Skocz do zawartości

grzesioj

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    662
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez grzesioj

  1. grzesioj

    Elefant - Dragon 1:72

    Swoją drogą, bardzo mnie ciekawi Twój sposób budowy gąsienic, dokładnie - kolejność wykonywania czynności: najpierw malowanie, później wycinanie, klejenie, zakładanie. Z niecierpliwością oczekuję na relacje i mam nadzieję, że jej nie skrócisz w stylu: oto po x dniach gąsienice gotowe. Ja moje batalie przy budowie modelu opisywałem tak . pozdrawiam P.S. Też chciałbym skleić sobie takiego Elephanta, najlepiej z zimmeritem, ale nie uzyskałem zgody najwyższego , bo stwierdził, że nie chce więcej Elephantów (kiedyś skleiłem tego knota z Italeri, wstyd go pokazywać ).
  2. grzesioj

    7TP Mirage 1/72

    Wiem, że miejsce zdjęć Tygrysa jest w galerii zdjęć Tygrysa, nie tu, ale póki co, tej galerii nie ma. Może więc na tym zdjęciu coś widać (jest to powiększenie zdjęcia zamieszczonego na http://modelwork.pl/viewtopic.php?t=17092, nie nowe zdjęcie): Tak, racja. Dysponuję tylko czterema zdjęciami tego czołgu, ale są one czarno-białe i nie mam pewności, czy dotyczą akurat tego egzemplarza (raczej małe szanse, że tak jest). Wracając do 7TP : Da się zrobić ... pozdrawiam
  3. grzesioj

    Elefant - Dragon 1:72

    Ojojoj!!! Z tym ostrożnie, bo się machnąłem w obliczeniach długości i na obu gąsienicach sąsiadują ogniwka bez zęba grzebienia, ale sa one sprytnie ukryte pomiędzy kołami . Samo zrobienie pojedynczej gąsienicy z bodajże 59 elementów (tak przewidział producent) uznaję za "nie tak". Co do samej sklejalności ogniwek do siebie to jest dobrze. Po sklejeniu dolnego biegu gąsienicy z dłuższych odcinków okazało się, że to co dostajemy w efekcie, jest o jakieś 2mm za długie. Od tego momentu instrukcja sklejania ląduje w koszu, a ja odmierzam potrzebne odcinki przy pomocy taśmy papieru i jej długość przeliczam na ilość potrzebnych ogniwek, zwracając oczywiście uwagę na to, że ogniwka są dwojakiego typu - z zębem grzebienia prowadzącego i bez. No i właściwie cała robota aż do końca wygląda tak właśnie. Co do ilości ogniwek - też się obawiałem, czy starczy, ale spokojnie. Z tego co zostało (ponad 10 ogniw z obu gąsienic) mam zamiar skleić fragment, który zawieszę na tylnej ścianie kadłuba. W tym zestawie nie było taśm. pozdrawiam
  4. grzesioj

    7TP Mirage 1/72

    We wszystkich swoich modelach, wyposażonych oczywiście w lufę, tę ostatnią staram się nawiercać. Tutaj - cóż, jest ona takiego kalibru, że po prostu się poddałem, uważając, że prędzej ją zniszczę, niźli zrobię w niej jakiś otwór, choć z tego, co sobie przypominam, rzeczywiście próbowałem potraktować ją gorącą igłą. Nie jest to więc niedopatrzenie z mojej strony a celowe działanie (raczej jego brak), choć ZGADZAM SIĘ ZE WSZYSTKIMI twierdzącymi, że lepiej wyglądałaby lufa nawiercona. pozdrawiam
  5. grzesioj

    7TP Mirage 1/72

    Właśnie, brak obić wynika z tego samego mojego przeświadczenia . A co sądzisz o takich obiciach (ostatnie zdjęcia Sd.Kfz.181 PZkpfw VI (P))? pozdrawiam
  6. grzesioj

