Witam.
Przedstawiam moją wersję lodówkowca. Udało mi się doprowadzić do stau używalności (dzięki Kicus ) 35-letni sowiecki agregat kupiony na złomowisku. Okazało się jednak że grzał się niemiłosiernie, i kiedy już miał wracać tam skąd przybył, pogrzebałem trochę przy cewce która jest pod tą czarną puszeczką, i agregacik działa bez zarzutu.
Wracając do tematu-kompresor budowałem tnąc koszta, więc nie kupowałem odwadniacza, presostatu, zaworu zwrotnego i wyłącznika, tylko użyłem części z wysłużonego mini MA-1000 (ten działał przez 4 lata, co podobno jest całkiem niezłym wynikiem). Butla kupiona za parę złociszy dawno temu na skupie złomu (ma wybitą wytrzymałość do 230 atmosfer!) z uszkodzonym zaworem. Ostatnio wpadła mi w ręce butla gazowa, i z niej wziąłem brakujący zawór. Do tego doszły wężyki, przejściówki, trójnik, obejmy ślimakowe, podstawa, i najważniejsze- sprej i kółeczka - wszystko to znależione w warsztacie albo kupione w Castoramie Jest jeszcze prymitywny reduktor, który dostałem od Stroja, ale on jest już częścią stołu modelarskiego a nie kompresora
Po próbach okazało się że kompresorek nabija się w minutę do 3.3 bar, gdy ciśnienie spada do 2.3 załącza się, i nabija ponownie w 20 sekund. Narazie nie grzeje się, po 20 minutach prawie ciągłej pracy staje się minimalnie cieplejszy. Chodzi nawet cicho, można go używać w nocy.
Trochę się trzęsie, ale gumowe podkładki dobrze spełniają swoją rolę.
Pzdr.