Podjęta decyzja Langsdorffa o przyjęci starcia z Harwoodem była świadoma.
W związku z tym iż okręt był w ogólnie dobrym stanie a rejs zbliżał się do końca L zanotował w dzienniku pokładowym;
"Branie pod uwagę możliwości trafienia okrętu nie jest już tak niezbędne jak w przeszłości.Można oczekiwać,że jeśli przeciwnik znajdzie się w zasięgu ognia,potężna artyleria okrętu co najmniej uszkodzi wchodzącego w grę przeciwnika,z wyjątkiem Renowna,do takiego stopnia,że nie będzie on w stanie prowadzić śledzenia.
Z drugiej strony ewentualne otrzymane trafienia nie mogą znacząco wpłynąć na zdolność do rejsu powrotnego."
Nie przeją się też faktem że wcześniej zatopione transportowce zdołały wysłać sygnały alarmowe.
L wobec uszkodzeń armat i wyrzutni torpedowych,głównego dalocelownika i małego zapasu amunicji 280mm.
( mogli oddać jedynie 31 salw,170 pocisków ppanc i 16 burzących z zapalnikami dennymi),oraz konieczności połatania GS przed dalekim rejsem do Niemiec, zdecydował zawinąć do Montevideo.
Mechanicy mogli zagwarantować dowódcy marne 17w...
Jeżeli takie wnioski możesz wysnuć na podstawie pożegnalnego listu do niemieckiego ambasadora w Argentynie,to chyba nie widzisz że to L sam posadził kaktusa na którym przyszło mu siedzieć.
Tyle faktów trochę rozszerzonych.