    Elefant - Dragon 1:72

    Jak widzę te ramki z gąsienicami (czy raczej ich kawałkami) robi mi się słabo. Dopiero co zmagałem się z nimi (to chyba dokładnie te same wypraski) przy okazji budowy mojego Sd.Kfz. 181 Panzerkampfwagen VI (P). Życzę powodzenia i dużego samozaparcia . pozdrawiam
  7. grzesioj

    7TP Mirage 1/72

    Myślę, że prestiż ojca jest już wystarczająco wysoki po lepszym czy gorszym (nie wszystko nadaje się do publicznego pokazania ) sklejeniu prawie 30 modeli różnorakiego sprzętu wojskowego . Ale, może kiedyś... pozdrawiam
  8. grzesioj

    7TP Mirage 1/72

    Na razie nic, choć chłopak (znaczy syn mój ) gnębił mnie trochę o dwuwieżowego. Ale zdrowia szkoda. pozdrawiam
  9. Wykorzystując przerwy w pracy nad Sd.Kfz.181, związane z oczekiwaniem na schnięcie farby, postanowiłem ulec Waszym słusznym skądinąd sugestiom odnośnie braków przedstawianego modelu oraz zupełnie wbrew sugestiom tyczącym zostawienia go w spokoju, i potraktować go jako poligon doświadczalny do prac nad Sd.Kfz.181 (uff... zawile to napisałem). A zatem - poziome powierzchnie - głównie przód kadłuba, płytę nadsilnikową i strop wieży pokryłem mieszaniną różnych olejnych i akrylowych brązów (to znaczy - nie mieszałem akryli z olejami, lecz pokrywałem model na zmianę to tymi, to tymi farbami). Spowodowało to znaczne przytłumienie krwawych zacieków rdzy oraz dużych, okrągłych placków obić. Obicia poprawiłem najcieńszym pędzlem, jaki posiadałem. Zrobiłem to myślę z umiarem - głównie na stropie wieży oraz w pobliżu włazów kierowcy i radiotelegrafisty, po czym znów pokryłem je rozcieńczoną mieszaniną, tym razem brązów i zieleni. Efekt jest taki: Pniaków niestety się nie pozbyłem. Z tego, co pamiętam, są one dosyć solidnie przyklejone do błotnika i boku kadłuba klejem cyjanoakrylowym, zatem próba ich odklejenia zakończyłaby się pewno uszkodzeniem prawego boku modelu. Cóż, zawsze można powiedzieć, że zapobiegliwi Niemcy przywieźli sobie te pniaki z Europy . W moim subiektywnym odczuciu model nie wygląda gorzej niż wyglądał. Czy tędy droga? pozdrawiam
  10. . Oczywiście, że tak . Miałem na myśli: pędzlem. pozdrawiam
  11. Ja również go nie posiadam z powodów dość podobnych, choć nie tylko takich. Wszystkie moje modele maluję ręcznie. Jaki przedstawiają poziom (chodzi o samo malowanie) - nie mnie to oceniać... pozdrawiam
  12. Próbuj, próbuj. Może wspólnymi siłami wypracujemy jakąś technikę, która rzuci na kolana Kolegów Modelarzy i wszystkich producentów aerografów . pozdrawiam
  13. I tak powinno się to robić. Pod wpływem Twoich uwag wczoraj odświeżyłem metaliczne przetarcia. Dzięki za słowa uznania. Co do zdjęć - nie jestem mistrzem fotografowania, więc w rzeczywistości wygląda nieco inaczej, myślę, że nieco lepiej . pozdrawiam
  14. Jak w tytule, czyli 7TP Mirage 1/72 . Model w mojej (czytaj syna) kolekcji dość przypadkowy - no cóż, to plon wakacyjnego jeszcze urlopu: po prostu weszliśmy do pewnego sklepu w Krakowie, no i nie mogliśmy wyjść z pustymi rękami . A że wyboru w 1:72 specjalnie nie było, wyszliśmy z 7TP. Co do samego modelu - jak na tę wielkość zrobiony nawet nieźle, choć to, co nie razi zbytnio w modelach większych, tutaj może urosnąć do rangi problemu - np. milimetrowej szerokości szczelina między pokrywą włazu kierowcy