą warstwą i schną pod pędzlem, co utrudnia ich prawidłowe rozprowadzenie. Nie dodawałem retardera, farby były dość mocno rozcieńczone, żeby można było kłaść cienkie warstwy. Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w malowaniu pędzlami (coś tam kiedyś mazałem Humbrolami, ale to było dawno i nieprawda), ale wydaje mi się, że każda farba wymaga odpowiedniego rozcieńczenia, żeby dobrze rozprowadzała się po powierzchni, niezależnie od tego czy malujesz pędzlem, czy aero.
-
Temat lekko porósł mchem, bo wiosna nie sprzyja modelowaniu. Jogging i rower skutecznie odciągają mnie od dłubania, ale coś tam się przy Jagdpanterce dzieje, co niniejszym dokumentuję. Mazy poprawione, model dostał w kolejności: lakier, kalki, lakier, liny i farbę na detalach, lakier i czeka na wash. Ten otrzyma dopiero po weekendzie majowym, bo znów wybieramy się z małżonką w gości. Dość gadania, niech przemówią obrazy. Szare, tudzież błyszczące ciapki na kadłubie to odbicia światła - warstwa farby - szczególnie kamo nie jest idealnie gładka. Mniemam, że po pryśnięciu matowym lakierem nie będzie się to rzucało w oczy. Małego poprawienia będą wymagały gąsienice, ale to już po washu i lakierze matowym.
-
Nie zamierzam go zbyt mocno brudzić, raczej jedynie trochę przykurzyć. Nie planuję podstawki, więc błoto i takie tam byłoby chyba nie na miejscu. Świecenie to chyba efekt nie do końca trafionego rozcieńczenia farby pod pędzel, nie mam w tym jeszcze zbyt dużego doświadczenia, a i farby Gunze z serii H chyba jednak nie są pod pędzel najlepsze. Następnym razem spróbuję z Vallejo. Jednak nie ma co panikować, na sam koniec model dostanie matowy lakier i kurz z pigmentów, więc nie powinien się po tym świecić. Krad pomalowany czeka na wash, dostanie go razem z JP. Później wrzucę jakieś fotki. Postanowiłem jednak nie odwalać maniany i poprawić te mazy. Zbyt dużo pracy włożyłem w ten model, żeby na samym końcu odpuścić i zepsuć efekt końcowy. Dzisiaj mam w planach poprawki obu kolorów kamuflażu pędzelkiem "0", trzymajcie kciuki
-
Siedzę, gapię się w zdjęcia i sam nie wiem co mam o tym sądzić. Na żywca wygląda fajnie, znacznie lepiej niż na zdjęciach, a na zdjęciach wyraźnie widać smugi. Mam obawy przed kładzeniem kolejnej warstwy farb kamo, już teraz są to dość grube warstwy. Zastanawiam się, czy coś tutaj pomoże wash lub jakiś filtr, czy lepiej się nie łudzić tylko pojechać jeszcze raz cienką warstwę Schokoladenbraun. Na dziś odstawiam model na półkę, muszę się spokojnie zastanowić co dalej. Jutro zdecyduję, czy będę jeszcze poprawiał te mazy.
-
Dokładnie tak. Ostrych krawędzi przejść między kolorami, takich jakie powinny być przy tym kamo nie da się poprawnie zrobić bez maskowania, aero zawsze zostawi rozmyte brzegi, nawet przy cienkim strumieniu. Jak widać na załączonych obrazkach na kadłubie jest sporo wystających elementów, które skutecznie utrudniają podejście z taśmą. W ostatniej chwili próbowałem nawet zrobić maskowanie z wałeczków Blue tacka, ale trzymały się na słowo honoru (właściwie to kleiły się tylko do rękawiczek, a nie do kadłuba ) więc dałem spokój i złapałem za pędzel.
-
Gunze H405 - zielony oliwkowy do niemieckiej pancerki
-
Zrobiło się ciepło i trochę się opuściłem w modelarstwie na rzecz innych aktywności. Jednak ciągnie wilka do lasu, w końcu zabrałem się za kamuflaż. Czak45 - wygląda na to, że miałeś rację co do malowania kamuflażu Początkowo, tak jak planowałem zacząłem aerografem, ale nie wyglądało to najciekawiej, więc złapałem za pędzel. Okazało się, że nie taki diabeł straszny, w dodatku Gunze nie są takie najgorsze pod pędzel, choć trzeba je nakładać cienkimi warstwami, inaczej schną pod pędzlem pomimo retardera. Co prawda jest trochę smug, ale tak sobie myślę - czy w warunkach polowych ten kamuflaż rzeczywiście był idealnie położony? Poza tym po lakierze i washu chyba nie będą aż tak widoczne, mam rację? Gdyby tylko jeszcze mi się tak łapy nie trzęsły... Poniżej prezentuję efekty pracy. Poniższe zdjęcia już niestety przy sztucznym świetle. Nie mogę dobrać sensownego balansu bieli dla moich lamp, dlatego zdjęcia są nienaturalnie żółte. Jak widać z oblachowaniem trzeba się obchodzić delikatnie. Chwila nieuwagi i kawałek schurzena pofrunął na podłogę. Jeszcze jedna cienka warstwa zielonego i jedziemy z Schokoladbraun. Ciąg dalszy nastąpi (mam nadzieję) niebawem.
-
Tak się nieśmiało wtrącę, Meksyk89 ten kompresor można tanio kupić tu: http://www.narzedziowy.pl/product_info.php?cPath=56_150_222&products_id=22128&osCsid=c250ec0959787e41909b53868fde49ca¤cy=PLN w dodatku przesyłka kurierem gratis. Sam u nich kupowałem dla siebie i paru znajomych i nie było skuchy. Mają też różne aerografy MAR'a, więc może uda Ci się parę groszy zaoszczędzić. I po reklamie...
-
Można też cienką igłą lekarską, może nawet łatwiej niż wiertłem, bo jest za co chwycić. Ogólnie rzecz biorąc drobiazg, ale rzuca się w oczy i taka upierdliwa maruda jak ja ma się od razu do czego przypiąć Inną sprawą jest, że wymądrzam się w kwestii otworków, a sam bym takiej dioramy pewnie nie zrobił
-
Wczoraj udało mi się skończyć blachowanie poprzez powieszenie ekranów, o dziwo poszło mi całkiem gładko. Po moich początkowych obawach, stwierdzam, że blaszki to świetna sprawa. Jest przy tym co prawda sporo zabawy, ale efekt jest tego wart. Po zapodkładowaniu i lekkim priszejdzie jagdpanthera dostała kolor podstawowy. Ekrany zostały juz po zrobieniu zdjęć pryśnięte jeszcze jedną warstwą, więc te cienie nie są aż takie widoczne. Zdjęcia robiłem wczoraj, chciałem zdążyć je zrobić jeszcze przy dziennym świetle, dlatego nie czekałem do ostatniej warstwy. Niestety nie udało mi się ich wczoraj wrzucić bo imejdższak przechodził akurat konserwację. Tak czy owak: Dalszy ciąg po Świętach, dzisiaj wyruszamy z małżonką do Teściów. Przy okazji: Wesołych Świąt wszystkim Modelarzom
-
Bardzo fajny Mark IV jak i diorama. Urzekła mnie ta siekierka wbita w pieniek . Szkoda tylko, że nie nawierciłeś otworów w lufach Levisów, wyglądają teraz jak jakieś patyki.