a kadłubem (jakoś przy pomocy kleju CA i kawałka ramki rozciągniętej nad ogniem dałem sobie z nią radę). Model trochę chyba "przedetalowany", ale pewnie wynika to z uniwersalności ramek - są tu części do zdaje się dwu wersji 7TP jednowieżowego, trochę części do dwuwieżowego (choć oczywiście bez samych wież). Tutaj też zetknąłem się po raz pierwszy z fascynującym pomysłem konstruktorów , polegającym na tym, że długość gąsienicy (naturalnie gumowej - brrr...) dobieramy do położenia koła napinającego, zaś położenie koła do ... długości gąsienicy. Efekt tego jest taki, że z lewej strony gąsienicę mam trochę za krótką, z prawej - za długą, co dokładnie widać na zdjęciach. Model wykonany prosto "spudła", w całości malowany jest przy pomocy pędzli lakierami Humbrol (dość przypadkową mieszanką) oraz akrylami Pactry. Malując plamy kamuflażu wzorowałem się na jakimś gotowym modelu z pewnego forum modelarskiego, nie wiem więc, ile mają związku z rzeczywistością, ale dla nas to mało istotne. Model budowany był w małym pośpiechu, gdyż wedle rozkazu małego dowódcy miał powstać na 1 września. Powstał na drugiego. Żeby zakończyć to przynudzanie - nie wiedziałem za bardzo, jakie ślady eksploatacji nanieść na czołg - lato 1939 było ponoć suche (choć różnie mówią), czołg z pewnością długo nie walczył (niestety), więc pewnie się nie "zeksploatował". Naniosłem na niego tylko pastelowe cienie i wykonałem lekkie przykurzenie Humbrolem 103, choć na zdjęciach niespecjalnie to widać. A zatem, zapraszam do krytyki. Zdjęcie uzmysławiające wielkość modelu: pozdrawiam
  15. Oniemiałem po tych słowach... Są wytarte, uwierz mi, jednakże wytarcia te nieco się "rozmydliły" podczas pokrywania układu jezdnego którąś tam z kolei warstwą lakieru bezbarwnego (po prostu - przestały się błyszczeć) i, zaiste, na żadnym zdjęciu tego nie widać. Tak wyglądały koła zębate na wczesnym etapie budowy modelu: Niestety, nie mam późniejszego zdjęcia. Podobnie, jeśli przyjrzysz się 32-mu z kolei zdjęciu w pierwszym poście (to z zapałką), to zauważysz pokrytą metalicznym kolorem powierzchnię roboczą kół jezdnych. Ale to pryszcz, można to wszystko jeszcze raz poprawić. Z resztą, modelu nie uznaję jeszcze w 100% za ukończony, coś tam pewno jeszcze dołożę. A o ułomności samego zestawu Dragona długo można by rozprawiać... pozdrawiam
  16. Jestem totalnie zaskoczony kierunkiem, jaki obrała dyskusja . Że też ktoś przypomniał sobie o moim modelu... pozdrawiam
  17. Zgodnie z obietnicą daną dość dawno temu, postanowiłem przedstawić, na zasadzie ciekawostki, technikę, jaką pomalowałem przedstawione już wcześniej na Naszym Forum modele E-100, StuG 40 i Jagdpanzer IV: Oczywiście, technika ta w dobie używania aerografów jest zupełnie anachroniczna i archaiczna, jednakże może stanowić zachętę do prób dla tych, którzy z jakichś powodów nie dysponują rzeczonym aerografem, a chcieliby wykonać model z dość płynnym przejściem barw. A zatem, do dzieła. Jako produktu wyjściowego użyłem modelu Sd.Kfz 181 Panzerkampfwagen VI (P) Dragona w skali 1:72. Modelu nie najlepszego z wielu przyczyn, których tutaj opisywał nie będę. Stan, od jakiego zaczynamy naszą relację wyglądał tak (to coś w górnym lewym rogu na fotografii, to niemodelarskie dzieło mojej córy): Dojście do takiego etapu budowy może oczywiście stanowić opowieść samą w sobie, ale nie będziemy jej tutaj przytaczać. Dość wspomnieć tylko o nie do końca udanej operacji składania gąsienic z niemalże pojedynczych ogniw, czy walkę o dopasowanie do siebie części kadłuba, czy wieży. No, ale mamy to, co mamy. Na tym etapie kadłub modelu pokryty był, o ile dobrze pamiętam, chyba pięcioma warstwami farby - bodajże dwa razy malowałem go Humbrolem 84, użytym jako farba podkładowa, oraz trzy razy mieszaniną 1:1 Humbrola 84 i 103. Farby do malowania były oczywiście odpowiednio rozcieńczone, aby pod tyloma ich warstwami nie zaginęły szczegóły faktury powierzchni modelu. Przyznam, że w tym miejscu miał miejsce eksperyment, gdyż dotychczas od razu modele malowane były przeze mnie kolorami bazowymi jedynie dwa razy - raz farbą dość gęstą, drugi raz znacznie rozrzedzoną. A teraz pora na kolejnych aktorów spektaklu, myślę, że obędzie się tutaj bez dodatkowych słów: Nie wiem, czy są to kredki najwyższej, czy najniższej klasy. Takie były w domu. Jak widać, nie jestem ich jedynym użytkownikiem. Co do wybranych kolorów - przedstawione są powyżej, nawet nie potrafię ich nazwać. Po prostu stwierdziłem, że po roztarciu mają odcień, który najbardziej mi odpowiada. A więc zaczynamy. Na początku pragnę jedynie nadmienić, że malowanie będzie nieco z gatunku s-f, choćby z tego powodu, że przy pomocy pasteli nie jesteśmy w stanie wykonać dowolnie krótkich i dowolnie wąskich pasków. Zatem - delikatnie rysujemy na powierzchni wieży wężyk: po czym rozcieramy go kolisto-posuwistymi ruchami pędzla: Poprawiamy, rysując na roztartym pasku kolejny pasek, również delikatnie: i znowu go rozcieramy: I tak rysując i rozcierając, malujemy jednym kolorem paski na stropie wieży. Potem przychodzi kolej na jej boki: I z mozołem tworzymy najpierw paski jednego koloru: potem drugiego: Po kilkudziesięciu minutach mamy pokryty cały czołg. Pastele zabezpieczamy poprzez ostrożne naniesienie terpentyny. Zabieg ten może nie tyle utrwala pył, ile zmywa jego nadmiar, powodując brak rozmazywania przy pokrywaniu lakierem bezbarwnym. Po zalakierowaniu model prezentował się tak: Później, po całkowitym wyschnięciu lakieru bezbarwnego (z pomocą przyszedł kaloryfer), czynności nanoszenia pasków powtórzyłem (tak, tak...) i po kolejnym, kilkudziesięciominutowym, mozolnym nanoszeniu tychże pasków, dla stonowania odcieni pomalowałem model rozcieńczoną farbą Humbrol 29. Model wyglądał tak: Teraz, po wyschnięciu nadszedł czas na nanoszenie kalkomanii. Zwykle układam je na tzw. chama, czyli po odklejeniu z papierowego podkładu smaruję pod spodem lakierem bezbarwnym i kleję na ten lakier. Tutaj postanowiłem poeksperymentować, co niestety, nie wyszło na dobre. Takową metodę, którą tu zamierzałem zastosować, już raz wykorzystałem, i to z dobrym skutkiem (patrz: M4A3 Sherman Eduard 1:72). Polegała ona mianowicie na pomalowaniu miejsca pod kalkomanie bezbarwnym, błyszczącym lakierem, a następnie ich położenie bez żadnych "wynalazków". Nie wiem, co mnie podkusiło do zastosowania tej metody, tym bardziej, że na kalkomaniach Dragona już raz się przewiozłem (patrz: E-100 Dragon 1:72). No, ale, słowo się rzekło, model pomalowałem, kalkomanie położyłem. Owszem, tuż po położeniu wyglądały pięknie, im dłużej schły, tym bardziej zaczynały się srebrzyć. W końcu, po pokryciu lakierem bezbarwnym, stało się to samo, co z kalkomaniami na wspomnianym E-100. Po prostu się srebrzą i już (szczególnie ta, na tylnej płycie kadłuba - porażka ). Tak model prezentował się na tym etapie budowy: Kalkomanie (szczególnie numery 003) są niestety trochę za duże względem tego, co pokazuje instrukcja malowania. Teraz, po wyschnięciu kalkomanii i położonego na model lakieru bezbarwnego, kolejnym etapem malowania modelu jest jego wycieniowanie. Polega ono mniej więcej na tym samym, na czym polegało nanoszenie plam kamuflażu, z tą jednakże różnicą, że nie maluję kredką linii na powierzchni modelu, lecz ścieram kredkę pędzlem oraz nanoszę pigment tylko w "zakamarki" modelu, w załamania jego bryły. Gdy zakończyłem ten etap malowania, przystąpiłem do zapuszczania rozrzedzonego lakieru Humbrol 33 (czarny matowy) w linie podziału blach i wszelkie zagłębienia przy pomocy pędzelka Italeri 00. Pomaga to uwydatnić szczegóły modelu, jak wgłębnie wykonane nity, reflektory, siatki, liny itp. Po wyschnięciu farby nakładanej w tym etapie, przy pomocy również rozcieńczonego lakieru Humbrol, tym razem 103 Matt Cream rozjaśniłem duże, płaskie powierzchnie, takie, jak strop wieży, blachy nad silnikiem. Być może zdjęcia nie oddają w pełni tego, jak model się zmienił po tych czynnościach, ale spójrzmy na fotografie przedstawiające model na tym etapie budowy. Po kilkuminutowej zabawie z ustawieniami aparatu uzyskałem zdjęcia nieco bardziej szczegółowe: Logiczną koleją rzeczy jest naniesienie metodą suchego pędzla metalicznych otarć na krawędzie czołgu, doklejenie i pomalowanie km i podnośnika oraz narzędzi i lin na boku kadłuba (brr... odlew razem z kadłubem). Model wygląda teraz tak: Ostatnim, jak na razie, etapem pracy nad modelem było naniesienie obić. Praca, której najbardziej się obawiałem ze względu na to, że moje dotychczasowe dokonania w tej dziedzinie nie zdobyły Waszego uznania. Po wielu próbach z różnymi gąbkami i pumeksami postanowiłem zaryzykować, i otarcia namalować pędzlem. Najmniejszym, jaki posiadałem - Italeri 00, przy pomocy mieszaniny Humbrola 160 i 33. Oto efekty (niestety, tym razem zdjęcia nie wyszły najlepsze): Obicia zostały wykonane wedle zasady "im mniej, tym lepiej", ewentualnie "co za dużo, to niezdrowo", a więc bardzo oszczędnie. Po naniesieniu obić model został polakierowany dość obficie bezbarwnym matem (bo padło już pytanie - kiedy mogę bawić się nowym tygrysem ?), co poskutkowało "zatarciem" metalicznych, błyszczących obić na modelu - po przecież pokryty został matem. Ponieważ na kilka chwil przestało padać i zrobiło się na tyle sucho, że można było model wystawić na zewnątrz, zrobiłem dwie fotki w naturalnym świetle, bez lampy błyskowej. Uwagę zwraca bardziej stonowany kolor modelu niż na poprzednich zdjęciach: Zapraszam do skomentowania tego, co zobaczyliście. pozdrawiam Grzesiek
  18. Ja umieszczam zdjęcia w rozdzielczości 800 x 600 na stronie http://imageshack.us/. Kopiuję stamtąd link bezpośrednio do zdjęcia (Direct Link) i wstawiam go do postu w następujący sposób: [img=link_do_mojego_zdjęcia] I to wszystko. W poście wyświetlają się od razu fotki w rozdzielczości 800 x 600. pozdrawiam
  19. Problem w tym, że dociągnąłem go już do takiego stanu (malowany pędzlem, jak zwykle..., wykonywany prosto "spudła"): Więc na zakładanie warsztatu i wysłuchiwanie rad (oczywiście dobrych ) troszkę chyba za późno. pozdrawiam
  20. Tak, pisałem o tym. Aby je położyć, trzeba było stosować pewne fortele, ale nie miejsce, aby o nich pisać. Cóż, kolor wykonany według tajemniczej receptury, zawartej w instrukcji montażu: 40% zieleń morska + 35% myszaty ( cokolwiek by to miało znaczyć) + 25% piaskowy. Też mnie to teraz mierzi, ale wtedy tak umiałem, tak wykonałem. To, że nie prezentuję nic nowego, nie znaczy, że nad niczym nie pracuję. Niestety, model wybrałem nie najszczęśliwiej: Jest to model, oględnie mówiąc, nie najlepszy, do którego bardzo się zniechęciłem, a jeśli jakiś model buduje się bez tzw. serca, to wiadomo, co wychodzi. Jeżeli tylko wyjdzie z niego coś takiego, że nie będzie wstydu to pokazywać, to (pamiętam o obietnicy) przedstawię sposób jego malowania pastelami, tak, jak StuG, Jagdpanzer IV czy E-100. Tak czy inaczej, dziękuję za konstruktywną krytykę. pozdrawiam
  21. Hm... , w trakcie sklejania modelu nie przyszło mi nawet do głowy, że Maknassy Pass może mieć coś wspólnego z Tunezją... Jeszcze ten zielonkawy, zupełnie niepustynny kolor. Cóż, jest mi wstyd i z pochyloną głową poddaję się dalszej krytyce... pozdrawiam
  22. Ponieważ dawno już nie straszyłem Was swoimi dziełami, postanowiłem nieco o sobie przypomnieć i wygrzebałem kolejny, stareńki (bo sklejony w 2007 roku) model. Jak w tytule - PzKpfw VI Tiger Ausf H REVELL 1:72. Zamieszczam go z pełną świadomością, choć jestem pewien, że na moją głowę posypią się gromy . Ale jako usprawiedliwienie jego wyglądu przyjmuje fakt, że był to 5 czy może 6 wykonany przeze mnie model, pierwszy Revell'a po kilku knotach Italeri. Zatem, model w całości malowany pędzlem lakierami Humbrola, i, o ile dobrze pamiętam, bezbarwnym matem Aster'a. Model dość trudny (a na pewno jak dla początkującego) ze względu na skomplikowany układ jezdny i gąsienice z dwoma grzebieniami każda. W tej chwili pewno wykonałbym go zupełnie inaczej, czy lepiej, trudno powiedzieć. Na pewno zająłbym się błotnikami, bo tu wyglądają jak pancerne okapy , pewno inaczej bym go pomalował, inaczej ubrudził, inaczej poobijał i poobdrapywał (wygląda, jakby go kto poobijał młotkiem, a ta rdza wygląda niemal jak krew...). No, ale jest jak jest (to jego, nazwijmy, pierwotne wykonanie). Wykonałem piękna łopatę, tylko nie zrobiłem jej uchwytów... Porównanie z naszą mocną walutą. Na zdjęciu uwieczniła się też noga od krzesła. Któregoś dnia, całkiem niedawno, model trochę ulepszyłem. Ciut go przemalowałem, dorobiłem zacieki na kołach, powiesiłem hełm (żywiczny) i wiadro (twórczość własna). No i teraz wygląda tak: pozdrawiam
  23. No, żenujące to może za dużo powiedziane, ale upór, z jakim nie chce Ci się powiedzieć, sugeruje, że nie chcesz powiedzieć. pozdrawiam
  24. grzesioj

    Panzer IV E Dragon 1/35

    Czy kaktusy rosną w Afryce? pozdrawiam
  25. Mam głupie pytanie , dotyczące ostatniego zdjęcia. Czy okopcenie lufy zachowało się mimo stacjonowania pojazdu przez kilkadziesiąt lat na dnie rzeki, czy to może nie okopcenie? EDIT: Oj, przepraszam. umknęło moim niedowidzącym oczom , że pojazd raz wystrzelił. pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.